Kubuś Fatalista o Modzie

Moda jest wszechobecna w muzyce metalowej, nieważne jak bardzo chcielibyście myśleć, że wasz ukochany hałas to nonkonformistyczna oaza niezależności, odporna na wszelkie trendy. Dzięki waszej koszulce Iron Maiden, glanom i plecakowi – kostce z trzema naszywkami, idąc ulicą czujecie, jak bardzo jesteście inni od reszty wałęsającego się po świecie pospólstwa, ekscytującego się Rubikiem i romansem Dody. „Ach, jak dobrze być indywidualistą” – myślicie. I myślicie sobie tak, do momentu, aż wpadniecie na wychodzącego zza rogu typa w takiej samej koszulce Ironów, glanach i nawet podobnym zestawem naszywek na plecaku. „No jak śmiał kupić taką samą koszulkę jak ja!?” –przeklinacie go w myślach, nie zdając sobie zapewne nawet sprawy, jak bardzo wówczas jesteście podobni do rozwydrzonych aktorek, patrzących z zazdrością na koleżanki po fachu w sukience od tego samego kreatora, podczas gali Telekamer.

Tak, moi drodzy – moda była, jest i będzie. I nie chodzi mi tu jedynie o identyczny ubiór, gdyż jest to zaledwie jedna z wielu płaszczyzn, na których przejawia się to, znienawidzone przecież przez takich indywidualistów jak metalowcy, zjawisko. To co, może krótki przegląd?

Na pierwszy ogień (piekielny rzecz jasna) rzućmy coś tak oczywistego, jak moda w sferze stricte muzycznej. Chyba każdy gatunek miał swoje pięć minut. Klasyczny heavy metal i jego mutacje, jak power i pochodne, na topie był już kilkakrotnie. Ostatnim razem zaowocowało to wylewem kapel wzorujących się na Hammerfall, Rhapsody i im podobnych. Black? Proszę bardzo – fala z początku lat dziewięćdziesiątych to już niemal przykład rodem z Encyklopedii PWN. Thrash to oczywiście lata osiemdziesiąte, ale i obecnie zaczyna się mówić o odrodzeniu tegoż gatunku, głównie z powodu sporej ilości niezłych debiutów. Że nie wspomnę o szwedzkim death metalu… W każdej z tych nisz znalazło się kilku, kilkunastu prekursorów – ojców założycieli i cała masa naśladowców (lub mniej pejoratywnie – spadkobierców). Z tym, że owy wysyp nie był spowodowany nagłym pospolitym ruszeniem i zakładaniem na potęgę nowych grup (choć to po części również), ale często była to inicjatywa wytwórni, wydających wszystko co było akurat na czasie. Tak jak dziś rzecz ma się z metalcorem. Moda ta ma więc miejsce głównie z winy wytwórni płytowych, często ze szkodą dla dobrych kapel, które znikają w potopie tandety, jak Kaczyński na wykopkach.

Moda numero duo, która właściwie również nie przeminęła, to moda na bycie kultowym. W czasach, gdy TVN reklamuje „Kryminalnych” jako serial kultowy, status kultu zyskało też coś takiego jak iPod, zastanawia mnie jedno – czy osobnik krzyczący, iż jego debiut, limitowany do 30 kopii CDR, również jest kultowy, chce tym samym sobie pomóc, czy zaszkodzić. Samo zjawisko, jak dobrze wiecie, polega na uwielbieniu wszystkiego tego, co stare oraz zwalczaniu, tego co nowe i modne. Takie postępowanie jest o tyle ciekawe, że samo z kolei staje się również w końcu modne i wówczas taki kultowiec ma zagwozdkę – rewolucja zeżarła własne dziecko. Oczywiście, nie mówię o kapelach, które faktycznie okrzyknięto kultowymi w pełni zasłużenie. I to jest ta różnica – je okrzyknięto, a nie same się okrzyknęły. Moda na bycie kultowym dotyczy również i kultowego brzmienia. Bo jeśli taki osobnik gra w kapeli, to pragnie, by brzmiała ona tak, jak brzmieli kiedyś jego idole – obiekt odniesienia, datowany zazwyczaj na lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Nie zdaje on sobie sprawy, że zapewne gdyby tylko ta stara kapela miała taką możliwość, to nagrałaby płytę z o wiele lepszym brzmieniem. A tak niechcący spłodziła kult – zdarza się. Niemniej jednak jest to bardzo popularne zjawisko, zwłaszcza w podziemiu, a synonimem (mądre słowo, nieprawdaż?) zwrotu „kultowy” jest też takie coś jak „prawdziwy”. A już pewnie gdy jakaś kapela osiągnie status „prawdziwie kultowego” to spełni się mokry sen jej członków, hehe. Niemniej jednak ta moda jest bardzo ciekawą w obserwacji, więc polecam, polecam.

Skoro już jesteśmy przy modzie na kult, to pochodną jej (w pewnym sensie) jest moda na lifting owego kultu. A czym ona się przejawia? Ano, ponownym nagrywaniem starych utworów, lecz z ulepszonym brzmieniem (co w pewien sposób potwierdza wcześniejszą tezę o kultowym soundzie co poniektórych). Jasne, kapele od zawsze nagrywały ponownie swoje stare kawałki, ale było to raczej jednorazowe dokonania (vide Exodus i „Impaler”, czy Kat i „Ostatni Tabor”), ale od kiedy Dimmu Borgir nagrał ponownie cały album „Stormblast” wybuchła nagle moda i sporo kapel poszło w ich ślady – między innymi Destruction, Helstar, Tankard, Moonspell, a ostatnimi czasy także nasz rodzimy Vader. W większości przypadków nie było konkretnych przesłanek do wydania tych płyt (to znaczy myślę, że jeden był – sami dojdźcie, jaki), no chyba że za takowe uważamy okrągłą trzynastą rocznicę czegośtam, hehe. Jak na mój (wypaczony) gust, jest to pójście po najmniejszej linii oporu, bo zaryzykuje stwierdzenie, że co by nie mówić o Dimmu Borgir, trzeba było odwagi na taki krok, lecz obecnie… W sumie większość z zarejestrowanych na nowo kawałków to tzw evergreeny, które nigdy się nie starzeją, więc jest pewność, że „nowy – stary” album na starcie zyska dobre noty. Tylko czy jest sens – czy Matejko poprawiał swoje obrazy, a Miłosz wiersze? Zakładam, że jeszcze chwila, może dwie i przejdzie trend na lifting kultu, a pojawi się coś nowego. Ale co to będzie, tego nie wiem, może nagrywanie płyt od tyłu (jak Diabeł nakazał) albo metalowe płyty unplugged…

Okej, abstrahując od powyższego, przejdźmy do innej mody. Tak jak istnieje moda na bycie metalem, częścią sceny, to ostatnio zauważyłem coś na kształt trendu na masowe odcinanie się od tejże sceny i środowiska. Czasem, obserwując zachowania wybranych ludków na koncertach, w knajpach czy innych miejscach publicznych, a także śledząc ich przemyślenia czy działania, zdaje mi się, że mogę zrozumieć tych, którzy nie chcą mieć z nimi nic wspólnego, ale… Właśnie – ale. W co drugim wywiadzie można przeczytać deklaracje groźnych metalowców i mizantropijnych kapel, głoszące totalne odcinanie się od sceny, zerwanie wszelkich z nią powiązań i tym podobne „mocne” hasła. Może jestem w błędzie, ale jeśli ktoś nagrywa dla wytwórni skupiającej ileś tam kapel, odpowiada na wywiady, gra koncerty, to jest częścią tej sceny, czy tego chce czy nie. Przez swoją aktywność każdy tworzy szeroko pojętą scenę, ja tą pisaniną, Ty swoim czytaniem (bo niechybnie skądś ten numer Thrash’em All masz) a ktoś inny tym, że nagrał płytę. No a jeśli ktoś baaaardzo chce odciąć się od tej sceny, to chyba jedynym wyjściem będzie, jeśli przestanie nagrywać, grać sztuki, udzielać wywiadów – po prostu usiądzie w pokoju i będzie sobie w samotności brzdękał na gitarze. Chociaż „esencją odcięcia” jak dla mnie będzie rzucenie tego wszystkiego w pierony, sprzedanie wiosła, płyt, skasowanie mp3, spalenie koszulek i zajęcie się czymś konstruktywnym. Kandydowaniem do Sejmu, castingiem do Big Brothera, pisaniem książki kucharskiej…

Na tym może skończymy, choć moglibyśmy tak jeszcze długo. Ech, rozpisałem się i teraz zachodzę w głowę, czy cokolwiek z tego pisania wynikło. Nie wiem, czy konstatacją nie powinno być stwierdzenie, iż metal nie jest wolny od mód (brawa dla mnie za odkrycie na miarę przewrotu kopernikańskiego). Nie jest i nigdy nie będzie. Jeśli pojawi się jakaś moda, po pewnym czasie, na zasadzie akcji i reakcji pojawi się anty-moda. Jak nie trudno się domyśleć, po pewnym okresie i ona przerodzi się w modę głównego nurtu, by następnie spotkać się z kolejną kontrą. I tak dalej, jak (nomen omen) „Moda na sukces”, może się to ciągnąć w nieskończoność. Co więc nam pozostaje w takim wypadku? Ano chyba nic, po prostu róbmy swoje. A potem zobaczymy co z tego wyjdzie…

Autor

12149 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *