Skip to main content

Kontakt: Helvetestromb

Helvetestromb to młody zespół ze Sztokholmu, który zresztą miałam przyjemność zobaczyć na scenie już dwa razy. Pamiętam, była jesień, a w knajpie miał zagrać jakiś lokalny, okołoblackowy band. Spodziewałam się po prostu tła pod kolejne kufle ze znajomymi – a skończyłam totalnie kupiona, z płytą (i podpisaną setlistą). Grają black inspirowany mocno thrashem/punkiem, a ich image mówi – wyjebane na wszystko. Jest i plucie krwią, i kolce, nagie torsy… i kolorowe legginsy garowego. I chuj!

Nowe, drugie ich wydawnictwo o tytule “Assault From Hell” ukazało się z początkiem października, póki co wyłącznie na platformach cyfrowych. Dostajemy czterdzieści minut muzyki, ale że kawałki są dość krótkie, to jest ich aż trzynaście. Ogólnie jest nieco ciężej i jeszcze bardziej intensywnie niż na poprzednim albumie. Kojarzy mi się z klasyką szwedzkiej sceny – ściana dźwięku w stylu Marduka, gdzie militarna perkusja napierdala 666km na godzinę… by na chwilę zwolnić, i wrzucić wikiński/pogański chórek? Tak niesamowicie to nie pasuje, że strasznie mi się podoba.

Po pierwszych kilku numerach atmosfera robi się coraz luźniejsza, chłopaki puszczają nam oczko – na przykład kawałek w stylu fuck you all o wdzięcznym tytule, który można przetłumaczyć jako “Szatan Ma Zawsze Wyjebane Na Najbrudniejsze Groby”. W pewnym momencie jest też Darkthrone, ale ten punkowy, z pijackimi zaśpiewkami. Z kolei kawałek „Evil Desecrations” to ukłon w stronę klasyki: otwiera go sabbathowy motyw na basie, aby zaraz znów dorzucić wręcz epicki chórek i riffy jak z Ironów. Nie ma czasu na nudę, bo ciągle coś się dzieje, a piekielna artyleria jedzie dalej.

Ta totalna wyjebka jest jednak pozorna, jeśli chodzi o samą jakość muzyki i brzmienie. Każdy z chłopaków świetnie zna swój instrument. Na ogromne uznanie zasługują wokale – intensywne, wściekłe, zróżnicowane – i świetne technicznie. Całość brzmi naturalnie, bez przesadnej surowości, ale absolutnie nie sterylnie. Co prawda, gdy jesteśmy tak ostrzeliwani długimi seriami, czasem niestety gubią się w tym gąszczu gitary… ale czy mi to przeszkadza, gdy blasty tak przyjemnie rozsadzają czaszkę? Płyty można słuchać wiele razy i odkrywać tu i ówdzie powtykane smaczki, na przykład kilka pięknych, klasycznie black metalowych riffów, jak otwarcie “Clairvoyance”, czy przejście w “Abyssmal Terminator”, z melodyjnym basem na pierwszym planie. Bardzo mi się to granie podoba, jest tu swego rodzaju wirtuozeria, ale bez nadęcia.

I jako wisienka na torcie ostatni kawałek, gdzie dzieje się naprawdę wszystko – Helvetestromb ma nadzieję, że jesteście już tak najebani, jak oni. Bo wyobraźcie sobie gig, który zamyka to mówione outro; zapalają się światła i włącza muzyczka, która odprowadza Was, pokrzykujących i w świetnych humorach, do szatni.

I w takim właśnie dobrym humorze pozostawia mnie ta płyta po każdym odsłuchu. Ten hord zdecydowanie zasługuje na większy rozgłos – trzymam kciuki i śledzę z uwagą.

Ocena: 8/10

 

Tracklista:

1. Groundbreaking
2. Battlestation
3. Kapitalism
4. Hyckleeriets utopi
5. Satan skiter alltid i de smutsigaste gravarna
6. Hellbvlast (ov the Anti-Everything)
7. Clairvoyance
8. Raised in Adad-Shuma
9. Hells Assault
10. Evil Desecrations
11. Awaken Monarch ov Death
12. Abyssal Terminator
13. Victory Theme (Outro)

JRMR
13 tekstów

Żyć to ohyda, a umrzeć - okropna nuda!

Newsy

Onslaught po raz piąty

OracleOracle1 grudnia 2010

Skomentuj