Wydawca: Doomentia Records
Nazwa Horn of the Rhino plątała mi się po głowie i byłem nie-święcie przekonany, że już kiedyś recenzowałem ten zespół. No ale nic takiego na Chaos Vault nie widzę, więc pewnie znów coś mi się pojebało.
A w sumie z drugiej strony, przy dość oryginalnej mieszance, jaką znajdujemy na „Summoning Deliverance” powinienem zapamiętać ten fakt. Hiszpanie (a konkretnie Baskowie z samego serca Kraju – Bilbao) na czwartym już albumie wymieszali ze sobą bowiem thrash metal oraz death/sludge. I niekoniecznie jest to takie dziwne – tego thrashu jest tu niewiele, do tego opakowany jest w masywne brzmienie, a całość tak naprawdę przytłoczona jest przez ciężar i formę death/sludge’owych fragmentów. Szczerze żałuję, że nie ma ich jeszcze więcej – w zasadzie to te szybsze wstawki wyrugowałbym bez żalu. Czy może nie szybsze – te faktycznie bardziej thrashmetalowe (przy czym chcę zauważyć, że ten thrash to bardziej się kojarzyć może z nowszym wcieleniem Sepultury, niż z jakimiś dzikusami z Niemiec). Bo są momenty, gdy Horn of the Rhino przyspiesza, ale i intensyfikuje walcowanie, jak w „High Priest”, a do tego chwilami mocno mieszają gitarami, które przypominają stado wkurwionych pszczół („Their Tombs”). Co i tak zostaje zgniecione ciężarem, o którym już tutaj wspominałem. Nie wspominałem zaś o wokalu, który jest na tyle różnorodny, żeby zapadać w pamięć – zwłaszcza w „Deliverance Prayer”, gdzie Javier śpiewa w naprawdę świetny sposób. Tak oto wygląda ta płyta…
A czy się podoba? Podoba. Nie jest to może coś, co będę wałkował bez ustanku, dzień i noc, wkoło Pathologiście. Ale od czasu do czasu na pewno.
Ocena: 7/10
Tracklist:




