Bedsore „Hypnagogic Hallucinations”

Wydawca: 20 Buck Spin Records

Dobra, a co powiecie na kalejdoskopowy metal śmierci? Coś musicie powiedzieć, bo nie po to Bedsore kombinowali, jakby tu nazwać swoją muzykę. Chyba, że nie wiecie, to ja coś wymyślę.

Tylko najpierw odsłucham „Hypnagogic Hallucinations”, czyli złożoną z siedmiu kompozycji debiutancką EPkę tej hordy. Najpierw zastanawiałem się o co kurwa chodzi z tym kalejdoskopowym death metalem, a jak już odsłuchałem ten materiał to zastanawiam się jakby mniej. Ale z drugiej strony dalej nie do końca rozumiem, po chuj taka głupia łatka. No bo wiecie, rozumiecie – Bedsore rzeczywiście bawi się inspiracjami, przekłada te swoje klocki raz tak a raz siak, a wszystko to na death metalowym budulcu. Włosi chcą chyba trochę podążać drogą wyznaczoną przez Sweven (a uprzednio Morbus Chron) czy Venenum. Ja przyklaskuję takiej muzyce i takiej idei. Tylko jeszcze w przypadku Bedsore musi mi się to chyba wszystko przegryźć. I przetrawić. Bo o ile kojarzę to w kalejdoskopie te małe elementy układały się w logiczne wzory, a na „Hypnagogic Hallucinations” nie do końca mi się wszystko zgadza. Czasem, jak w przypadku „Brains on the Tarmac”, który jest chyba najdłuższą kompozycją na krążku robi się po prostu nudno. I to są właśnie te momenty, kiedy zamiast kombinowania życzylibyście, żeby wjechało kilka strzałów na pysk, bowiem jakoś tak bardziej by pasowały. No ale nie, Bedsore widzi to trochę inaczej – dla nich jednak mieszanie tego wszystkiego ma większy sens. Ich wybór – ta muzyka może się podobać, ale jak na ten moment „Hypnagogic Hallucinations” jest zbyt rozwodnionym tworem, bym się mógł nim zachwycić tak jak wymienionymi wcześniej grupami. Zakładam jednak, że to dopiero ich pierwszy krok i wiadomo – nie musi być do końca pewny a sama grupa nie musi od razu wiedzieć, w którą stronę chce podążyć.

Z drugiej strony będę Bedsore obserwował, bo tu mogą się wykluć ciekawe rzeczy kiedyś. Więc też rzućcie sobie czasem uchem.

Ocena: 6/10

Autor

12268 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *