Altarage „NIHL”

Altarage  NIHLWydawca: Iron Bonehead Productions

Debiutancka płyta Hiszpanów z Altarage zatytułowana „NIHL” zawaliła mi się na głowę niespodziewanie. Poczułem się jak biedny mały człowieczek przywalony tonami litej skały, walczący o oddech, napinający każdy mięsień ciała w celu poruszenia małym palcem u stopy.

Tak właśnie zadziałała na mnie ta muzyka. Nie musiała „wejść” lub się „osłuchać”. To po prostu wybuchło. Rozniosło wszystko w promieniu rzutu granatem ręcznym i sprawiło, że moja szczęka nadal leży na podłodze i bardzo jej tam dobrze. Faktycznie to, co Hiszpanie stworzyli, jest niesamowite. Rdzeniem tej muzyki jest death metal. To wokół niego riffy kręcą się i zwijają. Mimo że tam muzyka orbituje wokół gigantycznego śmierć metalowego słońca to niemały wpływ ma też przyciąganie black metalowego księżyca. Obym za to porównanie nie otrzymał nagrody karnego kutasa imienia Paulo Coelho. Ale tak właśnie to widzę. Tak ta muzyka jest zbudowana i to dzięki tej konstrukcji jest w niej tek potężna moc. Każdy, absolutnie każdy numer na tej płycie rozpierdala. Balans smolistości, chropowatego jak papier ścierny brzmienia i niebanalnych pomysłów jest tu idealny. À propos pomysłów. Może się tu ktoś czepić, że przecież to zwykłe napierdalanie. No ja się nie mogę zgodzić. Jeśli każdy z numerów wpada w ucho, ma swój „charakter” a przy tym nie jest to żadne dźwiękowe „zamieszanie” to musi być w tym, to COŚ. Coś, co sprawia, że czujemy, iż swoje szponiaste paluchy maczał tam On! Ja jestem kupiony tą płytą. Coś mi się zdaje, że w podsumowaniu roku 2016 ten materiał będzie naprawdę wysoko.

Każdy powinien musi zapoznać się z tym materiałem. Ta muzyka was zeżre, przeżuje, przetrawi, wyrzyga, znowu połknie, przepuści przez jelita i wysra. Altarage – nazwa, którą warto zapamiętać. „NIHL” płyta, którą warto kupić.

Ocena: 10/10

Tracklist:

1. Drevicet
2. Womborous
3. Graehence
4. Baptism Nihl
5. Vortex Pyramid
6. Batherex
7. Altars
8. Cultus
Autor

695 tekstów dla Chaos Vault

2 komentarze

  • Popieram w pełni. To album mocarny jak skurwysyn. Ciężki, duszny, miażdżący.
    Posłuchałbym ich na żywo, najlepiej na.jakimś gigu pod chmurą, w środku nocy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *