Podsumowanie roku 2018 wg czytelników Chaos Vault – wyniki

W tym roku Spisaliście się wzorowo. Oddaliście więcej głosów niż w roku poprzednim. Zapraszamy Was więc do lektury podsumowującej ubiegły rok. Na pierwszy strzał idzie:

Ef:  Tradycyjnie mojego TOP10 nie przedstawię, a jedynie odniosę się do Waszego wyboru. Mógłbym tutaj co prawda wyciągnąć perełki o których zwykli śmiertelnicy nie mają pojęcia i ukazać tym mój geniusz i recenzencki nos. Po pierwsze jednak nie ja tutaj jestem gwiazdą, tylko muzyka, że takie sobie górnolotnie nastukam na klawiaturze. Po drugie niewiele by to miało to wspólnego z rzeczywistością. Fakt – na paru rzeczach zawiesiłem ucho. Ale mój prywatny TOP10 jak zwykle rozpoczyna na 20, a kończy na 11 miejscu. Kriegsmaschine – pierwsze miejsce było do przewidzenia. I to nawet nie za samą muzykę (która mnie jakoś specjalnie bardzo nie porwała, już na pewno nie w taki sposób, żeby się na nią spuszczać jak pewien Kamil – Maryś Konopnicki), tylko za to że to Kriegsmaschine. Proste. Co do Cultes Des Ghoules, to przewidywałem miejsce w pierwszej dziesiątce, ale nie tak wysoko. A niech mają. Voidhanger za to raczej mnie znudził.

Pathologist: W tym roku w Polsce wydane zostało naprawdę sporo ciekawych płyt. Jednak ja mam swojego faworyta i uważam, że zaszczytny laur płyty roku należy się Entropii za materiał o nazwie „Vacuum”. Tą płytą chłopaki przeskoczyli samych siebie. Nagrali coś niesamowicie ciekawego, oryginalnego i wyjątkowego i to nie tylko w skali naszego kraju. „Vacuum” w tym roku w moim odtwarzaczu gościł najczęściej. Miejsce drugie w moim top 3 zajmuje In Twilight Embrace. „Lawa” to płyta, na której znajduje się znakomity kawał black metalu. Oryginalny, melodyjny, ale na pełnej kurwie. Szanuje. Miejsce 3 zajmuje u mnie nowe wydawnictwo Kriegsmaschine. „Apocalypticists” to wyśmienita płyta jednak poniekąd można się było spodziewać, że będzie miała ona taki, a nie inny kształt. Nie zostałem zaskoczony, ale zostałem rozjebany. Muszę też wypomnieć o kilku znakomitych wydawnictwach, które na podium się nie dostały. Temple Desecration „Whirlwinds of Fathomless Chaos”, ale ta płyta ma pierdolnięcie! Smoła, krew i chaos w czystej postaci. Kły „Szczerzenie”, coś dla fanów Duszę Wypuścił i Wędrowcy Tułacze Zbiegi. Bardzo ciekawa płyta. Gorycz „Piach” – niby znowu to samo, ale jednak jakoś inaczej… Często wracam do tego wydawnictwa, częściej niż podpowiada zdrowy rozsadek. Totenmesse „To”. Niezmiernie jestem pochłonięty przez to wydawnictwo. Recenzja już powstała jakiś czas temu, ale nie opuszcza mnie wrażanie, że ta muzyka jeszcze nie pokazało mi pełnego oblicza. Ketha „Magnaminus”. Kończą goście w znakomitym stylu, najpewniej najlepszym materiałem w swojej karierze. Hegemone „We Disappear”. Ta płyta dowodzi, że polski post metal nie popadł w stagnację czy regres. Ma się nadal dobrze za sprawą Hegemone. Rozczarowała mnie nieco nowa płyta Cultes Des Ghoules. Coś mi tu nie gra tak, jak powinno… Gdzieś uleciał ten smród piwnicy…

Łysy: Co ja mogę napisać? Kriegsmaschine to w zdecydowanej większości wg. was album roku. Rozumiem ten wybór, jednak według mojego zdania to nie jest krążek, który na to miano zasłużył. Co więc dla mnie będzie materiałem roku? W dziedzinie szeroko rozumianego death metalu na pewno będzie to Temple Desecration i “Whirlwinds Of Fathomless Chaos”. Zdecydowanie najlepszy wpierdol tego roku. Dalej na uwagę zasługują na pewno Stillborn (i choć wypluł tylko epkę, to pokazuje ona że zespół jest w wybornej formie), Kingdom (gęsty wpierdol), Sacrificulus (Kaos i wszystko jasne), Throneum oraz Moloch Letalis (z nimi tańczyć w piekle naprawdę warto). Jeśli już mieszamy gatunki, to na pewno warto wspomnieć o Voidhanger. Co prawda “Dark Days Of The Soul” już mną tak nie wstrząsnęły jak “Working Class Misantrophy”, to jednak nadal jest to Voidhanger, którego chce się słuchać. Dobry debiut zaliczyło też na pewno Totenmesse ze swoim “To”. Przemawia do mnie bardziej niż Gorycz czy inne Kły. W dziedzinie black metalu zaś, sprawa jest chyba jasna. Cultes Des Ghoules i “Sinister” to album o wiele krótszy od “Coven” ale dzieje się w nim nie mniej niż poprzedniku. Nie jest to drugi “Henbane” jakby niektórzy chcieli, ale ma swój grobowy klimat, który zdecydowanie dominuje nad innymi wydawnictwami w tym gatunku, w tym roku u nas. No może tylko Hell’s Coronation może być na równi z CdG pod względem grobowego klimatu, tony gruzu, smrodu piwnicy i zapachu grobowych świec. Dlatego “Unholy Blades of the Devil” plasuje się u mnie na drugim miejscu podium pod względem black metalu. Dalej na pewno zwrócić trzeba uwagę na debiut Xarzebaal – taką kakofonię dźwiękową lubię i mam nadzieję, że nie jest to jednorazowy eksperyment panów z Dagorath – oraz na Impure Declaration z “No paths, no guide”. Ci goście jeszcze wam pokażą, co to znaczy ciężar i szatan. Na pewno warto jeszcze posłuchać Angrrsth, Narrenwind i Truchło Strzygi. Tak wiem. Uprzedzę nieco i zdradzę, że zajęli jedno z miejsc na podium na kupę roku, ale nie oszukujmy się. W końcu to coś, co chce wyłamać się ponad schemat, a że ludzie lubią ? Słuchają? Że zespół ma fejm? Takie czasy moje drogie dziady, czy chcecie tego czy nie.

Wojtuś: Poprzedni rok obrodził w wiele bdb wydawnictw, chociaż również dało się wpierdolić na minę w postaci rzadkiej muzycznej sraczki. To, że Kriegsmaszyna zostanie wniesiona na piedestał, było wiadome już od dłuższego czasu. Nie ma co się dziwić w końcu to kawał świetnego łojenia, ale cholera jasna czemu nikt prawie nie głosował na Voidhanger! Toż to taki kocur, że głowa mała. Udany powrót zaliczył Sunwheel zmieniając swoje brzmienie, Totenmesse oczarowało mnie od pierwszych dźwięków, bo łykam wszystko, w czym maczał paluchy Stwarogin 😉. W następnej kolejności krążki od: Kingdom, Goathrone, Deep Desolation, Proch, Sacrificulus oraz Temple Desecration, nad którymi zawiesiłem ucho na dłużej. Truchło Strzygi tylu fanów, jak i przeciwników, którzy chcieliby wręczyć chłopakom statuetkę z parującego stolca. Czy słusznie? Odpowiem klasykiem: N-nnn nie wiem! Mnie debiut osobiście się spodobał, ale bez większych zachwytów, ponieważ ś.p Bestiality (w którym pogrywał jeden z Panów z zespołu wspomnianego przed chwilą) wciągnęło te wszystkie strzygi nosem. Cultes Des Ghoules, In Twilight’s Embrace oraz Entropia poprawnie, ale bez zachwytów. Nigdy nie byłem fanem tych hord, ale uznanie się należy skoro tyle osób wprawiły w zachwyt.

Oracle: Przyznam, że sam miałem zagwozdkę, komu przyznać Oraklowy Laur Płyty Roku z Polski. Przecież wspaniałą płytę wydała Entropia, genialny krążek wypuściło In Twilight’s Embrace, cholernie wysoko poprzeczkę postawiło Adaestuo, Kriegsmaschine również nie dał ciała. Ale chyba najwięcej czasu spędziłem z Voidhanger. I przyznam, że dziwi mnie niska pozycja tego albumu w podsumowaniu – ukazał się co prawda początkiem 2018, więc może po prostu już o nim zapomnieliście? No trudno mi powiedzieć, z czego to wynika. Z niezłych rzeczy naszego podwórka (co nie znaczy że gorszych od zagranicznego), fajnie zaskoczyło mi Truchło Strzygi (im więcej słucham, tym bardziej mi się podoba), Narrewind, Gorycz, Haunted Cenotaph, Eternal Rot... W ogóle moim zdaniem w tym roku ukazało się o wiele więcej doskonałych debiutów niż w roku poprzednim – część co prawda tworzona przez starych wyjadaczy, ale część przez muzyków dość młodych, a głodnych i wściekłych. Tylko niezłe (albo jeszcze się nie wgryzłem) okazało się Cultes des Ghoules. Godnym odnotowania ciosem był nowy krążek Despizer, jak też Doomster Reich. Pewnie coś tam się ukazało, ale skoro nie pamiętam to widać aż tak nie wryło mi się w pamięć. 

 

Ef: Z pierwszej trójki najczęściej słyszana przeze mnie była płyta Judas Priest. Wcale nie dlatego, że tak często miałem na nią ochotę. Ale nie o tym tutaj. Czy Archgoat zasłużył na pierwsze miejsce? U nas zasłużył. Osobiście nie wylewam nad nim wiadra pochwał, ale mało komu je daję. Funeral Mist – przesłuchałem 2, albo 3 razy – namiotu brak.

Pathologist: U mnie to wygląda trochę inaczej niż u Was… Jeśli chodzi o zagranicę, to jest w tym roku tylko jedna płyta, która mnie absolutnie rozjebała. Nie ma ona żądnych kontrkandydatów i jest to moje bezdyskusyjne miejsce „1”. Urfaust „The Constellatory Practice”. Magia, geniusz, dzieło absolutne, najlepsza płyta tego zespołu. Tyle! Potem długo nic… Zaintrygowało mnie jednak kilka wydawnictw. Nowa płyta YOB, Chapel of Disease, Mare, Portal, Nécropole, Craft, Adaestuo, Peste Noire, Cosmic Church (kolejność przypadkowa). Te kapele wydały naprawdę zacne materiały i trudno mi z nich wybrać jakiś top. Z tak zwanego mainstreamu bardzo spodobały mi się nowe wydawnictwa Immortal i Judas Priest. Sporo też mam do nadrobienia. Jak zwykle…

Łysy: W tym roku działo się o wiele więcej niż w ubiegłym. Narzekałem, że nie ma nic ciekawego a tymczasem ten rok pokazał, że jest z czego wybierać. Jako płytę roku wybraliście Archgoat i “The Luciferian Crown”. Okej. Przyznać trzeba, że w tej dziedzinie panowie nie mieli sobie równych i bardzo dobrze zdeklasowali oni konkurencję. Ale czy to płyta roku? Według mnie tylko ścisła 10. Jak zwykle rozdzielam tą kategorię na dwa gatunki, więc będę się trzymał swojej tradycji. W dziedzinie death metalu miałem – i w sumie mam – nadal problem. Przez cały rok ukazało się tyle stuffu, że aż do tej pory waham się między kilkoma wydawnictwami. Ale oke, jeśli już ma klasyfikować to na pewno podium zasiądzie Portal ze swoim “Ion”. I choć niektórzy sądzą, że to najsłabszy album tego zespołu, to jednak również w komentarzach klasyfikują go jako tegorocznego zwycięzcę. Dalej na podium zasiadają u mnie na pewno: Grave Upheaval, Infernal Coil ze swoim “Within a World Forgotten” (wskoczył w ostatniej chwili i mnie zmiażdżył), Obliteration z zajebistym “Cenopath Obscure” i Malthusian z “Across Deaths”. Debiutantami roku będą dla mnie zaś Aparthiva Raktadhara („Agyat Ishvar” po prostu rozpierdala), Jyotiṣavedāṅga, Subduer oraz Blasphamagoatachrist i Guðveiki (chore, ale bdb). W dziedzinie black metalu nie miałem problemu ze swoim numerem jeden. Kwade Droes i debiutancki “De Duivel en zijn gore oude kankermoe”. Ma w sobie wszystko co trzeba: diabła, szaleństwo i promile. Na uwagę zasługuje też na pewno Carpe Noctem. Choć na “Vitrun” ucieka nieco klimat debiutu, to jednak jest to nadal zajebiste, islandzkie granie. To samo nowy album Peste Noire czy – tutaj sam się zaskoczyłem – Baise Ma Hache. Na pewno też trzeba wspomnieć o Cosmic Church (z ostatnim swoim w karierze – oby nie – albumem “Täyttymys”), Cantique Lépreux, Sorcier Des Glaces czy Svartidauði i Délétère. Szoku nie wywołała u mnie “Victoria” Marduk, ale nadal fajnie mi się słucha tego albumu. Tak samo jak i Holocausto Em Chamas (bardzo dobry debiut), Necros Christos (trochę przydługi), Helrunar (solidnie, jak to Niemcy), Funeral Mist (lepsze niż Marduk), Sear Bliss (Węgrzy potrafią, naprawdę), Spectrum Mortis (niezłe zaskoczenie), Glorior Belli (Francuzi niezmiennie od lat grają na swoim poziomie), Lubbert Das (niezłe zaskoczenie), Ad Hominem (zrzucać napalm gdzie się da!), Nékropole (nieźle, nieźle), Sainte Marie Des Loups (ciekawy debiut, czekam na więcej), Temple Nightside (chociaż nagrali jeszcze raz to samo, to jednak brzmi o wiele potężniej), M8L8TH (dobry materiał, ten kto narzeka jest chyba głuchy), Aura Noir (w końcu wracają na właściwą drogę) czy Mongrel’s Cross (nieco słabiej, ale również ciekawie). W pozostałych gatunkach bliższych czy dalszych na uwagę zasługują na pewno Messa (genialny album!), Mantar, Slegest, Entropia, Lydia Laska, In The Woods…, Tyrannic, Transilvania czy świetny Deathwards.

Wojtuś:  Archgoat „The Luciferian Crown” i chuj! Jakiż to moi mili złowrogi nakurw, płyta dotąd lata w odtwarzaczu a ludzie ze strachu chowają się po domach. Następnie Francuzi na stalowych rumakach z Baise Ma Hache i ich „F.E.R.T”. trzeci strzał latająca koza Moenen of Xezbeth „Ancient Spells of Darkness…”. Kolejne pozycje warte napomnienia to „Napalm for All” od Ad Hominem, prosto z czarnuszych gett Peste Noire i ich split z… Peste Noire. Me uszy również wychlastała epka od Revenge i Demonomancy „Poisoned Atonement”! Ze smutniejszych klimatów, które nie męczą łba to Make a Change… Kill Yourself „IV”. Reszta klasycznie we wapno.

Oracle: Przyznam, że i na moim podium stanęło by, jak i u Was, właśnie Archgoat. Kolesie poustawiali całą scenę po kątach (już nie wspomnę, że jestem cholernie zadowolony z wywiadu z nimi). I pewnie na nich oddałbym swój głos, gdyby końcem roku nie ukazało się Chapel of Disease. Śledzę ich karierę od demówki i o ile na poczatku byli po prostu świetnym zespołem z gatunku oldschool death metal, tak dzięki „…and as We Have Seen the Storm, We Have Embraced the Eye” panowie – w mojej opinii – zrobili coś niesamowitego. Nie będę się porywał na stwierdzenie, że oto mamy nową jakość w death metalu… Ale w tak doskonały sposób do oldschoolwego metalu śmierci zainkorporowali wpływy Thin Lizzy, Nazareth czy heavy metalu, że ja nie mam pytań. Jaram się tą płytą i w zasadzie jakbym się zastanowił, to kręci się ona u mnie przynajmniej raz dziennie. Genialny, a niestety przeszedł bez echa, był nowy album norweskiego Kraków – totalny odlot i coś dla otwartych umysłów… Bardzo dobry album wypuścił również Slægt, choć nie tak dobry jak „Domus Mysterium”. Na uwagę zasługuje również najnowsza płyta Obliteration, długo przekonywałem się też do Necros Christos, ale gdy w końcu wskoczyło w odpowiednią zapadkę to bardzo długo nie rozstawałem się z tą płytą (a czas jej trwania nagle się skurczył, hehe)… Niezły album wydało Svartidauði, świetnie zadebiutował Blasphemogoatchrist, Rotheads, Necroracle, Goat Disciple, Extremity czy GraveCoven... o! A także Majestic Mass! Ponadto tradycyjnie nie zawiódł Voivod, jak też Mare, Varathron, Kommandant i Craft, jak też bardzo dobry album pożegnalny (niestety) wydało One Tail, One Head. Wysoki poziom utrzymało Lividity czy… a za dużo tego! Jedno wiem na pewno, jakbym nie narzekał co roku, że kurwa jakoś tak mało świetnych płyt, to zawsze patrząc końcem grudnia wstecz i robiąc rachunek sumienia zbiera się niezła kupka płyt, do których na pewno będę wracał.

Ef: Tutaj jedynie odniosę się do Black Silesia III. Przewaga nad konkurencją wskazuje, że w jednym miejscu – na Kejosie – zgromadzili się wszyscy uczestnicy tego gigu.

Pathologist: Koncerty… Aż wstyd się przyznać, ale chyba ten rok jest jednym z najgorszych dla mnie okresów, jeśli chodzi o wyjazdy koncertowe. Byłem dosłownie na kilku gigach… To smutne, ale prawdziwe. Jednak Asphyx na Metalmanii widziałem i była to petarda! Z tego samego festiwalu rozczarował mnie niezmiernie Emperor. Mimo że jestem fanem, to uważam, że diabeł opuścił już tę kapelę i nie mam go w szeregach Norwegów.

Łysy:  Tutaj zwycięzca jest dla mnie jeden: Black Silesia III Open Air Festival, co potwierdziło się również w waszych typach. Co prawda zabrakło mi tego klubowego klimatu, ale Byczyna też pokazała, że może być fajnym miejscem na tego typu spędy. No i w końcu Blasphemy i Nifelheim jako główne gwiazdy i Attic na dokładkę oraz cała znajoma patola z całego kraju na łonie natury. To wszystko złożyło się na to, że Black Silesia wygrała u mnie w tej klasyfikacji. Więc czego więcej potrzeba? Oby edycja IV była jeszcze lepsza! Dobrze bawiłem się też na Into The Abbys III (Profanatica!), Pomerania Fest III (Nokturnal Mortum!), Diocletian i Impaled Nazarene w Magnetofonie. Grave Desecrator z Nekkrofukk i Impure Declaration w Gdańsku czy Obliteration i Aura Noir u Bazyla. Więcej nie pamiętam hehe… albo po prostu tak mnie nie rozjebały jak wyżej wymienione

Wojtuś:  Kurczę znów jakiaś Black Silesia. Wyjdzie zaraz, że bierzemy w łapę hehe. „Oldschool and extreme metal only. Cult underground acts only. No compromise.” Trudno z tym stwierdzeniem się nie zgodzić takiego nagromadzenia hord w jednym miejscu dawno nie widziałem. Blasphemy, Nifelheim, Plaga czy też Attic to tylko pierwsze przykładowe hordy, które skopały dupska zgromadzonych. Szkoda tylko, że impreza nie wypaliła pod względem ilości osób, ale organizacja się nie poddaje i już niedługo wrócimy w to samo miejsce tym razem czcić Tormentor. Warto również nadmienić występ Diocletian w Łodzi. Cóż to był za piękny nakurw! Trup ścielił się gęsto, a kolejne siarczyste riffy lały się z głośników.

Oracle: No w tym roku to mi się trochę zawodowo pozmieniało – niby na lepiej, a koncertów jakby mniej zaliczyłem, a więc pamiętajmy żeby plusy nie przysłoniły minusów. Sięgając jednak pamięcią wstecz, to (całkowicie, totalnie subiektywnie, ale jak macie z tym problem, to… naprawdę mnie to jebie) najjaśniejszym punktem był koncert Guns N’ Roses w Chorzowie. Widziałem ich rok temu w Pradze, gdzie oczywiście klimat i organizacja były o niebo lepsze, jednakże polska data Gunsów w tym roku to było coś niesamowitego – trzygodzinny koncert, to nawet dla takiego maniaka jak ja jest satysfakcjonujący wynik! Świetny również był, z metalowych rzeczy, Asphyx na Metalmanii – kolesie rozdali karty na całym festiwalu. Świetny koncert dał też w krakowskiej Alchemii zespół Gold – choć o nich to mało kto słyszał, ale liczę że Southern Discomfort jeszcze ich rozpromuje w przyszłym roku. Naprawdę warto! Nieźle się też bawiłem w Chorzowie na Grave Desecrator, Brazylijczycy odjebali naprawdę świetny rytuał. Niestety, pozostałem koncerty to raczej lokalne, dobrze znane nazwy, na których też nie było źle… Tylko jakoś mało tego w tym roku było.

Ef: Behemoth, Nocny Kochanek, Truchło Strzygi. Dziwne to Kejosowe Top Trendy. Tak wybraliście, tak niech będzie.

Pathologist: Jeśli chodzi u kupę, to tu zwycięzca jest jeden. Behemoth „I Loved You At Your Darkest”. To nie jest jakoś totalnie tragiczna płyta, ale w przypadku Nergala nie da się rozdzielić tego, co nagrywa i tego, co dzieje się wokół muzyki. Uważam, że w przypadku tego materiału poziom bufonady, nadęcia i żenady został przekroczony. Karma dla psów, trailer otwieracza do butelek… To jest poziom niżej dna. Ta płyta to zwykła Nudaaaaaa!!! Dziękuję za taki metal!

Łysy:  No to tutaj będę miał już problem totalny. Zawsze kiedy usłyszę coś, co mi się nie podoba od razu to wyłączam i wyrzucam do kosza. W przypadku zwycięzcy tej kategorii wytrzymałem tylko dwa odsłuchy. Czy jednak jest to kupa roku? Na pewno jest to album o którym wszyscy szybko zapomną, prócz promotorów i fanów tegoż. Także typowego zwycięzcy w moim zestawieniu nie będzie, ale za słabe albumy uznaję przekombinowane Kriegsmaschine (widocznie się nie znam, w przeciwieństwie do Was), In Twilight’s Embrace (ewolucja zespołu? Spoko, ale mnie nie robi), Untervoid i… i to wszystko co mam do napisania w tej kwestii. Więcej po prostu nie pamiętam, bądź nie interesowałem się na tyle, by wrzucić dane wydawnictwo do danej kategorii.

Wojtuś: Tutaj bez żadnych ceregieli i trailerów otwieraczowych: Beheklocek. Tak jak kiedyś lubiłem sobie odpalić i posłuchać starszych nagrań to teraz patrzę na to wszystko z dużą dozą zażenowania. Może po prostu ja mam coś z głową? Nie wiem… Może lepiej wrócę odpisywać hejterom i łapać się na debilne zarzutki parząc kawę dla szatana.
Nocnych Stulejarzy przemilczę, bo po prostu to metal z hehe humorkiem i niedługo widzimy się w pogo! Truchło jak wspominałem, podobało mi się, ale znalazło się i parę głosów na Batjuszkę. Czyżby nasi czytelnicy już wiedzą, że zbliżający się album będzie workiem parującego gów…?

Oracle: Dla mnie kupa roku to płyta, w której poziom muzyczny w stosunku do szumu, jaki się wokół niej robi (lub wokół muzyków) jest odwrotnie proporcjonalny. Dlatego bezapelacyjnie na ten tytuł moim zdaniem zasługuje najnowszy album Behemoth. Nie dlatego, że jest zły. Dlatego, że nie jest dobry. Jest nijaki. Po zachwycającym „The Satanist” wydać taki nudny, bezpłciowy album… Do lidera odniosę się później. 

 

Ef: Jeśli mam być szczery, to nowego Dimmu Borgir nie słyszałem w ogóle. Ghost – dwa utwory. Deicide – a mógł Gleniu wyhuśtać się w wieku 33 lat. Zastanawiam się nad zmianą nazwy kategorii na Najpopularniejsza kupa zza granicy. Dane mi było bowiem słyszeć w tym roku rzeczy -zakładam – bardziej chujowe, aczkolwiek mniej znane (delikatnie mówiąc).

Pathologist: Gdy ktoś z Was sięgał po nowe wydawnictwo Dimmu Borgir, to spodziewał się czegoś dobrego? Ja w tym dziale totalnych kup nie stwierdziłem, bo ich nie słuchałem. Sporym rozczarowaniem były dla mnie jednak płyty Marduk i Funeral Mist… Jakoś nie podziałały one na mnie, tak jakbym się spodziewał…

Łysy: Tutaj sprawa jest już chyba o wiele łatwiejsza. Bezczelne kopie Mgły, czyli Uada i Groza. Ja kapuję, że wzór do naśladowania jest wybitny, ale by robić to w skali niemal jeden do jednego to już po prostu zwykła bezczelność. Nie rozumiem też zachwytów nad nowym Craft czy też Mare. Oba zespoły nie pokazały nic szczególnego poza ładnie wyprodukowanymi krążkami. Zawiodłem się też na nowym Urfaust, który po prostu mnie wynudził totalnie. Niby obrali drogę rozpoczętą na “Empty Space Meditation”, ale ta droga prowadzi ich jak dla mnie do muzycznej próżni. Cóż mogę więcej napisać w kwestii Ghost i Dimmu Borgir, które wskazaliście jak kupę roku? Pierwszego zespołu nie słucham wcale, a drugiego skończyłem na “Death Cult Armageddon”… Tyle w tym temacie

Wojtuś: Kto w dzisiejszych czasach oprócz niewyżytych gimnazjalistów (w sumie teraz uczniów podstawówki) słucha nowego Dimmu Borgir? Jest to jeden z tych zespołów, który osobiście daje mi raka. W tych nowych nagraniach jest tyle cukru i innych upiększaczy, że idzie się porzygać. Niech już oni się rozpadną, tak będzie lepiej dla wszystkich. Deicide, Panie Benton kończ waść wstydu oszczędź. Dawne czasy niestety nie wrócą. To samo tyczy się nowego krążka Venom, który ciągnie się jak flaki z olejem. Czas nie jest sprzymierzeńcem Cronosa i coś czuję, że kolejne materiały będą tylko jeszcze gorsze. Kiedyś Ghost był dla mnie a-słuchalny, ale z wiekiem niestety muzyka serwowana od Papy zaczęła mi podchodzić i od teraz lubię sobie odpalić jego jęki w tle. Czy to kupa? Nieee…. Przejechałem się też strasznie na nowym Anaal Nathrakh kurwa mać co oni zrobili ze swoim brzmieniem? Zrobiło się równie cukierkowo co u Norwegów.

Oracle: A tu to powiem, że się szerzej nie wypowiem. Było tyle świetnej muzyki, że jakoś nie skupiałem się na płytach, o których wiedziałem, że mi się nie spodobają. Dlatego do dziś nie słyszałem całych krążków Ghost ani Dimmu Borgir. Mocno rozczarował za to Deicide i niestety Terrorizer

Ef: W okolicach lipca 2018 mieliśmy z Oraclem dysputę na temat kondycji rynku wydawniczego. Nie powiem abym bardzo, lub chociaż w miarę pozytywnie wypowiadał w tej kwestii (inna sprawa, że jestem takim chujkiem, co zawsze się do czegoś przypierdoli). A Wy macie inne zdanie. I dobrze.

Pathologist: Tu nie mam wątpliwości: Ván Recrods. To, co goście wydają, to praktycznie wyłącznie złoto. A jeśli nie jest to złoto, to oznacza, że najpewniej płyty nie rozumiem i potrzebuje na nią więcej czasu.

Łysy: Godz Ov War Productions. I tutaj muszę się z Wami zgodzić. Greg ma nosa, może i nie wszystko co wydaje leży mi muzycznie, ale chłop dobrze dobiera zespoły przez co każdy w tej różnorodności coś dla siebie znajdzie. Na uwagę na pewno zasługuje Iron Bonehead Productions i Ván Recrods. To dzięki nim wydobyłem dwa zespoły, którymi niemal zakatowałem się na śmierć, czyli kolejno: Aparthiva Raktadhara i Kwade Droes.

Wojtuś:  Z prawie każdą wytwórnią wymienioną przez Was udało mi się ubić trochę geszeftów więc trudno wskazać tą naj naj. Po prostu niech panowie z naszych pięknych rodzimych labeli: Godz Ov War Productions, Pagan Records, Arachnofobii, Putrid Cult, Fukk oraz Malignant Voices poklepią się po plecach i umówią na wódkę. Tak będzie najlepiej.

Oracle: Dla mnie z kolei Wytwórnia Roku to wytwórnia, która może i ma potknięcia, ale wiem, że stoją za nią ludzie, kórzy wierzą w to co wydają i opierają się tylko i wyłącznie na swoim guście, a nie na, za przeproszeniem, wykresach kołowych. Dlatego też z czystym sercem uważam, że Godz Ov War Productions zasłużyło na Wasz laur. Do innych wytwórni, po których wydawnictwa lubię sięgać na pewno w tym roku należało Ván Recrods (co płyta to naprawdę bardzo dobrze lub zajebiście), Pagan Records. Niestety w tym roku mniejsza aktywność przydarzyła się Krzyśkowi i Arachnophobia Records (choć sama Entropia deklasuje większość bardziej znanych wydawnictw innych, może nawet i popularniejszych, wytwórni). Zdecydowanie też polecam przyjrzeć się bliżej takiemu labelowi jak Caligari Records, bo u nich też nie ma schodzenia poniżej bardzo dobrego poziomu. 

Ef: TOP3 w tym wypadku można podsumować tak: 1. Moda 2. Moda 3. Wieczna moda i płyta wydana odpowiednio blisko końca roku.

Pathologist: Ten rok był wyjątkowy i pod tym względem. Jakbym miał ocenić procentowo słuchanie metalu i nie metalu, to bym pewnie dał 60 do 30. U mnie to sporo. Czego słuchałem? Sporo muzyki filmowej, trochę pokręconej elektroniki, zagłębiałem się też w nietuzinkowe oblicza rocka. Wymiennie kilka płyt, które mi się niezmiernie podobały. Wolvennest „Void” – ta płyta to istna poezja. Fantastyczna muzyka, charyzma, kunszt i klimat. Niesamowity materiał. Manes „Slow Motion Death Sequence”. Kapitalna muzyka, podróż i przygoda. Udało im się to wydawnictwo. I Ghost „Prequelle”. Tu zapewne wzbudzę sporo kontrowersji… Uważam, że Tobias Forge z zamaskowanymi kolegami nagrali naprawdę znakomitą płytę. To jest niesamowita maszyna do nagrywania fajnych piosenek. I ja to kupuje. Proszę nie rzucać za dużymi kamieniami, każdy ma swoje guilty pleasure. Ja mam Ghost.

Łysy: Macie rozmach. Od elektro, przez rapsy do muzyki klasycznej. Co prawda widzę, że niektórzy potraktowali tą kategorię nieco bekowo (moja stara, Akcent), ale jak widzę odpowiedzi w stylu Ghostmane czy synthwave to wierzę, że macie szerokie horyzonty muzyczne i nie boicie się sięgać dalej. To dobrze, bo jeśli sami muzycy czerpią inspiracje zewsząd to i wy otwieracie się na nowe gatunki czego nie traktujecie jako obciach. Osobiście w tym roku u mnie królowało Belgrado. Choć zespół od 2 lat nie zaprezentował nic nowego, to “Siglo XXl” i “Obraz” kręciły się u mnie najczęściej, tak samo jak nowe Made In Poland (naprawdę udany powrót) czy też – ze staroci – Pornografia, Siekiera. Prócz tego w słuchawkach miałem jeszcze Boy Harsher, Drab Majesty i inne cold i synthwave’y. A z innego bieguna latały u mnie Azealia Banks czy też Rogal DDL.

Wojtuś: Podobno synthwave jest teraz w modzie? Coś tam niby też z tego słuchałem, ale w dużej mierze rozbrzmiewał u mnie King Dude oraz wszelkiej maści ambienty wraz z Black Magic SS. Spectral Ecstasy” jest równie wspaniałe co poprzedni album, nazistowski okultystyczny rok na kwasie czego chcieć więcej?

Oracle: Przyznam, że ten Carpenter Brut to znam tak szóste przez dziewiąte. Gdy nie słucham metalu, a nie słucham go dość częśto, to u mnie akurat można znaleźć w chuj różnorodnych rzeczy, które pewnie Was nie zainteresują – od jazzu Coltrane’a, Davisa, Bruebecka czy Bakera, przez Leonarda Cohena, Lerę Lynn, stare polskie punkowe załogi (Siekiera rządzi!), po klasykę rock’n’rolla czy mega gwiazdy w stylu Queen. Albo piosenki międzywojenne z Syrena Records, hehe… W zależności od nastroju. Ale nic nowego raczej. 

Ef: Gdyby Batuszkagate wybuchła 2 do 3 tygodni wcześniej Bart (tak jak w zeszłym roku Cezar) odebrałby lidera Nergalowi. Trzecie miejsce razem zajęli Glaca i Luczyk. Zasłużenie. Akurat w przypadku tej kategorii pozwolę sobie na przedstawienie swojego lidera. Właściwie jest to pewna grupa, którą roboczo zatytułowałem„Odciąć starym metalowcom i innym owcom dostęp do neta”. Niepokoi mnie – z racji ilości wiosen na karku- podejrzana korelacja między żenującymi gościnnymi występami niektórych (mam tutaj na myśli chociażby Panów z miejsc 2 i 3) a wiekiem tych przerzedzonych głów. Być może przyjdzie mi niedługo odciąć sobie kabelki od neta. Nie chcę zaliczać się do grupy ludzi, którym spora liczba lat na karku odebrała umiejętność myślenia, poczucie wstydu i odpowiedzialność za swoje kocopoły i smętne pierdolenie.

Pathologist: Imbecyl roku…? Tu do niedawna sytuacja wydawała się prosta. Idąc konsekwentnie za ciosem, wybrałem Pana Adama. Jednak to, co w ostatnich dniach dzieje w obozie Batiuszki sprawia, że pan N wydaje się być jedynie nieszkodliwym obiektem śmieszkowania. Nie mam pojęcia, jak się rozwinie ten spektakl żenady w wykonaniu zamaskowanych ojczulków, liczę jednak na to, że im szybciej to zdechnie, tym lepiej. Metalowy świat nie ucierpi zbytnio, gdy Batiuszka przestanie istnieć. Choć bardzo realnym scenariuszem wydaje się istnienie dwóch Batiuszek, a to może być nawet śmieszniejsze niż istnienie dwóch Katów.

Łysy: No i w końcu królewska kategoria. Tutaj walka nabrała rumieńców już niemal pod sam koniec głosowania, ale tak naprawdę wygrał zdecydowanie po raz kolejny ten sam człowiek. TO dla mnie po prostu staje się już nudne, ale zgodzę się z tym wyborem. Dlaczego? Z prostej przyczyny. Zwycięzca po prostu zaczyna odrywać się od rzeczywistości, zaś fanów traktować jak idiotów. Życzę więc temu Panu Adamowi dalszych sukcesów. Zaś nie życzę takowych Panu, który za plecami swojego kolegi zaczął grać na swoją korzyść. Ta sprawa utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że zdecydowana większość naszej rodzimej sceny złożona jest z dzbanów i stulejarzy, którzy prócz kijów w dupie mają zbytnie mniemania o sobie a i loda w waflu lubią też ukręcić (czytaj: possać). Radzę te kije wyjąć, bo sława i chwała nie trwają wiecznie, a dzięki takim akcjom jak ta z byznesmenem z podlasia tylko tracicie i to nie tylko wśród słuchaczy. A propos słuchaczy i ich opinii właśnie. To każdy może mieć swoją, czego nie zrozumiał Pan z zespołu Symbolikał, który – z kijem w dupie o którym wspomniałem – musiał zrecenzować recenzję, bo ta na tyle go zabolała, że aż musiał wołać do pomocy koleżankę. Krytyka boli? Polecam maść na ból dupy. No i jeszcze Glaca aka Ja wam wytłumaczę o co mi biega, bo wy nie rozumiecie mojego przekazu. Kurwa… Im dłużej tacy ludzie są na scenie, tym z nimi gorzej. Czego też nie może zrozumieć załoga pewnego serwisu muzycznego, która jest niezależna i usuwa posty z prędkością światła… Folder: “tzw. scena” na moim laptopie więc ciągle puchnie od tego typu agentów. Tradycyjnie więc: stawiam kropkę nienawiści, biorę popcorn i czekam na kolejnych idiotów…

Wojtuś: Adaś już dostał statuetkę ze stolca za album, ta niech powędruje do Barta. Batjuszkagate to wydarzenie na skalę światową wszystkie te brudy niczym potok gówna będą wylewać się jeszcze przez najbliższe tygodnie. Czy każąca ręka sprawiedliwości dosięgnie wreszcie Pana Krysiuka? Czy Batjuszka to chuj? Tego oraz innych rzeczy dowiecie się w następnym odcinku The Barthuskas! Glaca nagrał super album, tylko my jesteśmy clowns i nie znamy się na tym kunszcie muzycznym, ale z pomocą przychodzi jego największy fan z tira, który poddał dogłębnej ANALizie ten przepiękny matex. Cieszy fakt również, że oddano parę głosów na Michała i jego portal Metal Stuleja Attack. Jest to dyplomowy przykład, jak nie powinno prowadzić się „dziennikarstwa” muzycznego. Podpierdalanie newsów,  tworzenie fejkowych wydarzeń, organizacja, chociaż to też nad na wyrost powiedziane koncertów i tona innych plagiatów na czele z: „bo koleżanka powiedziała, że to ona napisała, a nie ktoś inny”. Hej, ale czy są tu fani Sabaton Koniec końców pewnie na prośbę z któregoś z czytających usuniemy to podsumowanie, by nie być gorszymi od kolegów z KVLT.

Oracle: Nie chcę być złośliwy, ale… che che… A tak serio, w tym roku Nergal dostał tę statuetkę na pewno bardziej zasłużenie niż gdy głosowano na niego w roku poprzednim. Mam wrażenie, że chce z siebie zrobić na siłę polskiego Marilyn Mansona, oczywiście na miarę naszych możliwości – a to przylepi Jezusa na chuja i dziwi się, że podają go do sądu. A to pałuje się kurwa otwieraczem do piwa, a to czyta komentarze pod swoim klipem i jedzie po komentujących jakby miał lat czternaście a nie niemal czterdzieści. No należało się mu. Choć osobiście głosowałem na Luczyka, bo ten to też niezły odklej od rzeczywistości. Albo daje się wrobić w fikcyjny wywiad, albo gumkuje Romana z biografii zespołu niczym Stalin towarzysza Trockiego. No i ten zastęp jego kolegów, co to większość ma po pięćdziesiąt lat i nie potrafi odnaleźć się w rzeczywistości 2018 roku… Oczywiście końcówka roku to tajemniczy nowy lider zespołu Batushka (tak, dostali od nas 8/10 gdy wydali płytę, i co z tego?). Nie brakuje pomniejszych różnych panów muzyków, co to mają o sobie mniemanie jakby wymyślili metal, albo przynajmniej koło (Symbolical, hello!). No i nieustająco bawi mnie Niezależny Magazyn Kvlt. Takich pomniejszych przypałowych kolesi to przez rok przewinęło się mnóstwo, ale nie pamięta się o nich, dopóki nie zmajstrują czegoś nowego. 

Autor

392 tekstów dla Chaos Vault

M. Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan zarówno śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii... W 33,4% joürnalist a 66,6% drünk bästard...

10 komentarzy

  • Standaryzacja gustu porażająca. Wiedziałem, że podium zajmą Urfaust/Archgoat oraz Kriegsmashine/CdG jeszcze zanim przystąpiłem do wypełniania ankiety. Kuce nie mają własnego zdania. Słuchają tego, czego słuchają koledzy, żeby nie zostać wyjebanym z towarzystwa.

  • „Standaryzacja gustu porażająca” moglbys to lekko rozwinąć?
    Pozostała części komentarza mocno kontrowersyjna, może trollowata, ale cos może jest na rzeczy?

  • Zgadzam się z przedmówcą. Zasadniczo szacun dla Łysego, który wyrwał się z tego schematu, ale dwóch typów którzy podając płytę z kategorii nie-metal zaproponowali albumy metalowe to już wyższy poziom absurdu.

  • Kolego niebowstąpienie, nie wiem o których kolegów Ci chodzi, ale takie ghost, blek medżik SS to trudno pod metal łapać. A nawet jeśli uznamy to za „mocniejsze” brzmienia, to wiele osób i tak Ci powie, że to nie metal.

  • „Słuchają tego, czego słuchają koledzy, żeby nie zostać wyjebanym z towarzystwa.” otóż to, a od niedawna black metal stał się modny wśród internetowych kuców jeszcze mocniej, przez co kultura bm jest jebana i jebana w dupsko coraz rozkoszniej i mocniej. Smutne, lecz prawdziwe.

  • W sumie to można było się tego spodziewać, że Kriegsmaschine będzie na podium. Uważam, że niezasłużenie, a Łysy dobrze określił ich nowy album mianem ,,przekombinowanego”. Zresztą słuszna uwaga, że kopii Mgły teraz się porobiło mnóstwo. Przynajmniej w sprawie kupy roku z Polski i imbecyla jest zgodność.

  • Wszystko pięknie tylko….. GDZIE są q.. owe tak szeroko omawiane wyniki? Bo ciekaw jestem np. czy na liście pojawiła się płytka moich ulubionych ulubieńców z Mournful Congregation oraz które miejsce w plebiscycie (i czy w ogóle jakiekolwiek) zajął produkt pederastów z Judas Priest. Tymczasem w poszczególnych kategoriach widzę jedynie zwycięzców….a może to posylwestrowy kac nie pozwala mi dostrzec wykonawców z niższych miejsc?

  • Hans kloss to już tradycja, że Chaos nie publikuje ciut dokładniejszego zestawienia. Chujowa, ale zawsze tradycja:-)
    Ja też nad tym ubolewam bo czasami ma sie wrażenie, ze głosowano np. na 5 pozycji i koniec. Czyli 24 chlopa i 2 kobity. Może sami znajomi, znajomych…
    Ogólnie to underground i pewnie to będzie tak powiedziane, że jak sie nie podoba to fuck. Proza życia…

  • I nikt nie wymienił nowych płyt Misanthropic Rage ani Outre? Wiem, to nie jest ulubiony przez Chaos Vault Blackened Blackest Black Metal ( 😛 ) ale recki były dość pochlebne. A z tymi płytami spędziłem w tym roku trochę czasu.

  • @Vramin Rzeczywiście brak choćby zaszczytnej wzmianki o Outre to nieporozumienie, obok Entropii byli IMHO najjaśniejszym punktem zeszłorocznej rodzimej sceny. Natomiast jeśli chodzi o obce landy to głuchą ciszę o znakomitej tegorocznej płycie Mournful Congregation jakoś jestem w stanie strawić bo to muza dość specyficzna, ale dla braku choćby wzmianki o płytach The Ocean czy Alkaloid to usprawiedliwienia nie może być chyba żadnego. W takich okolicznosciach przyrody konkurencję pt „zagranica” wygrał więc wytwór dość przeciętny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *