Bane “Chaos, Darkness & Emptiness”

Wydawca: Abyss Records

Debiut Serbów wysłuchałem na wszystkie strony, ażeby ilość bzdur przypadających na jedną recenzję zminimalizować jak tylko się da. Sami oceńcie, czy wyszedłem z tej próby obronną ręką.

Bane to kapela licząca sobie cztery wiosny. Nie tak dawno wypuścili pełnowymiarowy album, pierwszy w swojej karierze, który nosi tytuł „Chaos, Darkness & Emptiness”. Nie jest to krótka produkcja, a przy tym złożona jak polska scena polityczna z okresu międzywojnia. Trzonem jest black metal o mocnym symfonicznym zabarwieniu. Osobiście dla mnie słowem – kluczem jest Dimmu Borgir. I to zarówno z wczesnych płyt jak „Enthrone Darkness Triumphant” (choćby klawisze w „Abhorrence”) jak i późniejszych w stylu „Puritanical Euphoric Misantrophia”. Rozmach, złożoność kompozycji, pewien przytłaczający słuchacza majestat wybranych fragmentów. Choć Bane nie stroni i od death metalu w stylu późnego Death (posłuchajcie schuldinerowskiej solówki w utworze „Lost Shadows”), jednak zdecydowanie jest go mniej na rzecz właśnie black metalowych patentów. Owszem, maniacy czerni stwierdzą, że jest to melodyjno klawiszowe gówno, no ale podejrzewam, że tak Bane jak i ich norweski wzorzec nie tworzą raczej dla tej grupy. Ja sam nie jestem największym zwolennikiem takiego grania, jednak wraz z czasem jaki poświęciłem na „Chaos, Darkness & Emptiness” ten album coraz bardziej przypadał mi do gustu. Na pewno jest to też zasługa świetnego brzmienia, jakie udało się Bane wypracować – potężnego, masywnego, a jednak bardzo selektywnego – świetnie obrazuje to „Plague Upon Yourself”, który zawiera taki Bane w pigułce: burzliwe i mocne aranżacje, dwa wokale, po chwili zostają zastąpione spokojną gitarą akustyczną, która usypia czujność słuchacza przed nadejściem kolejnej porcji ciężkich, a jednak nie pozbawionych melodii, gitar. I tak nam mija czterdzieści minut. Jeszcze co do inspiracji Norwegami – rzut oka na okładkę również umacnia nas w silnym przekonaniu, kto wywarł na Bane największy wpływ i dlaczego właśnie Dimmu Borgir.

Nie wiem, czy stężenie bzdur jest powyżej czy poniżej dopuszczalnej normy. Aby to ocenić, najlepiej zasięgnąć u źródeł i zapoznać się z „Chaos, Darkness & Emptiness” a następnie skonfrontować z niniejszym tekstem. Do czego usilnie zachęcam.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Awakening Of The Evil Spirits
2. The True Insomnia
3. Pandemonium
4. Lost Shadows
5. Abhorrence
6. Plague Upon Yourself
7. Inherited Infection
8. The Haunting Presence
9. Dysthymia
Autor

12456 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *