Skip to main content

Wydawca: Memento Mori Records

A powiem Wam że chwilka już minęła odkąd zrecenzowałem taki rasowy death metalowy kawał padliny jak najnowsze dzieło od Pustilince. A chodziło za mną grzańsko w stylu „Beliefs of Dead Stargazers and Soothsayers”.

No to mam. I bardzo dobrze, bo debiut Australijczyków jest naprawdę zajebisty. Wszystko mi się na nim zasadniczo zgadza – już okładka sprawiła, że postanowiłem się z nim zapoznać bardziej niż tylko pobieżniej. Zaznaczę od razu, że jakoś strasznie nie silą się na gruz i oldschool, choć i tego znajdziecie tutaj sporo. Pustilince czerpie z klasyki, przede wszystkim europejskiej, a już w szczególności Holandii – słychać tutaj sporo wczesnego Sinister (szczególnie w barwie growlu, w chuj przypomina mi to Mike’a Van Mastrigta), solówki przywodzą na myśl Pestilence, brzmienie zaś to trochę taki Gorefest, a trochę jednak i Szwecja. No i może odrobina Deicide i Bolt Thrower na dodatek, ot – dla smaku. Brzmi dobrze? Zapewniam, że tak właśnie jest. Sto procent death metalu w death metalu – pewnie słyszeliście już to oklepane hasło nie raz i nie dwa. Ale to tak jak i z Beliefs of Dead Stargazers and Soothsayers” – gdzieś to wszystko już było słychać, a pomimo tego każdorazowe odtworzenie tej płyty sprawia mi przyjemność. Co ciekawe – nie słyszałem wcześniejszej EPki zespołu, przeczytałem jedynie recenzję i tam padają całkiem inne nazwy. Nie będę zdradzał jakie, poprzedni materiał odsłucham i skonfrontuje, czy tamten recenzent miał rację czy nie. Wy zróbcie to samo i któregoś pięknego dnia może spotkamy się przy piance i o tym pogadamy.

Póki co jednak, wracam do kolejnego odsłuchu debiutu Pustilence, bo siadło mi to granie, oj siadło.

Ocena: 8/10

Oracle
16676 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Skomentuj