Skip to main content

Wydawca: Century Media Records

Nawet się nie zorientowałem, że to aż pięć lat trzeba było czekać na kolejny pełny album Marduk. Pytanie brzmi: czy warto było czekać? Odpowiedz w poniższym tekście.

Trzeba zacząć od tego, że Marduk zmienił trochę koncepcję swojej muzyki.  Najlepiej pokazują to fotki promocyjne (strasznie chujowe tak na marginesie), na których Morgan i ekipa zamienili karabiny na szpadle. „Memento Mori” to trochę inny koncept. Porzucenie tematyki wojennej, bliskiej memu sercu, na rzecz egzystencjalnych rozmyślań o przemijaniu i kopaniu.    Nie będę się czepiał. Jeden woli tak, inny o czołgach. Ważniejsze to, co muzycznie się dzieje. Od razu słychać, że to Marduk. Tu nie ma najmniejszych wątpliwości i to jest zajebiste. Wokalnie to oczywiście bardzo wysoki poziom. Ale gdy za mikrofonem ma się Mortuusa to nie może być inaczej. Jeden z obecnie najlepszych wokalistów w black metalu. Szkoda jednak, że mimo wszytko, moje wrażenia nie są jakieś bardzo pozytywne. Pierwszy odsłuch wywołał nieco konsternacji. Niby jest, tak jak powinno być, ale coś tu jednak nie ugryzło, tak jak powinno. Kolejne odsłuchy też mnie jakoś nie przekonały. Po pierwsze: brakuje tu numerów wpadających w ucho. Nawet mocno średnia dla mnie „Serpent Sermon” miała takie perełki jak „Temple of Decay” czy numer tytułowy. Na „Memento Mori” mi tego brakuje. Numery, które się w mojej ocenie jakoś wyróżniają, to te w wolniejszych tempach.  Jedyny, który mogę wskazać, jako ten, który mi faktycznie siedzi to zamykający płytę „As We Are” budzący pewne skojarzenia z numerem „Accuser / Opposer” z rewelacyjnej „Rom 5: 12”. Warto dodać, że płyta potrafi też zaskoczyć dźwiękami dzwonów czy trąb. Ma to pewnie dodać nieco patosu. Wychodzi ok. Nie podobają mi się natomiast dziwne innowacje, które Marduk czasami próbuje przemycić. Niezmiernie drażni mnie riff w „Year of the Maggot”.

Podsumowując: myślę, że „mieszane uczucia”, to sentencja najczęściej powtarzana w odniesieniu do „Memento Mori”. Niby jest to Marduk, niby nie jest źle, ale w mojej ocenie pewien spadek formy jest, nawet w porównaniu z „Viktorią”, która też nie była jakimś dziełem wybitnym. Trochę jestem rozczarowany, liczyłem na coś lepszego…

Ocena: 6/10

Pathologist
1129 tekstów

voodus
Newsy

Nowa EPka od Voodus

OracleOracle31 marca 2020
Newsy

Wieści od Anaboth

EfEf28 listopada 2016

3 komentarze

  • Takietamcoś pisze:

    To Marduk, zatem ciężko oczekiwać czegoś innego niż biegu sprintem z darciem ryja. Grut to umiejętne bieg, by się nie wyłożyć, lub co gorsza biec od niechcenia. Marduk na tym polu nie zawodzi mimo 30 lat dalej mają energię młodzików. Tematycznie nadal kręcą się wokół jeźdźców Jana. Zatem o romansie i porzuceniu pewnej tematyki nie ma mowy. Zresztą za teksty odpowiada Mortus, a to już jest poziom dla większości nieosiągalny. Można drzeć ryja, że Satanie daj mi mocz! I I malować krzyżyki na płocie. Albo olać to i próbować zrobić coś na nowo?

  • Mara pisze:

    Brak numerów wpadających w ucho? Cały album jest nimi wypełniony. Co ty człowieku piszesz? „Coś nie ugryzło”, ale co? Panie to ma być recenzja?

  • edd pisze:

    recenzja z dupy

Skomentuj