Abrasive “The Birth… Born in Sodom”

Wydawca: MDD Records

Kolejny krążek, który odleżał swoje i w końcu litościwie rzuciłem nań okiem, czy uchem nawet. Ale nie wiem, czy wyjdzie to Abrasive na zdrowie.

Pierwszy raz słyszę o tej kapeli, a łupią oni ten swój siermiężny death metal już kilkanaście dobrych lat. Widać oporni na wiedzę są, bo „The Birth… Born In Sodom” przynosi nam straszliwie męczącą pół godzinna dawkę nudnego brutal death metalu z elementami grinda. Chlopaki napierdalają, werbel wkurwiająco pobrzmiewa, wokalista wypluwa z siebie flaki na szóstą stronę, ale ja się pytam – po co? „Ku własnej satysfakcji” zapewne dostanę w odpowiedzi. I będzie to odpowiedź prawdziwa i mądra, bo ta muzyka usatysfakcjonuje zespół, ale mnie raczej nie. Abrasive po prostu nie wywiera na mnie żadnego wrażenia i tak naprawdę jedyne co mi się tutaj podoba, to okładka. Resztę można spokojnie odpuścić, no ale przecież dla samej okładki nie kupuje się płyty. Przez dwanaście numerów dostajemy cały czas to samo – jednostajny death metalowy wygar, który z uwagi na swoją mizerność traci nawet na brutalności.

Szczerze to po kilku sesjach z „The Birth… Born In Sodom” nie mam ochoty nawet patrzeć w jej stronę. Eee tam, do dupy z takim death metalem, pieniądze przepijcie lepiej albo wydajcie na nową płytę Vader.

Ocena: 3/10

Tracklist:

1. Birth
2. The Other Side
3. Hungry
4. Porn Addicted
5. Sit on My Face
6. Unleash
7. Still Standing (Pussyfied Part II)
8. Hate Us
9. Tales of Lust
10. WYSIWYG
11. Stimmulate
12. Rebirth
Autor

12467 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *