Zawsze miałem pewnie sentyment do tego zespołu. Dziwi to, tym bardziej że nie jestem fanem technicznego metalu śmierci. Niemniej jednak Cryptopsy zawsze miało coś w sobie. Dlatego sprawdzam każde ich nowe wydawnictwo.
Tym razem ekipa z Kanady wydala EP z czterema utworami zatytułowaną „The Book of Suffering (Tome 1)”. To „1” na końcu sugeruje, że najpewniej będzie wydane gdzieś w przyszłości „2” albo nawet i „3”. Czy nie dałoby rady wydać po prostu długograja? Ale to EP na razie wyszło jedynie w formie cyfrowej, więc nie wiem, czy faktycznie chodziło o kasę. Zawiła to sprawa. Ale może słów kilka o muzyce jednak napiszę. Po raz kolejny Cryptopsy stara się udowodnić, że posiadanie w dyskografii takiej płyty jak „The Unspoken King” było pewnym wypadkiem i po raz kolejny wydają materiał zbliżony stylistycznie do tego, co wyszło przed i po tej płycie. Oczywiście jest tu pełno technicznych wygibasów i karkołomnych muzycznych ewolucji. Słuchanie tego, co Flo wyprawia za perkusją, niezmiennie sprawia mi wielką przyjemność. Jest on mistrzem w swoimi fachu i od zawsze fascynowało mnie to jak łączy on kosmiczne szybkości z matematyczną wręcz precyzją… No geniusz hehe. Co do samych numerów: też jest przyzwoicie. Dalej jest to Cryptopsy w najlepszym wydaniu. Powyginane, poplątane, niesamowicie szybkie i brutalne. Ten cały Matt McGachy też fajnie rozwija się za mikrofonem, jego ryki mi się coraz bardziej podobają, choć do Lorda Worma to mu sporo brakuje. Przede wszystkim szaleństwa i charyzmy.
Myślę, że te słów kilka wystarczą Wam, żeby mieć jakiś obraz tego EP. Przyzwoite granie, choć nowych lądów nie odkrywają.
Ocena: 7,5/10
Tracklist:
| 1. | Detritus (The One They Kept) | ||
| 2. | The Knife, the Head and What Remains | ||
| 3. | Halothane Glow | ||
| 4. | Framed by Blood |




