Wydawca: Bestial Invasion Records

W ogóle nie znałem wcześniej zespołów, które mają ze sobą przyjemność spółkować na tym splicie. Ale rzut oka wystarczył mi, żeby sobie wyobrazić co to za muzykę będą nam grały hordy o wdzięcznych nazwach Black Angel oraz Amen Corner.

Split nosi dodatkowo nazwę „South American Tribute”. Myślę więc, że sam tytuł, okładka a do tego zdjęcia w środku powiedzą Wam wszystko o muzycznej zawartości płytki. Ale żebym nie leciał w chuja, to i od siebie coś dołożę. Zarówno Black Angel jak i Amen Corner przynoszą nam po pięć surowych black metalowych numerów. Jeśli chodzi o tych pierwszych, to ich część składa się z kawałków utrzymanych w typowo południowoamerykańskiej szkole grania tego gatunku, czyli opierając się o poniższe przykazania:

Nie przykładamy większej wagi do tego, że wzorujemy się na wczesnej szkole z Norwegii, black metal to wojna.

Nie przykładamy większej wagi do tego, że robimy to bardzo koślawo, black metal to wojna.

Nie przykładamy większej wagi do tego, że wyrzygujemy słowo „Satan” tak często jak się da, black metal to wojna.

Nie przykładamy większej wagi do tego, że Na okładkę wrzucamy quasiMoyenowski bohomaz, obowiązkowo ze sceną sexu zakonnicy i kozła, black metal to wojna.

Nie przykładamy większej wagi do tego, że mamy za dużo ćwieków i kolców, przez co na czarnobiałych zdjęciach we wkładce wyglądamy jak jeżozwierze, black metal to wojna.

Nie przykładamy większej wagi do tego jak to brzmi, black metal to wojna.

Nie przykładamy większej wagi do tego, że numery są w zasadzie prostackie, black metal to wojna.

Nie przykładamy większej wagi do tego, że w zasadzie wszystkie numery są do siebie podobne, black metal to wojna.

Nie przykładamy większej wagi do tego, że nasze numery są podobne do numerów setek innych zespołów z Ameryki Południowej, black metal to wojna.

Nie przykładamy większej wagi do tego, że pięć numerów dłuży się jak trzydzieści pięć, black metal to wojna.

Czyli jest naprawdę kiepsko. Black Angel niestety do zaorania – typowy przedstawiciel tej sceny, z niewiarygodnie dużą liczbą wszelkiej maści wydawnictw, która nie przekłada się na jakość. Jeśli zaś idzie o Amen Corner to mogę powiedzieć, że jest nieco lepiej. Ten ich black metal dość mocno osadzony jest w latach osiemdziesiątych, więc jakoś bardziej do mnie trafia. Choć też nie mogę powiedzieć, że panowie są mistrzami w tym co robią – ich black metal bardziej siedzi w klimatach Morbid na przykład czy greckiej odmiany, ale w dalszym ciągu na dość przeciętnym poziomie.

W sumie nie wiem po co Bestial Invasion Records wydało ten split, bo pomimo że mamy z Dominikiem podobne gusta, ja niewiele plusów tutaj znajduję. Wam też nie polecam, chyba że macie dziwne hobby polegające na kompletowaniu krążków z totalnie przeciętną muzyką o tendencji zniżkowej.

Ocena: 3/10 i 5/10

Tracklist:

Side A
1. Amen Corner – Deusdemoteme
2. Amen Corner – Camos God of the Gods
3. Amen Corner – Lamentation and Prise
4. Amen Corner – Heir of Lust Heir of Pleasure
5. Amen Corner – Diabolic Possession
Side B
6. Black Angel – Rites
7. Black Angel – Harlots of Satan
8. Black Angel – The Sect
9. Black Angel – Slaves of Evil
10. Black Angel – Apocaliptyc War II