Connect with us

Szukaj, a znajdziesz...

Chaos Vault

A-E

Bittered „Hubris Aggression”

Bittered  Hubris AggressionWydawca: Lost Apparitions Records

Dzięki swojej niezmierzonej dobroci odkrywamy dziś przed Wami kolejny debiutujący zespół. Dogłębnie analizujemy, rozważamy wszystkie za i przeciw. Czy będzie warto zakupić ten album? Czy zespół rokuje? Czy czas poświęcony dla Bittered zaprocentuje w przyszłości? Dowiecie się z poniższej recenzji.

Szara okładka z ptaszyskiem i notka „doom/sludge” zwiastuje, że to nie będzie wesolutka muzyka. Faktycznie, czterech Amerykanów na „Hubris Aggression” nie planuje Was zabawiać, pewnie woleli by podtapiać słuchacza w błocie zamiast tego. Ja mam za sobą już dobre kilka przesłuchań tego albumu i mogę powiedzieć tak: zasadniczo debiut Bittered to taki tygiel – mamy tu rzeczywiście sporo doom’u, a do tego jest i domieszka crustu, rzutująca głównie na brzmienie tego krążka. Z muzyki kwartetu przebija się wkurwienie, jakiś rodzaj nieokrzesanego prymitywizmu. I faktycznie sporo sludge’u. Zajeżdża to Crowbar, bardzo mocno, ale jakby trochę szybszym i niestety pozbawionym ich ciężaru. I jak dla mnie – trochę za mało urozmaiconym. Tak naprawdę gdzieś od wysokości trzeciego numeru tracę rachubę. Potem to tracę kontakt z tym krążkiem jak poseł Pęk z rzeczywistością. Przy czym nie kładę się na środku hotelowego holu, ale słucham dalej, by załapać co i gdzie. Ma ten krążek momenty, ale w gruncie rzeczy przypominam mi taką breję z mokradeł Mississipi, trudną do rozróżnienia. Często jest to zaleta przy tego typu produkcjach, ale jakoś Bittered mnie nie porywa tak jak powinien, nie zgniata mnie ciężarem… Właściwie to nic mi nie robi. Zespół naprzemiennie atakuje nas agresywnym, wkurwionym przekazem lub muli i miesza jak w kotle ze smołą, ale tak naprawdę niewiele z tego wynika. Po raz kolejny tylko udowadniają tezę, że grać sludge to trzeba umieć, mieć zmysł kompozycyjny, by słuchacza zaintrygować, sprasować lub zrobić z nim cokolwiek innego, byle nie zasnął albo nie wyłączył znudzony krążka.

No jak dla mnie to ten debiut jest taki sobie. Ani mnie ziębi, ani mnie grzeje, nie przytula, ale też nie gryzie. Zasadniczo – ja tam do niego raczej nie wrócę, mimo że przyzwoita to muzyka. Ale czy jest sens tracić czas na muzykę tylko przyzwoitą?

Ocena: 6/10

Tracklist:

1. Places You Never Dreamed Of  
2. America Is Killing You  
3. Anger and Guilt  
4. Poisoned Earth  
5. Mouth Full of Shit  
6. Illusion of Man  
7. Push It Down  
8. In the Skies  
9. Consumed by Garbage

 

Oracle
Autor

12689 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chaosbook

Powiedzieli...

Polecamy jeszcze

Wywiady

Debiutancki album naszego rodzimego Death Epoch narobił dość sporo hałasu na podwórku. Jako że Lord K i Morgul już powoli zapuścili korzenie w naszym...

Wywiady

Szczerze? Rozczarowałem się tym wywiadem. Debiutancki album Fadheit jest przednim materiałem. Postanowiłem więc, że zapytam co słychać u tych zwyroli. Jednak Selbstmord okazał się...

K-O

Wydawca: Werewolf Promotion Jako, że na Ukrainę mam niedaleko naprawdę polubiłem ten kraj i gdyby nie jebany koronawirus, pewnie dziś siedziałbym sobie we Lwowie...

F-J

Wydawca: Putrid Cult Co to się porobiło! Morgul wydał album z gatunku DSBM! Jako mistrz cięcia się wzdłuż i wszerz w redakcji kwestią czasu...

Copyright © 2004 - 2020 Chaos Vault