Anael „From Arcane Fires”

Wydawca: Paragon Records

To już moje trzecie podejście do tej recenzji. Normalnie mnie się to nie zdarza. Siadam, ciach-mach i recka jak marzenie wskakuje na stronkę kejosa. A tu się z tym Anael męczę i kombinuję i cały czas coś mi nie gra.

Żeby jeszcze mi się ten Anael nie podobał, to bym zrozumiał. Albo, żebym miał hamletyzować i targany rozterkami, czy „From Arcane Fires” to płyta dobra, czy też nie, recenzję wstawiać, myśląc, że przyszłość zespołowi wypisuję, stukając w klawiaturę. Ale nie. Tu jest właśnie chomik pogrzebany, że trzeci krążek Niemców szczerze przypadł mi do gustu, tylko mnie jakaś impotencja twórcza ogarnęła (dobrze, że chwilowa i że tylko taka). Bo na „From Arcane Fires” znajdziemy dużą, bo trwającą godzinę, porcję black metalu, który nie jest tak do końca black. On jest też trochę doom. Bo jest to wolny, czarny kawałek muzyki, z autentycznie hipnotyczną aurą. Jeśli dobrze zrozumiałem notkę w booklecie, to płyta ta została nagrana na przysłowiową setkę. Cóż mogę rzec? Szacun, bo niektórzy to się pieprzą miesiącami, a i tak gówno stworzą, a nie płytę do więcej niż jednego przesłuchania. Ale nie Anael. Cholera, powiem Wam, że chwilami to kojarzy mi się to z Primordial, zwłaszcza barwa głosu Seraphackh’a z przypomina mi wokalistę Irlandczyków. Momentami mamy też trochę takie melancholijne wstawki (na przykład w pierwszym utworze). Gdzieniegdzie usłyszeć można echa wczesnego Samael. Często zdarza się też tak, że w obrębie jednego numeru mamy dość sporo przejść, zmian tempa (choć generalnie dominują wolne i średnie), akustycznych motywów. No, ale jest na to miejsce, skoro takie kawałki jak „Devil’s Tongues” czy „All Souls’ Night” trwają ponad dziesięć minut. Co jeszcze jest tu zajebiste oprócz riffów, wokalu i ogólnie całej atmosfery? Gra perkusisty, strasznie lubię taki styl, jaki preferuje Primeumathon. Na przykład początek drugiego na krążku „She is ever a Moon”, no paluchy lizać. Całość brzmi trochę surowo, ale właśnie w tym, moim zdaniem, tkwi moc „From Arcane Fires”.

Nie spodziewałem się aż tak dobrej płyty, a tu taka niespodzianka. Żałuję, że wcześniejsze dokonania Anael są mi (na razie) obce. Ale postaram się to nadrobić, jak się tylko najszybciej da. Tymczasem, odpłynę sobie przy dźwiękach „From Arcane Fires” raz jeszcze.

Ocena: 5,5/6

Tracklist:

1. Devil’s Tongues
2. She is ever a Moon
3. Down Winding Stairs
4. Blood & Honey
5. Song of the Moth
6. All Souls’ Night
7. Mûspilli
Autor

10873 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *