Skip to main content

Wydawca: Dying Victims Productions

To już piąty album Iron Curtain z Hiszpanii – zespołu, który wpadł w moją orbitę zainteresowania przy okazji debiutu i już tak w niej pozostał. Bo do dobrego człowiek się przywiązuje.

A Iron Curtain jest dobre. Jeśli ktoś lubi heavy metal, a wiadomo, że dobry heavy metal to najlepszy metal. „Savage Dawn” to osiem numerów plus intro i outro, w których znajdziecie masę inspiracji najlepszymi płytami z lat osiemdziesiątych i końcówki siedemdziesiątych. Skrzy się tu aż wpływami z Niemiec – Running Wild, Scorpions, Accept czy Iron Angel to nazwy które przewijają mi się przez głowę słuchając tego albumu. Wcześniej nie było tak wiele wpływów z Republiki Federalnej Niemiec w twórczości Iron Curtain – przynajmniej tak mi się wydaje. Ale to nie problem, akurat te wymienione przeze mnie kapele totalnie lubię, a pewnie maniacy starego heavy/speed metalu wskazali by tu jeszcze więcej szyldów.

Za olbrzymi plus biorę też fakt, że „Savage Dawn” nie brzmi totalnie retro – nikt tu nie psuje sobie soundu, byle wypaść jak grupa rekonstrukcyjna sprzed czterdziestu lat. Album nagrany jest mięsiście, wszystko świetnie słychać, a przy tym cały czas słuchacz ma świadomość, do jakich lat nawiązuje muzycznie Iron Curtain.

Tylko okładka coś dziwnie kojarzy mi się z Megadeth, no nie mówcie, że nie widzicie tam Rattleheada lub jego wariację z „So Far, So Good… So What”. Ale jest to akurat najmniejszy problem jak dla mnie. Co do reszty – jest jak zwykle bez zarzutu i liczę, że w przypadku Iron Curtain już tak pozostanie.

Ocena: 8/10

Oracle
16982 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Skomentuj