Wydawca: I, Voidhanger Records
Kurwa, chodziło mi po głowie i chodziło – z czym kojarzy mi się „Crux Lupus Corona”. Aż mnie głowa zaczęła od tego boleć. Nagle, jak tupolew z jasnego nieba – Zemial!
Tak, cholera mam! Słuchając najnowszej propozycji Inconcessus Lux Lucis moje myśli biegły zawsze ku tej – nienazwanej wówczas – płycie, jaką jest „Nykta”. Dlaczego? Otóż, że zarówno Zemial jak i Inconcessus Lux Lucis łączą w swojej muzyce wiele elementów zdałoby się z różnych półek, takich jak black metal, heavy metal, thrash czy chwilami doom metal a nawet… echa progresywnego rocka z lat siedemdziesiątych. To wszystko zaklęte jest w dwudziestominutowej EPce. Jak kogoś przeraża eklektyzm, to niech się nie martwi – ta muzyka ma kościec jak najbardziej metalowy, oparty głównie na czarnej odmianie. Ale skoro Brytyjczycy czują się na tyle odważnie i pewnie, że chcą eksperymentować – kto im broni, droga wolna. Zwłaszcza, że to co wysmażyli jest naprawdę pierwszorzędne! Chwilami może się to też skojarzyć z dzisiejszą postacią Darkthrone, którzy to przecież też nie boją się już mieszać w swoim metalowym tyglu. Muszę dorwać ich wcześniejsze materiały, bo ponoć są równie dobre. A przez osiemnaście minut Inconcessus Lux Lucis dokonują więcej niż takie Northern Plague zrobi przez całe swoje parszywe życie.
Podejrzewam, że większość metaluchów zamkniętych w swoim getcie Amon Amarth czy innego Behemoth zleje „Crux Lupus Corona” i będzie to z ich strony naprawdę duże zaniechanie. Ale chuj im w dupę, jak się nie znają lub poznać nie chcą.
Ocena: 9/10
Tracklist:
| 1. | Via Dolorosa | ||
| 2. | Crux | ||
| 3. | Lupus | ||
| 4. | Corona |



