Abhomine „Proselyte Parasite Plague”

Wydawca: Hell’s Headbangers Records / Osmose Productions

Ja tam akurat prozelitą Abhomine nie jestem, bo polubiłem ten zespół już po wydaniu debiutanckiego krążka. Ale liczę, że jeśli ktoś jeszcze nie znał tej kapeli, to po odsłuchu „Proselyte Parasite Plague” sytuacja ulegnie zmianę i zasili szeregi wyznawców Pete’a Helmkapma.

A do Helmkampa dołączył na najnowszym albumie osobnik o ksywie The Black Lourde of Crucifixion. Nie kojarzycie? A jak powiem, że to nie kto inny jak Cazz Grant? Lepiej? No to wyobraźcie sobie takie dwie legendarne persony ekstremalnej sceny metalowej. Co może wyjść spod ich paluchów? No nic innego jak album petarda. Albo może raczej nalot dywanowy. Abhomine na drugim krążku w zasadzie nie zmienił swojej muzyki ani na jotę. Black/death metalowy wyziew, w którym zwolnień mamy tyle ile litości dla słuchacza. Czyli bardzo niewiele, o ile w ogóle. Podobnie jak debiut tak i nadchodząca płyta trwa mniej niż pół godziny – dwadzieścia trzy minuty bodajże. Mniej niż niejedna EPka, ale taka kondensacja przemocy w mojej opinii służy tej muzyce in plus. Oczywiście, również tak jak poprzednio słychać, z jakich zespołów wywodzi się Helmkamp, ale przecież chyba nikt nie oczekuje czegoś innego po Abhomine. Szczególnie w momencie, gdy Angelcorpse zamknięte w skrzyni z nieaktywnymi zespołami niczym Popiełuszko w bagażniku. Wówczas z odsieczą przychodzi właśnie ten zespół i wywiązuje się ze swojego zadania idealnie. Przy czym przyznam, że jakby debiutancka płyta podobała i się bardziej. Może przez ten efekt świeżości jaki wówczas na mnie wywarła… Oczywiście również i „Proselyte Parasite Plague” nie jest jakimś tam kiepskawym krążkiem – nie o nim tak, o nim nie. Może z czasem w moim prywatnym rankingu przeskoczy debiucik.

Póki co jest i tak bardzo mocnym albumem, z którym nie ma dyskusji – oczywiście dla tych, którzy lubują się w ekstremie.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Heresy Pulpit
2. Infidel and Unclean
3. Gogamgoz
4. Blacklist
5. Saracen
6. Progeny Devoid
Autor

11593 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *