Wydawca: I Hate Records

Sześć lat po wydaniu debiutanckiej płyty na ten padół łez powrócił Antichrist. Konkretnie szwedzki Antichrist, bo tych zespołów to trochę jest na scenie. Ten powrócił z konkretnym przesłaniem.

A konkretnie takim, że thrash metal nie umarł – ma się dobrze, o ile macie ochotę na odsłuchanie tej jego obskurniejszej wersji. O ile pamiętam, że debiut mocno zalatywał mi niemieckim speed/thrash metalem, o tyle wydaje mi się że dwójka jest jeszcze brutalniejsza. Chwilami wydaje mi się, że panowie zapędzają się w hmm… proto death metal, że tak to sobie nazwę? Słychać tu bowiem nie mało Possessed, Dark Angel czy nawet w kilku momentach kojarzy mi się to z naszym Imperator. Ta muzyka nosi na sobie wyraźne piętno końcówki lat osiemdziesiątych, tak wyraźne że spokojnie można by pomyśleć, że 9 czerwca 2017 roku „Sinful Birth” miało nie premierę, ale dwudziestą ósmą rocznicę wydania. Pewnie to nie jest najcięższe co w życiu usłyszycie, najoryginalniejsze, ale taka prawda, że wcale też takim nie musi być. Antichrst mają diabła za skórą i w mojej opinii są obecnie jedną z niewielu kapel, u których duch lat osiemdziesiątych wciąż jest wyczuwalny, namacalny niemal. Tu jest taka dzikość, że nawet nie wyłapujecie tego, że znajdujący się pod koniec numer instrumentalny trwa niemal dziesięć minut. Klasa, prawda? Zapewniam Was, że będziecie wałkować ten materiał bez ustanku, no może z przerwami na klasyczne płyty wymienionych kapel. Ale gdy wrócicie do „Sinful Birth” absolutnie nie będziecie odczuwali, że czegoś Wam brakuje…

Nie przedłużam więc, bo każda minuta spędzona przed tą recenzją odsuwa o minutę w czasie zakup tego materiału. A zdecydowanie polecam zapoznać się z nim. Nikt nie wyjdzie stąd zawiedziony.

Ocena: 9/10

Tracklist:

1. Instruments of Sadism
2. Savage Mutilations
3. The Entity
4. Under the Cross
5. The Black Pharaoh
6. Sinful Birth
7. Burned Beyond Recognition
8. Chernobyl 1986
9. Fall of the Temple of Solomon