Skip to main content

Wydawca: CDN Records

Nie wiem, ile Wam mówi nazwa Immortal Possession. Mnie nie mówiła kurwa nic. Ale jakimś cudem pochyliłem się nad najnowszym wykwitem w długiej karierze tego zespołu.

To znaczy – czy takiej długiej…? Powstali w 1989 roku, więc pewnie kilkoro z Was wtedy nie było nawet jeszcze w planach. Ale ostatecznie pykło. Zespół tuła się więc po undergroundzie od tych trzydziestu lat i liczy, że w końcu ktoś ich zauwży. Ich pech jest taki, że o ile wiem, zauważyłem ich ja i niewiele więcej osób. Natomiast moje zdanie o „The Resurrectionst” jest takie (w skrócie): no, nakurwiają zdrowy death metal, ale trącący myszką. Bo trąci nią w chuj. Ale taką lepszą, amerykańską. Nawet nie myszką, tylko „mouse”. Nieważne. Typy przez te wszystkie lata nagrywali co najwyżej demówki, aż tu nagle wyskoczyli z debiutem. Fajnie, doceniam wytrwałość. Ale w 2023 roku ta płyta nie zrobi na nikim wrażenia. Kilku osobom przypomni lata ich młodości – pierwotnego, prostego thrash/death metalu. Trochę szkoda, że typy, które według rocznika i kalendarium byli świadkami narodzin tego gatunku wciąż odbierają ten poród – a przecież ten berbeć ma już kurwa trzydzieści lat. Potomek Immortal Possession ma trzy dekady, ale równocześnie cechuje go wciąż lekko toporne patrzenie na metalowy świat. Nie wiem, czy jestem akuszerem tego wiekopomnego porodu czy tylko dziennikarzem opisującym fakt dla lokalnego tygodnika. Pewnie światowa scena się tym nie zajmie jakoś wybitnie, a i na naszym poletku nie byłby to moim zdaniem najwyższych lotów debiut. Ale się zdarzył. I o ile kojarzę wcześniejsze materiały kapeli – tu chyba nigdy nie chodziło o łamanie barier.

No, bo było takich zespołów mnóstwo, co wydawało swoje demówki kilka lat po tym, jak wypuszczono już na światło dzienne tak naprawdę kanon gatunku. I oni dziś też starają się gonić tę czołówkę (nawet jeśli jest już przebrzmiała). Nie wiem jak Immortal Possesion na to się zapatruje, ale ja ich twórczość widzę, jako zbyt późno obudzoną reakcję na lata dziewięćdziesiąte. Co dziwne, nowy album brzmi gorzej,niż demówki sprzed dwudziestu lat. I na tym się kończy moja opinia.

Ocena: 5/10

Oracle
17073 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Skomentuj