Wydawca: Invictus Productions

Nazwę Antiversum poznałem dzięki zinowi „Forgotten Path”, którego przy okazji polecam z całych sił. Niemniej jednak, wracając do tematu – goście tam udzielili całkiem fajnego wywiadu, który zaostrzył mój apetyt na ich dźwięki.

No i przydarzyła się okazja. To znaczy w sumie się przydarzy, bo „Cosmos Comedenti” ukaże się mniej więcej za trzy tygodnie, ale u mnie kręci się to już dość długo. Taki już mój karawaniarski przywilej. Ale takie też moje karawaniarskie serce, że dzielę się z Wami przemyśleniami na temat tego debiutu. Otóż… możecie już zacząć odkładać kasę na debiut Szwajcarów, szczególnie jeśli smolisty black/death metal jest tym, co sprawia Wam przyjemność równą co Wasza prawica. Antiversum eksploruje rejony które leżą gdzieś na lini demarkacyjnej oddzielającej twórczość Grave Miasma, Mgły, Svartidaudi, Incantation, Medico Peste... Posłuchajcie tego black metalowego niepokoju w „Creatio e Chao Orta Est” – powolny, ponury, tajemniczy… przyznam, że słuchając tego numeru cierpnie mi skóra, ma tak cholerny klimat. I akurat to jest przykład gdy Antiversum uderza bardziej w rejony black metalowe, bo z kolei taki „Antinova” ma w sobie więcej death metalowych pierwiastków. Z drugiej strony Antiversum dobrze się czuje w utworach, które są istnymi molochami – ośmio – dziesięciominutowe walce to ich specjalność, a w nich naprawdę wiele można zawrzeć. I tak też się dzieje. To co podoba mi się w ich muzyce to faktyczna monolityczność przy zachowaniu sporego spektrum wpływów. Może wpływ na to ma dość mocno zbasowana produkcja? Nie ważne, przynajmniej tak długo jak długo ten album robi mi tak dobrze.

To naprawdę doskonały debiut i gwarantuję Wam, że usłyszycie to zewsząd. Mam nadzieję, że nie przepadnie w nawale chujowizny, ale z drugiej strony myślę, że osoby, które powinny się na nim poznać – poznają się na pewno. Z mojej strony ma cholerną rekomendację.

Ocena: 9/10

Tracklist:

1. Antinova  
2. Creatio e Chao Orta Est  
3. Cosmos Comedenti  
4. Nihil ad Probandum