Agonizer „Birth / The End

Wydawca: Spinefarm

Jakoś tak wyszło, że tym razem paczka z Mystica obfituje w muzykę lekką, łatwą, a z przyjemnością to już różnie. Obecnie na tapecie mam fiński Agonizer i jego debiut zatytułowany  „Birth / The end”. 5 Finów, którzy jak większość ludzi w tym kraju, postanowiło chwycić za instrumenty i pokazać co im leży na wątrobie.

Agonizer od momentu powstania (1998 rok) nagrał pięć dem, teraz zdecydował się na debiut. Zespół do tej pory znany był, czy zresztą się szczyci, że jego koncert zagrany 1400 metrów pod ziemią, znajduje się w Księdze Rekordów Guinnesa. No cóż, jedni, żeby przypodobać sobie publikę rzucają świńskimi łbami, inni schodzą pod ziemię. No ale do tematu. Zespół nie gra melodyjnego death metalu,  co już w przypadku Finów dużo znaczy. Zajął się dla odmiany (;]) melodyjnym  heavy metalem. Pierwsza uwaga na początek. Mają chłopaki klawisze, taka już przypadłość ludzi z kraju wielkich jezior i niezmierzonych lasów. I nawet mi one nie przeszkadzają. Chociaż zastanawia mnie, jak to jest, że 80% klawiszy w zespołach z Finlandii brzmi jak te Warmana z COB. Może sobie pożyczają. No generalnie nie jest tak źle tutaj. Owszem co jakiś czas słychać fascynacje takim użyciem tego instrumentu, ale klawiszowiec ma jednak też trochę własnej inwencji twórczej. Ogólnie, całej płyty się całkiem miło słucha. Znajdziecie tu radiowe hity, kolonijne przytulańce jak i kawał dobrego heavy metalu. Bez wątpienia murowanym hitem jest utwór numer jeden, zatytułowany „Prisoner”, z dość prostym riffem i wyśmienicie zaśpiewanym tekstem. I to właśnie wokal zasługuje na uwagę na tej płycie. Niejaki Pasi Kärkkäinen, ma naprawdę kawał heavy metalowego głosu. A jednocześnie – co rzadkie w przypadku takich zespołów- nie brzmi jak ostatni kastrat. Do pozostałych muzyków też trudno się przyczepić. Grać potrafią. Nie jest to może  przełom w historii muzyki ciężkiej, ale płyta dobra, solidna. Jakieś grono „słuchaczy”  na pewno się znajdzie.
Przyznam się. Lubię trzy zespoły z Finlandii. Są to, kolejność dowolna, Amorphis, Moonsorrow, Finntroll. Pozostałe toleruję. Wszelkie odmiany „Czildrenów” omijam szerokim łukiem. Agonizer umieszczę w grupie zespołów tolerowanych. Na pewno ich płyty nie będę słuchał jakoś nałogowo, ale kiedyś tam sobie ją włączę.

Ocena: 6/10

Tracklist:

01. Prisoner
02. Harmless Hero
03. Everyone of Us
04. Hazardous
05. Prophecy
06. Sleepless
07. Black Sun
08. The Birth And The End
Autor

3753 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *