Wydawca: Amor Fati Productions
To głównie Pathologist w naszej redakcji zapałał miłością do różnorakich wynalazków z black metalowej sceny Portugalii. Mnie udzielało się od czasu do czasu, bowiem nie wszystkie zespoły stamtąd jakoś chwyciły mnie za serce albo za jaja. Ale jakiś czas temu poznałem debiutancki album Fustilarian.
Czterdziestodwuminutowy album zatytułowany jest „All This Promiscous Decadence”. Po wielokrotnym odsłuchu mogę śmiało stwierdzić, że z czystym sumieniem mogę ich zaszufladkować jako coś będącego na pograniczu klasycznego black metalu oraz depresyjnego black metalu – jednak na szczęście ten one man band nie jest typowym przedstawicielem tego gatunku. Przede wszystkim ten album ma dobre brzmienie, nieopierające się tylko na kartonie, dla śmiechu nazwanym perkusją czy bzyczeniu gitar. Nie, nie – Fustilarian pod względem soundu to w ogóle kojarzy mi się trochę z Carpathian Forest. Tyle, że same kompozycje z kolei są utrzymane w trochę innym klimacie. Słychać tu Silencer, słychać tu jednakże też Faulnis, a z drugiej strony – Urgehal czy pewne cechy charakterystyczne dla Nidroziańskiego Black Metalu. I chyba właśnie za to lubię ten krążek – jest niedookreślony, a równocześnie jest bardzo rasową, black metalową płytą. Nie ma się wątpliwości, że koleś o ksywie D., odpowiadający za całość konceptu Fustilarian przemyślał ten album. Nie twierdzę, że ta muzyka jest wykalkulowana, ale na pewno jego muzyczna edukacja nie opiera się na kilku bardziej znanych krążkach. Gość wie, co z czym połączyć, żeby odnieść zamierzony efekt i za to należą mu się brawa.
Więc nie jest tak, że tylko Pathologist docenia scenę portugalską. Mnie również się zdarza – a w każdym razie mogę Wam polecić debiut Fustilarian. Będą z nich ludzie.
Ocena: 8/10
Tracklist:




