Æra „Of Forsworn Vows”

Wydawca: ATMF

Przyznam, że zawsze zdziwieniem napawają mnie kapele, które parają się pogańskim black metalem, zaś pogaństwo owo dotyczy obcych im z założenia kręgów kulturowych. No ale tak to już jest…

Tak to już jest, że na przykład zespoły z Chile czy Stanów Zjednoczonych potrafią grać pagan black metal inspirowany wierzeniami skandynawskimi. USA to może nieszczególnie, ale już w Chile to tradycje lokalne, pogańskie, mają chyba dość mocne. A Æra to właśnie duet amerykańsko – chilijski, który na debiutanckiej EPce zamieścił sześć utworów o tematyce nordyckiej. No z drugiej strony muszę oddać im honor (Æra znaczy właśnie „honor” jeśli nie wiecie), że muzycznie to całkiem nieźle ten „Of Forsworn Vows” im wypadło. Bo tak naprawdę przez dwadzieścia minut dostajemy porządny black metal, mocno opleciony klawiszową wstęgą, która wije się cały czas, choć co prawda raczej w tle. Jakoś to lekko przypomina mi Emperor, ale jakby w lżejszym wydaniu, wymieszany nieco z wczesnym, całkiem niezłym Dimmu Borgir. Najmocniej to chyba słychać w ostatnim na krążku Die Wulvsära (Am Ende der Zeit)”. No i co Wam powiem – trzeba albo lubić taką muzykę, albo mieć sentyment do takiego grania. No ja tak po trochu tego, po trochu tamtego, ale ogólnie rzecz ujmując w moim przekonaniu Æra nie odstawia kaszanki, o co przecież w takim graniu nie trudno.

Jak na debiutancki materiał to „Of Forsworn Vows” nie wypada więc źle, a w każdym razie obawiałem się czegoś gorszego. A tak jest solidnie. Możecie sprawdzić, jeśli katowaliście „Anthems to the Welkins at Dusk” do upadłego.

Ocena: 7/10

Autor

9889 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *