Ares Kingdom „The Unburiable Dead”

Ares Kingdom The Unburiable DeadWydawca: Nuclear War Now! Productions

Ares Kingdom to wydaje mi się zespół mocno niedoceniany, może jedynie przez totalnych maniaków, oddanych podziemiu. Ich krążki kruszą mury kościołów, synagog i meczetów, przechodzą raczej bez echa.

Najnowszym „The Unburiable Dead” też jakoś specjalnie się nie ekscytowano, a błąd – gdyż trzeci opus Chucka Kellera jest równie dobry co poprzedni. A to oznacza, że stoi na bardzo wysokim poziomie. Jeśli ktoś jeszcze nie miał natomiast okazji obcować z muzyką Ares Kingdom, to po pierwsze wiele stracił, a po drugie – niech wie, że jest to potężny thrash/death metal. Wściekły, przy tym cholernie majestatyczny, może trochę kojarzący się ze sceną australijską. Na tym krążku Ares Kingdom skomponowało też chyba najdłuższe kawałki w swojej karierze – większość trwa około sześciu minut, zamykający całość natomiast niemal dwanaście – istne rozbudowane monstrum. Ale długość nie przesądza o tym, że źle się słucha „The Unburiable Dead”. Przecwinie. Mięsiste, wściekłe riffy przewalają się przez ten album jeden za drugi, każdy numer jest koncertowym killerem. A żeby skomponować długi, a chwytliwy numer – trzeba naprawdę umieć w metal. Do tego wszystko świetnie brzmi, surowo, bardzo w stylu lat dziewięćdziesiątych. I jak tak patrzę na listę tych plusów to naprawdę zachodzę w głowę – co ze słuchaczami jest nie tak?

Nic to, wolą obcować z nudnym Nile, niech obcują. Ja zdecydowanie bardziej wolę zapodać sobie Ares Kingdom.

Ocena: 9/10

Autor

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *