Al Sirat „Warhead”

Wydawca: Empire Records

Lubię takie miłe zaskoczenia, że tak od razu powiem. Gdzieś tam kiedyś obiła mi się już o uszy muzyka Al Sirat i zachwycony nie byłem. A teraz wręcz przeciwnie. Ale żeby nie było niedomówień – Ostrołęczanie nie działają na mnie jak podwójna viagra z red bullem i kokainą, niemniej jednak miło się tego słucha.

Nie wiem skąd taki skok jakościowy. Może wpływ Mariusza Kmiołka, który jakiegoś poziomu wymaga? Może tak zwany syndrom trzeciej płyty? A może po prostu ponad dekada szkolenia umiejętności tak warsztatowych jak i kompozytorskich. Najpewniej to. I chwali się chłopakom, że wysmażyli nam taka porządną płytę.

Pierwsze, co oczywiście rzuca się w oczy to okładka. Podoba mi się pomysł i wykonanie. Wyróżnia się swą prostotą na tle seryjnie robionych obrazków Jacka Wiśniewskiego, gdzie zazwyczaj dużo się dzieje, a nic z tego nie wynika. Z tego powodu brawa dla Al Sirat za front „Warhead” i pierwszy plus na ich konto. Odpalamy płytkę i dostajemy energetyczny, nowoczesny, że się tak wyrażę, thrash metal. I również pierwszy minus – werbel brzmi jak żywcem wyjęty z „St. Anger” znanej grupy BM (business metal ma się rozumieć, hehe). Nie wiem co chłopaków podkusiło do takiej produkcji, ale tak jak drażni mnie to w przypadku Metalliki, nie inaczej jest w przypadku Al Sirat. Ale dalej to już raczej plusy i pluski lecą. A to za gitary, które czasem Metalliką tak zajadą, że aż znów chciałoby się mieć 11 lat i odkrywać na nowo Czarną Płytę, a to za sposób pukania w perkusję, który jest naprawdę dobry, a to za świetne solówki, chociażby w takich utworach jak „Ask Yourself”. Na pewno plus i to dodatni, dostanie się za wokal. Cola ma genialny głos, zajebiście potrafi go modulować, zmieniać barwę z zachrypniętej i zadziornej w gładką i bardziej ułożoną, a najjaśniejszym punktem pod tym względem jest „Pilgrim”. A i tak myślę, że jeszcze sporo może nam pokazać, jeśli chodzi o jego możliwości gardłowe.

Utwory składające się na trzeci opus Ostrołęczan charakteryzują się dość połamaną strukturą, zmianami tempa (choć przeważają średnie szybkości), rwanymi riffami, a gdzieniegdzie wplecione są przerywniki w postaci akustycznych gitar. Ale są i momenty kiedy ekipa mocno przyłoi. Całość płyty okraszona jest dobrym brzmieniem (poza werblem, ofkoz) made in Taklaman Studio.

Na koniec zostaje mi tylko pogratulować zespołowi Al Sirat za nagranie solidnego albumu, do którego będę z przyjemnością powracał, gdy najdzie mnie ochota na posłuchanie jakiejś gładko wchodzącej muzy.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Primal Right
2. Pilgrim
3. Ask Yourself
4. Fall
5. Warhead
6. No Harmony
7. Oprawca
8. Alert!
9. Not About You
10. Bezego
Autor

12005 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *