Asphyx „Live Death Doom”

Wydawca: Century Media Record

Zastanawiam się, cóż takiego się stało, że nagle ludzie przypomnieli sobie o Asphyx. Przez kilka lat jakoś kapela ta była raczej poza świadomością większości słuchaczy, aż tu nagle wszyscy prawią o ich kultowości i tak dalej. Oczywiście jest to uzasadnione, niemniej jednak łamię sobie nad tym głowę już jakiś czas.

A na refleksje ponownie mnie naszło po zakupieniu sobie „Live Death Doom” – koncertówki zespołu, która miała mi zrekompensować to, iż nie dane mi było uczestniczyć w ich warszawskim koncercie. Mamy tutaj pełen zapis koncertu, jaki Holendrzy dali w Essen w zeszłym roku. Oj, musiało się tam sporo dziać. Blisko dwie godziny oldskulowego death/doom metalu wykonanego w znanym i lubianym stylu. Asphyx pokazał, że nadal rządzi na scenie, co słychać tym lepiej, że zachowano wszystko, co działo się tego dnia w Niemczech – słyszymy więc krzyki publiczności, dialog, jaki prowadzi z nią Martin, skandowanie tytułów, gromkie „hej” przy wolniejszych numerach i cały ten koncertowy smaczek. Zarzuty trochę można mieć do brzmienia, oczywiście jeśli jest się przyzwyczajonym do studyjnie obrabianych koncertówek, hehe. Dziewiętnaście numerów zawartych na „Live Death Doom” stanowi przekrój przez dotychczasową dyskografię Asphyx. Najwięcej miejsca poświęcono tu chyba świetnemu debiutowi, ale zasadniczo większość płyt ma swojego reprezentanta, z wyjątkiem „On The Wings Of Inferno” i „God Cries”. Publiczność reaguje żywo i na klasyczne numery jak dajmy na to „Diabolical Existence”, ale i na nowe salwy w postaci na przykład „Scorbutics”. Zapewne jeszcze lepiej widać to w wersji DVD, no ale cóż poradzić, skoro ma się „tylko” podwójny kompakt. Osobiście lubię koncertówki, bo zawsze to coś więcej niż tylko chujowy „best of”, a że osobiście lubię też Asphyx, więc „Live Death Doom” przypadło mi do gustu bez dwóch zdań.

Oczywiście, nic nie odda atmosfery koncertu jak aktywne w nim uczestnictwo. Ale czasem życie bywa do dupy – wówczas pozostają nam krążki takie jak właśnie „Live Death Doom”. Polecam.

Ocena: 8/10

Recenzję można również przeczytać na stronie Old Death Metal.

Tracklist:

Disc 1
1. Vermin
2. Scorbutics
3. MS Bismarck
4. Bloodswamp
5. Death The Brutal Way
6. The Sickening Dwell
7. Asphyx II (They Died As They Marched)
8. Abomination Echoes
9. Eisenbahnmörser
10. The Krusher
11. Riflegun Redeemer
Disc 2
1. Asphyx (Forgotten War)
2. Wasteland Of Terror
3. The Rack
4. Cape Horn
5. Last One On Earth
6. Rite Of Shades
7. Pages In Blood
8. Diabolical Existence
Autor

12165 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

2 komentarze

  • No kurwa, co za pytania stawia autor recenzji ? Czy dziś już wszyscy wszyscy mają podniecać się i spazmować jedynie przy Black Witchery i tym podobnym łajnie? Ja wiem że teraz każdy 20 latek jest mrocznym ”old skulowcem” wychowanym na Beherit i Blasphemy…ale kogo obchodzi co pierdolą takie niedorobione dzieci? Asphyx rządzii, a każdy kto był na ich koncercie w ” stolycy” nie ma podobnych dylematów co pan recenzent…

  • Pan recenzent raczył zauważyć, że teraz każdy dwudziestoletni oldskulowiec ZNA Asphyx. Znaczy ostatnią płytę. Ale zawsze. Albo parę utworów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *