Skip to main content

Czy Hauntologist wywrócił polską scenę do góry nogami? Nie. Czy zrobił zamieszanie? Raczej tak. Czy podoba mi się ich twórczość? Zdecydowanie tak. Stąd też stwierdziłem, że fajnie byłoby zrobić wywiad z Michałem. No i efekt tego macie poniżej.

Oracle: „Nie wiem po co na scenie kolejna pochodna Mgły” – to jedno z pierwszych zdań, jakie dane mi było przeczytać w internetach na Wasz temat. Zakładam, że spodziewaliście się takich komentarzy, a mimo to zdecydowaliście się wystartować z Hauntologist?

The Fall: Można się było tego spodziewać i w pewnym sensie można powiedzieć, że jest to pochodna Mgły. Obaj jesteśmy z tym zespołem jakoś związani i stanowi dla nas rodzaj macierzy.  Ale pochodna to nie to samo co klon czy sobowtór.  Z założenia chcieliśmy odejść daleko od tego, co gramy w różnych innych zespołach i przekroczyć – chociaż trochę – nasze przyzwyczajenia i strefy komfortu w robieniu muzyki. Natomiast jeśli wykonujesz taki skok, to lepiej go zrobić trochę bliżej i słyszeć takie porównania, niż zrobić go dużo dalej i się po prostu wypierdolić.

O.: Z drugiej strony – naczelny Kvltu porównał Was do klonu Grozy i Uady, więc szeregowi internauci i tak byli wyrozumiali, heh… Obydwaj jesteście doświadczonymi muzykami, udzielającymi się w zespołach, które, co by nie mówić, odcisnęły piętno na innych grupach – czy takie porównania z dupy dotykają Was jakoś osobiście jako muzyków lub po prostu jako Michała i Macieja?

T.F.: Nie, nie dotykają. To chyba mało przemyślana i niezbyt podparta argumentami opinia. Czytam czasem opinie i jest wiele negatywnych, z którymi się zgadzam. Komuś się czasem nie podoba w materiale to samo, co drażni mnie, albo co uważam, że mógłbym lepiej zrobić, ale na tę chwilę zrobiłem najlepiej  jak umiałem. Negatywne, ale sensowne opinie są bardzo spoko. Negatywne, w których górują emocje, a wnikliwość jest zerowa – negować z miejsca, szkoda czasu.

O.: Wracając do tematu Mgły – uważasz, że ignorancja na polskiej metalowej scenie to jakaś cecha wrodzona, czy to może nie o ignorancję chodzi a o trollowanie. Bo tak naprawdę, gdy człowiek posłucha rzeczywiście tego co zaproponowaliście na „Hollow” to usłyszy tam naprawdę wiele więcej, a echa Mgły to jedynie niewielki fragment z całości układanki… black metal, Death in June i Current 23, noir jazz, zimna fala – wpletliście tego sporo w twórczość Hauntologist.

T.F.: Nie sądzę, że to polska cecha, raczej ludzka, nie uważam też, że ignorancja jest jakaś charakterystyczna dla sceny metalowej. Są ignoranckie komentarze – owszem, ale jest też wiele komentarzy czy recenzji szalenie wnikliwych i szczegółowych. Zresztą nie każdy ma obowiązek wydawać poważnej, przemyślanej, recenzenckiej opinii na temat płyty. Wiele osób posłucha czegoś pobieżnie, wyda swoją ryczałtową ocenę i ok. Trzeba do tego przywyknąć zamiast się obrażać na to jak świat jest skonstruowany. Duzo osób zauważyło wiele nieoczywistych elementów, które są gdzieś utkane w tym albumie, i zdecydowanie na tych opiniach wolę się skupić. Odpowiedziałem też na wiele bardzo wnikliwych wywiadów, i przesłuchałem jeden podcast na temat tej płyty, który wręcz rozpierdolił mnie dokładnością researchu i wiedzą muzyczną.

O.: Z drugiej strony – nie jest tak, że gdy próbujecie czegoś nowego, szukacie w innych gatunkach niż black metal, zaraz internetowa rada prawdziwości nazwie to czymś „pretensjonalnym”, „przeintelektualizowanym”, w najlepszym wypadku „przekombinowanym”? Nie sądzisz, że takie podejście może hamować rozwój gatunku?

T.F.: Może, ale nie musi. Black Metal moim zdaniem straszliwie się rozmachał i wpadł nogą do chlewa gdzieś w okolicach 2000 roku .Muzycy próbowali łamać konwencję popadając wręcz w barokową przesadę . Drugim oddechem, który zreanimował black metal był właśnie powrót do prymitywizmu, ograniczenie ilości instrumentów, środków, nie wychodzenie z konwencji, tylko eksplorowanie jej głębin.  To mi przypomina malarstwo prerafaelitów, którzy postanowili zignorować wiele powstałych nurtów w sztuce i cofnąć się w czasie tak, jakby nic po sztuce Raffaello Santi się nie wydarzyło. Mi się wydaje, ze ta wolta w black metalu cofnęła się do momentu kiedy „De Mysteriis Dom Sathanas” było ostatnią wydaną płytą. W taki sposób zignorowała wszystkie wpływy symfoniczne, industrialne czy elektroniczne, ominęła mnogość dostępnych narzędzi i skupiła się na penetracji muzyki w głąb, a nie po brzegach.

O.: Generalnie, co uważasz o otwieraniu się osób związanych ze sceną black metalową na inne rozwiązania, inną stylistykę czy inne idee? Traktujesz to raczej jako szansę czy zagrożenie dla sceny czy black metalu jako gatunku?

T.F.: Wszystko zależy od konkretnych elementów. Black metal nie powstał w próżni. Powstał w środowisku ludzi,  którzy słuchali bardzo różnej muzyki i wytworzyli z niej coś innego. Można się zdziwić ilu wczesnych twórców słuchało tak nieoczywistych rzeczy jak Coil, Voivod, the Cure, Metallica. Myślę, że jeżeli chcesz grać black metal, a inspiruje cię tylko black metal, to może się okazać, że zaczniesz zjadać własny ogon, tworząc kopie i wariacje klasyków gatunki zamiast dogłębnie eksplorować muzykę, tak jak to robili wcześni jej wykonawcy. Dodatkowo black metal jest dość szczególnym gatunkiem, w którym bardziej liczy się atmosfera niż muzyczne konwencje i istnieje wiele zespołów, które nawet nie grają metalu, a można im nadać honorowe obywatelstwo wspomnianej niszy.

O.: Gdzieś mignęła mi również nazwa na Wasz styl „miejski black metal”… No ja mniej więcej wiem, co autor mógł mieć na myśli i pewnie chodziło o nawiązanie do estetyki zapoczątkowanej przez Odrazę na naszym poletku, ale czy tak jest w rzeczywistości? W przypadku Hauntologist całe stwierdzenie opiera się chyba o okładkę i fakt, że w tekstach nie poruszacie tematyki diabłów i demonów…

T.F.: Jeśli poczytasz Stary Testament czy różne bliskowschodnie mitologie znajdziesz tam anioły – pochodzące z nieba, tajemnicze postaci, posiadające możliwości  przekraczające ludzkie rozumowanie i dostęp do wymiarów, do których człowiek nie może się dostać. W różnych innych mitologiach i systemach religijnych znajdziesz elfy, duchy czy kosmitów. Będą wyglądać zupełnie inaczej, ale będzie je mozna opisać dokładnie w ten sam sposób. Są trochę tym samym zjawiskiem ubranym w inną estetyczno-kulturową szatę. Dopóki black metal zachowuje swój negatywny, eksplorujący ciemną, złą i zwierzęcą stronę duszy charakter, to może być odgrywany na każdej scenie – czy jest to las, czy środek dużego miasta.

O.: Tekstowo Hauntologist oscyluje wokół tematów wypalenia, pustki, wyalienowania czy nihilizmu – oczywiście o ile moja interpretacja jest blisko Waszych intencji. Czy tak jest rzeczywiście? Pisząc teksty wolicie, by przekaz był jasny i nie pozostawiał większego pola do interpretacji, a co za tym idzie ewentualnego wypaczenia, czy przeciwnie -różnorodne interpretacje są dla Was ciekawe i inspirujące?

T.F.: Bardzo nie lubię tłumaczyć tekstów. Tekst jest Twój, a nie mój w momencie kiedy go czytasz. Mogę więc jedynie nakierowywać, ale nigdy nie tłumaczyć literalnie. Natomiast jeśli chodzi o moje zdanie, to Hauntologist jest zdecydowanie egzystencjalistyczny, a nie nihilistyczny.

O.: Jednym z zarzutów wobec Mgły, było otwarcie niejako tej muzyki na słuchacza spoza metalowej bańki. Często pokątnie, w kuluarach padały słowa, że przez Mgłę do metalu zaproszono hipsteriadę. Hauntologist, jak już napisałem, sięga o wiele dalej jeśli mówimy o gatunkach – czujecie czasem, że poprzez własne poszukiwania otwieracie słuchaczom jakieś kolejne drzwi mówiąc „a posłuchaj tego, jeśli nie znasz” i w drugą stronę – uchylacie drzwi do black metalowego środowiska osobom z nim niezwiązanym i mówicie „sprawdź, może ci się to spodoba”…?

T.F.: To pytanie miałoby sens 10 czy 15 lat temu. Drzwi już są otworzone, gatekeeping nie istnieje, słuchacze spoza już tu są i to chyba liczniejsi niż ci, którzy byli tu wcześniej. Można co najwyzej wyciągnać wnioski, że przypadkiem otworzymy słuchaczy black metalowych na Bauhaus, the Cure czy Basinskiego.

O.: Poza Hauntologist działasz również w innych zespołach i projektach, by wymienić Over the Voids, Eschatology, Owls Woods Graves, Ashes – każdy z nich można określić jako black metalowy, każdy równocześnie ma swój styl i swojego ducha. Wyjątkiem jest może ambientowy Alembik, niemniej jednak – czy nie czujesz jednak potrzeby wyrwania się poza ten gatunek? A może uważasz, że black metal jest na tyle jeszcze możliwy do eksploracji, że  w zupełności on ci wystarcza?

T.F. Myślę, że black metal ma tyle pól eksploracji, że wystarczyłby mi na całe życie. Jednocześnie lubię inne gatunki muzyczne, często takie, które mają z nim jakieś duchowe pokrewieństwo. Ja lubię grać muzykę, której lubiłbym słuchać – to jest dla mnie nadrzędne, nie to jaki gram gatunek.

O.: Potrafiłbyś wskazać black metalowe płyty, które Twoim zdaniem niedocenione, a jednak wyznaczyły jakieś nowe kierunki, zarówno w ruchu jak i muzyce? Czy może po prostu każdy z takich albumów zyskał wystarczającą popularność i uznanie, że nie można powiedzieć iż miałby on być „niedoceniony”?

T.F.: Dobre i trudne pytanie. Coś w rodzaju takiego tajnego agenta, który nie sprzedał się i został przeoczony przez publikę i wytwórnie, ale stanowi inspirację i wzór do naśladowania przez muzyków? Na pewno jest coś takiego, ale muszę się nad tym na spokojnie zastanowić. Jeśli na coś wpadnę napiszę Ci w mailu.

O.: Na koniec pytanie, które mnie nurtuje – traktujecie Hauntologist jako jednorazowy akt i po wydaniu „Hollow” koniec z tematem, czy jednak możemy liczyć na kolejne przejawy Waszej aktywności pod tym kątem w przyszłości?

T.F.: Sami jeszcze tego nie wiemy. Czas pokaże.

O.: OK, to wszystko co chciałem wiedzieć, dzięki wielkie za znalezienie dla mnie czasu.

T.F.: Dzięki za wywiad!

https://www.facebook.com/hauntologist

http://www.no-solace.com/

Oracle
17037 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Skomentuj