Aurvandil „Ferd”

Wydawca: Eisenwald (wersja CD)

Strasznie tknęło mnie (do żywego mięsa niemal) oskarżenie plugawe i niecne, jakoby my tu na kejosie zachwycamy się tysiącami bandów kopiujących Desultory. W związku z tym wypieprzyłem te kolejne 382938293 zespołów,  które z nich zrzynają i nie będę ich opisywał. A co. Dzisiaj dla odmiany będzie band, który tnie pod Enslaved z czasów, których niektórzy z czytelników mogą nie pamiętać.

Francuski one man band z nazwą pochodzącą z mitologii nordyckiej postanowił grać muzykę black rodem z Norwegii z lat dziewięćdziesiątych, acz ze wskazaniem na końcówkę pierwszej połowy tychże. Dodatkowo umilają słuchaczom czas dwoma utworami jako żywo kojarzącymi się z gorącymi hiszpańskimi tancerzami wypranymi – rzecz jasna – w Perwolu. Jednym słowem, ten krążek to taki muzyczny „13 wojownik”. Jednakowoż w porównaniu do tego filmu ciekawszy, a mniej śmieszny. Przejdźmy jednak od tych niezrozumiałych formułek, do tego co jest przecież kwintesencją każdej obiektywnej recenzji, czyli do opisu muzyki. Więc: Jest. Wystarczy? Subiektywnie? Okej. Black metal ze wskazaniem na szybkie tempa. Do tego zgodnie z pewną koncepcja istniejącą lata temu wśród zyliona zespołów, które to ducha pogańskiego oddawać na płytach chciały, są smaczki. Wspomniane wcześniej dwa „hiszpańskie” utwory, jakiś klawisze co to tworzyć ma atmosferę. Na szczęście te ostatnie raczej w formie przeszkadzajek, które to podkreślić mają jedynie, wiecie rozumiecie,  pogański wydźwięk muzyki. A na to wszystko obowiązkowa solówka. Jedna. W przedostatnim utworze, ale za to doskonale wkomponowana w cały utwór. Nie na zasadzie: „ej, to w tym miejscu, graj tam gdzie między progami jest taka mała odległość. Tylko zapierdalaj, to będzie solo”. I tak to właśnie subiektywnie rzecz muszę, że szału to może na „Ferd” nie ma, ale jest to zrobione na całkiem przyzwoitym poziomie.

Pewnie nie będę pod koniec 2011 roku pamiętał o tej płycie. Jeśli jednak akurat przypadkiem ją znajdę to z przyjemnością posłucham. Nie za długo, bo i potrzeby takiej miał nie będę, aczkolwiek ze smakiem, bo płyta ta jest w sam raz, acz na raz.

Ocena: 6.5/10

Tracklist:

01. Peregrination I

02. Over The Seven Mountains

03. Through Hordanes Land

04. Still He Walks

05. Peregrination II
Autor

3338 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

4 komentarze

  • Najgorzej jak ktoś swe przerośnięte ego i wrażliwość godną występu w ”Tap Madl” próbuje przerobić na komentarze jedynego i prawdziwego znawcy metalu… Wyluzuj stary bo ci zwieracze pójdą. Wrażliwi się ci metalowcy porobili jak jak niemowlęce pośladki….

  • Ale jesteś w stanie wyczuć ironię i sarkazm? Bo jeśli nie, to mogę się poświęcić i przy każdym tekście tego typu wstawiać >ironia< , albo >sarkazm< . Za stary jestem na to, by kojarzony być z niemowlęcą pupą, nawet mi kremy nie pomogą. Także i wrażliwość obca mi. A, że zacytuje Ciebie "Milion razy wolę muzę weteranów z Desultory, niż tysiące kopistów ich stylu muzycznego którymi często zachwyca się grono autorów piszących dla CH.V. ", Słowo - klucz : ICH. I tak w ogóle. Nikt nie musi się zgadzać z oceną płyty, bo jak już odkryłeś : jest subiektywna, ale nie oznacza to od razu, że sam musi wciskać na siłę swoją, jako jedyną prawdziwa, nie sądzisz? I pisać, że należy im się więcej. A co to mus dawania powrotom weteranów od 8 do 10? A i kamień mi z serca spadł, bo z wymienionych przez Ciebie, robiłem tylko Intestinal. Czyli mało się mogę urażać, że się podniecam powrotem szwedzkiego grania. Śpieszę jednak poinformować, że ani się podniecam - leje w sumie na to -, ani pierwszy raz słyszę taką muzykę, żeby nie było niedomówień. Uwaga, parę >ironia< i >sarkazm< się tu znajdzie, więc luźno,

  • Dziękuję za pouczający wykład o ironi i sarkaźmie. Generalnie takie byłyskotliwe popisy twego sarkazmu i ironii być może robią wrażenie na twoich kumplach gdy im stawiasz piwo…albo kapelach którym wystawiasz ocenę od 8-do 10 w recenzji :).ale na mnie nie koniecznie. Po prostu jest dla mnie socjologiczą mega zagadką, zachowanie się na słowa krytyki lub ostrzejszej polemiki z ”pisarzami” metalowych zinów itp.Taka nadwrażliwośc przy takiej muzie heheheh… Dla Was słowo krytyki jest większym dyshonorem niż nazwanie żydowską świnią naczelnego Gazety Wyborczej. Kurwa a przecież chodzi tu tylko o jebany death metal, który albo jest dobry albo chujowy, ale Tobie chyba tego tłumaczyć nie muszę. Nie było tematu. Niech będzie że Desultory to pedały i nagrli kiszkowatą płytę za chuja nie podobną do Grave. podrawiam .

  • Wrażenia nie robią, bo najpierw trzeba je zrozumieć, a jak mawiał to pewien pisarz – pijak to nie takie łatwe. Więc teraz po ludzku. Stary mnie naprawdę mało rusza krytyka tego typu (bo co to za krytyka?). Zauważ – spróbuj przynajmniej – iż podeszliśmy do tematu z ironią. Zdaje sobie sprawę, że przez internet twarzy i jej mimiki nie widać, no ale kurwa…
    Ujęło mnie stwierdzenie „krytyka”, Co to za krytyka? Wchodzisz i mówisz, ta płyta nie powinna mieć 6,5/10, tylko więcej. No w chuj zajebista krytyka;] Poza tym popatrz, jak już tak się czepiłeś tego Desultory spójrz po sieci jak inni ją oceniają. Różnie – podpowiem – a to jasno chyba pokazuje,że zdania są podzielone.

    I naprawdę nie zauważyłem, żeby z recenzji wynikało, że nagrali kiszkowatą płytę, tylko krążek który nie ruszył opisywacza. I tyle. Jakby to był on pierwszym na świecie, który ma na temat danej płyty inne zdanie od tego, tamtego, czy owego słuchacza.
    Oprócz kumpli pijam również z koleżankami. Polecam poszukać jakiejś, wtedy przestaną Cie zajmować „socjologiczne” bzdury. Pisali o tym kiedyś w „Wolfpacku” If You know what I mean.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *