Ad Hominem - AntitheistWydawca: Osmose Productions

No to się doczekaliśmy, kolejnego albumu “przeciwko ludzkości”. I o ile ostatni krążek, przyniósł swoistego rodzaju powiew świeżości, o tyle “Antyteista” jest zupełnie nowym otwarciem w twórczości nadfrancuza.

Nowym, nie znaczy lepszym. Niestety, przyznam to już na wstępie, że nowy album Ad Hominem po prostu mnie rozczarował. Dlaczego ? Już spieszę z odpowiedzią. Konsternacja po odpaleniu cd z początku była fascynacją. Ogarnęła mnie nieodparta chęć poznania nowego, lepszego i doskonałego pod każdym względem zespołu. Jednak jak to zwykle bywa, rozczarowanie zaczęło przychodzić wraz z kolejnymi odsłuchami, które urosły do rangi przetrwania całości albumu. Ad Hominem podczas tej 6 letniej przerwy i lekkiego, bądź co bądź ciekawego, mariażu z elektro bitami zatracił gdzieś całe to swoje antyludzkie podejście i wkurw napędzany bezmyślnością podjednostek ludzkich. Nie ma już tutaj tej mocy w brzmieniu i tej bezdusznej postawy surowego ojca narodu wprowadzającego nowy porządek świata. Jest za to ugrzeczniona, rockowa fascynacja w brzmieniu gitar i byle pitolenie dla samego pitolenia z czarnymi croiassantami w tle. Jasne, styl Ad Hominem jest nadal wyczuwalny, jego antyludzkość (pocieszny tekst “Go Ebola!”) czy też pogarda dla wiary (opowieść o ślepej miłości z grotą nestle w tle – “Glory Hole Jesus” czy też o fałszywym proroku w “Anus of Yahweh”) pojawiają się obowiązkowo, ale nie ma to w ogóle mocy oddziaływania na słuchacza, powera, tak istotnego, który niczym młot antychrysta miażdżyłby słuchacza swą ciężkością, napędzając go jednocześnie do wyładowania swej agresji na przypadkowej ofierze. Nie ma tutaj nawet hitu na miarę “Total Volkermord”, a tylko ugrzecznione, płasko brzmiące utwory, z wymawianymi wersetami nienawiści. Jasne, że kroczenie tą samą ścieżką może prowadzić do błędnego koła (choć niektórym wychodzi to na dobre). Nie mniej zmiany – a przecież zmiany to swoistego rodzaju dojrzałość – nie zawsze są wskazane, czego dowodem może być właśnie rzeczony tutaj album.

Jedni zapewne będą rozpatrywać “Antitheist” w kategoriach nowego otwarcia w historii Ad Hominem, który nie boi się rozwoju. Drudzy zaś, że forma przerosła treść, a “Antitheist” jest albumem po prostu średnim, by nie powiedzieć słabym. I – na obecną chwilę – jestem właśnie w tej grupie.

Ocena: 6/10

Tracklista:
01. No Hope (Intro)
02. Go Ebola!
03. Antitheist
04. Death & Cunt
05. Compulsive Extermination
06. The One and Only
07. Impaled Muhammad
08. Glory Hole Jesus
09. I Am the Heretic
10. Anus of Yahweh
11. Before You Turn Blue
12. The Anger Syndrome
13. Tomb of Holiness (Outro)