Affliction Gate „Dying Alone”

Affliction Gate Dying AloneWydawca: Transcending Obscurity Productions

Tych Francuzów to ja akurat znam. Dawno temu recenzowałem ich debiut i przed napisaniem niniejszej rozprawki na temat „Dying Alone” nawet odsłuchałem ponownie „Aeon of Nox (From Darkness Comes Liberation)”. Żeby sprawdzić co i jak się zmieniło.

Muzycznie nie zmieniło się wiele – Affliction Gate trzyma się oldschoolowej drogi metalu śmierci, którą naznaczyli wieki temu Holendrzy z Asphyx. Jak dla mnie, to jest najwyraźniejsza inspiracja dla tego zespołu. Drugą, bardzo silną jest Bolt Thrower. Ale o ile pamiętam, debiut był w porządku, ale nic ponadto, tak „Dying Alone” to już sowity rozpierdol. Przede wszystkim poprawiło się brzmienie – jest ciężko, mięsiście i przez całą długość tego materiału czuć gruz w zębach. Nie wiem co się działo z chłopakami przez te kilka lat od wydania debiutu (no, po drodze jeszcze jedną EPkę wypuścili), ale chyba niewiele dobrego, bo niemal fizycznie czuć wkurwienie gardłowego tej kapeli. To tylko siedemnaście minut, ale Affliction Gate za sprawą tej muzyki robią naprawdę duże zniszczenie. Jak dla mnie, zrobili naprawdę duży postęp, tak zajebiście słucha mi się tego krążka.

Wiem, że czytują nas maniacy death metalowych wyziewów, więc jeśli czują napięcie w okolicach krocza przy dźwiękach „Warmaster” albo „The Last Man on Eart” to powinni zainteresować się również „Dying Alone”.

Ocena: 8,5/10

Tracklist:

1. Negative Lucidity  
2. Devising Our Own Chains  
3. Dying Alone  
4. Manicheism Inertia

 

Autor

10101 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *