Skip to main content

morbosatan-the-last-sacrificeWydawca: Blood Harvest Records

Doprawdy, to jest to co mnie niezmiernie wkurwia – intro, zbyt długie i zbyt ciche. Ot, pojękiwania jakiejś laski pieprzonej przy akompaniamencie modlitwy czy zaklęć. Ni to ciekawe, ni podniecające.

Nazwa kapeli też niezbyt wyszukana. No bo co to jest Morbosatan? Na okładce – pentagram, węże… Ok, lecimy dalej, bo przecież najważniejsza to muzyka panie kochany. A tu jest już naprawdę dobrze. A przynajmniej jeśli dobrze czujecie się gdy w głośnikach napierdala black/death/thrash, lub innymi słowy – po prostu metal. Słychać, że kapela z Ameryki Południowej, bo przy „The Last Sacrifice” mogę Wam strzelać ich inspiracjami jak z rękawa: Sarcófago, Mutilator, Vulcano, wczesna Sepultura… Pochód tych żywych trupów jest dość długi, ale myślę, że już wiecie w czym rzecz. Trzy kawałki z tej siedmiocalówki to po prostu obskurny metal, dla metaluchów z jajami płci obojga. Owszem – to jest po prostu prymitywna muzyka, bo wiadomo, że mogli przecież nasadzić sampli, melodii, chuj wie czego jeszcze, a oni po prostu chwycili za sprzęt i zagrali wszystko na dziko.

Reasumując ten krótki wywód – na pewno maniacy czerni, skór i łańcuchów oraz wszędobylskiego Szatana, który nie wiedzieć czemu mówi po portugalsku będą zadowoleni. Reszta to już różnie.

Ocena: 7,5/10

Tracklist:

1. Intro (Leontina Laiz prayers) & Satanic Kommando
2. La Bestia Apocalìptica
3. The Last Sacrifice
Oracle
16952 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Newsy

Debiut Mavercik

EfEf2 czerwca 2015

Skomentuj