O tym, że wrocławski Shodan rozkręca trasę po Polsce wiadomo było od jakiegoś czasu. A w samym Breslau miał się odbyć uroczysty koncert inauguracyjny, na który zawitać miał również Ragehammer. A, że zarówno Szodę, jak i Pejczhamier oznaczają eleganckie towarzyskie spotkania, to odziawszy się w strój galowy ruszyłem do Liverpoolu.


Na miejscu klasyka – klub zamknięty, mimo że według rozpiski powinni już wpuszczać. Gorzej, że zamknięty był również położony obok Pub Haggis. Serce me krwawiło wielce. Jakoś kilka fajek i dwa browary z Żabki później w końcu można było zadekować się w miejscu harców. Przy wejściu zwracał uwagę rozpasany stragan z merchem grających dziś kapel. Polecam obadać koszulki Shodana, mają fajne wzory, a i nawet tank topa, akurat pod Kult Siły.


Szybko zaopatrzyłem się w pieniste i zająłem strategiczną pozycję do oglądania występów. Te jednakże jeszcze się trochę przesunęły w czasie, by jakoś o niemal godzinę później misterium rozpoczął rzeszowski Pandrador.


Podług rozpiski koncertowej publika miała zostać wychłostana black/death metalem pod tematykę nordyckiej mitologii. Brzmi fajnie, a jak wyszło w praktyce? Nudno. To, co leciało ze sceny bardziej skręcało w stronę blacku, choć momentami dziwacznie zagranego. Spodziewałem się brutalnego walca, a w sumie dostałem średniaka, przy którym raczej możecie przyjemnie spędzić czas robiąc pranie, ale sadząc kwiatki na balkonie, gdy ten będzie gdzieś tam buczał w tle. W pamięci zapadł mi tylko w miarę przyzwoity wokal oraz dziarsko łupiąca perka. Poza tym Pandrador nie zachwycił. Ot, sygnał, że zaczęły się hulanki.


Po występie uzupełniłem zapasy płynów o kolejnego Rohozca i podbiłem na palarnię, gdzie spotkałem bdb znajomego od serca, dzięki czemu kilka fajek później można było wracać pod scenę, gdzie zaczynał dokazywać krakowski Redemptor. Głowa od razu zaczęła mi się kiwać, a nóżka sama chodzić, bo śmierć metal, jaki płynął ze sceny wprost idealnie trafiłw mój gust. Tłuste granie, które mocno zaciągało Morbid Angel, a następnie Death wprost przygniatało do ziemi ciężarem, a człowiek czuł, jak pękało od tego szkliwo na zębach. Warto mieć ich na uwadze, a jak będziecie mieli okazję, to wbijajcie śmiało na gig. Cytując klasyka: tak się, kurwa, gra death metal.


Ekscytacja bitewna po występie Redemptora osiągnęła wysoki poziom, więc emocje wypadało ukoić kolejnym pienistym. W międzyczasie wpadłem na przemykającego ku scenie Tymka, właściwie półtorej, bo chłopina pięknie dokurwił na masę, przy czym zaznaczam, że to same mięśnie. Chaos Vault wspiera Kult Siły i Stali, pamiętajcie Drogie Dzieci.


Jak Tymofiej, to i Ragehammer, a jak Ragehammer, to wpierdol. Co zabawne, swego czasu miałem totalny przesyt ich graniem, bo byli wszędzie, słuchało się tego „The Hammer Doctrine” ile fabryka dała, i jakoś się przejadło. Dzięki tej swoistej „głodówce” mogłem docenić gorąco, jak zajebistą maszyną śmierci jest Wściekłomłot. Tym bardziej, że tego wieczoru brzmieli jeszcze głośniej, jeszcze agresywniej oraz szybciej, jakby każdy z nich przyjął solidną dawkę amfetaminy i zapił kawą. Nawałnica dźwięków dosłownie czyniła ciężkie obrażenia, co podkreślał harcujący pod sceną tłumek. No i Tymek, który tego wieczora nie atakował swojego odwiecznego nemezis czyli Kurwy Zza Baru™, ale i tak na scenie miotał się, jak Szatan. Z kawałków poleciał na pewno znany i lubiany „Wróg”, a na koniec wjechało „First Wave Black Metal”. Piękne to było. Krakowskie Kommando dosłownie zrównało klub z ziemią i równie dobrze można było udać się do domu, by leczyć rany, jednakże zbliżał się czas Wielkiego Sekretnego Widowiska, czyli koncert gwiazd wieczoru.


I pierwszą, rzecz jasna, był Shodan. Poczynania Szczepcia oraz Kolegów śledzę od dawna i cieszy mnie, że widać tam progres z albumu na album. Poprzedni pełniak był całkiem przyjemny, ale ten, który nadchodzi zrywa czapki z głów, dlatego tym bardziej cieszyło, że tego wieczoru miało zostać odegranych kilka kawałków z ich najnowszego dziecięcia. I było to dobre. Czuć, że obecnie hord wjechał w swoją szczytową formę, w efekcie czego ze sceny leciała godna chłosta. Nowe kawałki zdecydowanie godnie wypadają na żywo, choć szkoda, że nie zagrali „Nicości Wiekuistej”, bo z płyty, to niszczy obiekty, ale i tak nie będę narzekał.


Drugą gwiazdą miała być, grająca, jako ostatnia, Antigama, ale z racji tego, że obsuwa koncertowa była potężna, a jestem starym chujem, to jeno rzuciłem uchem, czy przykuje to moją uwagę i niestety nie. Nie przemawiało do mnie kiedyś, nie przemawiało i tego wieczoru, aczkolwiek publika bawiła się niezgorzej. Ja zebrałem swoje cztery litery i zajrzawszy jeszcze do Żabki po trunek udałem się zygzaczkiem łapać nocny autobus.


Konkludując, bardzo dobry, tłusty gig. Szczególną robotę robiły Redemptor, Ragehammer oraz sam Shodan, w szczególności ten pierwszy jest dla mnie odkryciem wieczoru. Przypominam, że Shodan oraz spółka grają teraz koncerty po Polsce, to macie okazję przekonać się na żywo, jak zabija Diabeł.

Bart
776 tekstów

Piękny, dostojny inteligent. Miłośnik jadła, tynktur i gór, któremu wydaje się, że umie pisać.

Scorned Congregatios vol. 1: Grand Belial’s Key, Arghoslent, Infernal War, Haeksenhamer; Chorzów, Klub Leśniczówka; 29.08.2026Relacje

Scorned Congregatios vol. 1: Grand Belial’s Key, Arghoslent, Infernal War, Haeksenhamer; Chorzów, Klub Leśniczówka; 29.08.2026

BartBart8 września 2026
Mystic Festival 2026; Tereny stoczni w Gdańsku; 3 – 6 czerwca 2026Mystic Festival 2026Relacje

Mystic Festival 2026; Tereny stoczni w Gdańsku; 3 – 6 czerwca 2026

ŁysyŁysy1 lipca 2026
Nihility Days Vol 3: Piołun, Czarny Szermierz i Rapidfire; Rzeszów, Pub Underground; 27.06.2026Relacje

Nihility Days Vol 3: Piołun, Czarny Szermierz i Rapidfire; Rzeszów, Pub Underground; 27.06.2026

PathologistPathologist29 czerwca 2026

Skomentuj