Asagraum „Dawn of Infinite Fire”

Wydawca: Edged Circle Productions

Bardzo nie lubię, gdy jakiś zespół reklamowany jest na zasadzie ciekawostki. Na przykład Asagraum z Holandii. Ich wytwórnia przede wszystkim podkreśla fakt, że kapelę tworzą trzy kobiety.

Co najmniej jakby brak penisa równał się nieumieniu w black metal i dziwnym było, że jakaś laska się za to bierze a nie na przykład za vlogi o tym, jaki puder jest najlepszy, gdy masz pod trzydziestkę. Tak więc w moich oczach Edged Circle Productions zrobiło kapeli niedźwiedzią przysługę. Z drugiej strony „Dawn of Infinite Fire” nie jest jakąś szczególnie świetną płytą. To znaczy, mam kilku znajomych, co łykają wszystko, jeśli ma etykietę black metal, może to być najbardziej wtórna rzecz. I pewnie do nich trafi również i druga płyta tego holenderskiego ansamblu. Dlaczego w sumie miałaby nie trafić, skoro przez czterdzieści pięć minut dostajemy prosty, klasyczny, szybki black metal, coś w stylu mniej wyszukanych numerów Marduk a’la Pancerna Dywizja, Gorgoroth, Dark Funeral i im podobnych. Do tego sesja zdjęciowa w corpse paintach, z czaszkami i tak dalej. Black metalowcy to kupią. Nie powiem, ten album jest fajny, ale mnie wystarczył na dwa – trzy przesłuchania i nie ciągnie mnie już do niego jakoś nadzwyczajnie. Zresztą w którymś momencie to wszystko jakoś się zlewa, gubię rachubę czasu i sam nie wiem, czy bliżej końca czy to jeszcze początek. To taka typowa bolączka drugoligowych zespołów black metalowych, nie ominęła jak widać i Asagraum.

Ot, jeśli ktoś by sobie chciał na przykład puścić jakąś niewymagającą black metalową młóckę, wówczas „Dawn of Infinite Fire” przychodzi mu w sukurs. Po dwóch odsłuchach zapewne wróci do starego dobrego Immortal.

Ocena: 6/10

Tracklist:

1. They Crawl from the Broken Circle
2. The Lightless Inferno
3. Abomination’s Altar
4. Guahaihoque
5. Dawn of Infinite Fire
6. Dochters van de zwarte vlam
7. Beyond the Black Vortex
8. Hate of Satan’s Hammer
9. Waar ik ben komt de dood
Autor

10986 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *