Wydawca: Blast Head Records
Ostatnio bawiłem na koncercie, gdzie trzy z czterech kapel zajmowały się łupaniem brutalnego death metalu i w takiej dawce było to dosyć przytłaczające, ale zainspirowało mnie do zrecenzowania niniejszej płyty.
Hate Division nie grało co prawda na tym gigu, ale muzycznie wpisałoby się doskonale. „Order of the Enslaved” to trzynaście kawałków gdzie riff goni riff, blast ściele się gęsto, a growl opowiada nam różne ciekawe historie. Brzmi sztampowo, to oczywiste, ale podoba mi się ten krążek. Przede wszystkim nie jest on monotonny, pomimo pozornego małego zróżnicowania w temacie. Kanadyjczycy potrafią skomponować dobre riffy, które oparte są na klasycznych wzorcach Suffocation, Deicide, lecz podane w zbrutalizowanej formie, bardziej w stylu nowocześniejszych zespołów death metalowych jak Origin, Dying Fetus… – chyba, sorry, bo nie siedzę w tej muzyce zbyt głęboko (choć jak ktoś uważny to i inne rzeczy wyłapie – czy tylko mi fragment „A Control Extinction” kojarzy się z „Bestial Invasion” wiadomo kogo?). Słuchając „Order of the Enslaved” czujecie się jakbyście z każdym nowym kawałkiem dostawali potężnym kopniakiem w splot słoneczny, a potem już nie za bardzo możecie złapać oddech. Może jedynie problem stanowić może czas trwania, bo czterdzieści siedem minut nie każdego może uszczęśliwić i pewnie jeśli ktoś jak ja nie jest w pierwszej setce największych maniaków brutalnego death metalu to może się chwilami niecierpliwić, kiedy ta rzeź się skończy.
Ale mimo wszystko polecam Wam ten album, bo Hate Division podała nam bardzo dobrą porcję flaków. Zaskakująco krwistą, hehe…
Ocena: 8/10
Tracklist:




