Everlasting Carnage „Slaughterhouse​-​Rock”

Dobrego death metalu nigdy za wiele. Tylko że przed pierwszym przesłuchaniem nie zawsze wiadomo, czy ten death metal będzie dobry. Zazwyczaj jest to ruletka…

A tym razem trafił mi się akurat band z Niemiec, który właśnie wydał swój debiut zatytułowany „Slaughterhouse Rock”, a działają od dwóch lat pod nazwą Everlasting Carnage. No i w rzeczy samej ten ich death metal jest dobry. Nie jest wybitny, nie jest odkrywczy, nie jest nowym spojrzeniem na gatunek – jest dobrym hołdem dla szwedzkiej szkoły nakurwiania młotem po czaszce. To słowo „rock” w tytule też Wam może zdradzić co nieco, bo Everlasting Carnage tak lekko nawiązuje to tych bardziej death’n’rollowych, bujających numerów choćby takiego Entombed. Gruzowate brzmienie, dość toporne, ale wpadające w uch riffy to główne wyznaczniki ich stylu.Z drugiej strony – chwilami mielą dobrze, ale kiedy indziej z kolei trafiają na mieliznę i mi się lekko wtedy dłuży – szczęśliwie są to incydenty (modne ostatnio słowo) bo przez większość czasu Fryce spuszczają nam przyjemny łomot. Tyle, że ten łomot jest baaaardzo oczywisty i po prostu nic więcej o nim napisać nie potrafię.

Cóż, jak na debiut jest OK – nie dostałem więcej niż wymagałem, a wymagałem tylko tego by trochę przetrzepali mi skórę. To i mam.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. E.C. Has Entered the Building
2. Rock’N’Growl
3. Imprint
4. Der Schweinemann
5. Track #49
6. Rise of Slaughter Joe
7. Schlachthaus-Faktor
8. Rockstar
9. E.C. Has Left the Building
10. Hello Clitty
Autor

11350 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *