Gdyby podsumowanie roku robił Janusz Piechociński, na pewno dowiedzielibyśmy się, że przeciętny metalowiec wysłuchał w tym roku o 13,2 % płyty więcej, dobrych koncertów było o 6,66% więcej niż w roku ubiegłym, a przeciętna średnia ocen na Chaos Vault wzrosła zaledwie o 0,3%. No ale tak nie jest, to nie obiektywne wskaźniki, ale subiektywne gusta Was drodzy czytelnicy i jeszcze droższe czytelniczki, wskazują jak widzicie zeszły roku. Co się Wam w nim podobało, co nie. My tylko zebraliśmy Wasze głosy, zliczyli w pocie czoła i dodali własny komentarz. A więc lecimy z tym podsumowaniem, nie ma czasu do stracenia.

Ef: W moim wieku to już tylko jakiś antagonista receptora NMDA i inhibitor acetylocholinesterazy, a nie wysiłek przy rocznym podsumowaniu. No ale mus. Większość rzeczy, które dane mi było w tym roku słyszeć, po prostu nie zapadła w pamięć. Część wyrzuciłem z niej sam. Bo były to płyty kloaczne. Ale parę rzeczy na które spojrzałem łaskawym okiem się znalazło. Jeśli chodzi o Polskę, to na pewno CDG. Nie jest to materiał idealny, o czym na dniach w recenzji, ale kręci się w odtwarzaczu. Po drugie Ragehammer. Furia – doceniona przez Was – mi niespecjalnie podeszła. Ustalmy jednak, że nigdy nie lubiłem Dżemu. Na moją uwagę w tym roku zapracowały też: Stillborn i Warfist.

Oracle: Gdy tak obserwowałem kolejne głosy, skojarzyła mi się sytuacja z rokiem poprzednim, kiedy w sumie do końca nie było pewnego zwycięzcy. Tutaj Cultes des Ghoules wyprzedziło zaledwie o kilka głosów materiał Furii „Księżyc Milczy Luty”. Osobiście – nie czuję się na siłach, by wypowiedzieć się w poważniejszy sposób na temat nowego opusu Cultes des Ghoules, bo przesłuchałem go od dnia premiery zaledwie kilka razy w całości. Oczywiście czuć, że jest to świetny krążek. Choć ja ze swojej strony głosowałem na najnowszą płytę Stillborn, bo to co panowie pokazali – kurwa, zniszczenie totalne, całkowity knockout pozostałych kapel, które myślą, że grają metal. Zaraz za Furią uplasował się Ragehammer i ich debiut – „The Hammer Doctrine”, który również kopie po dupie brudnym buciorem. Wspomniany przeze mnie Stillborn oraz nowy album Bestial Raids zamykają podium. Faktem jest, że każdy z tych krążków to naprawdę mnóstwo dobrego metalowego grania. Trochę żałuję, że słuchacze nie docenili nowej EPki Deus Mortem, która jest dla mnie materiałem skończonym i pełnym. Jednak można powiedzieć, że jak zwykle polska scena obfitowała w bardzo dobre wydawnictwa, więc nie ma się co dziwić rozbiciu głosów.

Pathologist: Z tym Cultes des Ghoules również mam ogromny zgryz. Przesłuchałem go kilka razy i postanowiłem oczekiwać na winyl. Na dzień dzisiejszy mogę napisać, że Mark of the Devil zrobił absolutnie genialne wokale. Sam koncept też ciekawy, ale długość tego materiału mnie przerasta. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto ani razu nie ziewnął słuchając „Coven”. Dla mnie faworytem był wymiot bluźnierców ze Stillborn. Goście nagrali płytę tek wulgarną, chamską i niszczącą, że ja nawet nie… Dla Ragehammer też laurka za świetny debiut ze znakomitym przebojem. Mimo że to nie metal, to należy wspomnieć o znakomitej płycie Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi, którą nieomal zajechałem na amen.

Łysy: W tym roku ogólnie mam problem z wyborem tego jedynego albumu, który by najbardziej wybijał się ponad wszystkie. Nie wiem, czy to jest kwestia tego czy wszystkie są takie zajebiste, czy też po prostu są dobre i nie wyróżniły się niczym szczególnym. Jednak jeśli mam wybrać te, które zrobiły mi najlepiej, to w death metalu na pewno będą to zdecydowanie dwa, bezapelacyjnie zajebiste ciosy: Stillborn i Kingdom. Dalej zajebiste Bestial Raids i nie mniej ciekawe Dead Goats, In Twilight Embrance, Offence, Anthem, Ulcer i oczywiście Nekkrofukk… W dziedzinie black metalu do końca miałem (i chyba nadal jeszcze mam) wątpliwości. Z jednej strony Furia (ta, kurwa przecież to nie black metal, c’nie?), która z albumu na album przechodzi coraz ciekawsze metamorfozy muzyczne nie zapominając o rdzeniu muzyki z której się wywodzi (ciekawe, że tyle osób ją uwielbia co nazywa kupą roku, albo kupą w ogóle). Z drugiej, teatralny, dojebany na maksa Cultes Des Ghoules, który w 100 minut zmiażdżył mi czaszkę. I to właśnie chyba CdG w tym roku, to mój numer jeden. Rozczarowała nieco Arkona, która co prawda nadal jest tą Arkoną której chce się słuchać, ale z drugiej strony odchodzi coraz dalej od swoich – znowuż to słowo – korzeni. A dalej? Na pewno zasługują na uwagę: całkiem fajny Deus Mortem, nie mniej ciekawa Martwa Aura, pijacki Warfist, sążny UR (będzie recenzja na dniach) i czysty jak łza Dark Fury oraz Owls Woods Graves. I tyle, bo więcej już nie pamiętam. Z niemetalowych rzeczy na pewno Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi (ci akurat wymieniani przez Was jako kupa roku he he… No cóż, chujowy gust widocznie mam) i proto wcielenie tegoż, czyli Duszę Wypuścił (choć materiał na “PrzekrólewszczenieZERO” ma swoje lata). To naprawdę kapitalne materiały, do których często wracam.

Ef: Natłok muzyki polecanej/wyszukanej/do recenzji spowodował niemałe zwarcie w mózgu, przez co mam spory problem z ogarnięciem zagranicy z tego roku. Czegoś co naprawdę – pozytywnie dodam – mnie zainteresowało. Nie będę specjalnie oryginalny – nowy Deströyer 666 (chociaż parę „ale” jest) i Asphyx. A, i wspominany przez Oracle’a Monolithe. Paru hajpów nie rozumiem, inne latają mi gilem.

Oracle: Głupio powiedzieć, ale nie mam tej płyty jeszcze w swojej kolekcji, jednak co się odwlecze to nie uciecze – mam nadzieję. Tutaj nie było niespodzianek i Australijczycy wyprzedzili o kilka długości pozostałych uczestników. Po nich było długo długo nic i dopiero wskoczyli weterani z Asphyx i ich „Incoming Death”. I bardzo dobrze, bo jak dla mnie to materiał, który można stawiać koło ich klasycznych krążków bez żadnych przeszkód. Holendrzy wyprzedzili zaledwie o ćwierć włosa Szwajcarów z Bölzer, których „Hero” budzi dość skrajne emocje. Osobiście jestem w grupie osób, które zachwycają się tym albumem. Dość wysoko uplasowały się też wydawnictwa Urfaust oraz Altarage, ale jak to bywało i wcześniej – w przypadku Płyty Roku z Zagranicy Waszych typów było mnóstwo. Od siebie jeszcze dodam, że znakomite wydawnictwa przecież w tym roku wyszły spod rąk takich artystów jak Heretic (czy tylko ja się tak jaram tym black/punkiem?!) czy Monolithe.

Pathologist: Wasze głosowanie niewiele ma wspólnego z moją osobistą trójką, ale wiadomo: płyt mnóstwo. Nie wiadomo co komu w ręce najpierw wpadnie. Dla mnie top 3 bez wyraźnego wskazania lidera to: Altarage, Terra Tenebrosa i Void Meditation Cult. Każda z tych płyt jest świetna. Każdej należy się 10/10. Wyróżniłbym jeszcze nowy Master’s Hammer przez sentyment i debiut Bölzer, bo płyta ta zyskuje u mnie z każdym odsłuchem. Wgryzam się dopiero w nowy Antaeus i Khemmis. Recenzje pewnie pojawią się nie długo, ale rzucę spoilerem: jest lepiej niż dobrze.

Łysy: Ubiegły rok dojebał niesamowicie. W tym roku było również intensywnie. Początek na to nie wskazywał, ale w drugim półroczu zrobiło się tak tłoczno, że aż nie wiedziałem za co chwycić. Jak i w Polsce tak i tutaj rozbiłem sobie podsumowanie na dwa, główne nurty. Death metal: Void Meditation Cult, kapitalny i nieobliczalny Bölzer, świetna Grave Miasma, egzekutor Ulcerate, miażdżący Irkallian Oracle, kosmiczno-rytualny Kosmokrator, ciekawie rokujący Vircolac, portalowski Altarage i tak można wymieniać do porzygu (dobry Teitanblood!). Numer jeden? Trudno powiedzieć, ale na pewno któryś z pierwszej, wymienionej 4. Bardzo dobry rok. A jak black metal? Tutaj dla mnie jeszcze ciaśniej. Na początku roku rozjebało mnie Cantique Lépreux. Nie oni jednak okazali się najlepsi. Urfaust. Zdecydowanie. Nie dlatego, że jest na nich hype, że dziewuchy moczą majty na ich widok, a faceci piją wino przy świecach. Po prostu “Empty Space Meditation” to najlepszy ich krążek do tej pory, który emanuje czarną materią na tyle, że potrafi wchłonąć na długie godziny. Na pewno dobrze zrobiły mi takie hordes jak: Negură Bunget (dla niektórych kupa, okej niech Wam będzie), Zakaz, Master’s Hammer (czeski żart, co?), Blut Aus Nord wespół z Ævangelist, Kringa, Naðra, Sorcier Des Glaces (tak trochę na siłę, ale też dobry), Uada (mocno mnie ciekawi co dalej poczynią), Cage Of Creation (o ile w ogóle coś jeszcze z black metalu w nich jest), Glorior Belli (trzymają jeszcze poziom jako taki), Tortorum (no bo umieją w black metal po norwesku), Kommando, Antimateria (bo czysta jak Finlandia), Autokrator, Cult Of Fire, Darkthrone (bo tak, bo “Arctic Thunder” to fajny materiał) I w sumie tyle. Wy jeszcze zapodaliście Deströyer 666, tutaj się zgodzę. “Wildfire” to naprawdę zacny materiał zasługujący na miano albumu roku, ale poświęciłem mu zbyt mało czasu, by go ulokować na liście. Fajna okazała się też Gehennah, ale nie to samo co starsze krążki (zobaczymy jak poradzą sobie na żywo). Pojawił się też split czysty jak łza: Goatmoon/Der Stürmer… Serio? Myślę, że jednak Der Stürmer/ASO zgarnia całą pulę he he. Spoza głównych gatunków wymieniłbym na pewno The Vision Bleak, In The Woods…, Mantar, Eurynomos (“Fierce Alliance” to naprawdę fajny black’n’thrash, sprawdźcie!), Pogavranjen, a potem dłuuugo, dłuuugo nic. Z niemetalowych rzeczy w tym roku trudno mi coś wymienić. Słuchałem raczej staroci z polskich rejonów: Made In Poland, Joanna Makabresku, 1984, Variete, Bohren Und Der Club Of Gore i ogólnie wszystkiego, co zimne i nadające się do picia czegoś mocnego…

Oracle: Tutaj była cholernie zajadła rywalizacja i nie ma się co dziwić. Ostatecznie laur zwycięstwa przypadł organizatorom Black Silesia Festival w Gliwicach i mogę tylko być kurewsko smutnym, że nie mogłem uczestniczyć w tym rytuale przemocy. Każdy znajomy co był to sobie zachwalał, no ale cóż – życie to suka. Tak więc gratulujemy ekipie Black Silesia Productions. Zaraz po tym evencie według Was należy uhonorować dwudniowy fest Into the Abyss Festial II we Wrocławiu i też nie ma się co dziwić, bo ta ekipa ściągnęła naprawdę duże nazwy. Podobnie jak w przypadku gigów Deströyer666, które znalazły się na miejscu trzecim. I tu słowo wyjaśnienia – często nie wpisywaliście, o którym koncercie mowa, więc zbiorczo po prostu potraktowaliśmy wszystkie trzy koncerty na polskiej ziemi. Stawkę zamyka Metalowa Wigilia (kurwa, nie mogę jaka to jest głupia nazwa) oraz krakowski koncert Angelcorpse zorganizowany przez Left Hand Sounds. Ja niestety koncertowo w tym roku sporo rzeczy musiałem odpuścić, więc nie będę się więcej wypowiadał.

Pathologist: Zdecydowanie za mało w tym roku zaliczyłem koncertów. Najbardziej żałuje tych z początku Waszej listy, czyli: Black Silesia Festival i Into the Abyss Festial II… Bardzo dobrze za to wspominam: Angelcorpse, King Dude i D666 we Wrocławiu. Okazało się, że wypadło Wam z pamięci, że w tym roku w Krakowie żegnał się z fanami Black Sabbath. Byłem na tym koncercie i wspominam go z łezką w oku.

Łysy: Nie byłem niestety na Black Silesia Festival, ale wierzę Wam, że to był strzał roku. Dla mnie osobiście kategorię wygrywa Malokarpatan i Grave Miasma w ramach Into The Abbys Fest #2. Świetny okazał się też Graveland, zacne Sacrillegium, rozpierdalający Witchmaster i wchodzący jak parówa w pizdeczkę Nekkrofukk… Przyszły rok zapowiada się jeszcze ciekawiej. Pytanie: kto da mi hajls na to wszystko?

Ef: W tym roku jak na pastwisku. Gdzie kroku nie postawisz tam „mina”. W zasadzie ciężko mi się nie zgodzić z wyborem czytelniczek i czytelników w kwestii zwycięzcy tej prestiżowej kategorii. Na pewno „na uwagę” zasługuje też Iscariota (dzięki, kurwa, Oracle) i mój prywatny faworyt w postaci zupełnie pozbawionego ognia i sensu nowego materiału Casus Belli. Nie mogę też nie wspomnieć o raku jakim jest polski folk metal. W 2016 parę wydawnictw ujrzało w tym gatunku – zupełnie niepotrzebnie – światło dzienne. Pytacie po co się w ogóle takim dołem z wapnem gaszonym zajmować? Bo Paraolimpiadę też ktoś musi oglądać.

Oracle: No i cóż my mamy powiedzieć. Przede wszystkim – pewnie wszyscy się domyślacie, o jaki zespół chodzi, ale obiecaliśmy sobie że nazwa tej „kapeli na fał” nie padnie na łamach Chaos Vault. Bo nie i już. Czy to, że „Empire” zostało Kupą Roku z Polski jest zaskoczeniem? Może dla samego zespołu. Mnie ten krążek ani ziębi ani grzeje – przesłuchałem go parę razy i po prostu słychać u nich znów tendencję zniżkową. A przecież mogło być tak dobrze – „Welcome to the Morbid Reich” jest świetnym krążkiem, „Tibi et Igni” z biedą się broniło i w podsumowaniu dwa lata temu było na podium, choć nie na pierwszym miejscu. Podejrzewam, że duży wpływ na odbiór „Empire” miało (poza przeciętną muzyką) bucowate zachowanie Petera i Kmiołka. Zaraz za Kapelą z Olsztyna plasuje się Furia „Księżyc Milczy Luty” oraz krążek ScreamMaker „Back Against the World”. Co do pierwszych – wiadomo nie od dziś, że Nihil ma tyleż zwolenników co przeciwników. Co do drugich – no kurwa, po prostu nikt nie rozumie, że można być wielkim zespołem, grać trasy w Chińskiej Republice Ludowej a być niedocenianym w Polsce bo scena to zawistnicy, che che… Stawkę zamyka – mój osobisty typ – żenujący album Iscariota „Upadłe Królestwo”. Czytelnicy zwrócili też uwagę na kiepską płytę Sacrilegium czy Triagonal oraz Batushkę (która notabene ukazała się w 2015 roku).

Pathologist: „Empire” zwisa mi rozgotowanym kalafiorem. Płytę przesłuchałem kilka razy i jest ona tak nijaka jak piwo żywiec w smaku. Okropnym gównem okazał się powrotny album Sacrilegium. Nie udało mi się go przesłuchać ani razu za jednym posiedzeniem. I jak zwykle Pan Nihil – mistrz kontrowersji na podium kolejnej kategorii. Chyba już taki jego los. O kretynach ze Scream Maker szkoda nawet gadać.

Łysy: No tutaj można by było wymienić całą masę wydawnictw. Jednakże, zdecydowanie i bezapelacyjnie stawkę wygrywa i zamyka Scream Maker. Pozostałe nazwy niosły za sobą taki szajs, że aż po prostu ich nie byłem w stanie zapamiętać. A nie, czekej Zdzisiu. Zespół z Olsztyna, Vierna, reaktywowany Batalion de odur, czy jak to się tam pisze/wymawia i oczywiście Iscariota, po której Oracle nie może w nocy spać pocąc się przy tym bardzo motzno he he…

Ef:  Chciałoby się rzec „Metallica w portki sika”. Czy raczej żyłuje do bólu prostatę. Bo starość.  „Hardwired…To Self-Destruct” jest niekontrolowanym oddaniem krwawego stolca. Prosto w nowe, komunijne spodnie. Generalnie jeśli chodzi o dalsze miejsce można by długo wymieniać. Od płyt, które poznało szersze grono słuchaczy, po te słuchane tylko przez recenzentów. Skupię się na tych pierwszych. Slayer i Kreator. Dodałbym Abbath. Resztę na szczęście usunąłem z pamięci.

Oracle: Bezapelacyjnie wygrywa Metallica i ich „Hardwired… To Self-Destruct”. To strasznie smutne obserwować herosów z dzieciństwa jak się staczają. No niestety, przy takich albumach człowiek docenia „Load”, do którego przekonywać musiałem się niemal dwadzieścia lat. Metallica nie ma już niczego wspólnego z metalem w sensie podejścia do muzyki – bo nagrać thrash metalowe kawałki a promować je jak single Beyonce to dwie różne sprawy. Po Metallice długo długo nic i dostajemy Bölzer czyli sytuacja identyczna jak w przypadku Furii. Osobiście uwielbiam ten album, więc pozwolę sobie nie zgodzić się z werdyktem czytelników. Za Szwajcarami plasuje się nowy album Kreator. Nie wiem, nie słyszałem całości, ale Mille i spółka już od kilku lat nie wypuścili niczego wartego uwagi niestety. Poza tymi trzema albumami następuje już spore rozbicie na pojedyncze głosy.

Pathologist: Zgadzam się z tą Metallica. Goście wygrali przytłaczającą ilością głosów. Gdy pierwszy raz przesłuchałem „Hardwired… To Self-Destruct” byłem raczej na „tak”, ale kolejne odsłuchy utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest to odgrzewany po tysiąckroć ten sam kotlet solidnie okraszony lansem w MTV. Mam nadzieje, że gości dadzą sobie już spokój z nagrywaniem płyt. Swoją drogą to ciekawe, że w tej kategorii co roku pojawiają się niegdysiejsze tuzy. Rok temu Slayer, dwa lata temu Mayhem… Z Bölzerem na drugim miejscu się oczywiście nie zgadzam a pozostałych hejtowanych płyt nie słyszałem. Szkoda czasu.

Łysy: Tutaj chyba wszystko jest jasne, co? Kreator na pewno w tym zestawieniu ma wysoką pozycję. Ihsahn. Jak lubię jego wcześniejsze dwa krążki (z naciskiem na “Eremitę”), tak nie wiem o co do końca mu chodzi z “Arktis”. Devin Townsend Project, bardzo dobry usypiacz. To samo można powiedzieć o Sodom, Slegest i Behexen (ktoś w ogóle pamięta, że ukazało się “The Poisonous Path” hę?), Abbath. To w sumie rozczarowania, aniżeli kupska. Dalej aż żal wymieniać i tracić kilobajty: Metallica, Dark FuneralNo nie dom se rady

Ef:Patrzę Ci ja sobie na tych starszych osób „ze sceny” i dumam: kurwa, co Wam się w tych głowach odpierdala? Pojawia się pytanie. Czy jak już osiągnę ten wiek, to będę tak nieporadnie żonglował słowem ( żeby nie napisać argumentami z dupy)? Też  zewsząd będą mi wyłaziły: słoma, papa, pretensje do świata i rozbuchane ego? Zwycięzców było dla mnie bezapelacyjnie 2. Z Waszej listy: pierwszy i trzeci , ale grupa pościgowa ostro deptała po paluchach. To między innymi Witching Hour, Darken i jego wesoła, kolorowa trzódka fanów, Hetman (tutaj jedyne co mi się ciśnie na usta to „ja jebe…”) i TFN za żebranie na studio. Nie rozumiem fenomenu Scream Maker, ale to pewnie dlatego, że mam blade pojęcie kto zacz. Najzwyczajniej w świecie gówien staram się unikać. Nie wdeptywać ie patykiem nie rozgrzebywać.

Oracle: No cóż – nomen omen – palmę pierwszeństwa dostał tutaj Peter z Czołgu. W moim odczuciu nagroda ta powinna przypaść równo dla niego i dla Kmiołka. Jako młody kuc Peter to był wiadomo – metalowa wyrocznia, ale odnoszę wrażenie, że odkąd ten typ ma dostęp do internetu to robi wszystko, żeby wyjść na głupka. Kurwa, osobiste przepychanki z fanami, bo ktoś źle się wypowiedział o okładce „Empire” i argumenty typu „zrób lepszą, Piccaso też był niedocenianym”, wypowiedzi, że co komu przeszkadza hajlowanie, a równocześnie granie z Zespołem z Olsztyna na Przystanku Woodstock, żenujący wywiad dla Violence, stwierdzenie, że szwedzki death metal to taki Moturhead tylko szybszy, nic specjalnego ogólnie… No i to banowanie za każdą niepochlebną opinię na profilu fejsbukowym… Żenada w chuj. Panie Peter – dla swojego dobra zakup sobie internet z plusa z limitem danych do wykorzystania i przesłania, tak będzie lepiej dla Ciebie i dla zespołu. Pozycja druga to niedoroby ze ScreamMaker – no panom w wypowiedziach od Was dostało się ogólnie za całokształt i nie ma się co dziwić, ale jak dla mnie – wszyscy o nich zapomnimy za dwa – trzy lata… Miejsce trzecie i encyklopedyczny przykład na to, jak być AntyMenadżerem, czyli pan Mariusz Kmiołek. Za całokształt twórczości internetowej, Za wypowiedź o dziennikarzach i psach karawaniarskich normalny menager zespołu zostałby wyjebany na pysk, no ale przecież wiadomo, że Czołgiści to jego kapela, więc sam siebie nie wyjebie. Po tej wypowiedzi zdecydowałem, że nazwa kapeli panów Wiwczarek/Kmiołek nie padnie na łamach Chaos Vault i gorąco namawiam do tego innych kolegów po piórze i klawiaturze – szkoda, że nie do wszystkich to trafia, no ale wiadomo, pisanie o Wiaderze to lajki od gimbazy i niedzielnych metalowców (przepraszam, sobotnich – w niedzielę są w kościele). Kmiołek nie ma w sobie nic z profesjonalnego menadżera czy organizatora – wystarczy poczytać jego „dyskusje” z fanami. Pogratulować podejścia do klienta a’la kierownik mięsnego w latach siedemdziesiątych – przykład metalowego archetypu z filmów Barei naszych czasów. Dalsze miejsce przypadło Bartowi z Witching Hour Productions za wieczne obsuwy, tradycyjnie dostało się Nergalowi (choć tutaj moim zdaniem nie za bardzo było za co w zeszłym roku), Remigiuszowi Mielczarkowi za pogrążanie się dziwnym usprawiedliwianiem kiepskich akcji crowdfundingowych (ojojoj, alimenty takie drogie) oraz Robowi Darkenowi z Graveland. Wszyscy oni dostali tyle samo głosów. Poza podium znalazłem się ja (liczę na poprawę w kolejnym roku), Krzysztof Słyż oraz redakcja Kvlt (moim zdaniem zostali niedocenieni, zasługiwali na podium bardziej niż ScreamMaker…). Osobiście uważam, że ten rok był zdecydowanie bardziej obfity w buraczano-cebulacki kontent, głównie dzięki kooperacji olsztyńsko – ciechocińskiej, ale i sporo pomniejszych akcji, ale dających dużo radości dla tej inteligentnej części metalowej sceny. A praktyka pokazuje, że co rok to jest weselej…

Pathologist: Proszę wyłączcie Internet Panu Czołgiście i Masywnemu Mario! Pitera kiedyś bardzo szanowałem, Wiadera bardzo lubiłem. Mało tego, jedno z dzieł Pitera i jego załogi jest pierwszą moją oryginalną kasetą ever, której nie wymienię za sztabkę złota. Ale to, co się dzieje teraz, to przekracza ludzkie pojęcie… Jak „Empire” będzie w sklepie nie dla idiotów za 4.99 to i tak jej nie kupie. Nie dziwi mnie hejt na Witching Hour Productions za cięgle opóźnienia, dziwi mnie, że ktoś tam jeszcze cokolwiek zamawia. Jednak mnie w tym roku najbardziej rozbawił Rob Darken i jego multikulturalne zdjęcie fanów. Brawa i oklaski. Myślałem, że mnie już nic nie zdziwi w Internetach, a tu proszę… Taki ananas hehe.

Łysy: Teraz to będzie problem. Osobiście ograniczę się do muzyki, chociaż Wy się nie szczypaliście i o politykę zahaczyliście (a sami w komentarzach na stronie piszecie, że jej za dużo u nas). 2 styczeń 2016 i już mamy zwycięzcę: ciechocinek i olsztyn (celowo z małych liter). Wasz i mój absolutny zwycięzca kategorii Imbecyl Roku. Absolutny top raka. Kwintesencja samozaorania. I o ile ten drugi nie rozumie do końca dzisiejszego świata i nie umie w internety – co można mu chyba wybaczyć, bo lat coraz więcej – to tyle ten pierwszy odlepił się od rzeczywistości maksymalnie. Zapomniał chyba, że dzięki tym wszystkim psom karawaniarskim, którzy pisali o wiadrze promując go tym samym, dzisiaj może być – w swoim własnym, schizofrenicznym mniemaniu – kimś. Dziwię się więc pierwszemu, że tak kurczowo trzyma się tego drugiego. Flip i Flap to przy nich mistrzowie powagi. Nie można też zapomnieć o członku Scream Raka, czyli Michale W., którego ego sięga aż do Pekinu. Dawno nie widziałem takiej megalomanii i samopodniety… Proponuję przeprowadzkę do Kraju Środka…Odbytu. Gdzie żółci fani zapewne z przekąsem będą pędzlować brązowe ego lidera. Dalej było jeszcze ciekawiej: pisanie recenzji za hajs (fyh.com.pl) i nie pisanie recenzji, bo bit rate empechujki był za niski (spece z kólt.pl). Manipulation za płytę roku dzięki kolegom i Tides From Nebula za żebranie na studio i w ogóle całe te pokurwione, żebrackie akcje (vide Hetman aka daj mi 100 zł, bo sprzedaż płyt spada – no ci to już przekroczyli Rubikon jakby to Petru powiedział). Ogólnie całe te rakoopiniotfórcze kulty i metalraknewsy generujące spierdoloną młodzież poprzez treści które tam są umieszczane… Muzycy którzy wysyłając płytę do recenzji myślą, że należy im się co najmniej połowa dobrej oceny na starcie. Idź pan w chuj z tym wszystkim. A no i tak! Zapomniałbym jeszcze: Przemysław G. (i jego odkrycia, które już zostały odkryte) i ogólnie dziennikarze z mainstreamowych mediów, którzy zupełnie są oderwani od rzeczywistości… Ogólnie: to był niebywały rok cebuli, niedojebania społecznego i masy samozaorań (internet nie wybacza i nie zapomina). Strach pomyśleć co ten nowy, rak… sorry, rok przyniesie.