Wydawnictwo Kagra

Od pewnego czasu możemy zaobserwować rozwój piśmiennictwa książkowego dotyczącego najczarniejszej ze sztuk. Oczywiście jak wiemy kamieniem milowym było „Lords of Chaos”, a po nim zaczęły pojawiać się kolejne pozycje. Dziś skończyłem na ten przykład czytać „Black Metal: Kult Wiecznie Żywy. Tom I”.

Dayal Patterson zawarł w niej historię kilkunastu kapel parających się black metalową sztuką, lecz o których nie można raczej powiedzieć, że były one inicjatorami czegoś wybitnie nowego w black metalu, choć oczywiście każda (albo przynajmniej większość z nich) wniosła jakiś nowy pierwiastek, jakąś cechę charakterystyczną do tej muzyki. I tak – na ponad 260 stronach zostają nam przedstawione historie i wywiady zarówno z tak bezapelacyjnie popularnymi zespołami jak Satyricon czy Wardruna, ale też totalnie niszowymi aktami w postaci naszego Evilfeast lub Strid. Oraz kapelami, które plasują się gdzieś po środku. Czytając „Black Metal: Kult Wiecznie Żywy. Tom I” chwilami zastanawiałem się, czym Patterson kierował się, dobierając tak a nie inaczej zespoły, które postanowił nam przybliżyć. I dochodzę do wniosku, iż wyznacznikiem był tu tylko i wyłącznie jego własny gust. Bo jak wytłumaczyć właśnie to, że w niniejszej książce pojawia się wspomniany już Evilfeast, który moim zdaniem – przy całym szacunku do dorobku GrimSpirita – nie miał większego wpływu na rozwój sceny w Polsce czy na świecie. Skoro już jestem przy polskim zespole – dostajemy tego więcej i nie ukrywam, że szczególnie opisu polskiej sceny byłem ciekaw. Co innego bowiem gdy o Mgle piszą w Polsce, w większości koledzy po piórze, co innego jednak przyjrzeć się opinii kogoś z zewnątrz, wolnej od wszelkich koleżeńsko – hejtersko – zazdrosnych inklinacji. I tak dzięki temu możemy się dowiedzieć, jak Patterson zapatruje się na dokonania Mgły (moim zdaniem nie mogło jej zabraknąć), ale też Arkony, Xantotol czy Mastiphal. Osobiście dość mocno byłem zaskoczony pojawieniem się w tek książce kapeli Flaurosa…

Poza dość obszernym opisem sceny polskiej dostajemy też kolejny segment w książce – scenę depresyjno – samobójczego black metalu i jej pokrewnych. Stąd też sporo miejsca poświęcono na wywiady i opis działalności Forgotten Tomb, Silencer, Total Negation, Bethlehem… Entuzjastą tego gatunku nigdy nie byłem, ale klasyczne twory tego nurtu całkiem sobie cenię. I przyznam, że to chyba z nimi wywiady czytało się najciekawiej, szczególnie, że obecnie nie udzielają ich bądź to wielu bądź to w ogóle.

No i ponadto w książce mamy też historie kapel, które egzystowały jakby obok,odchodząc z czasem w niepamięć lub dość drastycznie zmieniając stylistykę – Manes oraz Solefald. O ile Manes jest dla mnie zespołem wielce interesującym, o tyle druga z tych kapel raczej mnie niewiele obchodzi. Poza nimi Patterson zagłębia się jeszcze w fenomen Wardruny i Jotunspor, a także Kampfar.

No to już wiecie, o czym jest ta pozycja, a teraz pytanie zasadnicze: czy warto się z nią zapoznać? Myślę, że tak, choć mam pewne zastrzeżenia. Oczywiście gdy w grę wchodzi synteza danej sceny czy jej części nie możemy liczyć na jakieś hiper dokładne przedstawianie poszczególnych elementów, dlatego też historie i biografie bohaterów tek książki opisane są dobrze i dokładnie, ale nie nazbyt szczegółowo. Oczywiście w oczy rzuca się to głównie gdy skupiałem się nad polską sceną. Do tego autor nie wystrzegł się kilku drobnych błędów (z drugiej strony dla kogoś kto kocha debiut Kata miłością prawdziwą, aż sobie pseudonim z jednego utworów ukradł zatytułowanie tego albumu „Heaven and Hell” jest bluźnierstwem!) i moim zdaniem po macoszemu potraktował dość radykalne zapatrywania polityczne w przypadku niektórych kapel, nie tylko z Polski (na zasadzie, no były, ale nie warto o tym wspominać). Szkoda, bo moim zdaniem te kwestie są wybitnie interesujące. Mimo tych drobnych zgrzytów, całość uważam za naprawdę przyjemną lekturę, możliwą do łyknięcia w trzy dni, o ile ktoś dysponuje odpowiednią ilością czasu. Mój nie był absolutnie stracony, czekam więc na Tom II.