Ape to God „The Head Meets the Tail”

Wydawca: Deformeathing Productions

Dotychczas Ape to God było mi znane głównie z koncertów, które i tak kończyły się tak, że po obejrzeniu ich dwóch – trzech utworów szedłem na szluga. Co ważne – ja nie palę.

Ale jakoś dostałem ich debiutancki album do recenzji i po sporym zwlekaniu zabrałem się za odsłuch na trasie Rzeszów – Człuchów. Oczywiście nie przez cały ten czas. Niemniej jednak „The Head Meets the Tail” towarzyszył mi przez dobre dwie godzinki ciągiem, co równało się około czterem okrążeniom płyty w odtwarzaczu. I powiem Wam, że fajnie mi się tego słuchało. Chłopaki na płycie mają pierdolnięcie – masywny death metal podają tu w dość nowoczesnej odsłonie. Wpada w ucho, ale równocześnie jest na tyle brutalna by nie sprawiać wrażenia metalu dla słabeuszy. Może nie jest to coś, w czym na co dzień się lubuję, ale jak podkreśliłem – Ape to God daje radę. Nie jest to piwnica, nie jest to cmentarz, a mimo to fajnie mi się tego słucha. Panowie nie wpierdalają się w typowe dla nowoczesnego death metalu pułapki jak czerpanie z core’a, przesłodzenie i tak dalej – nakurwiają po prostu „po nowoczesnemu”. I ma to w ich przypadku sens.

Sprawdźcie sobie „The Head Meets the Tail”, jeśli nie macie oporów przed odrobinę mniej oldschoolowymi dźwiękami. Solidny łomot.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. We the Swine
2. Eviscerate
3. Antigodspeed
4. Circling the Drain
5. Pseudocyesis
6. Cult
7. The Truth, the Way and the Lie
8. His Name Is War
9. The Head Meets the Tail

Autor

10862 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *