Batushka “Liturgya”

Wydawca: Witching Hour Productions

Chyba tak już, co roku musi być, że w grudniu pojawia się jakaś płyta, która zamiesza na polskiej scenie, forach i facebookach. W roku poprzednim tak się stało za sprawą debiutu Eerie a w tym roku trzeba się mierzyć z Batushką.

Ja mam z tą płytą ogromny zgryz. Przesłuchałem ją mnóstwo razy. Chciałem ją dokładnie przeanalizować, ale mam okropne problemy z obiektywną oceną tego materiału. Mimo wszystko jednak spróbuje. Ta płyta składa się w zasadzie z dwóch elementów: black metalu oraz tych wszystkich prawosławnych ozdobników, śpiewów, zawodzeń. Zacznę od dupy strony, bo od tego „prawosławia”. Mnie osobiście bardzo podobają się takie klimaty. Może, dlatego że mieszkam na wschodzie Polski, czyli w tej części gdzie kultura prawosławna (czy może bardziej grekokatolicka) odcisnęła swoje piętno. Dodatkowo, blisko mam na Ukrainę, gdzie te klimaty są dużo bardziej „żywe” w porównaniu z tym, co po naszej stronie granicy. Zdarzyło mi się, zupełnie przypadkowo, kiedyś uczestniczyć w prawosławnym nabożeństwie gdzieś w zapomnianej ukraińskiej wiosce w górach i muszę przyznać, że zrobiło to na mnie wielkie wrażenie. Dlatego ten element muzyki Batushki bardzo mi się podoba. Według mnie to te klimaty świadczą na korzyść tego wydawnictwa. Stanowią o jego wyjątkowości. Gdy słuchałem sobie płyty Teitanblood „Death” zawsze jarałem się tym ostatnim numerem (a w zasadzie outro), na którym zawarte są właśnie takie prawosławne śpiewy. Bardzo mi się to podobało i myślałem sobie: „Zajebiście byłoby, jakby ktoś nagrał black metalową płytę w tych klimatach”. Ja jestem muzycznym beztalenciem, więc wiadomo, ale na szczęście nieco ponad rok później wychodzi taka Batushka. Posłodziłem trochę, to teraz będzie kilka gorzkich słów, bo przechodzimy do analizy elementu black metalowego. Riffy są pomyślane tak, żeby były bardzo przyjazne dla uszu, przez co są bardzo przewidywalne. W tej materii raczej nic nikogo nie ma prawa zaskoczyć. Kolejny minus to wokale. Mnie zwyczajnie drażnią. Po wielokrotnych odsłuchach trochę się przyzwyczaiłem, ale nie jestem w stanie tego skrzeku całkowicie zaakceptować. Poza tym ten wokal bardzo mi się kojarzy. Nie powiem z kim, ale napiszę jedynie, że według mojej teorii niedaleko pada jabłko od jabłoni.

Żeby lekko to podsumować: „Litourgiya” trafia w moje osobiste gusta bardzo celnie. Nie mogę jednak zignorować faktu, że black metal stanowiący kościec tej muzyki jest zwyczajnie średni… Chciałbym jeszcze Wam napisać o zajebistości szaty graficznej tego wydawnictwa, ale na swoją kopię czarnego placka czekam i czekam, i czekam…

Ocena: 8/10

 

 

Autor

878 tekstów dla Chaos Vault

1 komentarz

  • “Poza tym ten wokal bardzo mi się kojarzy. Nie powiem z kim, ale napiszę jedynie, że według mojej teorii niedaleko pada jabłko od jabłoni.”

    No proszę. A jak pisałem, że to Bart, to wszyscy stękali o teoriach spiskowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *