Wydawca: Thrashing Madness Productions

A dziś mamy do czynienia z całkowitym debiutantem jeśli chodzi o metalową scenę, bowiem „Atomic Sin” to pierwsze wydawnictwo, jakie w ogóle wypuściło amerykańskie Atomic Sin.

A stoi za nim jeden osobnik – Sean G. Warrior. Serio, taką gość ma ksywę. W sumie, kto mu zabroni. Tak czy siak na taśmie wydanej przez rodzimą Thrashing Madness Productions ów Sean zawarł cztery kompozycje – dwie swoje, dwa covery. Zacznijmy od numerów autorskich. „Iron Beast of Hades” to numer oparty na jednym motywie, tak jakby gość chciał sprymitywizować Hellhammer. Serio, ja tu słyszę jeden riff przez cały numer. Drugi kawałek autorski, „Witchfighter” jest już ciut bardziej rozbudowany, bo jest w zasadzie kopią Hellhammer a nie jego uproszczoną wersją, hehe. No ale powiem tak – ja bardzo lubię tego typu granie, ale nawet ono musi mieć kurwa jaja i pierdolnięcie. Niestety, Atomic Sin jest tego póki co pozbawiony. Do tego wkurwiający automat perkusyjny (a przynajmniej tak to brzmi) denerwuje na dłuższą metę przy obcowaniu z tym materiałem. Choć ten zwrot „na dłuższą metę” to trochę na wyrost, bo to demo trwa pewnie z dwanaście minut. Bo poza kawałkami autorskimi są jeszcze covery Running Wild i Bathory. Jasne, „Black Demon” i „Necromansy” to kawałki które bardzo trudno jest spierdolić, więc jakoś tam się bronią. Jednak jakoś nie mam ochoty powracać do tej demówki ponownie.

Nie wszystko złoto co się świeci i nie wszystko kult co powołuje się na lata osiemdziesiąte. Osobiście uważam, że ten materiał jest cholernie przeciętny i raczej nie wart Waszej uwagi.

Wydawca: 5/10

Tracklist:

Side A
1. Iron Beast of Hades
2. Black Demon (Running Wild cover)
Side B
3. Witchfighter
4. Necromansy (Bathory cover)