Skip to main content

Skusiłem się na recenzję tej płyty, bo dawno nie recenzowałem żadnego black metalowego one woman bandu. Jak myślicie, czy spodobało mi się to, co zaproponowała Countess Erzsebet?

Ci którzy postawili na „oczywiście, wszak w booklecie jest zdjęcie w topless” no to przegrali, seksiści wy! Niestety, zdjęcie jest zamazane, więc nie będzie punktów. A tak serio, ni chuja to nie ma wpływu na mój odbiór „Countess Erzsebet”. A niestety, chwilę się pobujałem z tym krążkiem i mimo starań – jakoś niczego ciekawego tu dla siebie nie znalazłem. Hrabina  porusza się po płaszczyźnie lo-fi black metalu, więc ci z Was, co myślą sobie że dostaniemy wychuchany i wypolerowany female fronted metal są w błędzie. Brzmienie tych nagrań jest celowo podłe i o ile czasem mi to nie przeszkadza, tak teraz wcale to nie pomaga w sesjach odsłuchowych. W miarę czytelny jest wokal, ale tak po prawdzie – nie ma za bardzo na czym ucha zawiesić. Wygląda to tak, że burzumowa gitarka sobie bzyczy, nieciekawy automat perkusyjny cyka w tle, tu i tam pojawiają się plamy klawiszy, a dziewoja zawodzi sobie niczym jakiś duch, wampir czy inna strzyga. Wypada to jednak nudno i mało przekonywująca, albo może za stary jestem, albo nie potrafię docenić. Tak czy owak wałkuję sobie ten materiał jakiś czas i za skurwysyna nie potrafię się wczuć w klimat, jaki stara się wykreować Countess Erzsebet. O ile lo – fi black metal mnie raczej nie odrzuca, o tyle tutaj serio raczej nie ma na czym ucha zawiesić.

Tak więc trudno, ale w moim przypadku z tego pieca chleba nie będzie. Kobieta ma jakiś tam pomysł na siebie, ale z wykonaniem jest na ten moment słabo.

Ocena: 4/10

Oracle
17033 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Recenzje

Funeral „Oratorium”

PathologistPathologist11 listopada 2012

Skomentuj