Wydawca:Moribund Records
Każdy, kto słyszy hasło: Black Metal ma już jakaś tam opinie na jego temat wyrobiona. Albo nie wie co to jest, jak przeciętny pijacy piwo przed telewizorem Kowalski. Albo ma to w dupie, jak zatwardziały fan Death Melatu albo się tego boi jak fan hardcora.
Opinie te mnożyć można w nieskończoność, a prawda jest jedna i bardzo prosta: jak ktoś gustuje w takich dźwiękach to łyka tak naprawdę większość bez popity i jest mu z tym dobrze. Azaghal i ich najnowsze wydawnictwo „Nemesis” skierowane jest właśnie do takich ludzi. Ludzi, którzy na pytanie „Black Metal?” odpowiedzą: „Chętnie Kurwa! Poproszę!”. Płyta zwiera dokładnie to, czego się można spodziewać: konkretny zmasowany atak baterii artyleryjskiej w postaci perkusji. Piechoty uzbrojonej w karabiny maszynowe. Czytaj: gitar. Dźwięku gąsienic czołgowych miażdżących czaski maluczkich wydawanych przez bas. Oraz wokali, które kojarzą się z skwierczącym dźwiękiem palących się zwłok potraktowanych z rana napalmem. Ot, taki niewyszukany specjalnie Black Metal, który ucieszy fanatyków, połechce fanów, przyprawi o uśmiech zainteresowanych i napluje w twarz ignorantom. Żeby jednak nie było tak ładnie to muszę się jednak do czegoś przyczepić. Ością w gardle stoi mi ostatni numer „Satanic Devotion”, który nie odbiega jakoś znacząco od średniej płytowej, ale tutaj zaczęto trochę eksperymentować… W niektórych miejscach na wokal nałożony jest jakiś dziwny przester, przez co dźwięki wydawane przez gardłowego brzmią wręcz kuriozalnie i na koniec pozostawia to pewien niesmak. Ale umówmy się, że mam słabą pamięć i o tym zapomniałem.
Przeciętna płyta, ale mimo wszystko in plus.
Ocena: 6,5/10
Tracklist:













