Barús „Barús”

Barús - BarúsWydawca: Emanations / Les Acteurs de l’Ombre Productions

Materiał ten co prawda ma już prawie rok, ale dzięki tegorocznemu wznowieniu przez francuzów z Emanations ponownie wszedł do obiegu, dzięki czemu różnymi kanałami komunikacyjnymi trafił w końcu i do mnie.

Czego by nie mówić, francuska scena metalowa w przeciągu tych parunastu lat wypluła parę naprawdę dobrych hordes, które już na stałe wpisały się w pejzaż metalowej sceny. Wystarczy spojrzeć chociażby na takie zdystansowane i łamiące konwencje black metalowego gatunku Peste Noire czy bijące chłodem bardziej niż norweskie hordy Blut Aus Nord. I gdzieś między nimi właśnie, nieśmiało stara się od pewnego czasu (dokładniej od zeszłego roku) bytować także Barús. Co prawda poruszający się po płaszczyźnie emanującej śmierćmetalową agresją, to jednak już śmiało mogącym kandydować do miana muzycznej osobliwości. To co gra Barús, nie jest być może niczym nadzwyczajnym. Jeśli dorzucimy jednak do tego pierwiastek wielkiego Triptykon oraz intensywność takiego Meshuggah otrzymamy silnie skondensowany monolit, potrafiący obrócić w gruzy mury mitycznego Jerycha. Debiut Barús jest więc właśnie taką sążną porcją death metalu którą osobiście lubię, a która rekompensuje mi brak chociażby nowego albumu Ulcerate. Mamy więc u Barús wszystko to, co w tego typu muzyce jest istotne: technika, ciężar, niezliczone ilości death metalowego gruzu (miażdżąco-drenujący mózg bass w “Chalice”), agresja, a nawet chwila oddechu w dusznym, doom metalowym klimacie, polanym dodatkowo delikatnym substytutem post metalowej melancholii (wbijający w ziemię “Disillusions”). Dzięki temu “Barús” jawi się jako twór, który potrafi wbić się w głowę na tyle mocno, że skutki jego usunięcia mogą powodować rychłą śmierć. I to u Francuzów podoba mi się najbardziej. Zdecydowanie i konsekwentnie od początku do końca z matematyczną precyzją zespół zbudował na swoim debiucie odpowiedni klimat, obok którego nie sposób przejść obojętnie, a który pozostaje w pamięci na dłuższy czas. Szkoda tylko, że jak na taką intensywność epka zamknęła się w nieco ponad 20 minutach  grania, co zdecydowanie spowodowało u mnie lekki niedosyt. Wszystkiego mieć nie można.

Nie mniej “Barús” to kawał chirurgicznego grania, nastawionego na zmiażdżenie słuchacza siłą i kontrolowaną agresją. Co powinno przypaść do gustu każdemu, kto lubi precyzyjnie zadawaną, soniczną śmierć.

Ocena: 8,5/10

Tracklista:
1. Tarot
2. Disillusions
3. Chalice
4. Cherub

Autor

460 tekstów dla Chaos Vault

Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

1 komentarz

  • jerycho bylo jak najbardziej realne, mityczne mogly byc jego mury, a raczej sposob ich zburzenia 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *