Almyrkvi „Umbra”

 

Wydawca: Ván Records

Nie da się ukryć, że bardzo popularnym stwierdzaniem krążącym wśród polskich maniax jest „islandzki black metal – tam każda kapela gra to samo”. I ja się z tym twierdzeniem w jakimś procencie zgadzam. Ale w mojej skromnej ocenie, nie jest to minus.

Wyobraźcie sobie, że w całym kraju żyje niewiele ponad 300 000 ludzi… Mój rodzinny Rzeszów to 182 000 mieszkańców, a w Polsce uznaje się nas za zadupie. Większość kapel islandzkich stacjonuje w Rejkiawiku, który też nie jest wielkim miastem. Dlatego nie dziwi mnie, że wszystkie zespoły z tej lodowej wyspy grają na podobną nutę. Chyba niepotrzebnie rozpisałem się o tych geograficzno – demograficznych niuansach, ale uważam, że jest to warte podkreślenia. Więc już teraz będzie o muzyce. Dziś bierzemy na warsztat zespół Almyrkvi, który tworzy dwóch muzyków znanych na islandzkiej scenie BM. Z racji faktu, że ich debiutancki krążek „Umbra” wydany został przez Van Receords, to już możemy stwierdzić dwa fakty: będzie dobrze i będzie nieco nietypowo. Muzycznie „Umbra” to atmosferyczny black metal, bogaty w formie i treści. Nie jest to album, na którym słyszymy godzinę bzyczenia okraszonego ambientowo -klawiszowym smaczkiem. Jest to granie naprawdę oryginalne jak na tą krainę geograficzną. Sporo tu jest zabawy dźwiękiem, melodią, tempami, motoryką czy nawet wokalami. No właśnie, melodią. To pewnie niejeden już zakończył czytanie tej recenzji (jeśli go początek nie znudził hehe). Ta muzyka pomyślana jest w ten sposób, żeby za pomocą melodii budować kosmiczną atmosferę. Dlatego ten materiał tak mi się podoba. Ja lubię kosmiczny black metal taki jak Darkspace, ale w przypadku szwajcarów, ta kosmiczna pustka wygenerowana jest transem, hipnozą i sporą ilością hałasów. Almyrkvi podchodzi do tematu nieco inaczej: tu jest melodia, ciężkie riffy, zmiany tempa i nietypowe jak na black metalu wokale. Ze wszech miar mnie ta płyta intryguje. Nie dam maksymalnej oceny, bo nie jest to jakieś nieprawdopodobnie oryginalne granie, nie zmienia to faktu, że jak na islandzką scenę, jest to wyjątkowa płyta. Ja generalnie lubię islandzki black metal, ale to Almyrkvi pokazuje nam wyraźnie, że nie jest to tak skostniałe środowisko, jak wielu sądzi. Zachęcam do sprawdzenia.

Ocena: 9/10

Tracklist:

1. Vaporous Flame
2. Forlorn Astral Ruins  
3. Severed Pillars of Life
4. Stellar Wind of the Dying Star
5. Cimmerian Flame
6. Fading Hearts of Umbral Nebulas
Autor

683 tekstów dla Chaos Vault

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *