Abusiveness „Hybris”

Wydawca: Death Solutions Records

Abusiveness to band zasłużony dla polskiego podziemia, a zwłaszcza dla jego black metalowej części. I mimo, że na koncie nie ma jakiejś przytłaczającej liczby wydawnictw, przynajmniej odnosząc to do scenicznego stażu zespołu, to cieszy się dużym uznaniem maniaków. W tym roku Mścisław zaserwował nam, w kooperacji z Death Solution Records, wyborny album zatytułowany „Hybris”.

Pierwsze, co rzuca się w uszy po włączeniu krążka to produkcja. Nie wiem czemu, ale kojarzy mi się to z „Redeseckration” Infernal War, ale bynajmniej nie jest to zarzut, bo płyta brzmi wybornie. Wszystko słychać, nie ma żadnych niedomówień. Agresja zawarta na „Hybris” wspaniale się tu zmaterializowała, a wszystko ku uciesze zwolenników Abusiveness. Sama muzyka jest bardzo brutalna, intensywna i żywa. W którymś wywiadzie Mścisław powiedział też coś, iż będzie również odrobina melancholii. Albo kłamał, albo żartował, albo ja go źle zrozumiałem. Spokojnych momentów jest tu tyle, co zakonnic w burdelu. Muzyka Abusiveness pędzi od pierwszego do ostatniego uderzenia w werbel. Owszem, są melodie, którym daleko jednak do blackowch „mocarzy” spod znaku Kolebki Brudu. Owszem, są i klawisze, lecz pełnią one rolę dopełnienia, a nie leitmotivu kompozycji Lublinian. A skoro o kompozycjach już zacząłem, to te nie są bardzo zagmatwane, dominują w nich szybkie lub bardzo szybkie tempa. Czasem trafi się quasi – zwolnienie, jak w moim osobistym faworycie – „Stanica”, te nadają zaś szlachetnego sznytu muzyce Abusiveness. Podoba mi się też barwa głosu Mścisława, nie będąca typowym blackowym skrzekiem, lecz raczej przywodząca na myśl głos Pete’a Helkampa – raczej czytelnie i na pewno agresywnie. Jako, ze zahaczyłem o wokal, to pochodną jego są teksty (ale mi się dziś wszystko ładnie zazębia, hehe). Śpiewane są w języku Sheaksperre’a (poza jednym), ale we wkładce są i tłumaczenia na nasz rodzimy langłydż. Jeśli ktoś poza muzyką zagłębia się również w warstwę liryczną, to może być zadowolony. Merytorycznie ich nie ocenię (od tego raczej to w naszym chaosowym dream teamie jest kto inny;] ), bo o Słowianach wiem tylko, że mieszkali w chatach, po środku których było palenisko, dym zaś wychodził przez mniejsze otwory, a Słowianie przez większe. Dobra, tak na poważnie, to liryki są naprawdę niezłe, opiewają oczywiście chwałę Sławii i narodu w okresie przed tym, jak Mieszko I popełnił najgłupszą rzecz w swoim życiu. Mścisławowi udało się niepopełnić grzechu grafomanii, jak to czasami bywa w tej niszy gatunkowej. Żeby zamknąć tą część recenzji, gwoli sprawiedliwości powiem, iż na płycie znajduje się również kilka bardzo dobrych solówek, co także nie zawsze ma miejsce w przypadku blackowych zespołów.

Holistycznie rzecz ujmując, na „Hybris” naprawdę trudno znaleźć mi jakieś słabe punkty, nie mówiąc już o ewidentnych wadach czy wpadkach. Zresztą, dotychczas nakładem Death Solution Records nie wyszedł jeszcze gówniana płyta, czy nawet średnia. Mogę więc śmiało zarekomendować Wam „Hybris”, zwłaszcza że na polskim rynku ukazała się ona wraz z którymś tam numerem Mega Sina, więc dostęp do tego materiału nie jest wybitnie trudny. A naprawdę warto.

Ocena: 8,5/10

Tracklist:

1. Preludium
2. Blades of Truth
3. Legend of Ages
4. Millenium of Disgrace
5. Interludium
6. Stanica
7. Goreja Wici
8. Fame of Arkona
9. Fire and Blood
10. 16 X 955
11. Hybris / Postludium
Autor

12005 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *