Connect with us

Szukaj, a znajdziesz...

Chaos Vault

Felietony

Podsumowanie roku 2020 wg. czytelników Chaos Vault – wyniki

I jak tam wasze głowy? Żyjecie? Byliście grzeczni? Nie łamaliście prawa? My jak zwykle jesteśmy rześcy, a zliczanie głosów poszło nam całkiem nieźle. Co więc w ubiegłym roku Was najbardziej wkurwiło, który album został tym najlepszym i najgorszym. I przede wszystkim, kto został Dzbanem roku przeczytacie poniżej…

I jeszcze tak drugim słowem wstępu: Gratulujemy miszczowi, który z uporem maniakalnego fana/niefana zespołu Destroyers przypierdolił taką ilością głosów, że aż się zaczęliśmy zastanawiać, czy aby na pewno to się dzieje naprawdę, czy to po prostu jakiś świat równoległy, w którym Destroyers zbiera laury dla najlepszego hordu roku w każdej, możliwej kategorii jaka tylko może być. I gdyby nie fakt, że korzystałeś miszczu z góra 10 do 13 fraz w różnych konfiguracjach w każdej kategorii, a jako album roku dawałeś właśnie DestroyersDziewię Kręgów Zła, to może byśmy się tym przejęli, ale nie… musiałeś się sam podjebać nie tylko copy/pastowym babolem w tytule albumu, to jeszcze tym, że zapomniałeś iż są (oprócz adresów ip) także sygnatury czasowe danej odpowiedzi… Mimo wszystko gratulujemy ci uporu i zaangażowania, a także pokazania wszystkim jakim typem człowieka może i jest fan Destroyers (choć mamy nadzieję, że prawdziwy fan Destroyers nie jest takim dzbanem jak ty…)

Ef: Sporo w tym roku słuchałem muzyki. Więcej niż w 2019. A wydawało mi się, że się nie da. Jakie mam wrażenia? Jako naczelny maruda Kejosa tylko jedno stwierdzenie przychodzi mi na myśl w związku z mijającym 2020. „Taki ło”.

Wygrana wśród czytelników Odraza nie do końca mnie przekonuje. Jest coś w tym materiale co nie ustawia go w kolejce „Najlepsze co dostałem od muzyki w 2020”. Ale podobnie miałem z pierwszym krążkiem. Z rzeczy godnych wspomnienia Medico Peste, Mag i Luty. Mało, ale co zrobić. Zdecydowanie dłuższa jest lista słabeuszy i średniaków. To między innymi Ragehammer i Azarath. O ile w pierwszym przypadku miałem jakieś oczekiwania i zderzenie z rzeczywistością okazało się przykrym obowiązkiem przesłuchania materiału, o tyle co do Azarath nie miałem żadnych wymaganiach. Na zawód byłem przygotowany.

Oracle: A kurwa, w tym roku obiecałem sobie, że podsumowanie oprę wyłącznie o moją dziurawą pamięć. Możliwe więc, że coś przegapię, ale z drugiej strony – zapomniałbym o czymś znaczy nie było warte wzmianki aż tak. Cóż, polskie wydawnictwa nie zawodzą zasadniczo i w tym roku nie było wcale inaczej. Odraza i „Rzeczom” to chyba jedna z tych płyt, które rozbrzmiewały najczęściej w moim odtwarzaczu. Jak też nowe dzieło Medico Peste! Pod koniec roku natomiast stawkę doścignął na pewno Deus Mortem. A w międzyczasie nie można zapomnieć o wydawnictwach Dira Mortis, Ragehammer, Martwa Aura czy Haunted Cenotaph. Totalnie zajebistym zaskoczeniem i efektem „o kurwa” był debiutancki album Hydra, bardzo często słuchałem też materiałów zespołu Luty, należę też do tych, co naprawdę polubili powrotny album Destroyers, hehe… No i hm… Niezłe rzeczy wyszły też od takich kapel jak Las Trumien czy Biesy, Profeci i Rites of Daath, więc nie zapominajmy i o nich. Aha – naprawdę niezły krążek nareszcie zaserwowała nam Trauma.

Pathologist: Mój głos poszedł na Over the Voids „Handal”. Ta płyta ma coś w sobie… Coś, co każe mi do niej wracać i zachwycać się nią na nowo. Płyta niezbyt oryginalna, niekoniecznie postępowa, ale ma ten magiczny element. Drugie miejsce na podium w moim prywatnym zestawieniu zajmuje Sanctus Hexe, ze swoja drugą płytą „Unholy Cult”.  Chyba najczęściej słuchana u mnie płyta drugiej połowy 2020. Niby to, co znam i lubię, ale jakoś tak świeżo… Miejsce trzecie to dwie pozycje: Blaze of Perdition „The Harrowing of Hearts”Terrestrial Hospice  „Indian Summer Brought Mushroom Clouds”. Blaze of Perdition za to, że podoba mi się kierunek, w którym zmierzają i spodziewam się po nich w najbliższej przyszłości dużo dobrego, a Terrestrial Hospice za to, że czekałem, czekałem, w końcu się doczekałem i się nie zawiodłem. Warto też wspomnieć o nowej Odrazie. Powinienem temu albumowi jednak poświecić więcej czasu. Rites of Daath mnie konkretnie pozamiatało. DeathEpoch wbiło w ziemię. To nie był jakiś wybitny rok, jeśli chodzi o polską scenę, ale było dobrze.

Łysy: Ten rok jest wyjątkowy pod wieloma względami. Na gruncie krajowym w tym roku przyznam szczerze wiele nie słyszałem, bądź po prostu słyszeć nie chciałem. Z drugiej strony ukazała się naprawdę tona wydawnictw przez którą było po prostu ciężko się przekopać, nie tylko w Polsce ale i na świecie, przez co zapewne obok wielu przeszedłem obojętnie, bądź zupełnie nieświadomie. W tym roku dominowały u mnie więc zagraniczne materiały, ale nie oznacza to, że polszę zupełnie olałem i jeśli miałbym wybierać materiał, który zrobił mnie w tym roku najbardziej, to będzie split Gruzja / Neon Scafold “Konflikt” z naciskiem na Gruzję. Tak, wiem: jak takie gówno może w ogóle tutaj przejść?! No jak widać, może. Skoro według Was wygrała Odraza (a “Rzeczom” to naprawdę w mordę materiał, do którego często wracałem) to i Gruzja też swoje miejsce tutaj znaleźć może. W pytę materiały wyleciały w tym roku też na pewno od Terrestrial Hospice, Deus Mortem (dlaczego kurwa tak mało?), Vermisst czy też Martwa Aura. Swój poziom zachował też Mordhell ze swoim “Graveyard Fuck” oraz Dira Mortis z “Ancient Breath of Forgotten Misanthropy”. Konsekwencję pokazała też Trauma ze swoim “Ominous Black”, a dojebał do pieca równo Death Epoch z “Abysmal Invocation”. Gdzieś tam jeszcze pogrywała sobie Krypta Nicestwa, Throneum, czasem też Wilczyca i Ur oraz Trup. Parę razy wleciały też Ragehammer, Above Aurora, Kły oraz Dola. Nie sięgnąłem jeszcze po nowy Azarath. Znając życie zrobię to za rok, albo przy okazji wydania następnego albumu. I to w zasadzie tyle jeśli chodzi o polskie podwórko.

Wojtek: Faktycznie rok 2020 obrodził w sporo premier, ale jakoś nie po drodze było mi z wieloma tytułami. Taki Deus Mortem, czy Odraza czekają dalej na przesłuchanie. Zamiast łapać się za siura i robić półkę z rankingiem od I do X napomnę po prostu hordy, które zakręciły się wiele razy w moim odtwarzaczu: Death Epoch (za punktualne wybieranie szamba), Fadheit (bo pokazali, że w Polsce da się grać DSBM), Odour of Death (za prawdziwy trupi oddech) oraz Gallower (bo stara szkoła nie umiera). Z mniejszych ciekawostek, przy których warto się zakręcić: Throät Cütter, Wolfenburg, Mag. A największą niespodzianką w postaci reedycji (bo czemu by nie?!) roku Nirnaeth.

Ef: Zacznę od tego, czego słuchałem zdecydowanie najczęściej. To dwa albumy, które chciałbym wyróżnić. To Dark Budda Rising „Mathreyata” i Neptunian Maximalism „Eon”. Klucz doboru chyba jasny. Zwycięstwo Cirith Ungol mnie jakoś specjalnie nie dziwi. Nie dlatego, że to album wielki. Ot premią za udany powrót plus sentyment.Tak patrząc teraz co reszta ekipy napisała, to mi się przypomniało, że warte wspomnienia są też: nowy materiał Of Feather and Bone i Temple Nightside

Oracle:  A tutaj dla mnie w tym roku bezkonkurencyjne były dwie płyty: debiutancki album Sweven oraz nowa płyta Of Feather and Bone. Obie zmiotły mnie jak stertę liści, każda na swój sposób. Do tego najnowsze wydawnictwa Undergang czy Proscription, Neanderthal Noise Machine również bardzo często gościły w odtwarzaczu. Do tego na przykład Repuked nie zawiodło czy The Troops of Doom i ich debiutancka EPka.

Pathologist: Tu jak zwykle, rozstrzał okrutny… Ciężko coś wybrać… Ja jednak najczęściej słuchałem i najbardziej się zachwycałem Afsky „Ofte Jeg Drømmer Mig Død”. Płyta jakby nagrana pod moje gusta. Nie ma się do czego przyczepić, perfekcyjny BM. Kolejnych pozycji podium nie wymienię, bo nie sposób wybrać. Rzucę kilkoma nazwami, które w mojej ocenie wyróżniały się czymś szczególnym. Katavasia, Urfaust, Oranssi Pazuzu, Akhlys, Armagedda, Inqisition. Ogólnie jednak muszę przyznać: szalu w tym roku nie było.

Łysy: Ten rok naprawdę był zajebisty jeśli chodzi o zagraniczne wydawnictwa. Ukazało się tego w chuj i jeszcze trochę, można by było sypać nazwami z rękawa, ale nie ma to większego sensu. Skupię się więc na tych dla mnie najważniejszych, bez podziału na gatunki. Pominę tutaj Waszego zwycięzcę, czyli Cirith Ungol, którego kompletnie nie znam, a tym bardziej nie słucham. Na pewno w tym roku wielkim zaskoczeniem dla mnie był powrót Armagedda. “Svindeldjup Ättestup” to naprawdę bardzo dobry album zgrabnie kontynuujący drogę z “Ond Spiritism”, ale po dziś dzień nie jestem w stanie się do niego przemóc. Dla mnie – a wielbię w przechuj mocno Armagedda – ten album był kompletnie nie potrzebny i równie dobrze by go mogło nie być. Za to kolejnym, ale tym razem udanym w chuj powrotem był comeback szwedzkiego Leviathan. “Förmörkelse” ma coś z “Far Beyond The Light”, ten duszny, cholernie mroczny klimat, który sprawia, że próżnia jest najlepszym miejscem na tym świecie. Zajebisty materiał. I w końcu ostatni z powrotów: Ondskapt. W chuj też mocno czekałem na ten album, ale zanim “Grimoire Ordo Devus” przegryzie mi się na dobre, minie sporo czasu. Tyle jeśli chodzi o powroty, a co w tym roku grzało się jeszcze w odtwarzaczu? Malokarpatan wydał świetny krążek, inny, bardziej, hm… klimatyczny. Zaskoczył również Kosmokrator. Wygrał zdecydowanie w splicie z Hadopelagyal. Rozczarował nieco Mongrel’s Cross. Może to przez wokale Proscriptor McGoverna, które w tym wypadku kompletnie mi nie leżały. Ulcerate nie dał dupy w tym roku, choć przyznam szczerze, że pokręcił się parę razy i poszedł w odstawkę. Skoro już wchodzi śmierć metal, to na pewno w tym roku zajebiście odpalił Revenge i Temple Nightside. Kanada dalej rozpierdala, a Australia widać też ma się dobrze. Mocno wszedł mi też Black Curse, w końcu coś w miarę świeżego, a co do chwalonego Of Feather and Bone oraz Proscription to nie słyszałem obu na tyle, by się wypowiadać. Dobrze zrobił mi też Shitfucker, jakaś tam odskocznia od gruzów i blacków. 

Właśnie te black metale jeszcze. Choć Secrets Of The Moon odchodzi coraz dalej (o ile już nie odszedł) od swoich blackowych korzeni, to jednak “Black House” przyjął mi się dobrze. Dobrze za to na tej płaszczyźnie sprawił się Sammas' Equinox ze swoim debiutanckim “Tulikehrät”. Finowie nadal umieją. Nie zawiódł mnie też Green Carnation – o taki powrót walczyłem. No i jeszcze drugi album Chotzä też miło mnie zaskoczył. Na “Tüüfuswärk” pojechali jeszcze bardziej po bandzie i pokazali, że umieją trzymać poziom. I w końcu… końcówka roku. To w zasadzie mocny wjazd Urfaust, który zdecydowanie bardziej mi się podobał od wydanego dwa lata temu “The Constellatory Practice”. Zaskoczeniem – długo wyczekiwanym z resztą – był dla mnie też Voreus. Choć “The Proclamation”  ukazał się pierwotnie w 2018 roku, to jednak w tym roku pojawił się oficjalnie i w 24 minuty zabrał moje serduszko. W tym roku jednak wyszły trzy pozycje, które kręciły się u mnie najbardziej. Pierwszy rozpierdol to Nirriti. “Asuryasparsha” to cios przeokrutny. Indie rządzą bezapelacyjnie, a Ganges zdaje się być źródłem całego zła, z którego zespoły z kręgu Kolkata Inner Order Propaganda czerpią to pierdolone, zaraźliwe ścierwo. Drugi to split Tsalal / Tetragrammacide. “Pact Of Eschatological Islamic Spiritual Ordeal” to czyste, soniczne morderstwo, które tylko wzmogło ochotę na pełniaki obu bandów, ale jednym i w zasadzie wygranym w tym roku dla mnie jest “Conjuring Subterranean Vortex” który spłodzili Hadopelagyal wespół z Thorybos. I choć materiał wyszedł w grudniu (pod koniec października już miałem przyjemność słyszeć) to zamiótł mnie on praktycznie z miejsca. I trzyma tak mocno do dziś.

Wojtek: Wychodzi na to, że słuchaliśmy całkowicie innej muzyki. Wszyscy prawie zapomnieli o nowym krążku Revenge! Przecież to chłosta jak sam skurwysyn. Czyżby wymiękacie przy war metalu? Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie nowe Inquisition, które nigdy nie było dla mnie jakąś przebojową hordą, a tutaj proszę. Jednak najbardziej czaiłem się na nowy album Shitfucker i kolabo Paula Waggenera z Baise Ma Hache. To pierwsze dostarczyło mi najbardziej obrzydliwi i pojebany pato black punk, a drugie całkowicie nowe podejście do black metalu łącząc go z country. Także możecie nasrać sobie do drinka, słuchając pierwszego, bądź wydoić jakąś przydrożną mućkę w rytm muzyki dla koniokradów. Inne tegoroczne bomby, które zaraz okażą się dla połowy zbyt kontrowersyjne to Frangar „Vomini vincere”, Wolfnacht „Eine Flamme im Dunkeln”, Svolder „The Beast’s Mercenaries”, split Antichrist / Goatsmegma i wszystko od Aktion T4.

Ef: Uznaję się wygranym roku 2020, bo nie jeżdżę na koncerty i na żaden nie czekałem.

Oracle: Ja to oczywiście chciałem jechać na Guns’N' Roses do Pragi…

Pathologist: Staram się o tym za bardzo nie myśleć. Dwie zajebiste sztuki w tym roku zaliczyłem, w tym jedną w warunkach covidowych i tego się trzymam. Żałuję jednak Cult of Fire, bo zajebiście chciałem ich zobaczyć w końcu na żywo i się nie udało… Trzeba czekać …

Łysy: Ten rok zapowiadał się naprawdę zajebiście jeśli chodzi o koncerty. Przedsmakiem wszystkiego było zdecydowanie Bestial Desekkration w Gdańsku gdzie widownię zgładzili: Azarath, Nekkrofukk, Dagorath i Impure Declaration… a potem były już plany i bilety na: Black Silesia Festival, Mystic Festival i Never Surrender Festival… Bilety zostały, koncerty wiadomo… Jebana zaraza…

Wojtek: Tutaj będę nudny i napiszę to co prawie wszyscy. Black Silesia, bo Sabbat. Zaraz potem Never Surrender Festival, bo wszystko i Iron Maiden. Tak kurwa!

Ef: Destroyers i Kat. Tyle w temacie. A w sumie jeszcze odnośnie pierwszej kapeli, kiedy Oracle napisałem do mnie z zapytaniem (zanim mieliśmy okazję zapoznać się z nowym krążkiem), czy bierzemy ich w patronat, odezwały się moje zdolności profetyczne i skomentowałem to w stylu „będą z tego dramy”. No i mniejsze oraz większe są. Niektóre nawet zabawne.

Oracle: Kurwa, no to z kup to ja jedynie słyszałem Kata i zaiste – jest to kupa. Nie wiem na chuj to nagrywać i kto kurwa chce słuchać takich klocków jak „Last Convoy” (swoją drogą, Pure Steel Records przestało mi wysyłać promówki po ostatniej imbie z wywiadem z Katem, więc niech spierdalają). A co więcej? No raczej nie kojarzę, bo jak już chyba wspominałem – zostać kupą wcale nie jest tak łatwo, jednak takiemu Luczykowi udaje się to nad wyraz często i z lekkością.

Pathologist: No tu jak zwykle największa imba. Dla mnie dwa największe wysrywy tego roku to bezdyskusyjnie Kat i Destroyers. Nawet bym mógł się nie silić na jakieś wyjaśnienia, bo tu jest chyba wszystko jasne. Dwie płyty tych zespołów to dla mnie ostateczne gówna w mojej ocenie zupełnie niesłuchalne. Na korzyść Destroyers świadczy jednak to, że żaden z nich nie bryluje w Internetach opowiadając, jakie to wybitne dzieło stworzył. Nikt nie goni hejterów, nikt nie wyzywa się w necie… A nie, czekaj… Jakiś rzecznik tego łajna się znalazł…

Łysy: Wskazaliście w zasadzie dwa zespoły i dwa materiały, które do tego miana startowały. Do przegranego się nie odniosę, bo w sumie Destroyers słyszałem w chuj czas temu i tylko “Noc królowej żądzy” (które w sumie jakoś mi się tam podobały),  zaś nowego dokonania w ogóle. Oceniać więc nie będę. Jeśli bym miał się już skłaniać do kupsona roku którego Wybraliście, to zdecydowanie będzie to właśnie Kat. No nie, po prostu kurwa nie… Do dzisiaj się zastanawiam, jak to jest możliwe, że tak łatwo można zaorać historię wydając taki – w sumie chyba nikomu nie potrzeby – wytrysk?! Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny po prostu zejść…

Wojtek: KAT, bo to prawdziwa katorga, by słuchać tego gówna. Suchy ten album jak pięty samarytanina. Czas zakończyć karierę i mówię tutaj o obu Katach. Po chuj ciągnąć dalej ten silos pełen gówna? W dalszej kolejności Azarath. Rozczarowanie totalne, gdzie się podział dawny rockowy pazur? Ta płyta jest strasznie nijaka. Na Biesach ani nowej Batjusze jeszcze paluchów nie położyłem, ale jakoś mi nie śpieszno. Pożyjemy, zobaczymy. A co do Destroyers… przesłuchałem i odłożyłem na półkę…

Ef: Mój umysł skutecznie pozbył się tytułów najbardziej chujowych albumów 2020. A może to po prostu starość i skleroza. Nieistotne, bo „win-win”. Co do wygranego u nas, tak serio się zastanawiam, czy ktoś ma jakiekolwiek wymogi co do ekipy, która ostatni dobry kawałek nagrała nigdy.

Oracle: Kurwa, no przychodzi mi na myśl taki band, w którym grał jakiś tęgawy Rosjanin z Izraela czy coś, takie totalne 1/10, ale nie przypomnę sobie teraz nazwy. To była zdecydowanie najgorsza rzecz jaką słyszałem w tym roku, a jeszcze się ćwok obruszał że go zjebałem. Na hasiok z takimi metalami.

Pathologist:

Łysy:  Six Feet Under?! No tego się nie spodziewałem. Zespół którego w ogóle nie słucham, a jak słucham to zalany w trzy dupy na jakimś brutalu… Rzecz gustu, dyskutować z Wami nie będę. Z mojej strony będzie to Uada. O ile pierwszy album jeszcze mnie jakoś zainteresował, tak poprzedni i najnowszy są już dla mnie tylko idealnym, ładnie dopucowanym, kalkowym albumem skupiającym w sobie najlepsze i najnowsze trendy w muzyce. Co za tym idzie, zespół ten nie ma dla mnie za grosz własnej tożsamości. Co innego wzorować się na kimś, a co innego bezczelne go kopiować… Aha, przypomniałem sobie, że jeszcze był Isengard… no właśnie, kiedyś był…

Wojtek: W sumie to nie mam. Nie miałem ochoty w tym roku obcować z kupą. Dobra przepraszam, jest jeden tytuł. Feminazgul „No Dawn For Men”. Po przesłuchaniu tego pełniaka życie już nie będzie takie samo.

Ef: Co mnie wkurwiało w tym roku? Wszytko. Poza brakiem koncertów. Chociaż, jak już wrócą, to się chyba na jakiś wybiorę. Tak ze dwa może. Żeby nie przesadzać.

Oracle: A w chuj rzeczy, ale chyba najbardziej na jebanego fejsbuka, który nagle sobie przypomniał, że Burzum jest zakazany i dogrzebał się wielu postów na naszym fanpejdżu, wszystkie je wyjebał, nas pobanował i ograniczył totalnie zasięgi. Nie będę pierdolił nic o poprawności politycznej, ale o prostej zasadzie, że tak jak prawo nie działa wstecz to też nie powinien się przyjebywać o post z 2013 roku. No ale trudno, żyćko. Poza tym to ogólnie polaryzacja w społeczeństwie przekłada się też na polaryzację w undergroundzie, gdzie mamy pedalskich lewaków od imprez na plaży i jebanych prawaków od ruchu pro – life, a że mam w sumie znajomych po obu stronach to się od tego dystansuję i nie zabieram głosu w pyskówkach, zachowując swoje poglądy o których większość znajomych doskonale wie. I pewnie czasem mnie ten podział wkurwia, ale większość czasu zastanawiam się raczej, jak to będzie jak wrócą koncerty i trzeba będzie znów uprawiać piwko i metal twarzą w twarz, a nie po kablu.

Pathologist: Osobiście muszę przyznać, że dla mnie to był zajebisty rok. Rok zmian, ale jak się okazuje na lepsze. Wiadomo: brak koncertów wkurwiał na początku niemiłosiernie, ale w sumie dało się przyzwyczaić… Wkurwia mnie jednak to, że coś czuje ze covid w 2021 roku nie odpuści …

Łysy: Jak wszyscy, na całą tą pojebaną sytuację z pandemią, która zdominowała i zmasakrowała jednocześnie życie wszystkich ludzi na tym pięknym globie. Pogrzebała ona masę planów i wyjazdów na koncerty/festiwale. Sprawiła też, poprzez przymusowe (bądź własnowolne) zamknięcie w domu, wzrost nie tylko frustracji w społeczeństwie, ale i nagły wzrost internetowych dzbanów, którym ewidentnie się nudziło i poprzestawiało w głowie… 

Wojtek: Chujową pracę poczty polskiej / Podatek od małpek / Chwilowy brak pracy / Brak koncertów / Januszy metalu / Koronagówno

Ef: Dużo tego było. Z rzeczy, które postanowiłem uhonorować: Rïcïnn – Nereïd, Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi z “Berliner Vulcan” i Villagers of Ioannina City – Age of Aquarius. Kolejność dowolna.

Oracle: No standardowo, ale jak co roku chyba najwięcej to jazzu.

Pathologist: Jak zwykle elektronika. Na rower, czasem do auta. Dobry rock też się znalazł, a na relaks muzyka filmowa.

Łysy: Z niemetalu w tym roku na podium będą zdecydowanie  Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi z “Berliner Vulcan”. Nie ma chyba nic lepszego na tej płaszczyźnie muzycznej w tym roku, a jeśli jest to proszę mi wskazać. Poza Wędrowcami często i gęsto kręciło się u mnie Belgrado (ciągle mam nadzieję, że w końcu zobaczę na żywo), Kryzys, Siekiera (ten rok zdecydowanie za dużo pochłania osobistości ze sceny muzycznej, w tym wypadku Dariusza Malinowskiego), Klaus Mitffoch, Pornografia, Sztylety, Ewa Demarczyk (diva nad divy)… Nocami zaś dominowało u mnie Bohren & Der Club Of Gore z genialnym, wydanym w tym roku “Patchouli Blue”  w kolaboracji z Wolvennest (“Void” i “Vortex”) co sprawiło, że zarwałem nie jedną noc przy kielichu czegoś mocniejszego. Zdarzyło się też – już chyba standardowo –  że poleciały czasami wszelkiej maści gabbery, hardbassy…, a pomiędzy nimi gdzieś na zmianę (ciągle) Azealia Banks z Shakewell, Ghostemane, Beastie Boys (szczególnie jakoś w tym roku dużo), Dj Wielki Huj i zdecydowanie Monitor FM… I tak dalej i tak dalej…

Wojtek: Głownie to RAC, nowej fali, klasyki rapu i trochę elektro. Jednak co najbardziej zapadło mi w pamięć i możemy to również rozpatrywać jako wydawnictwa roku spoza muzyki metalowej to: WTZ „Berliner Vulkan”, Assassination „Seeds of the master” i Edelweiss „White Flower Power”.

Ef: Żadnych. No dobra jedno. Rozwój Chaosvaulta. Pomysły mam.

Oracle: A bo ja wiem, rokrocznie mam jakieś oczekiwania i chuj strzela bombki. Czekam na nowy Hell-Born i zastanawiam się jakim cudem jakieś trzeciorzędne portaliki mają już promówki tego materiału a ja jeszcze nie, no ale rozpaczał też nie będę, wyjdzie to se kupię i posłucham – liczę, że będzie tak samo dobry jak poprzednie albumy.

Pathologist: Wybrałbym się na jakiś koncert. Normalny klubowy, bez zakazów, maseczek, dystansów, limitów… Ale na to chyba przyjdzie nam długo jeszcze poczekać. Liczę jednak, że festiwale wystartują i mimo wrodzonej niechęci do tego typu imprez, na jeden czy dwa się wybiorę.

Łysy: Tutaj się zgadzam. Powrót koncertów w tym roku będzie czymś zajebistym. Oby jak najszybciej. Po za tym przydałoby się w końcu coś od Furii, bo to złote milczenie jest o wiele za długie. Coś mogłoby też (a na pewno tak będzie) dojebać do pieca z kręgu Kolkata Inner Order Propaganda, czyli Tetragrammacide, Aparthiva Raktadhara, Kapala (tak, wiem że był split, ale chcę pełniak), Brahmastrika… albo coś nowego, co równie skutecznie urwie łeb jak chociażby Nirriti… Nowy, zapowiadany czy tam nagrywany właśnie Mitochondrion. Mocno jaram się też na nowy Vemod, mam nadzieję, że będzie co najmniej tak zajebiste jak “Venter på stormene”… I coś na pewno z gruzów od Grave Upheaval, Impetuous Ritual oraz Portal… Nie obrażę się też, jeśli Lingua Ignota pokaże się z jakimś pełniakiem…

Wojtek: W sumie to nie mam żadnych oczekiwań. Niech wszystko po prostu wróci do normalności.

Ef: Wybór czytelników mnie nie dziwi. Pan „Godność swoją zmień” mocno się napracował. Natomiast szukałem nieco mniej oczywistych dzbanów w tym roku. I znalazłem – ekipa MetalRevolt. Jaka to jest fajna Paraolimpiada.

Oracle: Nic się nie zmienia w mojej corocznej liście w zasadzie – na bycie dzbanem, podobnie jak kupą trzeba się naprawdę dla mnie postarać i jak zwykle zacięta jest walka między Darskim a Luczykiem (choć tego pierwszego to już nawet nie rozpatruję w kategoriach metalowych, a raczej zwykłego celebrytę, coś jak Piróg, tylko że ma zespół metalowy).

Pathologist: Bez Nergala to nie to samo, co? Choć ja uważam, że w tym roku pan Darski jakoś się nie wybijał ze swoją osobą na pierwszy plan. Natomiast brylowały takie persony jak pan Luczyk i pan Glaca. Pana Luczyka to ja pominę, on ma po prostu demencję starczą. Może zapomni opłacić Internet i będzie spokój. Natomiast pan Glaca to już inna historia. Chyba pierwszy raz spotkałem się z kimś, kto tak podchodzi do własnej twórczości. Beż żadnej skromności, dystansu czy zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości. I w takim wypadku nie wiem, czemu się dziwi, że nacierają na niego hordy hejterów… Poza tym, co to za gość co dziara sobie „respect” i wyzywa w necie wszystkich, którzy się z nim nie zgadzają. Ja bym na pana miejscu panie Glaca, wybrał się do jakiegoś specjalisty, może panu zapisze jakieś leki. Szkoda słów na takiego typa…

Łysy: Dzbany ciągle te same. Zero świeżej krwi, choć nie do końca. Choć zdaje się, że w tej kwestii nic się nie zmienia i nie zmieni. Kto dzbanem był, tym dzbanem już zostanie do końca. Postanowiliśmy w tym roku nie jako z ciekawości wykluczyć Nergala z głosowania, by sprawdzić kto by przejął po nim pałeczkę. I jak się okazuje, że jest jak w polityce, że jest beton, który w zasadzie jest nietykalny. Przodowali w tym roku dwaj, starzy wyjadacze. Pierwszy: miszcz i geniusz muzyczny, który nagrał najlepszą metalową płytę wszechczasów, po której nic innego i godnego uwagi się już nie ukazało, czyli Glaca. I drugi as lotnictwa i festynów, czyli Piotr Luczyk, który psioczy na wszystkich tych, którzy konstruktywnie go krytykują. Wniosek jest jeden: im człowiek jest starszy, tym bardziej wpierdala się w social media, których kompletnie nie rozumie i nie jest w stanie zrozumieć, a jeśli rozumie to robi wszystko na opak. Nie tylko poprzez głupie i nieprzemyślane wypowiedzi, które obnażają dziecinność samych zainteresowanych, ale i też rzucanie gównem w tych, którzy murem za nim stali. Internet nie wybacza. Generalnie na miano dzbana zasługują również ci, co to wpierw kręcą na boku afery, potem te afery rozsiewają, by w końcu odezwać się w danej sprawie jako guru i wszystkowiedzący przy akompaniamencie innych zwierząt stadnych… Osobiście mnie totalnie nic do tego. Jeśli ktoś lubi taplać się w gównie, tym gównem smarować innych i to gówno rozrzucać na innych (zapominając o rykoszetach, które to potem procentują przeciwko) to okej… wszak sport to zdrowie, ale mniejsza o to. Nieśmiało w tym roku do podium próbował się też dostać Krzysztof Słyż. Ciekawe, ale się w sumie nie dziwię. No i jeszcze Morgul z Putric Cult z całą masakrą pod postacią Destroyers to jakiś pojebany kabaret. Czasami chyba lepiej powstrzymać się od komentarzy i pozwolić, by wszystko toczyło się swoją drogą, bo maksyma “nie ważne jak, byle by mówili” potrafi się zwrócić przeciwko autorowi. Generalnie, scena i ludzie ją tworzący pobiła w tym roku jakieś rekordy zidiocenia i ogólnego kretyństwa… Pandemia głupoty.

Wojtek: Oberwało się w tym roku mocno wielu osobom: Luczykowi, kto by pomyślał, że jest adminem KAT historia hehe, a najnowszy album jest super, tylko my mamy chuja w uszach. Glacy za bycie clownem a alimenty to fikcja. Krzysztofowi S. za… nie wiem, ale domyślam się. Również statuetka miała powędrować do redaktorów metalurgii za twórczy całokształt. Jednak w kontrze do tego pojawiło się również parę głosów, że szlag powinien trafić morgula za całokształt związany z Destroyers.

Łysy
Autor

568 tekstów dla Chaos Vault

Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

8 komentarzy

8 Comments

  1. Avatar

    marduk

    5 stycznia 2021 at 10:47

    Co wy chcecie od metalurgi?? że rapsów słuchajo?? Nie no, śmieszni są, ale czasem podrzucą jakąś ciekawą rzecz np Knurzum…

  2. Avatar

    cipan

    8 stycznia 2021 at 19:35

    uj w upę ”elytom” śfiata / tego śfiata

  3. Avatar

    luigi

    8 stycznia 2021 at 20:40

    a co tam Słyż nawywijał, że wypadł z łask? stare nawyki mu wróciły?

  4. Avatar

    nekrofuk

    9 stycznia 2021 at 16:00

    Podsumowując – lizania jajec muzykom z Odrazy/Gruzji/W~T~Z ciąg dalszy. Trochę śmieszy mnie fakt krytykowania Armageddy, gdy samemu słucha się takiego szamba jak wyżej wymienione pseudo kapele. Chyba muszę się przyzwyczaić, że długo się to nie zmieni, bo z roku na rok coraz więcej tego gówna widać i słychać. Niesamowite, że ktoś w ogóle pamiętał o wydawnictwie Revenge – przecież to już niemodne!

  5. Avatar

    Szeloszet

    12 stycznia 2021 at 00:53

    Pan Wojciech wspomniał o Edelweiss a o BMSS cicho? Że za czysta produkcja czy o chuj chodzi?

  6. Avatar

    N.

    14 stycznia 2021 at 14:48

    Ech, gdyby tak każdy jeden w tych pożałowania godnych „środowiskach metalowych” 5% energii którą wkłada w dostrzeganie wad u innych przeznaczył na zastanowienie się nad tym co sam sobą reprezentuje, wszystkie problemy by się same rozwiązały.

  7. Avatar

    klopfin

    15 stycznia 2021 at 19:14

    a ja se słuham amerykańskiedo FINa – to zajebisty metal

  8. Avatar

    Zły_aż_strach

    18 stycznia 2021 at 11:56

    Odraza, Gruza, WTZ, Słyż, Musick Magazine to jedna wielka sitwa. Promowane na siłę zespoły, które z BM czy DM się nie identyfikuję, ale gdyby nie ich powiązania z tą sceną nikt na nich nie zwróciłby uwagi. Niby to inne granie, zero wspólnego z BM, ale nic poza tym kręgiem nie znaczą. Zwykła komercja opakowana w pseudopodziemne łachy. Szukajcie muzyki swoimi kanałami, a nie kupujcie tego co się promuje wokół. Podsumowanie tradycyjnie zaczepne, głupio-mądre no cóż…

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Polecamy jeszcze

P-W

Wydawca: Ván Records Tak: jestem wielkim fanem tego zespołu. Tak: łykam wszystko, co wydadzą. Tak: bezkrytycznie podchodzę do ich twórczości, ale to dlatego, że...

P-W

Wydawca: Emanzipation Productions A to dobra wiadomość dla maniaków starej dobrej szkoły thrash/death metalu z Florydy – z nowym albumem powraca Solstice. Ostatni pełnowymiarowy...

F-J

Wydawca: Defense Records / Mythrone Promotion O, w końcu jakaś fajna thrash metalowa kapela, do tego z serca Sycylii. Od dawna miałem ochotę posłuchać...

A-E

Wydawca: Nordvis Productions Bhleg poznałem dzięki poleceniu płyty „Ödhin” i to właśnie to najnowsze wydawnictwo było moją pierwszą stycznością z twórczością Szwedów. Już pierwszy...

Copyright © 2004 - 2020 Chaos Vault