Skip to main content

Dammnatorum to bynajmniej nie jest zespół założony przez gołowąsów, pomimo że końcem 2023 roku wydali swój debiutancki krążek. Mało tego – członkowie tej hordy są już po pierwszej pięćdziesiątce. Ale jak to mówią, w starym piecu Diabeł pali i w przypadku twórców „In Umbra Mortis” ma to przełożenie.

Dodatkową ciekawostką jest, że połowa składu terminowała w kultowym tu i ówdzie bydgoskim Scarecrow. Tak się składa, że i ja bardzo lubię tę grupę. Natomiast rozczarowani mogą być ci, którzy spodziewali się jakiejś kontynuacji tego co działo się na „Deo Optimo Maximo”. Wierzcie lub nie, ale debiut Dammnatorum jest zdecydowanie brutalniejszy. No i przede wszystkim różni się stylistycznie, bowiem „In Umbra Mortis” to rasowy, mroczny death metal. Przyznaję się bez bicia – początkowo olałem ten twór z uwagi na foty, na które gdzieś tam się natknąłem. Cóż, Dammnatorum przyjęło za swój image skrzyżowanie scenicznego wizerunku Batushki i Gaerea, co skutecznie mnie odrzuciło od obczajenia ich muzyki. I był to z mojej strony błąd. Szczęśliwie Leszek Wojnicz podesłał mi ten album.

Jak już wspomniałem „In Umbra Mortis” to rasowy, ciężki i mroczny death metal, lekko zabarwiony na czarno. Całość brzmi ponuro i duszno. Gdzieś tam w głowie kojarzy się myśl, że to brzmi jak Hate, tylko lepiej bo nikt tu nie sili się na bycie drugim Behemoth, a i samych melodii jakby mniej. Cały czas czuć tutaj też odwołania do amerykańskiego death metalu z lat dziewięćdziesiątych, w stylu Deicide, Monstrosity, Necrovore czy późniejszy Morbid Angel. Równocześnie w jakiś dziwny sposób czuć, że ten zespół nie pochodzi z jakiejś Tampy czy Nowego Jorku, a z ojczyzny Wojtyły. Ta muzyka ma po prostu w swoim brzmieniu coś, co powoduje że od razu to się wie. I nie jest to zarzut. Szczególnie, że kompozycje z „In Umbra Mortis” naprawdę się bronią. Powiem więcej. Nie tyle się bronią, co atakują masywnymi riffami, brutalnym growlem i perkusyjną szarżą. Tutaj naprawdę jest aż gęsto od bardzo dobrych riffów, a też solówki wypadają niezgorzej.

Mało tego. Nawet okładka i logo w jakiś sposób pasują to tej muzyki i po prostu mi się podobają. To nie są częste rzeczy, szczególnie w przypadku zespołu, którego twórcy jakby nie było, przeżywają drugą muzyczną młodość.

Nie dajcie się więc zwieść pozorom. Nietrafiony sceniczno – promocyjny anturaż Dammnatorum nie powinien odwieść Was od sprawdzenia, co kryje się na „In Umbra Mortis”. Świetny kawał muzyki, ot co.

Oracle
16952 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Skomentuj