Battlerage „The Slaughter Returns”

Wydawca: Metal On Metal Records

Ciekawe ilu z Was wyrośnie z „zabawy w metal” po pewnym czasie? Gdy trzeba będzie szukać pracy, zostać przedstawionym przyszłym teściom, wziąć kredyt na mieszkanie albo odkładać na studia dla dzieciaków? A może jeszcze wcześniej, albo może później?

Takie mnie filozoficzne rozważania wzięły podczas słuchania „The Slaughter Returns” chilijskiego Battlerage. Dlaczego akurat przy nich? Nie wiem, może dlatego, iż Battlerage to zespół true metalowy z krwi i kości, z całą tą otoczką bohaterskich wojowników, metalowej glorii i chwały, zwycięskich bitew i tym podobnych. Sami przyznajcie, w pewnym wieku nie wypada obnosić się z sympatią dla takich rzeczy, co? Jeśli przytaknęliście, to powiem Wam jedno – a właśnie, że gówno prawda. Nie wiem, jak Wy, ale ja w płytach takich jak „The Slaughter Returns” (nota bene kompilacji dwóch epek i dwóch bonusowych kawałków) słyszę radość grania, która emanuje od tych gości, a przecież ich młodzieńczy trądzik nie dotyczy już od kilku lat. Mało tego, udziela się to również mnie (radość, nie trądzik). Muzyka oparta na klasycznych wzorcach amerykańskiego heavy metalu, kipiąca testosteronem, uderza niczym rozpędzona konnica, dając posmakować oponentom miecza i ognia. Taa, mówiłem przecież, że i mi się udziela od tych gości. No ale jak ma się nie udzielać przy takich kawałach jak „The Battle Slain”, „Held High The Chaos Sword” czy „Black Riders Of Destruction”? Piłująca gitara, galopująca perkusja, silny, męski wokal – ile razy słyszeliście już coś takiego? Fakt, ja też dużo i często, ale przy ostatnim wydawnictwie Battlerage w ogóle mi to nie przeszkadza, zwłaszcza, że „Grind Their Bones” potafi rzeczywiście pogruchotać kości, a to nie jedyny przykład. Dodatkowym plusem jest to, że utwory, które w są oczywiście w pewnym stopniu podniosłe, to jednak nie ma tu przesady i Chilijczycy nie popadają w śmieszność, stając się karykaturą zespołu true metalowego. A o to niestety często nie trudno. Dzięki temu, przy takich hymnach jak „Metal Slaughter” nie chce się śmiać z infantylnej postawy chłopaków i zastanawiać się, czy dalej biegają po mieszkaniach z plastikowymi mieczami, lecz raczej w knajpianej atmosferze skandować za Fox-Linem tekst, unosząc kufel ku niebu. Bo true metal znajdujący się na „The Slaughter Returns” służy właśnie przede wszystkim zabawie i radości z muzyki.

Nie należę do „starej gwardii”, ale i do młodzików też już raczej się nie zaliczam. Ale symptomów znudzenia „zabawą w metal” u siebie nie zauważam. Właśnie dzięki takim zespołom jak Battlerage z metalu się nie wyrasta, a często czuje się wręcz to pierwsze, dziewicze zachłyśnięcie tą muzyką.

Ocena: 5,25/6

Tracklist:

1. Mortuus Advocare (intro)
2. By Steel I Reign Supreme
3. The Battle Slain
4. Grind Their Bones
5. Dark Arrival of Powers Malign
6. Metal Slaughter
7. Held High the Chaos Sword
8. The Axeman (Omen (US) cover)
9. Black Riders of Destruction
10. From the Deepest Hell
11. Steel Supremacy (outro)
12. Blessed by the Axe
13. By Steel I Reign Supreme (2006 version)
Autor

11354 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *