2015 - podsumowanie

Oracle: W zeszłym roku zapoczątkowaliśmy nową świecką tradycję podsumowań roku. To znaczy, my poddaliśmy pomysł, głosowaliście Wy. A przynajmniej część z Was. Przyznam, że obawialiśmy się, że ten rok nie był tak obfitujący w zaadające w pamięć płyty i momenty… Ale okazało się, że przeciwnie – oddaliście więcej głosów niż w zeszłym roku, a w części kategorii walka była naprawdę zażarta, niemal kampanijna. Więc może żeby nie przedłużać lecimy z miejscami na podium…

2015 - wydawnictwo z Polski

Oracle: No w moim wypadku dużo minęło, zanim nareszcie zabrałem się za odsłuchiwanie tego krążka, bo nabyłem go dopiero w grudniu. Rzeczywiście, to jest esencja Mgły, krążek wymarzony dla maniaków twórczości M. i spółki. Wbrew temu, co twierdzą co poniektórzy generałowie metalu, w przypadku Mgły kaptury i maski, nie są przykryciem dla braku talentu, wręcz przeciwnie. Osobiście miałem innego faworyta, który nawet nie znalazł się na podium, ale w pełni rozumiem tych, którzy oddali swój głos właśnie na „Exercises in Futility”. Trzeba jednak zaznaczyć, że pierwsze miejsce jest efektem zażartego boju między tym albumem a „Near Death Revelations”, które zajęło w tej kategorii miejsce drugie. Fakt, moim zdaniem trójka Blaze of Perdition jest krążkiem dla tego zespołu przełomowym, którym wyprzedzają już o kilka długości zespoły, do których jeszcze nie dawno Lublinian porównywano. A miejsce trzecie zajęły dwie płyty (czyli mamy tak zwane egzekfo): Batushka „Litourgyia” oraz Stworz „Zagony Bogów”. O ile pierwsza z wymienionych według wszelkich przewidywań miała zapewnione miejsce na pudle, o tyle Stworz okazał się czarnym koniem naszego rozliczenia z rokiem 2015.

Łysy: Tutaj bezapelacyjnie, jak dla mnie debiut Death Like Mass. Miazga od początku do końca. Idealny strzał w mordę na koniec roku dla każdego zachlanego pyska. Ja wiem, że przynajmniej połowa powie że “co ty pierdolisz gościu”, ale zdania nie zmienię. Po za tym bdb albumy wydały standardowo Mgła oraz Infernal War. Warto uszanować również Embrional, In Twilight’s Embrace, Blaze Of Perdition, Kurhan, Coffinfish, Mord’A’Stigmata oraz Taran i Non Opus Dei. I zapewne by można jeszcze wymieniać, ale ja po prostu – mimo chęci – do nich nie dotarłem.

Pathologist: W tym roku to był dopiero dylemat. Wskazać tą jedną, najlepszą płytę… Co miesiąc niemalże wydawane było coś bardzo dobrego. Jednak podium dla Mgły mnie nie dziwi. M. z kolegami spłodził najpewniej najlepsze swoje dzieło. Pokłon też dla Blaze of Perdition za swoje opus magnum. Naprawdę stworzyli coś wielkiego. Dla mnie znakomitą płytą roku 2015 jest też Outre „Ghost Chants”. Chyba najczęściej słuchane przeze mnie polskie nagranie tego roku. I oczywiście laurka też dla In Twilight’s Embrace za tchnięcie nowego życia w melodyjny śmierć metal. Nie dziwi mnie podium dla Stworz. Mi się ta płyta bardzo podoba i na każdym kroku przekonuje kolegów i BDB znajomych, że warto ją mieć w kolekcji nie tylko jako ozdobę. I oczywiście jeszcze tegoroczna przyczyna wielu sporów przy wódce, czyli Batushka. Jest to coś… Coś, przez co spać po nocach nie mogę i odwlekam recenzję jak nigdy. Ale w końcu się wypowiem. Nie godzi się też nie wspomnieć pozycjach takich jak Antigama, Death Like Mass, Non Opus Dei czy EP Cultes des Ghoules. Szkoda tylko, że nadal nowe Infernal War mi nie leży. Było tego słuchania w tym roku… 

Ef: Nie podzielam zachwytów kolegów szanownych redaktorów nad Mgłą i BOP. Inna rzecz, że w tym roku nie podjarało mnie nic. Batushka – wzruszenie ramion. Stworz – nie wiem, znaczy recenzja się kroi, ale jeszcze wyroku nie wydałem. To, że w zestawieniu nie znalazł się najbardziej „spektakularny” wyziew tego roku – Manipulation ze swoim „Ecstasy” – cieszy. To znak, że nasi czytelnicy płci obojga, mają dobry słuch.

2015 - wydawnictwo zagranico

Oracle: Widać, że my na Chaos Vault, jak i nasi czytelnicy żyjemy podziemiem. Co z tego, że Marduk wypuścił dobry album. Co z tego, że Paradise Lost wróciło z ponoć bardzo dobrym krążkiem. Wpadają młodzi Islandczycy i zdobywają podium. I moim zdaniem zasłużenie, choć również nie oddawałem na nich głosu. U mnie sytuacja z Misþyrming jest podobna jak z Mgłą – na serio zapoznałem się z nimi dopiero w grudniu. Obu zakupów bowiem dokonałem dopiero na krakowskim koncercie obu zespołów. Ale rzeczywiście – jest tu kurewska moc. Drugie miejsce i dalej zaskoczenie, przynajmniej pewnie dla tych, którzy czytają podsumowania w jakimś „Metal Hammerze” czy innym „Teraz Rocku” – Akhlys „The Dreaming I”. Krążek ze wszech miar hipnotyzujący, ale i prosty. Doceniliście, co się chwali. Podium zamyka Shrine of Insabilis i ich „Disciples of the Void”. Jak na debiut – pogratulować, no ale każdy kto przesłuchał ten album wie, że nie mogło być inaczej… Zaraz za podium znalazły się między innymi uznane już marki wspomniane przeze mnie wcześniej…

Łysy: Bardzo trudny wybór w tym roku. Z jednej strony Revenge, który wykonał wręcz wzorowo egzekucję pod postacią “Behold.Total.Rejection”. Z drugiej zaś Archgoat i jego “The Apocalyptic Triumphator”, który skopał mocniej niż sama Finlandia Kwaśniewskiego. Gdzieś w między czasie pomiędzy nimi wyrosło również Genocide Shrines ze swoim rozpierdalająco miodnym “Manipura Imperial Deathevokovil (Scriptures Of Reversed Puraana Dharmurder)”, co dodatkowo skomplikowało sprawę. Uznajmy więc, że te trzy wydawnictwa to moje ex aequo numer uno jeśli chodzi o strzały roku. Poza tym dobrze mi zrobiły: Ævangelist, Katechon, Corpse Garden, Goatblood i Extreme Noizz Terror. Z czarciego metalu na pierwszym miejscu, bezapelacyjnie debiut Misþyrming, a tuż za nim uplasowały się u mnie zespoły (bez podziału na miejsca): Kêres, Saligia, Cosmic Church, Urfaust, szwedzki Grift, Porta Nigra, Lychgate, Secrets Of The Moon, Tantra, Helrunar, Zuriaake, Kroda i tak dalej i tak dalej. Z niemetalowych rzeczy to na pewno Les Discrets za magiczną koncertówkę a także Karjalan Sissit za kolejne bdb hałasy i trzaski oraz odjechany jazzujący misz-masz od Corpo​-​Mente. Fajne też okazało się Five The Hierophant (recenzja na pewno będzie) oraz Tervahäät.

Pathologist:  Misþyrming  jakoś  nie dziwił mnie na podium. Co do Akhlys  i Shrine of Insabilis  to spore zaskoczenie. Znakomite są o płyty, ale w czołówce to się ich nie spodziewałem. Fajnie, że u nas underground triumfuje. Ja jednak obstawiałem nowy Marduk. Świetna płyta. Idea „Panzer Division Maranatha” bardzo przypadła mi do gustu hehe. Najlepszy Marduk od lat. Szkoda też, że na podium nie załapały się nowe wydawnictwa Napalm Death, Revenge i Archgoat. Ode mnie nagrody specjalne jeszcze dla Amestigon i Dead Karma. Osłuchałem się w tym roku tych płyt w chuj…

Ef:Nie wiem ilu „zagramanicznych” płyt wysłuchałem w tym roku. Odkryć, przejawów muzycznego geniuszu,  powrotów i innych debiutów. Wiem natomiast, że podobnie jak i w przypadku Polski, nic  nie postawiło mi namiotu. Mogę oczywiście winić za to uwiąd starczy. Faktem natomiast jest, że pierwsza dwójka całkiem okej. Shrine of Insabilis nie słyszałem, więc się nie wypowiem.

2015 - najlepszy koncert

Oracle: Nie da się ukryć, to był gig roku. Pod względem zespołów, towarzystwa, wszystkiego, no normalnie – macie rację, drodzy czytelnicy. Może to o to chodziło generałowi z Olsztyna, że taka zakapturzona Mgła zebrała więcej kumatych ludzi niż koncerty zespołu na fał. Drugie miejsce – Deathcrusher Tour 2015. Mnie ominęło, nad czym ubolewam, ale nie dziwię się podsumowaniu – Napalm Death, Carcass, Obituary i Voivod w jeden wieczór… Pudło zamyka ex equo trasa Days Of No Light Tour (racja, było bdb, hails!) oraz Into the Abyss Festival we Wrocławiu. Ten rok może nie był tak obfity w duże gigi, ale nie było też tragicznie… Mieliście więc w czym wybierać.

Łysy: Jeśli chodzi o koncerty to bezapelacyjnie Bohren & der Club of Gore w Teatrze Leśnym w Gdańsku. Magiczne miejsce i magiczny koncert, poprzedzony ciekawymi występami Origami Arktika i Zu. Przeciwny biegun muzyczny, ale nikt pod względem wrażeń ich w tym roku – jak dla mnie – nie przebił. Dalej Brutal Assault a raczej występy na tymże zespołów: Purpha (co oni biorą, to ja nawet nie), Lvcifyre i Cult Of Fire. I oczywiście Dekada Gniewu w Tychach oraz Mgła w Krakowie.

Pathologist: Zdecydowanie mniej obleciałem gigów w tym roku niż w poprzednim. Czy żałuje? Kilku tak: Deathcrusher Tour 2015, Acherontas, Sadistic Festival II [no – we dwóch by nas wyjebali za pijaństwo, a tak to tylko mi się oberwało, hyhy – przyp. Oracle], Triptykon, Primordial. Jeszcze mógłbym tak długo… Z tego, co widziałem to świetne występy Mgły, Misþyrming Dead Congregation czy Inquisition / Archgoat. Bardzo miło wspominam też kameralny wstęp Saturnus. Liczę, że 2016 będzie pod względem koncernowym jeszcze lepszy.

 

2015 - kupa roku z Polsk

 

Oracle: No kurwa zgadzam się. Jak dawniej lubiłem Besatt, który mimo braku oryginalności potrafił nagrać dobry kawał black metalu, tak teraz ten zespół jest pośmiewiskiem. Niestety na własne życzenie. Materiał, który znalazł się na pierwszym miejscu zdecydowanie zasługuje na to wątpliwe wyróżnienie. Od okładki, po muzykę. Syf. Miejsce numer dwa: Kat & Roman Kostrzeski „666”. Równie zasłużone miejsce, choć do lidera sporo im brakło głosów. Po pierwsze – tak legendarnej płyty się nie szarga, jak się jest ramolem i się nie umie grać, to się nagrywa numery akustyczne i nazywa to artyzmem jak ich alter ego. Roman z kolegami już dawno powinni zejść ze sceny, a nie srać na własne logo. Miejsce numer trzy należy do kolejnego kabaretu starszych panów – zespołu Wieko… Panowie, kończcie waść, wstydu oszczędźcie… Ale i w tej kategorii był spory wybór, na uwagę zasługuje jeszcze Nekromer, który niestety nie dostał się na podium. Sorry chłopaki, może w przyszłym roku.

Łysy: Tutaj zwycięzcą jest bezapelacyjnie Kat & Roman Kostrzewski i jego geriatryczna interpretacja “666”. Wiem że takie to czasy, że dziadki lubią odgrzewać stare kotlety, które kuc młodzież łyka jak mleko ze suta, ale w tym wypadku one wybitnie śmierdzą i zbierają na wymioty. Nagrywanie takiego bubla i wciskanie ludziom tego shitu tłumacząc się, że fani sami tego chcieli to już szczyt szczytów. Równia pochyła więc staje się coraz bardziej stroma dla tego Pana i zespołu, co nie wróży dobrze na przyszłość. Wielka szkoda.

Pathologist: Besatt „Impia Symphonia” – tego łajna nie da się słuchać.  Kat & Roman Kostrzeski „666” – za to powinno się ich skazać na dożywocie w kamieniołomach. Wieko – tu tylko eutanazja jest rozwiązaniem. Nekromer ich „twórczość” powinna spocząć w tym samym śmietniku, co dzieła Krzysztofa Krawczyka. Ja bym jeszcze wspomniał Frontside. Nawet gdy człowiek myśli, że większego szajsu już umysł ludzki nie jest w stanie spłodzić, to te chłopaki potrafią zaskoczyć.

Ef: Miejsca się zgadzają, hails się zgadza. Był kiedyś taki pan (zwał się McCoy) który pytał „Czyż nie dobija się koni?”. Te klacze pod koniec swojego muzyczno – życiowego maratonu zajebały się same. Na własne życzenie i ku uciesze gawiedzi.

2015 - kupa roku zagranico

Oracle: No, jak to śpiewali ich odwieczni rywale – sad bat true. Slayer (albo raczej pół Slayera) nie popisał się tym krążkiem, ja sam odsłuchałem go ostatecznie tylko raz. I tyle mi wystarczyło. Pewnie wielu osobom się narażam, ale może już najwyższa pora odwiesić to logo na kołek i podziałać inaczej? Drugie miejsce – Danzig. Nie wiem, ja tego nie słuchałem, więc się nie wypowiem. Zaznaczę tylko, że tyle samo głosów oddaliście na Samael, ale to w kwestii ich polskich koncertów, a my tu o płytach, więc sorry… Podium zamyka Children of Bodom „I Worship Chaos”. Cóż, też nie słuchałem, choć widzę, że podchody tym tytułem robili. Z moim dobrym sercem pewnie dałbym im soczyste 4/10, hehe… A jednego głosu brakło Iron Maiden i ich „The Book of Souls”… Cóż, mam taką smutną konstatację, że do miana Kupy Roku aspirują zespoły legendy. Czy to jakiś znak? Moim zdaniem owszem.

Łysy: Mniejsze bądź większe gówna omijałem jak zwykle szerokim łukiem, bo szkoda było na to czasu i przede wszystkim pieniędzy. Więc jeśli coś się przewinęło, to kompletnie tego nie pamiętam. No może prócz francuzów z Kosmos (starałem się podejść do tego zespołu jak mogłem i ni chuja nie dałem rady go przetrawić) oraz Myrkur. Pachnący plastikiem i modelingiem black metal to zdecydowanie nieporozumienie roku.

Pathologist: W światowym metalu nie znalazłem jakiegoś wybitnie śmierdzącego stolca, ale muszę przyznać że nowe Negura Bunget mnie okropnie rozczarowało i już sam nie wiem czy dalej jestem ich fanem.

 

Ef: Slayer – nie inaczej

Danzig – nie słyszałem

COB – nie słyszałem

 

2015 - Imbecyl

 

Oracle: Patrząc na to, kto zgarnął zaszczytne miano Kupy Roku można się było spodziewać werdyktu. Beldaroh i koledzy zdeklasował w tym roku wszystkich. Co się Wam u niego nie spodobało? No na przykład „za jego wokale, a i jego perkusista pokazujący puloka w internetach”, „Za niszczenie polskiej sceny muzycznej, zjebane podejście, chujowe wokale i gówniane płyty”. Nie spodobała się Wam też „prośa o wycenienie nowego gówna na 10/10 napisana kurwa w translatorze google” jak i „wjazd na krzywy ryj do ameryki, a potem podpierdolenie organizatora że przebywa nielegalnie na terenie ameryki po to ratować swoje dupy”… No mocno, hehe… Drugie miejsce, równie w pełni zasłużone – Perły Metalu. Wszyscy pamiętają zjebaną akcję z tekstami o 23. Chłopcy się powinni cieszyć, że jeszcze popierdalają po tym łez padole cali. No i miejsce trzecie – Grzegorz Kupczyk. O kurwa, przepraszam – Grzegorz Kupczyk (exTURBO aktualnie CETI). Co się tym starszym ludziom dzieje, to ja nie wiem. Wam też nie spodobało się kilka rzeczy… Na przykład „jego niezadowolenie brakiem zainteresowania nudnym materiałem który tworzy”, „uosobienie wasa starego pokolenia. Nie wiadomo czy to tylko głupota czy juz demencja”… Poza podium znaleźli się w tym roku osoby, które wiodły prym w roku poprzednim. Nergal już nie gorszy jak kiedyś, ale niewiele mu brakło. Zwłaszcza że wytykano mu między innymi „l za brak Rozumu i Godności Człowieka. Zwłaszcza za pierdololo wywiad z innym kretynem Mateuszem Grzesiakiem dostępny na YT” czy tez „przycinanie włosów na jajach kolegom pedalbarberom”. Krul też dostał po uszach. Ja z kolei dostałem tylko trzy głosy, więc nie wiem czy się cieszyć czy nie. W końcu bym coś może wygrał, nie?

Łysy: Tutaj różnie bywało, bo co jedyn to kurwa lepszy ale prym w tym roku bezapelacyjnie wiódł Grzesiu Kupczyk, gdzie swoje upośledzenie genitalne krył megalomanią i potokiem sraki pod postacią Wieko (cewka boli i piecze, gdy krytykują, co Grzesiu?). Na pewno też Perły Metalu za wypowiedzi na temat wiadomo czego i kogo, a co za tym idzie ogólnie kuce i wszelkiej maści gwiazdory sceny. I może jeszcze pajacowanie Abbath’a (jak nie wiesz jak mieszać, to lepiej wal samą czystą jak Olek). I chyba tyle, jeśli chodzi o te tematy.

Pathologist: Beldaroh oczywiście laur zwycięstwa zdobył jak najbardziej zasłużenie. Grzegorz Kupczyk: żal mi tego człowieka. Demencja starcza to nic wesołego. Perły Metalu nie warte są więcej niż jednego zdania. Niech się cieszą, że nikt im za te wypowiedzi ząbków nie powybijał [było blisko na koncercie w Rzeszowie, ale okazało się, że to jednak nie oni – przyp. Oracle]

Ef: Jeśli dobrze pamiętam, to Besatt i w zeszłym roku był w czołówce. Gratulacje. „Grzegorz Kupczyk (ex TURBO – aktualnie CETI)” – mam taką myśl. Obym nie dożył wieku w którym tak pierdoli się w głowie.