<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Chaos Vault &#187; Relacje</title>
	<atom:link href="http://chaosvault.com/category/relacje/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://chaosvault.com</link>
	<description>Black, Death, Doom, Heavy, Power, Thrash</description>
	<lastBuildDate>Wed, 08 Feb 2012 16:02:01 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Sounds Of Extreme Tour 2012; Bielsko &#8211; Biała, Rude Boy; 27.01.2012</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/sounds-of-extreme-tour-2012-bielsko-biala-rude-boy-27-01-2012/</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/sounds-of-extreme-tour-2012-bielsko-biala-rude-boy-27-01-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 03 Feb 2012 07:40:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Oracle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=11987</guid>
		<description><![CDATA[Po kilku miesiącach metalowa dusza moja i kumpli moich zaczęła domagać się pokarmu. Piszczała, marudziła, stękała. Nie starczały półśrodki w rodzaju koncertu Romana z Katem ani charytatywnego gigu dla Covana. Ona chciała znaleźć się pośród innych dusz, maniakalnie oddanych metalowej sprawie. Na pytanie, czy death metalowa sprawa też może być, dusza moja przystała ochoczo.
&#160;
Okazją był [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/krisiun.malevolent.creation-bielsko.biala_.12_w4001.jpg" rel="lightbox[11987]" title="krisiun.malevolent.creation-bielsko.biala.12_w400"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-11989" title="krisiun.malevolent.creation-bielsko.biala.12_w400" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/krisiun.malevolent.creation-bielsko.biala_.12_w4001-150x150.jpg" alt="krisiun.malevolent.creation bielsko.biala .12 w4001 150x150 Sounds Of Extreme Tour 2012; Bielsko   Biała, Rude Boy; 27.01.2012" width="150" height="150" /></a>Po kilku miesiącach metalowa dusza moja i kumpli moich zaczęła domagać się pokarmu. Piszczała, marudziła, stękała. Nie starczały półśrodki w rodzaju koncertu Romana z Katem ani charytatywnego gigu dla Covana. Ona chciała znaleźć się pośród innych dusz, maniakalnie oddanych metalowej sprawie. Na pytanie, czy death metalowa sprawa też może być, dusza moja przystała ochoczo.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #000000;">Okazją był początek trasy<strong> Sounds Of The Extreme 2012</strong>, w której udział wzięli przedstawiciele dwóch Ameryk – Vital Remains, Malevolent Creation i Krisiun plus jacyś otwieracze. Po przejechaniu niecałych trzystu kilometrów trafiliśmy w końcu zmarznięci pod Rude Boya. Trochę chujnia, że tak fajny koncert odbył się w trochę dziwnym miejscu, nie w jakiejś Warszawie, Katowicach czy Krakowie nawet. No ale cóż.. Pod klubem na mrozie -15 stopni Celsjusza czekaliśmy około 45 minut. Dlaczego? Bo tak (co do organizacji, to na końcu w akapicie „prywata” się wypowiem). Do Rude Boy&#8217;a weszliśmy jako jedni z pierwszych, dzięki czemu mieliśmy możność zawieszenia sfatygowanych kurtek, bo szatnia malutka jak móżdżek Macierewicza (ale za darmo). Pierwszy raz byłem w tym klubie i już na pierwszy rzut oka wiedziałem, że będzie ścisk – zdecydowanie Bielsko Biała nie była najszczęśliwszym wyborem na organizację tego koncertu. Nie było też ani kawałka merchu, a szkoda, bo byłem gotów na małe zakupy. Co jeszcze do minusów? Maciej rzecze, że nie było różanego mydełka w kiblu. No fakt, nie było.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/IMG_0888a.jpg" rel="lightbox[11987]" title="IMG_0888a"><img class="size-medium wp-image-11995 alignleft" title="IMG_0888a" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/IMG_0888a-217x300.jpg" alt="IMG 0888a 217x300 Sounds Of Extreme Tour 2012; Bielsko   Biała, Rude Boy; 27.01.2012" width="217" height="300" /></a>Ok, pierwsza kapela nosiła nazwę&#8230; Kurwa, nie pamiętam, a nie chce mi się szukać. Zresztą, podejrzewam, że zdecydowanej większości tak naprawdę wisiał ten zespół, zwłaszcza, że ludzie się dopiero schodzili do klubu. Okej, odnalazłem już w pamięci – <strong>Truth Corroded.</strong> Goście wyglądali jak deathcore&#8217;owcy i grali deathcore, równie przewidywalnego co okładka pagan metalowej kapeli. Nie pamiętam ile poszło numerów, pięć – może sześć. Kapela starała się wypaść jak najlepiej, nawet kilka osób bujało się pod sceną, ale mnie jakoś nie porwali. Może tam tupnąłem nóżką przy jednym numerze, który z kolei nosił w sobie mocno punkową motorykę. Nie wiem, ile trwał cały koncert, podejrzewam, że nie zajęli nam więcej czasu niż pół godziny. Jak zeszli to nie płakałem, moim zdaniem spokojnie można było dokoptować jakąś niezłą czysto death metalową kapelę, nawet z Polski.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #000000;">Chwila przerwy, kilku z nas poszło przepychać się w kolejce po browarka i rychło powracać, bo na deskach już krzątali się techniczni <strong>Vital Remains. </strong>Krótkie intro po którym na scenę wtoczył się Dave Lazaro i reszta. Kurwa, jak ostatni raz widziałem Vitalów to Lazaro był pewnie z pół kwintala mniejszy&#8230; Gość jest ogromny! Ale powiem Wam, że grali naprawdę nieźle, a na wokalu sprawdzał się Scott Willy – zajebiście kontaktowy gość, który poradził sobie z setem bez zarzutu. Już po ryknięciu „We Are Vital Remains from Providence!” maniacy pod sceną rzucili się w jebitnie mocny młyn. Ja odpuściłem sobie napierdalanie akurat przy Vital Remains, bom kierowcą był i inne death metalowe duszyczki z mojego automobilu miałem pod kuratelą, hehe. Stałem więc spokojnie na tyłach i obserwowałem rzeź, która dokonywała się na deskach nie wysokiej sceny Rude Boya. A co grali? No ja pamiętam, że poszło „Icons Of Evil” i „Dechrystianize” oraz „Hammer Down The Nails”. I zostały odegrane na przyzwoitym poziomie. Choć oczywiście szkoda, że na pokładzie nie ma Suzuki. Jednak uwagę przykuwał i tak wokalista, który co chwila mówił, jakim zaszczytem jest dla nich koncert w Polsce. Może jest, może nie&#8230; hehe&#8230; Faktem jest, że przyjęcie zgotowano im naprawdę dobre, wydaje mi się nawet, że tak dobrego odezwu ze strony publiki nie miał później Krisiun, a już na pewno nie miał Malevolent Creation. Mnie osobiście również się podobała ta sztuka, sama kapela również opuściła deski Rude Boy&#8217;a zadowolona. Mieli ku temu powody.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/IMG_1171a.jpg" rel="lightbox[11987]" title="IMG_1171a"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-11996" title="IMG_1171a" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/IMG_1171a-150x150.jpg" alt="IMG 1171a 150x150 Sounds Of Extreme Tour 2012; Bielsko   Biała, Rude Boy; 27.01.2012" width="150" height="150" /></a>Przedostatnia kapela należy do moich ulubieńców. <strong>Malevolent Creation</strong> widziałem na żywca bodajże ostatni raz dziewięć lat temu, kupa czasu&#8230; Teraz powrócili w bardziej klasycznej odsłonie. Zębiska ostrzyłem sobie na ich koncert, oj, ostrzyłem. Ze sceny zniknęli techniczni, a pojawiły się na niej cztery persony&#8230; kurwa, jakie cztery, zapytałem się sam siebie. Ano jedna, druga, trzecia, czwarta&#8230; Ej, a gdzie kurwa Blachowicz?! Oo, a co z Fascianą? Się zatacza dziwnie i w ogóle. No, się okazało, że panowie zostali ugoszczeni wedle najlepszych polskich tradycji i zaniemogli z deczka. Zdarza się, zwłaszcza, że to był pierwszy koncert w ramach tej trasy, mogli nie być jeszcze zaprawieni w bojach. Ale przejdźmy do konkretów. Hoffman już na samym początku zapowiedział, że będzie to specjalny set, złożony z materiału pochodzącego głównie z „The Ten Commandments” i „Retribution”, czyli dwóch pierwszych, najlepszych krążków. No i poszło. Nie pamiętam od czego zaczęli, ale jak się można było spodziewać setlista była mocarna, bo poszło między innymi „Coronation Of Our Domain”, „Multiple Stab Wounds”, „Remnants of Withered Decay”z jedynki. Z dwójki natomiast na pewno poszło „Eve of the Apocalypse”, „Slaughter of Innocence” czy „No Flesh Shall Be Spared”. Ale mogę się mylić, gdyż tym razem już nie mogłem sobie darować i poszedłem ponapierdalać w młynie. Jedynym nowym numerem był pochodzący z ostatniej płyty „Slaughter of Nie było już tak intensywnie jak przy Vital Remains, bo obyło się bez sińców i tak dalej. Kapela wydawała się zadowolona, chociaż Phil i tak nie był zbyt kontaktowy, chyba gdzieś tam się nawet wypierdolił, kilkukrotnie się pomylił. No ale to nie koncert w filharmonii a death metalowa sztuka i suma summarum, wyszło to wszystko nienajgorzej. Co mogło też być zasługą Bretta Hoffmana, który chyba widząc niedyspozycję kolegów dwoił się i troił za mikrofonem. No musiał jakoś nadrobić braki w brzmieniu wynikłe z absencji Blachowicza. Mimo to, mnie osobiście naprawdę podobała <a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/IMG_0682a.jpg" rel="lightbox[11987]" title="IMG_0682a"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-11997" title="IMG_0682a" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/IMG_0682a-150x150.jpg" alt="IMG 0682a 150x150 Sounds Of Extreme Tour 2012; Bielsko   Biała, Rude Boy; 27.01.2012" width="150" height="150" /></a>się ta sztuka, zwłaszcza, że na sam koniec zagrali utwór – wizytówkę, czyli „Malevolent Creation”. I tu młyn był chyba najintensywniejszy jeśli mówimy o koncercie Malevolent Creation. Po około pięćdziesięciu minutach kapela zeszła z większym lub mniejszym trudem na backstage, potem Phil łaził jeszcze niedopity po klubie, chętnie pozując do zdjęć, tuląc napotkanych na drodze metaluszków i tak dalej. Miły z niego chłop swoją drogą, ale powinien więcej trenować przed przyjazdem do Rzeczypospolitej – kilka razy tu już był, więc się dziwię, że tego nie wiedział, hehe.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #000000;">Dla ostatniej kapeli przyjazd do naszego kraju akurat w ten piątek musiał być szokiem termicznym, wszak Brazylia nie kojarzy się z minusowymi temperaturami. Chyba, że ich organizator też przetrzymał na mrozie, ot tak dla zasady, w co wątpię jednakże. Ale pewnie przyzwyczajeni są panowie z <strong>Krisiun</strong>, gdyż o nich mowa – nie zliczę, ile razy gościli już w Polsce – sądząc po próbach porozumienia się wokalisty z publiką („dziekuji”, „Napierdalajsie”) wystarczająco wiele. Sam widziałem ich dotychczas dwa razy i za każdym razem było na czym ucho zawiesić. Lekko wymęczony po szaleństwach podczas koncertu poprzedniej kapeli,ustawiłem się tym razem dalej. No i Brazilianeros zaczęli napierdalać. Miło, że nie skupili się tylko na najświeższej płycie, ale sięgali i wstecz. Wszystko zabrzmiało bardzo dobrze, tych trzech furiatów rozkręciło młyn pod sceną, powiadam Wam! Nie powiem Wam konkretnie, co Krisiun zaprezentował nam tego piątkowego wieczoru, bo po prostu nie kojarzę ich utworów po tytułach, no ale na ile znam ich twórczość, to jedyną pominiętą płytą, był ich debiut, zaś z ostatniego albumu poszło chyba trzy numery. Ale oczywiście zostawiam sobie margines błędu. Choć przyznam, że już pod sam koniec w zasadzie kapela lekko zaczynała mnie nużyć, jako biernego obserwatora, na przykład gdy Max odgrywał solo na perkusji, czy co to było – no okej, są świetnymi instrumentalistami, ale jakoś nie czułem potrzeby, by udowadniali mi ten fakt w ten sposób. Na sam koniec jednak zamordowali odgrywając w ramach bisu „Black Force Domain” &#8211; kurwa, tu było czuć moc! Zagrali blisko godzinę o ile pamiętam, a oglądanie setu Krisiun sprawiło mi niekłamaną przyjemność.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/IMG_1266a.jpg" rel="lightbox[11987]" title="IMG_1266a"><img class="alignright size-medium wp-image-11998" title="IMG_1266a" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/IMG_1266a-300x263.jpg" alt="IMG 1266a 300x263 Sounds Of Extreme Tour 2012; Bielsko   Biała, Rude Boy; 27.01.2012" width="300" height="263" /></a>Reasumując – wszystkie kapele odwaliły dobre sztuki, nie wyłączając z tego grona Malevolent Creation – choć tu rozjeb byłby zapewne jeszcze większy, jeśli panowie byliby trochę trzeźwiejsi, hehe. Generalnie i tak jestem zadowolony – porządna death metalowa rzeź na trzy baty!!!</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #000000;"><strong>Kochane metale &#8211; Uwaga: Prywata</strong></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #000000;">Na sam koniec trochę prywaty. Z tego miejsca pragnąłbym podziękować agencji Massive Music za udzielenie mi akredytacji na ten gig, no ale tego nie zrobię. Dwa tygodnie przed gigiem napisałem bowiem grzecznego maila do tej agencji z zapytaniem o możliwość akredytacji, przesłałem linki, które dokumentowały, że wcześniejsza współpraca była owocna, zapewniłem też o chęci udzielenia z mojej strony ewentualnej pomocy poprzez Kejosa (news o koncercie był jak zwykle na stronie). Po tygodniu (też nie zawsze odpisuje po minucie, no ale jednak trochę za długo to trwało chyba&#8230;) otrzymałem maila z zapytaniem o naszą oglądalność (i był to jedyny ślad zainteresowania działalnością serwisu) i zapytaniem, czy zrobimy recenzję i wywiad jakiejś deathcore&#8217;owej kapeli. W odpowiedzi ode mnie dziewczyna od PR z Massive Managment dowiedziała się, iż z recenzją nie ma problemów (bo zazwyczaj recenzujemy wszystko co nam podeślą ludzie), ale co do wywiadu, to zawsze decydujemy po przesłuchaniu płyty, bo nie zależy mi na wywiadach z kapelami, które wypuściły słabe krążki, zwłaszcza, że deathcore to nie mój ulubiony gatunek. Niestety nie otrzymałem już żadnego maila.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Może by mnie to waliło, ale przy dziwnym systemie rezerwacji biletów w klubie, obawiałem się po prostu, że nie dostanę akredytacji, po dotarciu do klubu okaże się, że biletów nie będzie i po 300 km jakie będę musiał pokonać w jedną stronę, pocałuję klamkę. Z drugiej strony istniałą przecież też taka możliwość, że kupię bilet trzy dni wcześniej, a na przykład dzień przed dostanę info, iż akredytacja została przyznana – co wówczas miałbym zrobić z biletem, który czekałby na mnie w klubie? No ale widocznie zasada „napiszcie o naszych, to pomyślimy” obecnie działa w Massive Managment (czy tam Music). I może by mnie to nawet nie obeszło, bo przecież nie jest to obowiązek przyznawać akredytacje kejosowi (choć byłoby miło, hehe), nie zdarzyło by się to zapewne po raz pierwszy czy ostatni, ale skoro ktoś się już wysilił i odpisał mi na pierwszego maila, mógłby choć po drugim mailu odpisać „Sorry, nie jesteśmy zainteresowani przyznaniem akredytacji, jeśli nie będzie wywiadu”, a nie zlać z góry na dół bez słowa. Jestem tym bardziej rozczarowany postawą pani Marty z MM, że wcześniej współpraca z tą agencją była bezproblemowa. No ale niestety to nie z nią załatwiałem wówczas akredytacje, co miło zresztą wspominam&#8230; I może bym zlał i tą sytuację mimo wszystko, jednak wziąłem sobie do serca słowa Adriana z „R&#8217;lyeh” &#8216;zine, by piętnować takie chujowe zachowania na naszej scenie. Tyle ode mnie. Pomimo tego, koncert był naprawdę zajebisty.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/sounds-of-extreme-tour-2012-bielsko-biala-rude-boy-27-01-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/covan-wake-the-fuck-up-tour-2012-rzeszow-klub-pod-palma-19-01-2012/</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/covan-wake-the-fuck-up-tour-2012-rzeszow-klub-pod-palma-19-01-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Jan 2012 09:10:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Pathologist</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=11794</guid>
		<description><![CDATA[Pierwsza trasa koncertowa, która zahacza o Rzeszów w tym roku. Trzeba było iść, tym bardziej, że cel szczytny no i skład też niczego sobie, choć nie powiem mogłoby być lepiej (patrz skład w Lublinie) albo gorzej (patrz skład w Olsztynie). 
Wpadłem do klubu dość sporo spóźniony, ale liczyłem po cichu na to, że Ciryam i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/covan.jpg" rel="lightbox[11794]" title="covan"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-11796" title="covan" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/covan-150x150.jpg" alt="covan 150x150 Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" width="150" height="150" /></a>Pierwsza trasa koncertowa, która zahacza o Rzeszów w tym roku. Trzeba było iść, tym bardziej, że cel szczytny no i skład też niczego sobie, choć nie powiem mogłoby być lepiej (patrz skład w Lublinie) albo gorzej (patrz skład w Olsztynie). </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">Wpadłem do klubu dość sporo spóźniony, ale liczyłem po cichu na to, że </span><span style="font-size: small;"><strong>Ciryam </strong>i </span><span style="font-size: small;"><strong>Beheading Machine</strong></span><span style="font-size: small;"> sobie ominę. </span><span style="font-size: small;">Beheading Machine</span><span style="font-size: small;"> to w sumie trochę żałowałem,<em> </em>ale oni to grają zajebiście często więc gdzieś tam kiedyś jeszcze sobie rzucę okiem.<a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/beheading-machine4.jpg" rel="lightbox[11794]" title="beheading machine4"><img class="size-thumbnail wp-image-11808 alignright" title="beheading machine4" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/beheading-machine4-150x150.jpg" alt="beheading machine4 150x150 Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" width="150" height="150" /></a><br />
</span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/neolith2.jpg" rel="lightbox[11794]" title="neolith2"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-11809" title="neolith2" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/neolith2-150x150.jpg" alt="neolith2 150x150 Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" width="150" height="150" /></a>Niestety Ciryam w ostatniej chwili wypadło ze składu i okazało się, że jak wpadłem do klubu to </span><span style="font-size: small;"><strong>Neolith</strong></span><span style="font-size: small;"><strong> </strong>już nakurwiał. Dalej tkwiąc w nieświadomości pobiegłem po browara i ustawiłem się pod scena a tu Levi ogłasza, że to ostatni numer… Kurwa szkoda… Ale to, co usłyszałem wystarczyło mi żeby się nieco wkurwić. Po pierwsze to nagłośnienie do bani… Słychać było tylko hałas. Ja rozumiem, że to gwiazda wieczoru ma najlepiej brzmieć i tak dalej, ale no bez przesady… A jak by tego jeszcze było mało to moim zdaniem za głośno. Ponoć nie ma czegoś takiego jak „za głośno” tylko to się po prostu nazywa starość, ale jak muszę barmanowi na migi tłumaczyć, jaki chce browar a bar jest po przeciwnej stronie klubu dość daleko od sceny to chyba coś jest jednak nie tak. </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/thy-disease2.jpg" rel="lightbox[11794]" title="thy disease2"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-11810" title="thy disease2" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/thy-disease2-150x150.jpg" alt="thy disease2 150x150 Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" width="150" height="150" /></a>W przerwie rzuciłem okiem na merch: koszulki, czapeczki, bluzy, plakaty z logiem „</span><span style="font-size: small;">Covan Wake The Fuck Up</span><span style="font-size: small;">”, pł</span><span style="font-size: small;">yt wręcz symbolicznie. Tymczasem na scenie rozkłada się już </span><span style="font-size: small;">Thy Disease</span><span style="font-size: small;">. Przyznam szczerze ze kiedyś miałem zajawkę na te ich śmieszne, trochę plastikowe granie z elektroniką zaczerpniętą z gier na Commodore 64, dlatego też poszedłem zapuścić żurawia na ich występ. Wdziałem już ich parę razy, ale ten występ chyba najbardziej żywiołowy no i przyznam szczerze, że przyjecie mieli całkiem dobre, choć średnia wieku pod scena nie przekraczała 18 lat hehe. Ale co zrobisz, nie każdy za gówniarza zachwycał się Deathspell Omega &#8211; od czegoś wszak trzeba zacząć. Właśnie &#8211; wrócę jeszcze do frekwencji, która o dziwo była całkiem niezła, choć akurat te kapele to trochę ludzi na koncerty przyciągają. Szczególnie młodzieży, ale to chyba dobrze, bo ostatnio zauważam znaczny spadek liczby długowłosych nastolatków kręcących się po mięście. Niech słuchają metalu zamiast progresywnego rocka – wszystkim to wyjdzie na dobre hehe. Wracając jednak do </span><span style="font-size: small;">Thy Disease</span><span style="font-size: small;">: </span><span style="font-size: small;">naprawdę fajny występ, choć trochę krótki. Numery z dwóch ostatnich płyt oraz dwa fajne covery. Pierwszy to był numer </span><span style="font-size: small;">Atrophia Red Sun</span><span style="font-size: small;"> zdaje się kawałek „Infected Tears”, ale nie postawił bym na to nawet piątaka bo już naprawdę sporo lat minęło odkąd przesłuchałem cokolwiek tej kapeli. Niemniej</span><span style="font-size: small;"> jednak fajny gest, cover kapeli, w której udzielał się kiedyś Covan i to bardzo dobrej kapeli. Nawet, jeśli „Twisted Logic” ujrzałaby światło dzienne w 2012 roku myślę, że była by uznana za innowacyjną płytę. Drugi cover a zarazem i ostatni utwór koncertu to w oryginale dzieło Depeche Mode jak Oracle twierdzi „Enjoy the Silence” ale że brzmienie się niewiele poprawiło od występu </span><span style="font-size: small;">Neolith</span><span style="font-size: small;"> to sobie tylko możemy zgadywać hehe. </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/virgin-snatch4.jpg" rel="lightbox[11794]" title="virgin snatch4"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-11811" title="virgin snatch4" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/virgin-snatch4-150x150.jpg" alt="virgin snatch4 150x150 Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" width="150" height="150" /></a>W dalszej kolejności scena miała należeć do </span><span style="font-size: small;"><strong>Virgin Snatch</strong></span><span style="font-size: small;"> i od razu będę szczery &#8211; niespecjalnie przepadam za tą kapelą. Niby tam sobie coś nagrywają, niby tworzą taką muzykę, jaka im w duszy gra, ale mi niestety gra inna muzyka. Koncertowo do zarzucenia nic nie mam, bo chłopaki nie od wczoraj miotają się po scenie i gołym okiem widać, że dobrze się czują prezentując swoją muzykę prze</span><span style="font-size: small;">d publiką, ale ja tam wolałem sobie jednak piwko strzelić i pogadać (na ile było to możliwe). Zerkając, co prawda od czasu do czasu w</span><span style="font-size: small;"> kierunku sceny widziałem, że na i pod nią sporo się działo. Zielony dawał z siebie 120% normy skacząc ze sceny i śpiewając pływając sobie na rękach fanów. Niech im tam będzie jak najlepiej, bo widać, że fanów maja sporo, ale ja sobie tam wole czegoś innego posłuchać… Jeden numer, co udało mi się wyłapać jak szedłem na fajkę to był „</span><span style="font-size: small;">In the Name of Blood</span><span style="font-size: small;">” z płyty o tym samym tytule. </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/decapitated2.jpg" rel="lightbox[11794]" title="decapitated2"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-11812" title="decapitated2" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/decapitated2-150x150.jpg" alt="decapitated2 150x150 Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" width="150" height="150" /></a>Szybko to strasznie wszystko funkcjonowało, bo minęło, nie wiem, może z 15 minut od zajścia ze sceny </span><span style="font-size: small;">Virgin Snatch</span><span style="font-size: small;"> a tu już </span><span style="font-size: small;"><strong>Decapitated</strong></span><span style="font-size: small;"><strong> </strong>zainstalowane i gotowe do ostatniego tego wieczoru występu. Do tej kapeli mam stosunek raczej obojętny. Trzeba im przyznać, że tworzą ciekawe rzeczy, są dość znani i lubiani w związku, z czym pewnie większość ludzi przyszła</span><span style="font-size: small;"> </span><span style="font-size: small;">właśnie na nich. Pod scena faktyczne luda sporo, młodzież kotłuje się zaciekle przy każdym numerze a ja sobie stoję w znacznej odległości od sceny i sączę zimne piwko. Z kawałków, co grało to nie napisze, bo ich dyskografię znam raczej pobieżnie. Choć nie wiem czy w tym przypadku słowo „pobieżnie” dobrze pasuje, bo starszych materiałów to nie słuchałem już wiele lat, a nową płytę przesłuchałem raz i jeśli już się tak dziś uzewnętrzniam to napiszę jednak, że jakiegoś zajebistego wr</span><span style="font-size: small;">ażenia na mnie nie zrobiła. Ale niech sobie chłopaki grają, maja wiernych fanó</span><span style="font-size: small;">w i ludzi, którzy dadzą sobie za ich muzykę palec obciąć wiec zajebiście. Mnie tam kręci trochę inna stylistyka. Ale wracając do meritum sprawy: koncert bardzo dobry, solidnie odegrane numery i przede wszystkim brzmienie już całkiem ok (chyba już na </span><span style="font-size: small;">Virgin Snatch</span><span style="font-size: small;"> brzmieniowo było nieźle, ale za bardzo na tym gigu s</span><span style="font-size: small;"><em>ię</em> nie koncentrowałem). Podsumowując całą imprezę: to nie powiem cel szczytny, koncerty nie najgorsze, piwko smaczne i dobrze schłodzone hehe. Jednak ja tam wole trochę inne klimaty, ale jak w Rzeszowie w roku organizowane jest z 10 koncertów metalowych, z czego kilka się nie odbywa ze względu na tak</span><span style="font-size: small;"> </span><span style="font-size: small;">zwaną „niską przedsprzedaż” albo inne dziwne powody to nie ma co przebierać, jak coś jest to trzeba dupę ruszyć.<a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/decapitated.jpg" rel="lightbox[11794]" title="decapitated"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-11813" title="decapitated" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/decapitated-150x150.jpg" alt="decapitated 150x150 Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" width="150" height="150" /></a><br />
</span></span></p>
<p><span style="color: #000000;">Żeby jeszcze nie być taką mizantropijną, nihilistyczną pizdą to na koniec napisze, że jak by ktoś miał potrzebę nie najebać się w piątkowy wieczór albo, choć odjąć sobie od ryja z dwa browary i kasę przekazać na to żeby Covan nam jeszcze kiedyś zaryczał to podaje dwie strony, na których znajdziecie instrukcje jak wesprzeć ziomala w potrzebie:</span></p>
<h1><span style="color: #0000ff;"><span style="color: #000000;"><span style="color: #000000;"><strong><em><em><span style="color: #000000;"><a href="http://www.wakeupcovan.com/">www.wakeupcovan.com</a> </span></em></em></strong></span></span></span></h1>
<h1 lang="en-US"><span style="color: #000000;"><em><span style="color: #000000;">www. adrian.org.pl</span></em></span></h1>
<p><em><span style="color: #000000;">Zdjęcia są zasługą nieocenionej Sylwii <img src='http://chaosvault.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt="icon wink Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" class='wp-smiley' title="Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" /> </span></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/covan-wake-the-fuck-up-tour-2012-rzeszow-klub-pod-palma-19-01-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kat &amp; Roman Kostrzewski, Shame Yourself, Excidium; Zamość, 20.10.2011</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/kat-zamosc-20-10-2011/</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/kat-zamosc-20-10-2011/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Nov 2011 11:12:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Oracle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=10477</guid>
		<description><![CDATA[Szczerze? Ostatni raz twór o nazwie Kat &#38; Roman Kostrzewski miałem okazję oglądać na żywo podczas ich trasy pożegnalnej (chyba nawet drugiej). Od tego czasu miałem możliwość kilkukrotnego uczestnictwa w koncercie tych muzyków, jednak jakoś niezbyt mnie to interesowało. Pewnie i tym razem nie wybrałbym się na ten koncert i to aż do Zamościa, gdyby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/11/kat-i-excidium.jpg" rel="lightbox[10477]" title="kat i excidium"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-10478" title="kat i excidium" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/11/kat-i-excidium-150x150.jpg" alt="kat i excidium 150x150 Kat & Roman Kostrzewski, Shame Yourself, Excidium; Zamość, 20.10.2011" width="150" height="150" /></a>Szczerze? Ostatni raz twór o nazwie Kat &amp; Roman Kostrzewski miałem okazję oglądać na żywo podczas ich trasy pożegnalnej (chyba nawet drugiej). Od tego czasu miałem możliwość kilkukrotnego uczestnictwa w koncercie tych muzyków, jednak jakoś niezbyt mnie to interesowało. Pewnie i tym razem nie wybrałbym się na ten koncert i to aż do Zamościa, gdyby nie fakt, że całość miało otwierać Excidium, których to miałem przyjemność zawozić na miejsce, hehe.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Pogoda była z dupy i przez całą podróż zastanawialiśmy się, ile osób pofatyguje się w czwartek na koncert. Na miejsce dojechaliśmy około dwóch – trzech godzin przed czasem. Koncert miał miejsce w kazamatach (dosłownie) jakiegoś zamku w centrum Zamościa. Zimno tam było jak skurwysyn, para z gęby leciała i tak dalej. A tu, jako kierowca, nawet nie mialem się jak rozgrzać, hehe. Z czasem ludzi zaczęło się zbierać i zbierać i od razu powiem, uprzedzając – myślę, że z trzysta osób jednak ruszyło dupy, by oglądnąć występ Romana oraz supportów. Z jednej strony, niby magia nazwy Kat działa, z drugiej, wiele miast mogłoby sobie pomarzyć o takiej frekwencji w środku tygodnia.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Dobra, może ruszmy się już z tymi konkretami. <strong>Excidium</strong> zaczynało cały koncert. Cóż można by rzec po ich występie. No nie dali dupy, a nawet zagrali lepiej niż przy ostatniej okazji, gdy było mi dane ich zobaczyć. Zostali dobrze nagłośnieni, do dyspozycji dostali coś ponad trzydzieści minut i spożytkowali je w porządny sposób. Co prawda nie zdołali rozruszać nastoletniej publiki, która przeważała tego wieczoru, no ale szczerze mówiąc, w większości to były naprawdę podlotki, które niekoniecznie musiały lubić thrash metal o blackowym zabarwieniu. Mnie tam się w każdym razie podobało i nie mówię tego ze strachu, że już nie będą mnie chcieli zabierać na koncerty, hehe. W zasadzie ich tracklist chyba się nie zmienił przez ostatnie kilka koncertów, ale z drugiej strony Rzeszowiacy nie mają dyskografii Sabbat, żeby mogli sobie przebierać w kawałkach jak w ulęgałkach. Szkoda tylko, że zagrali z jednym mikrofonem, bo wsparcie Cuntreapera przez chłopaków jednak sporo dobrego robi.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Po Excidium miał wystąpić Halucynogen, ale coś tam nie wyszło i koniec końców nie zagrali. Dlatego też kapelą, która wkroczyła na deski, był biłgorajski <strong>Shame Yourself</strong>. Pamiętam, że kiedyś pojechałem po tej kapeli, przy okazji ich występu u boku Christ Agony chyba. Teraz z kolei przyznam, że nie miałem nawet sposobności, by ich pochwalić czy zmieszać z fekaliami, bo widziałem może z trzy ostatnie utwory kapeli. Cóż, nie jest to może moja muzyka – przecięcie death metalu (dość melodyjnego) z lekkim rock and rollowym sznytem, ale widziałem, że ludziom się podobało, nawet młodzieńcy w koszulkach Sodom, którzy na Excidium podpierali ściany przy dźwiękach Shame Yourself ruszyli w tany.Ale i zespół chyba nie oszczędzał się podczas tego koncertu, zwłaszcza wokalista miał bardzo fajny kontakt z publicznością. Okej, jeden numer, który kapela zapowiedziała jako najnowszy i premierowy naprawdę mi się spodobał. Ale jak już wspomniałem – muzyka taka mi po prostu nie leży, co nie znaczy, że muzycy tejże grupy to jakieś ciule – wręcz przeciwnie, bardzo fajowe z nich chłopaki.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Okej, gwiazda wieczoru to Kat. przyjmijmy to umownie, bo dla mnie osobiście Kat ostatni krążek wydał w 2004 roku. Trzymajmy się więc terminologii <strong>Kat &amp; Roman Kostrzewski. </strong>Na scenę wyszli przy akompaniamecie wrzasków publiczności muzycy, na samym końcu zaś Roman. No i się zaczęło. Nie pamiętam co poszło na początek, na pewno zagrali „666”, poszły też „Noce Szatana” no i z debiutu nie mogło zabraknąć „Wyroczni” (hail!) i „Diabelskiego Domu (III)” na koniec. Ku mojej i starszych fanów uciesze odegrali prawie cały „Oddech Wymarłych Światów”, a z „Bastard” &#8211; „W Bezkształtnej Bryle Uwięziony” oraz oczywiście „Łza Dla Cieniów Minionych”. Podczas ostatniego kawałka wyliczyłem dziewięć tulących się par, ale najbardziej gejowskim widowiskiem było ośmiu metaluszków, którzy złapali się za biodra (każdy za biodra kolegi) i bujali się do smutnego tekstu Romana. Kurwa, pedalstwo i gejostwo sięgnęło zenitu, hehe. Kat &amp; Roman Kostrzewski odegrali też kilka numerów ze swojej debiutanckiej płyty „Biało – Czarnej” i powiem Wam, że zachęcili mnie do zakupienia tego krążka przy możliwie najbliższej okazji. Z nowego krążka poszło „Maryja Omen”, „Milczy Trup”, „Bieluń”, „Wolni od klęczenia” i „Kapucyn Zamknął Drzwi”. Plus na pewno jeszcze jakieś numery się znajdą, których nie wymieniłem. Dobra, zakończyliśmy kronikarstwo, zacznijmy publicystykę. Na moje oko Kat &amp; Roman Kostrzewski może i odczuwa jakąś przyjemność z występowania, ale nie widziałem tegoż za sceną czy po koncercie, ot panowie przyszli do pracy, tak jak większość z nas wstaje co rano. Na scenie niestety Roman przy starszych kawałkach po prostu nie wyrabiał, ale może ocenię go, gdy sam będę w jego wieku. Dla mnie jednak niezaprzeczalnie o wiele bardziej autentycznie wypadał w kawałkach z ostatniej „Biało – Czarnej”, czy ostatnich kawałkach Kata („Łoże Wspólne Lecz Przytulne”), bo już jednak pierwsze speed metalowe numery wymagają od zespołu jakiejś ekspresji scenicznej, machania bańkami, biegania po scenie – tak mi się przynajmniej wydaje, takiego Kata pamiętam z materiałów archiwalnych. I tego mi brakowało. Ponadto spora część starszych utworów była odegrana wolniej w stosunku do oryginały, zwłaszcza „Wyrocznia” nad czym ubolewałem. Jednak spora liczba osób bawiła się zajebiście przez cały koncert, odnosiłem jednak wrażenie, że część z nich to ludzie, którzy kiedyś tam liznęli metalu, a teraz po prostu chodzą na koncerty z nudów, z jakiejś tęsknoty za technikum czy podstawówką naście lat temu i z równym powodzeniem co podczas występu Kata z Romanem będą się w weekend bawili na dyskotece w pobliskim klubie. Ale rozumiem, że taki urok koncertów w małych miejscowościach, gdzie ludzie po prostu mają głód muzyki, nudę i tak dalej. Przynajmniej nie żałowali trzech dych i się stawili. A wracając do tematu koncertu dodam jeszcze, że naprawdę fajnie to wszystko brzmiało, również wizualnie niezgorzej – nie często bywam na koncertach w dwustuletniej kazamacie, hehe.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Po koncercie Kata z Romanem wpieprzyliśmy co mieliśmy do wpieprzenia, wypili co mieli do wypicia i zabrali dupy w troki. Podróż obfitowała w różne przygody, o któych nie powiem, żeby mnie członkowie kółka łowieckiego po sądach nie ciągali, a nad ranem zawitaliśmy do Rzeszowa.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Podsumowując, koncert był udany, choć nie mogę powiedzieć, by Kat &amp; Roman Kostrzewski mnie porwali, niestety. Fajny, naprawdę fajny koncert zagrało Excidium, nieźle też oglądało się wyczyny Shame Yourself (a przynajmniej te kilkanaście minut, hehe). I szczerze mówiąc, chętnie zobaczyłbym w Zamościu jakiś mocniejszy, bardziej undergroundowy zestaw i skonfrontował z tym koncertem.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/kat-zamosc-20-10-2011/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ominus Doctrines Over Poland 2011; Kraków, Kazamaty Pub, 28.09.2011</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/ominus-doctrines-over-poland-2011-krakow-kazamaty-pub-28-09-2011/</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/ominus-doctrines-over-poland-2011-krakow-kazamaty-pub-28-09-2011/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 Oct 2011 14:13:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Pathologist</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=10020</guid>
		<description><![CDATA[Wrzesień 2011 roku na pewno zostanie zapamiętany w metalowym światku, jako miesiąc, w którym koncertów kultowych kapel było od zajebania. Począwszy od Bulldozera, poprzez Aura Noir i Sodom, a skończywszy na Inquisition i Revenge, które to wraz z dwoma jeszcze ekipami zmiotły z powierzchni ziemi pub Kazamaty dnia 28 września! 
Pierwszy raz byłem na koncercie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/10/InquisitionRevengeKrakow_-_WEB.jpg" rel="lightbox[10020]" title="InquisitionRevengeKrakow_-_WEB"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-10022" title="InquisitionRevengeKrakow_-_WEB" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/10/InquisitionRevengeKrakow_-_WEB-150x150.jpg" alt="InquisitionRevengeKrakow   WEB 150x150 Ominus Doctrines Over Poland 2011; Kraków, Kazamaty Pub, 28.09.2011" width="150" height="150" /></a>Wrzesień 2011 roku na pewno zostanie zapamiętany w metalowym światku, jako miesiąc, w którym koncertów kultowych kapel było od zajebania. Począwszy od Bulldozera, poprzez Aura Noir i Sodom, a skończywszy na Inquisition i Revenge, które to wraz z dwoma jeszcze ekipami zmiotły z powierzchni ziemi pub Kazamaty dnia 28 września! </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Pierwszy raz byłem na koncercie w Kazamatach i pierwsze co mi się nie podobało, to fakt, że nie ma jak przed pubem strzelić piwka przed koncertem bez ryzyka zarobienia mandatu karnego w wysokości stu złotych, o czym niektórzy się przekonali hehe. Natomiast wnętrze bardzo sympatyczne: ceglane mury, zajebiście kiczowate ozdoby, fajne loże, z tym ze przestrzeń na koncerty dość mała. Wielkość można by porównać do garażu, w którym zaparkuje polonez, dwa rowery, kosiarka do trawy i jest pełno. Jak ktoś kiedyś dawno temu miał okazje być w Rzeszowie na koncercie w nieistniejącym już pubie „Rejs” to tam sala na koncerty była podobnego rozmiaru. Ale co mnie niesamowicie zdziwiło nagłośnienie udało się uzyskać całkiem niezłe jak na takie warunki. </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">Z racji przedłużenia się przygotowań do koncertu należało sobie czas umilić browarkiem, a tych asortyment spory i w dobrych cenach, więc grzech nie skorzystać i po upływie jednego piwka i dwóch papierosów na scenie w końcu zainstalował się </span><span style="font-size: small;"><strong>The Stone</strong></span><span style="font-size: small;">. Była to moja pierwsza jak dotąd styczność z tymi muzykami z Belgradu, więc poszedłem z czystej ciekawości zerknąć, co zaprezentują na scenie Kazamatów. Chłopaki grają Black Metal w zasadzie niebędącym niczym nowym i można by powiedzieć, że tysiące kapel gra właśnie w ten sposób, ale w ich przypadku teksty są po Serbsku i choć nie za bardzo wiem, o co w nich chodzi to pewnie o rogatego i wojnę. A wojnę to oni akurat na pewno przeżyli, bo powstanie kapeli datuje się na 1996 roku wiec na własnej skórze tego doświadczyli i wiedzą, o czym drą ryja, co dodaje im autentyczności. Prezencja na scenie tez całkiem spoko – szczególnie wyróżniał się tu basista, który wtórował wokaliście w śpiewaniu i zachęcał ludzi do zabawy pod sceną. Pod koniec zaczęło mi się już trochę nudzić, ale wytrzymałem i dzięki temu obejrzałem całkiem niezły koncert, bez szału, ale na plus. J</span><span style="font-size: small;">ednak jakoś nie ciągnie mnie do zapoznania się z dyskografią </span><span style="font-size: small;"><strong>The Stone</strong></span><span style="font-size: small;"> – może kiedyś w promocji uda się jakaś ich płytkę wyczaić i akurat kasa będzie mi zbywać to sobie nabędę. Atropos zakupów to akurat na tym koncercie to chyba nikt nie poszalał, bo ceny, jeśli chodzi o płyty to do promocyjnych nie należały a ceny koszulek i bluz były zaporowe. Kurwa! Bluza Revenge za 35 euro – oni to chyba nie wiedzą ile się w Polsce zarabia. Lubujący się w niewyszukanych trunkach przeciętny obywatel może za te pieniądze nie trzeźwieć spokojnie przez tydzień… </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">Obejrzałem merch i udałem się pod scenę, bo tam bardzo sprawnie instalował się </span><span style="font-size: small;"><strong>Corpus Christii</strong></span><span style="font-size: small;"> a ten gig również chciałem zobaczyć w całości. Co prawda ekipy z Portugali również prawie nie znam – gdzieś tam kiedyś jakąś, nawet nie pamiętam, która płytę przesłuchałem raz i to by było na tyle, jeśli chodzi o znajomość ich twórczości. Ale koncert przecież też są od tego żeby zapoznawać się z kapelami nieznanymi. No i nie powiem, bo koncert konkretny… Szczególnie zwracał uwagę gardłowy i jego opętańczy wzrok oraz jego naprawdę dobre wokale. Pod scena już gęściej niż wcześniej, choć w tym klubie już trzy osoby robią młyn od ściany do ściany hehe. Wokalista wchodzi w interakcje z publicznością oraz wyzywał stojących przy barze i ogólnie oglądających gig w pozycji statycznej od pizd. I mi się przy okazji dostało, bo popijałem sobie spokojnie Łomżę, ale ogólnie pierdoliło mnie to hehe. Szczególnie aktywna pod sceną była jedna laska, która chyba, jako wielka fanka </span><span style="font-size: small;"><strong>Corpus Christii</strong></span><span style="font-size: small;"> strasznie obruszyła się jak jeden z fanów </span><span style="font-size: small;">Revenge</span><span style="font-size: small;"> zasugerował, że Portugalczycy mogliby już zejść ze sceny i ustąpić miejsca Kanadyjczykom. Doszło w tedy do wymiany bardzo ciekawych epitetów na temat matek wyżej wymienionych. Lepsza to była sztuka niż ta zaprezentowana przez </span><span style="font-size: small;">The Stone</span><span style="font-size: small;">, ale w porównaniu z tym, co miało nadejść to nawet nie była rozgrzewka… </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">Szybkie piwko w celu naładowania baterii i czas ruszać na </span><span style="font-size: small;"><strong>Revenge</strong></span><span style="font-size: small;">!! Nie wdziałem ich dwa lata temu wiec mój apetyt na ten koncert był bardzo wielki, bo nieraz nasłuchałem się, co to komando robi na żywo i jakim to jestem pozerem ze mnie nie było na </span><span style="font-size: small;">Antichrist Militant Tour hehe</span><span style="font-size: small;">. </span><span style="font-size: small;">Nie wątpiłem, że zmiotą! I zmietli, zmietli wszytko, co żywe z powierzchni ziemi, pozostawili gruzy… Pod sceną istny holokaust, bez litości, bez przebaczenia… Muzyka </span><span style="font-size: small;">Revenge</span><span style="font-size: small;"> z płyt niszczy, ale to dopiero wykonanie jej na żywo ujawnia prawdziwą moc tych opętańczych dźwięków. Takie kawałki jak „</span><span style="font-size: small;">Blood of my Blood” czy &#8220;Traitor Crucifixion&#8221; to istny amok, totalne zniszczenie… &#8220;Traitor Crucifixion&#8221; jeszcze do tej pory brzmi mi w głowie: Trraaaiiiitttttooooorrrrrrrrrrrr!!! Kurwa!!!! Coś pięknego. Dla takich koncertów warto żyć! Młyn nie ustawał ani na moment, a publika skandowała cały czas miedzy numerami. Read to mistrz napierdalania na perkusji &#8211; tempa, które on rozwijał były oszałamiające – jak karabin maszynowy kolejnymi wystrzałami niszczył i siał pożogę. Co tu więcej pisać: tam trzeba było być i czuć tą muzykę całym ciałem! Ten koncert zapamiętam do śmierci, jako jeden z większych rozpierdoli, jaki wdziałem. </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">Jeszcze, gdy piłem piwo po skończonym gigu </span><span style="font-size: small;">Revenge</span><span style="font-size: small;"> nie wiedziałem, że kolejny koncert tego wieczoru zniszczy mnie jeszcze bardziej… Gdy tych dwóch Kolumbijczyków wyszło na scenę pomyślałem, że w końcu jej wielkość dopasowana jest do zespołu, ale gdy zaczęli grać dowcipkowanie się skończyło, a rozpoczął się rytuał. To nieprawdopodobne, jaki klimat potrafią stworzyć ci muzycy i to kurwa tylko we dwóch!! Zawsze podziwiałem ich za konsekwencje – nagrywamy w dwuosobowym składzie to i gramy koncerty. I doskonale im to wychodzi- szaleństwo biło ze sceny i spod sceny. Ludzie wpadli w istny amok i bez opamiętania walczyli nie zważając na rany, stłuczenia i inne uszkodzenia ciała. Szybsze momenty wywoływały przypływ agresji a wolniejsze hipnotyzowały i wprowadzały publikę w trans. Dobór utworów doskonały szczególnie byłem zadowolony z wyporu numerów z ostatniej płyty. Ze starszych numerów mnie szczególnie rozjebał</span><span style="font-size: small;"> „Crush the Jewish Prophet” &#8211; totalne zniszczenie! Darłem się jak pojebany hehe! Nawet się nie spostrzegłem a tu koncert się zakończył… Za szybko, za mało, </span><span style="font-size: small;"><strong>Inquisition</strong></span><span style="font-size: small;"> na scenę kurwa!!! Gig – perfekcja! Jedna z najlepszych black metalowych sztuk, jakie wdziałem w życiu! Tak powinno się grać ku chwale rogatego!! Tak tworzy się kult!! </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">W ten środowy wieczór </span><span style="font-size: small;"><strong>The Stone </strong></span><span style="font-size: small;">i</span><span style="font-size: small;"><strong> Corpus Christii</strong></span><span style="font-size: small;"> wysłały swoje bojówki żeby siać zamieszanie w szeregach wroga, </span><span style="font-size: small;"><strong>Revenge</strong></span><span style="font-size: small;"> zrównało z ziemią i starło na proch wszelkie życie, </span><span style="font-size: small;"><strong>Inquisition</strong></span><span style="font-size: small;"> spopieliło to, co zostało w piekielnych płomieniach i na tych popiołach odprawili chyba najlepszy black metalowy rytuał w jakim uczestniczyłem. </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;">Hail The Cult!!!</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/ominus-doctrines-over-poland-2011-krakow-kazamaty-pub-28-09-2011/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sodom, The No-Mads, The Crossroads, Neuronia, Beerhead; Katowice, Mega Club; 17.09.2011</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/sodom-the-no-mads-the-crossroads-neuronia-beerhead-katowice-mega-club-17-09-2011/</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/sodom-the-no-mads-the-crossroads-neuronia-beerhead-katowice-mega-club-17-09-2011/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 25 Sep 2011 10:36:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Oracle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=9864</guid>
		<description><![CDATA[Dlaczego my musimy mieć zawsze takiego jebanego pecha? Jak nie odwołają koncertu, to kierowca da dupy. Albo nie przyjedzie, albo trzeba czekać na niego jak na Królestwo Niebieskie. Bo wyobraźcie sobie, że pierwsze godziny podróży na koncert Sodom to nerwowe oczekiwanie, czy w ogóle się dostaniemy do Katowic.
W końcu jednak się udało. Wsadziliśmy nasze zgrabne [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/patronat-sodom.jpg" rel="lightbox[9864]" title="patronat sodom"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-9866" title="patronat sodom" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/patronat-sodom-150x150.jpg" alt="patronat sodom 150x150 Sodom, The No Mads, The Crossroads, Neuronia, Beerhead; Katowice, Mega Club; 17.09.2011" width="150" height="150" /></a>Dlaczego my musimy mieć zawsze takiego jebanego pecha? Jak nie odwołają koncertu, to kierowca da dupy. Albo nie przyjedzie, albo trzeba czekać na niego jak na Królestwo Niebieskie. Bo wyobraźcie sobie, że pierwsze godziny podróży na koncert Sodom to nerwowe oczekiwanie, czy w ogóle się dostaniemy do Katowic.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">W końcu jednak się udało. Wsadziliśmy nasze zgrabne i ponętne dupy do busa i udaliśmy się w stronę Śląska. Po drodze zgarnęliśmy znajomych i tak to wesoły autobus napierdolił się po drodze. W stanie upojenia rozpełzliśmy się już na miejscu po okolicznych sklepach alkoholowych czy jadłodajniach, przegapiając pierwsze kilka kapel. Ale, tak po prawdzie, nikt z nas nie jechał tam na koncert The Crossroads czy Neuronii. Swoją drogą to dobór supportów dla Tomka i niemieckiej komandy nie był zbyt trafiony – nie wiem z czego to wynikało, czyżby inne bardziej trafiające w gusta fanów Sodom zespoły obraziły się i nie chciały grać? Wątpię. Cóż, więcej czasu na browary i kujciaki w kejefsi.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/the-no-mads.jpg" rel="lightbox[9864]" title="the no mads"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-9867" title="the no mads" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/the-no-mads-150x150.jpg" alt="the no mads 150x150 Sodom, The No Mads, The Crossroads, Neuronia, Beerhead; Katowice, Mega Club; 17.09.2011" width="150" height="150" /></a>Gdy już wtarabaniliśmy się do Mega Clubu na scenie produkował się przedostatni tego wieczoru zespół – lokalne<strong> The No – Mads</strong>. No, ich akurat to można oglądać, muzyka jak najbardziej a propos, więc źle nie było. Poniekąd przynajmniej, bo ekipa Sylwii miała totalnie zjebane brzmienie. Ale nadrabiali to na scenie, że ja pierdolę. Sylwia w miejscu nie ustała, jak to baba – wszędzie jej było pełno, darła się jak moja sąsiadka na dzieci (a to jest wrzask nie w mąkę pierdnął) i oglnie była świetną wodzirejką podczas tego koncertu. No ale pełna przyjemność odbierała jednak poważna wada brzmienia, naprawdę – dawno nie słyszałem tak źle nagłośnionego koncertu. I albo mi się zdawało, albo w setlistę wpletli byli cover panny Sabiny i jej kapeli&#8230;</span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/sodom1.jpg" rel="lightbox[9864]" title="sodom1"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-9868" title="sodom1" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/sodom1-150x150.jpg" alt="sodom1 150x150 Sodom, The No Mads, The Crossroads, Neuronia, Beerhead; Katowice, Mega Club; 17.09.2011" width="150" height="150" /></a>Chwila przerwy i na scenę wchodzi <strong>Sodom</strong>. W oczach maniaków widać głód ich muzyki i niecierpliwość, kiedy w końcu zaczną! I zaczęli uderzeniem z najnowszego albumu &#8211; „In War and Pieces”. Kurrrrwa, moc! Jak nie podoba mi się ich ostatni album, tak w wykonaniu koncertowym ten numer najpierw wprawił ludzi w totalny amok, a następnie zmiótł z ziemi. Tego wieczoru młyn w Mega Clubie można naprawdę było nazwać Młynem Z Prawdziwego Zdarzenia! No ale jak mogło być inaczej przy kawałkach typu „The Saw Is The Law”, „Agent Orange” i masie innych utworów. Z tego miejsca powiem Wam tyle, że setlisty możecie szukać po forach, ja napierdalałem w thrash metalowej masakrze pod scenę i nie miałem czasu na pierdoły, hehe. Zwłaszcza, że w zasadzie o każdym numerze można by napisać cały akapit. Oczywiście, były takie numery, które wzbudzały większą agresję niż pozostałe, że wymienię z imienia taki „Blasphemer”, „Sodomized” czy absolutnie totalny „Ausgebombt”! Niemniej jednak tego wieczoru Sodom nie poczęstował nas kiepskim trackiem. Tom po każdym odegranym kawałku szczerzył zęby do publiki, zapalał szluga i napierdalał nadal. Chyba, że zbierało mu się na wspominki, jak to byli tutaj ostatnim czy tam pierwszym razem, wtedy rozgadywał się na chwilę. Generalnie jak na panów, którzy zbliżają się już powoli do wieku poprodukcyjnego, to Sodom produkował się na scenie z większym życiem niż niejeden zespół złożony z dwudziestolatków, hehe. Trzeba było widać zacięcie, z jakim Tom wyśpiewywał kolejne wersy „Remember The Fallen” &#8211; w czym oczywiście wtórowała mu cała niemal publika (a zgodnie z informacją Piony było grubo powyżej tysiąca osób – nie pamiętam kiedy ostatnio byłem na tak licznym klubowym gigu). W zasadzie w tym secie nie było słabych momentów – to już chyba zaznaczyłem. Jasne, każdy mógł powiedzieć, że czegoś tam nie zagrali, ale przecież zagrali „Outbreak Of Evil” &#8211; mało Wam kurwa?! Jak tak, to na dokładkę Sodom poleciał z „Ace Of Spades”!!! Aaaaargh!!!</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Relacja krótka, ale po cóż się rozpisywać? Sodom zmiótł wszystko, rozdał karty, dzielił i rządził czy co tam za frazes jeszcze można wstawić w to miejsce. Szkoda, że tak zajebisty gig był zakończeniem kariery Piony&#8230;  Mam nadzieję jednak, że pałeczka po nim zostanie przejęta i jego robota w godny sposób kontynuowana.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">A więcej zdjęć <a title="Pathologist" href="http://patometal.web-album.org/photo/613658,sodom-katowice-17-09-2011" target="_blank">tutaj</a>. </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/sodom-the-no-mads-the-crossroads-neuronia-beerhead-katowice-mega-club-17-09-2011/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Black Thrash Over Europe 2011; Warszawa, Klub Progresja; 11.09.2011</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/black-thrash-over-europe-2011-warszawa-klub-progresja-11-09-2011/</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/black-thrash-over-europe-2011-warszawa-klub-progresja-11-09-2011/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Sep 2011 14:26:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Pathologist</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=9785</guid>
		<description><![CDATA[Aura Noir w Polsce. Jak można było nie jechać? Jednym słowem, kto nie był niech żałuje a w ramach pokuty słucha całej dyskografii tak długo, aż nauczy się wszystkich tekstów wspak. Wrażenia po tym koncercie myślę jeszcze długo nie opadną i za każdym razem słuchając Norwegów będę miał przed oczami scenę i to, co się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;"><strong><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/Aura-Noir1.jpg" rel="lightbox[9785]" title="Aura Noir"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-9787" title="Aura Noir" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/Aura-Noir1-150x150.jpg" alt="Aura Noir1 150x150 Black Thrash Over Europe 2011; Warszawa, Klub Progresja; 11.09.2011" width="150" height="150" /></a>Aura Noir</strong></span><span style="font-size: small;"> w Polsce. Jak można było nie jechać? Jednym słowem, kto nie był niech żałuje a w ramach pokuty słucha całej dyskografii tak długo, aż nauczy się wszystkich tekstów wspak. Wrażenia po tym koncercie myślę jeszcze długo nie opadną i za każdym razem słuchając Norwegów będę miał przed oczami scenę i to, co się na niej działo…</span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">W niedzielę zamiast na popołudniową mszę postanowiliśmy udać się do Warszawy na misterium, które zapewnić nam miała </span><span style="font-size: small;"><strong>Aura Noir</strong></span><span style="font-size: small;">. W pięcioosobowym składzie zasiedliśmy w pojazd i w kilka piwek (perełek w promocji z Marmaxa hehe) dotarliśmy do stolicy sporo przed czasem. Stojąc pod klubem i pijąc piwo zaczęliśmy się nieco niepokoić o frekwencje, bo osiemnasta minęła, otwarcie bram dokonało się, a w okolicach klubu krąży garstka ludzi. Z tą frekwencją to jak się później okazało szału faktycznie nie było. Tak na moje oko coś koło 200 osób, może trochę więcej to i tak jak na taka kapele trochę jednak mało. Ochrona nie dawała pieczątek, bo mogła po chwili wszystkich uczestników rozpoznać tak, że nawet nie sprawdzali nikogo przy wchodzeniu i wychodzeniu na fajkę. </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/deadly-frost3.jpg" rel="lightbox[9785]" title="deadly frost3"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-9794" title="deadly frost3" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/deadly-frost3-150x150.jpg" alt="deadly frost3 150x150 Black Thrash Over Europe 2011; Warszawa, Klub Progresja; 11.09.2011" width="150" height="150" /></a>W środku królewskie z kija, rzut oka na merch i po jakiejś półgodzinnej obsuwie na scenę wchodzi </span><span style="font-size: small;"><strong>Deadly Frost</strong></span><span style="font-size: small;">. W zasadzie oni i </span><span style="font-size: small;"><strong>Empheris</strong></span><span style="font-size: small;"> spowodowali, że wybraliśmy się tym razem do Warszawy, a nie jak to zwykle bywa do Katowic. I zdecydowanie było warto, bo obie kapele pokazały się z bardzo dobrej strony. Ale zacznijmy od gigu </span><span style="font-size: small;"><strong>Deadly Frost</strong></span><span style="font-size: small;">. Graja oni zasadniczo Black Metal, ale czerpiący pełnymi garściami z klasyki. Doskonały, szaleńczy, opętańczy. Ze sceny biła szczerość i zaangażowanie, wyśmienicie się ich ogląda na żywo. Mi zajebiście się podobał fakt, że na drugim wokalu był perkusista, który wydobywał z siebie przeróżne piekielne dźwięki, ukryty za swoim zestawem i za gęstą mgłą – efekt dawało to taki jakby głosy dobywały się z samych piekielnych otchłani hehe. Świetny koncert na rozgrzewkę; warto było nadłożyć nieco drogi do stolicy. </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/empheris4.jpg" rel="lightbox[9785]" title="empheris4"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-9796" title="empheris4" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/empheris4-150x150.jpg" alt="empheris4 150x150 Black Thrash Over Europe 2011; Warszawa, Klub Progresja; 11.09.2011" width="150" height="150" /></a>Po jakichś 30 minutach </span><span style="font-size: small;"><strong>Deadly Frost</strong></span><span style="font-size: small;"> zeszli ze sceny i Leszek poszedł zająć się swoim kramem, a ja poszedłem zaczerpnąć świeżego powietrza, bo w środku temperatura zaczęła powoli przekraczać dopuszczalne normy przeciwpożarowe &#8211; a z każdą kapelą jeszcze rosła i to dosłownie – jakaś klima w tej Progresji </span><span style="font-size: small;">to by się przydała, bo chłodzenie piwem nie dawało oczekiwanych rezultatów. </span><span style="font-size: small;">Kolejka ekipa prezentującą swoje talenty w niedzielny wieczór był stołeczny </span><span style="font-size: small;"><strong>Empheris</strong></span><span style="font-size: small;"> słynący z miłości do wysokoprocentowych napojów wyskokowych i czarnego jak smoła Thrash Metalu. I dokładnie to udowodnili swoim gigiem – zabawa od pierwszych sekund doskonała, zarówno pod scena jak i na scenie. Duet basista i wokalista rozkręcali imprezę na całego, przez co tłumek, choć dość skromny, to tańcował zaciekle w rytm przebojów wygrywanych przez Warszawiaków. Na koniec zagrana nieśmiertelna petarda, czyli „Countess Bathory” w nieco zmienionej wersji i pora na kolejna przerwę. </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/bloodthirst7.jpg" rel="lightbox[9785]" title="bloodthirst7"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-9797" title="bloodthirst7" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/bloodthirst7-150x150.jpg" alt="bloodthirst7 150x150 Black Thrash Over Europe 2011; Warszawa, Klub Progresja; 11.09.2011" width="150" height="150" /></a>Po </span><span style="font-size: small;"><strong>Empheris </strong></span><span style="font-size: small;">scenę we władanie wziął </span><span style="font-size: small;"><strong>Bloodthirst</strong></span><span style="font-size: small;"> a ja stanąłem sobie z napojem chłodzącym nieco bliżej wyjścia, bo jakoś nigdy ta kapela nie wywołałą u mnie szybszego pulsu. Dobre płyty nagrywają, koncerty też niekiepskie, ale ja jakoś słabości do nich nie mam a i ich twórczość znam pobieżnie. Niemniej jednak ciekaw byłem tej nowej EP, bo drzeć mordy na niej postanowili tym razem w ojczystym języku, co dla mnie zawsze jest in plus. No i poleciał kawałek o tytule ”Przeklnij Życie” i chyba jeszcze jakiś jeden, ale głowy nie dam. Szału nie było, ale koncert poprawny i czepić się nie ma czego, nawet jak człowiek wredny. </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">Do głównego dania już coraz bliżej, każdy odlicza minuty, z których ostatnie umilał nam </span><span style="font-size: small;"><strong>Witchmaster</strong></span><span style="font-size: small;">. Tak kapela nigdy nie zawodzi, ich koncerty to święto szaleństwa, rozpusty, diabła i pijaństwa a chłopaki ostatnimi czasy są w naprawdę wysokiej formie (w sumie to nie wiem czy oni kiedykolwiek byli w niskiej). W momencie, kiedy pojawili się na scenie i poleciały pierwsze riffy z „Trucizny” pod scena zawrzało niczym w piecu hutniczym. </span><span style="font-size: small;"><strong>Witchmaster</strong></span><span style="font-size: small;"> to istna machina koncertowa, ich numery brzmią zajebiście na żywo i wyśmienicie się ogląda ten spektakl nienawiści. Kolejne numery z „Trucizny” i szlagiery typu „Masochistic Devil Worship”, „I</span>nfernal Storm<span style="font-size: small;">” czy „Satanic Metal Attack” wywołały pod scena spore zamieszanie. Najciekawsza jednak scena była, gdy jakąś laska w koszulce Slayera raczej niepełnoletnia o głowę niższa ode mnie (a mnie też bozia hojnie wzrostem nie obdarzyła) zaczęła w młynie przepychać (albo raczej próbowała) chłopów nie przesadzając z 5 razy większych od niej. Komiczna to była sytuacja, ale na szczęście nie zakończyła się tragicznie hehe. Ten gig zleciał mi zajebiście szybko. Ekipa z Zielonej Góry wpadła, zrobiła totalny rozpierdol, pozostawiła zgliszcza i poszła w chuj. Doskonały koncert. </span><span style="font-size: small;"><strong>Witchmaster</strong></span><span style="font-size: small;"> po raz kolejny udowodnił, że należy do czołówki polskiego podziemia.<a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/witchmaster7.jpg" rel="lightbox[9785]" title="witchmaster7"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-9798" title="witchmaster7" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/witchmaster7-150x150.jpg" alt="witchmaster7 150x150 Black Thrash Over Europe 2011; Warszawa, Klub Progresja; 11.09.2011" width="150" height="150" /></a><br />
</span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">Po takim gigu piwko się należało obligatoryjnie, więc skierowałam się do baru zamówiłem żywca z kija, bo prawie nic innego nie było (chyba organizatorzy nie przewidzieli, że przyjdzie im napoić aż tyle łaknących złotego napoju chłopów) i zaczęło się odliczanie do występu kultowej Aury!! Może z pół godziny lub nieco dłużej zeszło, gdy na deskach Proximy pojawili się Norwegowie i pod scenę w tym momencie zawrzało! Gdy na swoje krzesło o kulach wchodził Agresor cała sala zaczęła skandować i ruszyła machina!! Dla mnie ta muzyka jest wręcz stworzona do grania na żywo, bo niesie tak niesamowita dawkę energii, że aż plomby z zębów wypadają. Zło i agresja wręcz kipiały ze sceny a muzycy jeszcze podkręcali atmosferę. Doskonały dobór numerów, których nie wymienię ani wszystkich ani po kolei, bo z notesem nie stałem, ale poleciały „Hades Rise”, „Black Thrash Attack” (kurwa UWIELBIAM!!), „Condor”, „Destructor”, „Shadow of Death”, „Hell&#8217;s Fire” no ja pierdolę! Miazga! A i oczywiście „Conqueror”!! Choć w zasadzie, co by nie zagrali to by rozkurwiło w drobny mak! Pod sceną piekło i pożoga: paru, co mniejszych gości zostało dość solidnie zmasakrowanych, co można było zobaczyć w kiblu (pęcherz nie sługa), który wyglądał jak izba przyjęć ostrego dyżuru hehehe. Szczególnie w bojach wyróżniała się jeden potężny zawodnik, który stanął sobie w środku tego zamieszania i miotał reszta towarzystwa po podłodze. Nawet raz ze trzech próbowało go zaatakować, ale skurwysyn wszystkich na łopatki rozłożył. Koszulka Kill for Satan wyglądała na nim bardzo poważnie hehehe. Brzmienie do takiej muzyki zajebiste nawet Apollon doskonale wypowiedział się w temacie: „</span>Our drums is breaking on parts, but we want to sound nekro<span style="font-size: small;">!!!” Nie wiem czy dokładnie tak to powiedział, ale wiadomo, o co chodzi hehe.<a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/aura-noir1.jpg" rel="lightbox[9785]" title="aura noir1"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-9799" title="aura noir1" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/aura-noir1-150x150.jpg" alt="aura noir1 150x150 Black Thrash Over Europe 2011; Warszawa, Klub Progresja; 11.09.2011" width="150" height="150" /></a><br />
</span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;">W każdym razie nie było po tym gigu co zbierać – kto przeżył będzie to wspominał do zajebanej śmierci!! </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Zdjęcia robiła<a href="http://www.myspace.com/anka_84/photos/albums/album/1859292" target="_blank"> Czarna666</a>. Hail jej za to! [Jak je w końcu dostaniemy, hehe - przyp. Oracle]</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/black-thrash-over-europe-2011-warszawa-klub-progresja-11-09-2011/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Blasphemer&#8217;s Campaign 2011: Bulldozer, Azarath, Witchmaster, Deus Mortem; Rzeszów, Klub Live, 04.09.2011</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/blasphemers-campaign-2011-bulldozer-azarath-witchmaster-deus-mortem-rzeszow-klub-live-04-09-2011/</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/blasphemers-campaign-2011-bulldozer-azarath-witchmaster-deus-mortem-rzeszow-klub-live-04-09-2011/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Sep 2011 11:20:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Oracle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=9581</guid>
		<description><![CDATA[Doskonale pamiętam legendarny rok 1989&#8230; Byłem wówczas już w średniakach i na wspólnych spacerach w przedszkolu mogłem chadzać od strony jezdni. Bo chyba nie myśleliście, że powiem Wam, iż widziałem wówczas koncert Bulldozer w Zabrzu? Ocipieliście?!
 
No ale teraz po ponad dwóch dekadach Włosi znów zawitali do naszego kraju. Chciałoby się wręcz rzec „z ziemi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/plakatBULLDOZER_net.jpg" rel="lightbox[9581]" title="plakatBULLDOZER_net"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-9582" title="plakatBULLDOZER_net" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/plakatBULLDOZER_net-150x150.jpg" alt="plakatBULLDOZER net 150x150 Blasphemers Campaign 2011: Bulldozer, Azarath, Witchmaster, Deus Mortem; Rzeszów, Klub Live, 04.09.2011" width="150" height="150" /></a>Doskonale pamiętam legendarny rok 1989&#8230; Byłem wówczas już w średniakach i na wspólnych spacerach w przedszkolu mogłem chadzać od strony jezdni. Bo chyba nie myśleliście, że powiem Wam, iż widziałem wówczas koncert Bulldozer w Zabrzu? Ocipieliście?!</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;">No ale teraz po ponad dwóch dekadach Włosi znów zawitali do naszego kraju. Chciałoby się wręcz rzec „z ziemi włoskiej do polskiej” czy jakoś tak. Początkowo chodziły słuchy, że ponoć Bulldzoer ma zagrać jakiś gig w Polsce. No, może dwa&#8230; ale całą trasę włączając Rzeszów??? Za cholerę bym na to nie wpadł – a jednak. Spodziewałem się tłumów, starych metalowców eskortowanych przez nyski, grupek polujących na odłączonych od stada śmiałków, którzy za moment utracą skórę, buty i koszulkę&#8230; A, sorry, nie ta dekada. Więc nie zdziwiliśmy się bardzo z Efem, gdy po podejściu pod Klub Live ujrzeliśmy sześć osób. No nic to, może powoli się zbiorą. Zebrali się – ponoć Rzeszów wystawił stu dwudziestu zaciężnych chłopa. Moim zdaniem mógłby się postarać bardziej, bo osobiście znam pewnie z kilkanaście osób, które wiecznie narzekają, że nic się w Rzeszowie nie dzieje i jakoś ich w tę niedzielę nie zobaczyłem na koncercie&#8230; Czyżby byli na wieczornej mszy?</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/deus-mortem.jpg" rel="lightbox[9581]" title="deus mortem"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-9622" title="deus mortem" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/deus-mortem-150x150.jpg" alt="deus mortem 150x150 Blasphemers Campaign 2011: Bulldozer, Azarath, Witchmaster, Deus Mortem; Rzeszów, Klub Live, 04.09.2011" width="150" height="150" /></a>Dobra, po szybkim okupieniu się w skandalicznie tanie winyle ulokowaliśmy się blisko skandalicznie drogiego piwa (widać coś za coś). Jako pierwsi do odstrzału stanęli black metalowcy z<strong> Deus Mortem</strong>. Powiedziałem „do odstrzału”? To raczej ta kapela pokazała zgromadzonym, jak winno się grać porządny black metal. Pod sceną zgromadziło się może z dziesięć – dwanaście osób, które raczej statycznie oglądały show, jakie zgotowało czterech muzyków, wśród nich partycypujących między innymi w dobrze znanej Anima Damnata. Choć podejrzewam, że ludzie nie tyle oglądali ich, co puszczane za ich plecami wyrywki z jakiegoś choreo filmu (ktoś mi mówił, co to było, ale nie pomnę teraz tytułu). W każdym razie Deus Mortem potraktowało zebranych black metalem, który chwilami kojarzył się z Mayhem okresu „De Mysteriis Dom Sathanas” (nie wiem nawet, czy zespół nie wplótł któregoś numeru z tego krążka do swojej tracklisty – albo zagrali w bardzo podobnym stylu) czy też wczesnym Bathory, z naszego zaś podwórka chwilami przywodzili na myśl Thunderbolt. Zagrali coś około czterech numerów, które osobiście bardzo mi się spodobały i czekam na materiał tej kapeli. Bo ksiądz na kazaniu przebąkiwał coś o jakiejś epce&#8230;</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/witchmaster666.jpg" rel="lightbox[9581]" title="witchmaster666"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-9623" title="witchmaster666" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/witchmaster666-150x150.jpg" alt="witchmaster666 150x150 Blasphemers Campaign 2011: Bulldozer, Azarath, Witchmaster, Deus Mortem; Rzeszów, Klub Live, 04.09.2011" width="150" height="150" /></a>Deus Mortem był zasadniczo jedyną obcą mi tego wieczora kapelą. Bo zaraz po nich na deski wchodził <strong>Witchmaster</strong>. Redaktor Ef ostrzył sobie swoje ząbki na ten zespół, ja zresztą również. Czwórka muzyków weszła na scenę i na dobry wieczór przypierdolili moją ulubioną „Trücizną”. Zajebiście, chyba na tym zespole młyn był największy i najbardziej agresywny. Dalej potraktowano nas kolejnymi strzałami z ostatniego krążka &#8211; „Road To Treblinka”, „Two Point Suicide”, sporo poszło też z dwójeczki – Witchmaster wychłostał nas między innymi przy pomocy „Obedience”, „Black Bondage Flagellation”. Szał,tylko zastanawiam się po co Bastis znikał po każdym numerze za sceną – odpocząć, czy może wręcz przeciwnie, hehe. Choć mam wrażenie, że ostatni koncert Witchmaster jaki widziałem, to jest podczas Silesian Massacre II, bardziej mi się podobał – niemniej jednak nie mogę powiedzieć, że Witchmaster dał dupy w Rzeszowie. Oczywiście najbardziej żywiołową osobą z całego składu był gardziołkowy, z opętanym wzrokiem – yeah, Bastis wypadł naprawdę morderczo. Ale nie mogę mieć większych zarzutów odnośnie całego setu Witchmaster. Oni zawsze mordują.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/azarath666.jpg" rel="lightbox[9581]" title="azarath666"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-9624" title="azarath666" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/azarath666-150x150.jpg" alt="azarath666 150x150 Blasphemers Campaign 2011: Bulldozer, Azarath, Witchmaster, Deus Mortem; Rzeszów, Klub Live, 04.09.2011" width="150" height="150" /></a>Po Witchmaster nadejszła pora na <strong>Azarath</strong>, którego absencja wzbudziła ogromny żal ileś tam miesięcy temu. Dobrze, że kapela postanowiła nam to wynagrodzić w postaci tej trasy, do tego z takim gościem specjalnym. Azarath naprawdę wyzabijał maluczkich za sprawą swojej ostatniej płyty i naprawdę ucieszyłem się, że z tego krążka poleciało sporo numerów. No może poza „Harvester Of Flames”, który z płyty zabija, niemniej jednak na koncercie trochę mnie zawiódł. Zdziwiłem się też, że pewnie większość publiki, dla których zapewne Azarath był daniem głównym niedzielnego wieczora, podczas ich koncertu stała jak kurwa zaczarowana. I chyba widząc niemrawą publikę Azarath był zdegustowany i końcówka gigu wyszła im lekko bez życia. Oczywiście, gdyby patrzeć na ich moc przy takich salwach sardonicznej wściekłości jak „For Satan My Blood”, „Baptized in Sperm of the Antichrist” czy „Christscum” (o ile się nie przesłyszałem), to można by stwierdzić, że Azarath kurwa zmiótł wszystko. I tak było&#8230; w większości, hehe. No jednak, podobnie jak w przypadku Witchmaster, katowicki koncert zostawił po sobie odrobinę lepsze wspomnienia.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/bulldozer6666.jpg" rel="lightbox[9581]" title="bulldozer6666"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-9625" title="bulldozer6666" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/09/bulldozer6666-150x150.jpg" alt="bulldozer6666 150x150 Blasphemers Campaign 2011: Bulldozer, Azarath, Witchmaster, Deus Mortem; Rzeszów, Klub Live, 04.09.2011" width="150" height="150" /></a>I czas na zespół, na który czekałem. Ja i kilku znajomych, bo spora część publiki, zwłaszcza tej młodszej nie za bardzo kojarzyło co to jakiś <strong>Bulldozer</strong>. Jakiś łysy starszy gość w pelerynce? Pff. Ale dla mnie to było creme de la creme całego wieczoru. Jak tylko AC Wild wyszedł na deski ze swoją kapelą, serce zabiło mocniej. Może nie wychowałem się na ich muzyce, ale kurwa – Bulldozer to Bulldozer, kapela zajebista i basta. Nie pamiętam co tam leciało kiedy i po czym, sprawdźcie sobie fora dla takich informacji. Wiem, że zagrali sporo z ostatniego krążka – dla mnie okej, bo „Unexpected Fate” to dobry album. Dlatego tez zajebiście się napierdalało pod sceną w takt „Micro VIP”, „Bastards” czy „Aces of Blasphemy” tudzież „Use Your Brain”. AC wyśpiewywał teksty zza specjalnej mównicy, ściekającej krwią. Może nie brzmi to przekonywująco, zwłaszcza, jeśli ktoś tego nie widział, ale słowo daje – dla mnie bomba. Poza tym AC potrafił utrzymywać cały czas kontakt z publiką, ba – śpiewał konkretne wersy do poszczególnych osób pod sceną, utrzymywał cały czas kontakt z fanami. Nie mogło się oczywiście obyć bez sztandarowych kompozycji Bulldozer &#8211; „IX”, „Ilona – The Very Best” czy „Derby” &#8211; kurwa, wciąż na samą myśl robi mi się mokro w miejscach intymnych. Zresztą, jeśliby nie zagrali tego ostatniego, złożyłbym zażalenie. Świetny koncert, nawet do brzmienia nie za bardzo mam obiekcje. A na sam koniec – palce lizać &#8211; „Whisky Time!”. Genialny koncert! Bulldozer zagrał może z godzinkę, ale dla mnie była to świetnie spożytkowana godzina (pomyśleć, że niektórzy ludzie godzinę w tygodniu spędzają na przykład w kościele). Po zakończonym gigu, kiedy ludzie rozchodzili się do domów, nam udało się jeszcze strzelić po focie z Andym i AC, poskandowali nazwę kapeli i również rozeszli się do domów.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Nie będę rozpisywał się  kulejącej frekwencji, kto nie był jego strata (choć ogólnie Rzeszów i tak nie wypadł źle na tle innych, większych miast). Generalnie, bardzo dobry koncert, Bulldozer zagrał zajebiście, Polacy bardzo dobrze. Świetna trasa, mam nadzieję, że coś podobnego będzie miało miejsce wkrótce. Jeśli jakiś organizator byłby zainteresowany moimi preferencjami, służę uprzejmie, hehe.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/blasphemers-campaign-2011-bulldozer-azarath-witchmaster-deus-mortem-rzeszow-klub-live-04-09-2011/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Metal Hammer Festival 2011; Katowice, Spodek; 10.08.2011</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/metal-hammer-festival-2011-katowice-spodek-10-08-2011/</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/metal-hammer-festival-2011-katowice-spodek-10-08-2011/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Aug 2011 09:04:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Oracle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=9189</guid>
		<description><![CDATA[Ten rok obfitował w naprawdę ciekawe zespoły, które pofatygowały się do Polski zagrać dla tutejszych maniaków. Wystarczy wspomnieć o największych, których dane mi było oglądnąć &#8211; Iron Maiden, Slayer, Motorhead&#8230; Po 10 sierpnia mogę sobie odhaczyć kolejną legendę. Judas Priest. Bo to głównie dla nich zapakowaliśmy się w pięciu, by skoroświt udać się do Katowic. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/08/mhfest.jpg" rel="lightbox[9189]" title="mhfest"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-9204" title="mhfest" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/08/mhfest-150x150.jpg" alt="mhfest 150x150 Metal Hammer Festival 2011; Katowice, Spodek; 10.08.2011" width="150" height="150" /></a>Ten rok obfitował w naprawdę ciekawe zespoły, które pofatygowały się do Polski zagrać dla tutejszych maniaków. Wystarczy wspomnieć o największych, których dane mi było oglądnąć &#8211; Iron Maiden, Slayer, Motorhead&#8230; Po 10 sierpnia mogę sobie odhaczyć kolejną legendę. Judas Priest. Bo to głównie dla nich zapakowaliśmy się w pięciu, by skoroświt udać się do Katowic. Ale nie wolno też zapomnieć o innych zespołach, które tego dnia grały, jednak po kolei.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Po załatwieniu spraw służbowych i sparaliżowaniu na pięć minut ruchu w centrum Tarnowa dotarliśmy do Katowic. Nie wiem, co oni w tym Spodku tam remontowali, ale jak na moje oko, niewiele się zmieniło. Prócz frekwencji &#8211; nie spodziewałem się tylu ludzi, głównie z uwagi na Brutal Assault, które to miało mieć miejsce zaraz po <strong>Metal Hammer Festival</strong>. Nie wiem, ile dokładnie było osób, ale na pewno więcej, niż na niejednej Metalmanii. Cały zestaw Metal Hammer Festival składał się bodajże z ośmiu zespołów, dla rzeszowskiej ekipy jednak tak naprawdę liczyło się ostatnie pięć zespołów (a w zasadzie czterech, bo Vadera kolektywnie odpuściliśmy sobie).</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/08/DSC_0026.jpg" rel="lightbox[9189]" title="DSC_0026"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-9276" title="DSC_0026" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/08/DSC_0026-150x150.jpg" alt="DSC 0026 150x150 Metal Hammer Festival 2011; Katowice, Spodek; 10.08.2011" width="150" height="150" /></a>Na główną halę zawitaliśmy więc pod koniec występu zespołu <strong>Mech</strong>. Przyznam, że w ogóle wcześniej nie słyszałem tej kapeli. Widząc ich ostatnie dwa numery stwierdzam, że zapewne jest to fajna muza pod browara albo na zlot motocyklistów, bo szczerze mówiąc &#8211; w miejsce pierwszych trzech kapel wolałbym, aby włodarze festiwalu ściągnęli jedną lub dwie, ale bardziej uznane wśród metalowej braci. Po Mechu (Mchu?) scenę przejęli Brytyjczycy z <strong>Tank</strong>. Choć nie od razu, bo musieliśmy jeszcze posłuchać konferansjera, DJ Jerry;ego. Zastanawiam się po jaki chuj ktoś taki? Gość działał większości zgromadzonych na nerwy, czym kontynuował niechlubną tradycję ostatnich Metalmanii. Na przykład powiedział przed koncertem Tank, ile zespół zagra utworów i od czego zacznie. Kurwa! Żeby jeszcze było śmieszniej, rzucił taką mniej więcej kwestią &#8220;A teraz zespół, na który czekaliście &#8211; Slayer. Dobra, żartowałem, chcielibyście Slayera&#8230; Przed Wami Tank.&#8221; Na pewno panom z Tank zrobiło się lepiej na sercu, że rozczarowali żerego, iż nie są Slejerem.Żenada. Zwłaszcza, że ostrzyłem sobie zęby na ten koncert jak cholera. Przed &#8220;Filth HoundsOf Hades&#8221; klękam i biję pokłony, późniejsza twórczść zespołu również jest mi bliska, więc naprawdę nastawiłem się na heavy metalową ucztę. Obawiałem się jedynie jak z numerami z debiutu (głównie) i późniejszych albumów poradzi sobie Doogie White. Okazało się, że w bardzo prosty sposób &#8211; Tank nie zagrało absolutnie nic z debiutu!!! Ku mojej rozpaczy.Pomimo, że rozpoczęli od dobrze znanego plemiennego intro. Jednak po nim poleciały pierwsze takty &#8220;This Means War&#8221;. Kapela grała świetnie, Doogie ma naprawdę świetne gardło, bardzo dobry wokal, ale mi brakowało Algy Warda! Ponadto z winy obsuwy chyba obcięli im czas występu. W czasie którego Tank skupił się na utworach z najnowszego krążka. Nie wiem jak inni, ale ja wymarzyłem sobie inną setlistę, zwłaszcza, że był to pierwszy koncert Tank w Polsce w ogóle. Ze starszych numerów na pewno poleciało jeszcze &#8220;Echoes Of The Distant Battle&#8221;, zaś z najnowszych &#8211; &#8220;Judgement Day&#8221;, &#8220;Great Expectations&#8221; oraz &#8220;Feast Of The Devil&#8221;. Po około pół godziny, może czterdziestu minutach Tank zszedł ze sceny. Do teraz jestem cholernie zawiedziony. Ale cóż, może kiedyś usłyszę na żywca &#8220;Heavy Artillery&#8221; na żywca.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Po Tank na scenę wszedł <strong>Vader</strong> w odnowionym składzie, z nowym &#8211; starym logo i repertuarem, który ponoć miał się składać ze starszych numerów. Nie wiem, na halę w czasie ich występu zawitałem tylko na moment i faktycznie &#8211; akurat grali &#8220;The Crucified Ones&#8221;. Ale widziałem ich już tyle razy&#8230;Odpuściłem sobie. Choć postanawiam przy najbliższej okazji oglądnąć ich set w całości.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/08/DSC_0099.jpg" rel="lightbox[9189]" title="DSC_0099"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-9277" title="DSC_0099" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/08/DSC_0099-150x150.jpg" alt="DSC 0099 150x150 Metal Hammer Festival 2011; Katowice, Spodek; 10.08.2011" width="150" height="150" /></a>Kolejnym ważnym zespołem, dla którego chciałem odwiedzić akurat 10 sierpnia Katowice był <strong>Exodus</strong>. Exodus kurwa!!! Już kwadrans przed ich gigiem stawiłem się z Marianem pod sceną, by uczestniczyć w toksycznym walczyku z resztą maniaków. I o ile podczas Tank wszedłem w młyn i szybko ewakuowałem się zeń, stwierdzając, że szkoda mi czasu na popychanie się z bobasami w pozorowanym młynku, o tyle podczas koncertu Exodus rzeźnia była niesamowita. Ale jak miało być inaczej, skoro wszystko aranżował maestro Rob Dukes. Ten gość to psychol, na deskach zachowuje się, jakby mu ktoś wstrzyknął jakiś shit w żyły &#8211; biegał jak buhaj z ADHD, dyrygował publiką, zarządzał, kiedy ma być ściana śmierci, a kiedy maniacy mają biegać w kółko w jednym kierunku, wciągając innych do morderczej zabawy. Nie pamiętam od czego zaczęli, bo wraz z pierwszymi taktami trzeba było bardzo uważać na szczękę i inne części ciała. Zresztą Exodus również nie zagrał wiele. Z genialnego debiutu zapodali jedynie &#8220;And Then There Were None&#8221; i &#8220;Strike Of The Beast&#8221;. Wielka szkoda, bo jak dla mnie mogli by odegrać &#8220;Bonded By Blood&#8221; od początku do końca i przytłaczającą większość numerów z kolejnych albumów. I nie musiało by tam być Baloffa, hehe. Dla mnie bohaterem koncertu był Dukes i podejrzewam, że skupiał on uwagę 99% obecnych podczas koncertu Exodus. Tylko jedno mnie boli.Jako, że był to mój pierwszy raz na żywo z Exodus, mam niedosyt, bo dyskografii mogli zaczerpnąć trochę więcej klasyków. Choć w ich przypadku &#8220;War Is My Shephard&#8221; jest już klasyką. Wielki szacunek, poobijany ale szczęśliwy po około pięćdziesięciu  minutach udałem się w stronę wodopoju.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/08/DSC_0148.jpg" rel="lightbox[9189]" title="DSC_0148"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-9278" title="DSC_0148" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/08/DSC_0148-150x150.jpg" alt="DSC 0148 150x150 Metal Hammer Festival 2011; Katowice, Spodek; 10.08.2011" width="150" height="150" /></a>Długo w korytarzu jednak nie przebywaliśmy, gdyż przedostatnią kapelą w tą środową noc miał być nie kto inny jak tylko <strong>Morbid Angel</strong>. Po wpadce, jaką jest ostatni album  grup, wielu się od nich odwróciło. I mnie również album na i nie przypadł do gustu,  niemniej jednak chciałem zobaczyć ich na żywo z Davidem Vincentem. Nie zjawiłem się bowiem na ich koncercie w Warszawie jakieś dwa lata temu, zaś podczas Metalmanii w 2004, którą miałem przyjemność obserwować, w składzie byli Tucker i Norman. Ale jeszcze z Sandovalem w składzie. Cóż, ponoć nie można mieć wszystkiego&#8230; Zanim koncert się zaczął wszyscy mogli słyszeć jak ktoś z ekipy opierdala pana od sznurków, że olbrzymia kotara z logiem Morbid Angel wisi krzywo. Ja tam, nie wiem, ale jak ja bym tak opierdalał pracowników, pozwano by mnie o mobbing w dwie godziny, hehe. Ale nieważne, Morid Angel pokazało się od naprawdę dobrej strony. Ba, nawet Vincent, pomimo glamowego imidżu wypadł naprawdę nieźle. Ten gość ma charzymę, do chuja! Ma też dystans do siebie, co się chwali. Nie pamiętam już z czym zaatakowali, zdaje mi się, że było to &#8220;Immortal Rites&#8221;, wiem, że sporo kawałków było z &#8220;Altars Of Madness&#8221; &#8211; na pewno usłyszeliśmy jeszcze &#8220;Maze Of Torment&#8221; (na kolana, kurwa) czy &#8220;Chapel Of Ghouls&#8221;. Liczną reprezentację miała też trójeczka, bo był i &#8220;God Of Emtiness&#8221;, i &#8220;Angel Of Disease&#8221; i &#8220;Rapture&#8221;. Nie mogło zabraknąć też niestety nowych numerów &#8211; szczęśliwie Morbid Angel postawiło na te akurat numery, pod którymi mógłby podpisać się&#8230; Morbid Angel. &#8220;I Am Morbid&#8221;, &#8220;Nevermore&#8221; oraz &#8220;Existo Vulgoré&#8221; (ja dalej słyszę tam &#8220;Smooth Criminal&#8221;, hehe) to i tak nie najgorsza reprezentacja dziewiątego numeru. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Morbid Angel pokazał swój majestat najbardziej przy typowych morbidejndżelowych wałkach, jak &#8220;Where The Slime Lives&#8221; czy właśnie &#8220;God Of Emptiness&#8221;. W czasie ich występu, a zwłaszcza odgrywania dobrze już znanych kompozycji atmosfera na hali jakby zagęściła się, maniacy skandowali kolejne wersy numerów. Kurwa, końcówka była iście mistrzowska. Na ostatni numer poszło „World Of Shit” i pozamiatane. Koncert może nie ekstatyczny, ale bardzo dobry, pokazujący, że mimo obecnej mizerii kompozycyjnej, Morbid Angel koncertowo jest w bardzo dobrej formie.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/08/DSC_0328.jpg" rel="lightbox[9189]" title="DSC_0328"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-9279" title="DSC_0328" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/08/DSC_0328-150x150.jpg" alt="DSC 0328 150x150 Metal Hammer Festival 2011; Katowice, Spodek; 10.08.2011" width="150" height="150" /></a>No i jak zwykle najlepsze na koniec. Zespół z czterdziestojednoletnim stażem, który dał podwaliny dzisiejszym gatunkom i tak dalej i tak dalej. „Rapid Fire” &#8211; ot tego zaczęli występ, grając jeszcze za opuszczoną kurtyną z logiem <strong>Judas Priest</strong>. Publika wpadła w amok, to było doprawdy mocne otwarcie. Halford, który faktycznie wygląda na te swoje sześćdziesiąt parę lat głos ma nadal świetny. Może już nie rusza się na scenie jak młodzieniaszek, ale cóż – jego wokal w „Victims Of Changes” nie zmienił się prawie na jotę! Nie pamiętam już w jakiej kolejności leciały ich hity (tak kurwa – prawdziwe metalowe hiciory!) ale z jednej strony każdy mógł znaleźć coś dla siebie, z drugiej zaś – na pewno każdy miał długą listę tego, co chciał usłyszeć, ale nie usłyszał. Ja na przykłed żałowałem, że „Defenders Of The Faith” zostało praktycznie zignorowane na rzecz numerów z „Rocka Rolla” czy „Sin After Sin”. No ale w zasadzie mogli zagrać wszystko, bo ludzie zajebiście się bawili zarówno przy „Diamonds And Rust”, jak i przy „Painkiller”, który wprost porażał swoją agresją. Judas Priest przygotowało show w pełnym znaczeniu tego słowa – Rob zmieniał co chwila strój (który notabene był zawsze kwintesencją metalowego kiczu, hehe), czy to zakładał pelerynę przy śpiewaniu „Nostradams” czy to kurtkę z metalowymi frędzlami przy „Judas Is Rising”. I naprawdę ruszał się na scenie, hehe – raz obstawiając jedną mańkę, raz drugą, raz środek a raz tyły (wiem, że w jego przypadku brzmi to dwuznacznie, hehe). Prawa strona sceny okupowana była przez duet Folkner – Tipton, lewa przez nowego członka zespołu – Faulknera, który godnie zastąpił Downinga – stałem pod samymi barierkami, może z trzy metry od sceny i widać było, że ten gość naprawdę żyje grą w Judasach oraz, że idealnie wpasował się w kapelę. Za nimi perkusista Travis, a za nim z kolei – ogromny ekran na którym wyświetlały się to okładki, to projekcje czy na przykład ogromne oko – wiadomo, że podczas „Hellion/Electric Eye”. Ale oczywiście osobą, na której skupiała się największa uwagą był Halford. Nie mogło być inaczej. Choć czasem dawał odpocząć swojemu gardłu, jak podczas „Breaking The Law” &#8211; odwracając mikrofon w stronę publiczności i dając odśpiewać jej cały tekst. A myśmy śpiewali, a jakże! Przez długi czas nierozwiązana pzostawała też jedna kwestia – wjedzie czy nie wjedzie. Wjechał! Na lśniącym motorze,  z pejczem w zębach – w publikę poleciały takty „Hell Bent For Leather”. Wszyscy śpiewają, a przy skandowanym refrenie w powietrze unoszą się tysiące zaciśniętych pięści (oczywiście z wyjątkiem tych, którzy bardziej niż koncertem zajęci byli złapaniem ostrości na swoich zasranych telefonikach). Z kronikarskiego obowiązku odnotuję, że zgromadzeni w Katowicach usłyszeli również takie klasyki jak „Night Crawler”, „Blood Red Skies”, „Turbo Lover” Kapela zniknęła po chwili za kurtyną, ale wywołana powróciła – Rob rozpoczął zabawę w „Shout: Oh Yeah!”, było też solo na perkusji czy gitarze. Cały koncert zakończony został bodajże „You&#8217;ve Got Another Thing Comin&#8217;” (o ile dobrze pamiętam) po około dwóch godzinach pełnych ogni (będąc zaraz pod sceną naprawdę można było czuć ten żar), dymów, łańcuchów, skór i heavy metalu. Osobiście uważam, że był to najlepszy koncert na jakim byłem w swoim marnym życiu!</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Pisząc niniejszą relację oficlanie zamykam Metal Hammer Festival 2011, hehe. A na poważnie – świetnie, że udało się ściągnąć Judasów z Halfordem do Polski (nie zapominajmy, że w 1998 roku zagrali razem z Owensem, więc tekst &#8220;Po raz pierwszy i ostatni w Polsce&#8221; to najzwyklejszy kit). Również cieszę się z wizyty Morbid Angel w składzie z Vincentem.No i Exodus! Rozczarowaniem był Tank, cena kiełbasy z grilla, stosunkowo skromne stoisko z merchem, dodatkowo w zaporowych cenach i żenujący konferansjer usilnie starający się być cool. Szkoda również, że włodarzom festiwalu tak trudno jest napisać choćby „Nie.” kiedy pisze się do nich maile z zapytaniem o akredytację. No ale, wspierając takie wspaniałe pióra dziennikarskie jak metalnews.pl szkoda im cennego miejsca w Spodku dla innych, hehe. Niemniej jednak mam nadzieję, że kolejny Metal Hammer Fest będzie równie dobry. Kto nie był – niech żałuje.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="color: #000000;">Za Fotki dziękuję<strong> Leszkowi Wojniczowi &#8211; Sianożęckiemu</strong> (kupujcie<a title="OSMM" href="http://www.myspace.com/oldschoolmetalmaniac" target="_blank"><em><strong> &#8220;Old School Metal Maniac &#8216;zine&#8221;</strong></em></a>! &#8211; komunikat podprogowy, hehe).</span><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/metal-hammer-festival-2011-katowice-spodek-10-08-2011/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sonisphere Festival 2011; Warszawa, Lotnisko Bemowo; 10.06.2011</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/sonisphere-festival-2011-warszawa-lotnisko-bemowo-10-06-2011/</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/sonisphere-festival-2011-warszawa-lotnisko-bemowo-10-06-2011/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 18 Jun 2011 07:37:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Pathologist</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=8311</guid>
		<description><![CDATA[Tej relacji nie zacznę od spuszczania się nad składem kapel i pisania, dlaczego są dla mnie ważne, z czym mi się kojarzą albo którą płytę uwielbiam najbardziej i dlaczego. Uważam, że jest kilka kapel na świece, które każdy szanujący się fan metalu powinien zobaczyć. Nieobecność na ich koncercie to grzech wręcz niewybaczalny i ja dwa [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/06/Sonisphere.jpg" rel="lightbox[8311]" title="Sonisphere"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-8314" title="Sonisphere" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/06/Sonisphere-150x150.jpg" alt="Sonisphere 150x150 Sonisphere Festival 2011; Warszawa, Lotnisko Bemowo; 10.06.2011" width="150" height="150" /></a>Tej relacji nie zacznę od spuszczania się nad składem kapel i pisania, dlaczego są dla mnie ważne, z czym mi się kojarzą albo którą płytę uwielbiam najbardziej i dlaczego. Uważam, że jest kilka kapel na świece, które każdy szanujący się fan metalu powinien zobaczyć. Nieobecność na ich koncercie to grzech wręcz niewybaczalny i ja dwa takie grzechy postanowiłem zmyć za jednym zamachem. Bije się w pierś – nie wdziałem nigdy na żywo ani Iron Maiden ani tym bardziej Motörhead, ale 10 czerwca 2011 na Sonisphere się to zmieniło.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Z rana wpakowaliśmy się w busa i pomknęliśmy w stronę stolicy. Nie będę się rozpisywał nad przebiegiem podróży, bo sensacje żadne nie miały miejsca. Najważniejsze, że byliśmy punktualnie i generalnie trzeźwi tak, że nawet starczyło czasu na odwiedziny u turka na kebabie lub próbę zakupienia pizzy. Przechodząc przez trzy bramki w końcu dostaliśmy się do środka i oczy jednych skierowały się w stronę budek z paszą a innych w stronę parasolek z piwem. Zjadłszy wcześniej kebaba z Oraclem byliśmy w tej części drużyny, która udała się wprost do źródełka magicznych mocy. A tam szału nie ma: Carlsberg 0,4 (żebym ja jeszcze choć z raz dostał kufel nalany do pełna to by było zajebiście) wydawany na śmieszne żetony kupowanie w kasie obok. W czasie konsumpcji na scenę wszedł <strong>Killing Joke.</strong> Nie jestem jakimś wielkim fanem tej kapieli, ale pijąc piwko spoglądałem na telebim i nawet wypadli fajnie. Nie mogę nic więcej napisać, bo skupiłem się bardziej na dyskusji niż na koncercie, czego teraz żałuje. Killing Joke skończyło grać i w tym momencie coś tam sobie zaczęło pitolić na małej scenie – zignorowałem ten fakt i poszedłem po następnego sikacza. </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Ale na <strong>Devin Townsend Project</strong> już postanowiłem ruszyd pod scenę, bo Devina uważam za pomysłowego gościa, któremu zdarza się nagrać zajebiste rzeczy. Co prawda Devin Townsend Project nie dorasta do pięt Strapping Young Lad, ale ciekawość wzięła górę, skończyłem piwko, zostawiłem wycieczkę i sam pomaszerowałem pod scenę (reszta miała w dupie Devina hehe). Koncert rozpoczął się od małych problemów z mikrofonem. Techniczni dwoili się i troili żeby go uruchamić, co dało Devinowi czas na prezentacje swoich zdolności tancersko, wodzirejsko, animatorskich a gdy już wyczerpał się mu zapas sztuczek zajebał drugiemu wokaliście mikrofon i zaczęli grać. Pierwszy numer to był „Supercrusch!” a potem to już nie za bardzo obczajam, bo dość słabo znam płyty wydane pod szyldem DTP. Zabawa pod sceną umiarkowana i koncert też jakoś bez szału, ale miło było popatrzeć na tego śmiesznego jegomościa. Choć miałbym się powtarzać to napisze: jakby to był koncert Strapping Young Lad to byłbym był milion razy szczęśliwszy. W sumie zagrali chyba z cztery albo pięć numerów, ale po minimum osiem minut każdy, więc ich czas się szybko skończył. Zespół zszedł ze sceny a ja poszedłem po piwo (na małej scenie zaczynało coś kolejnego pitolić).</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Z tego piwka zrobiło się z trzy, bo spotkałem fajna ekipę ze śląska i tak mi czas zleciał, że Volbeat przegapiłem (ponoć bez rewelacji), coś pitolącego na małej scenie też przegapiłem i jeden albo dwa kawałki <strong>Mastodon </strong>bo stałem w kolejce do kibla. No, ale w końcu dotarłem pod scenę i przyznam szczerze, że nieco się zawiodłem. Mastodon lubię bardzo, ostatnia płyta naprawdę rewelacyjna, ale koncert… Wypadli niezbyt przekonująco, strasznie statycznie, bez emocji i jakoś tak mdło. Może to specyfika tej muzyki, może najlepiej słuchać ich w domowym zaciszu z płyt? Nie wiem. W każdym razie występ taki sobie: poprawny, ale szału nie było. Szału też nie było jak po ich występie poszedłem coś zjeść, ale to już historia, której nie będę opisywał – po raz kolejny przekonałem się, że najlepsze zapiekanki na świecie są w Rzeszowie na dworcu i nie jest to lokalny patriotyzm tylko obiektywny fakt hehe. </span></p>
<p><span style="color: #000000;">W przerwie szybki browarek lub dwa już nie pamiętam i trzeba było atakować pod scenę, bo za chwilę mieli wystąpić Bogowie! I zaczęło się – Lemmy wyłazi na scenę, „We are <strong>Motörhead </strong>and we play Rock&#8217;n'Roll” i na rozpoczęcie kurwa „Iron Fist” &#8211; no byłem rozpierdolony dokumentnie. Co oni tam jeszcze grali…? Byłem tak zaaferowany, że mam jakieś luki w pamięci z tego koncertu (nie, to nie piwo – nim się nie dało upić heheh), ale myślę, że poleciały: „Get Back In Line”, „Metropolis”, „I Know How To Die”, „One Night Stand”, „Over The Top”, „In The Name Of Tragedy” i coś tam jeszcze, czego nie pamiętam. Końcówką rozjebali totalnie: „Killed By Death”, „Ace Of Spades”, „Overkill” i pozamiatane. To, co grają ma w sobie taki nieprawdopodobny ładunek energii, że głowa pęka. Publika oszalała: miejscami tworzyły się młyny mniejsze lub większe, obok dziadki po 50 lat machają dyniami, dzieciaki pięcioletnie na baranach tatusiów &#8211; wszystko to trochę dla mnie dziwne, bo nie jestem przyzwyczajony do takich widoków na koncertach, niemniej jednak szacunek hehe. Koncert mocny, ale dwie rzeczy nie do końca mi pasowały: po pierwsze koncert odbywał się w dzień, przez co wrażenia nie były pełne a poza tym tylko godzina dla Motörhead!? Zdecydowanie za mało, oni mogliby grać z cztery godziny i nie wszystko, co chciałbym usłyszeć by się w ich secie znalazło, hehe. Koncert rewelacja! Po ich występie miała być dłuższa przerwa. To znaczy nie dla wszystkich, bo fani Huntera poszli napierdalać pod mała scenę, a ja uznawszy, że to strata czasu poszedłem napierdalać browar z kolegami hehe. </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Dwa piwka, cedzenie kartofli poprzedzone staniem w niemiłosiernie długiej kolejce i pod scenę na Ironów! Już zrobiło się prawie ciemno, więc oprawa sceniczna miała odpowiedni wygląd. Na scenie coś w rodzaju części rakiet czy jakiś innych kosmicznych urządzeń – w końcu trasa promująca „The Final Frontier”. Od razu przyznam się, że płyty wydane po „Brave New Word”, przesłuchałem raczej pobieżnie a „The Final Frontier” ani razu, więc moja wiedza na temat tych wydawnictw jest marna, żeby nie powiedzieć żadna. Widowisko rozpoczęło się od intra, jak się później dowiedziałem z nowego materiału potem znowu coś, co słyszałem pierwszy raz, no i w końcu coś dla mnie: „2 Minutes To Midnight” – darłem ryja jak głupi i morda mi się nie przestawała cieszyć! Potem znowu coś z nowości &#8211; poleciało między innymi „Dance Of Death” z dość marnej płyty pod tym samym tytułem. Ale potem to już worek z prezentami się rozwiązał: “The Trooper”, “The Wicker Man”, “Blood Brothers”, “Fear Of The Dark”, “Iron Maiden” &#8211; to są killery, które absolutnie nie pozwalają stać w miejscu. Tym bardziej, że cały zespół a szczególnie Bruce na scenie dwoił się i troił żeby publice zapewnić solidne widowisko. Mają formę dziadki – też bym tak chciał w ich wieku heheheh. Pod koniec na scenie pojawił się gigantyczny Eddie wystylizowany zgodnie z kanonem ostatniej płyty i zespół zszedł ze sceny. Główne danie skonsumowane, ale pora na deser: IIIRRRRROOONNNN MMAAAIIIIDDDEEENNN! Drzemy ryja z Oraclem, ale raczej mało ludzi podłapało temat. Dziwne. No, ale jak to było do przewidzenia zespół wyszedł jeszcze raz. No i na koniec dojebali prawdziwymi petardami w postaci swoich najbardziej klasycznych i zarazem znanych numerów, (że już nie wspomnę o tym, że moich ulubionych hehe) „The Number Of The Beast”, „Hallowed By The Name” i „Running Free”. Ja pierdolę! Byłem zachwycony, jak by jeszcze poleciało „Run to the Hills” to chyba bym zszedł przedwcześnie na zawał. No i koniec. Jak to kurwa koniec!? Krzyczymy dalej, ale znowu brak reakcji ze strony sąsiadów i sąsiadek. No to już do dupy – kapela schodzi a wy, co? Do domu? Do mamy? Kurwa, co jest? Ale po dłuższej chwili i my musieliśmy dać za wygraną, bo to już był definitywny koniec, poszliśmy wykorzystać ostatnie żetony na piwo i ze śpiewem na ustach udaliśmy się w poszukiwaniu naszej kompanii i busa.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/sonisphere-festival-2011-warszawa-lotnisko-bemowo-10-06-2011/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Silesian Massacre Festival III (lub 2 i 1/2); Katowice, Mega Club; 03-04.06.2011</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/silesian-massacre-festival-iii-lub-2-i-12-katowice-mega-club-03-04-06-2011/</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/silesian-massacre-festival-iii-lub-2-i-12-katowice-mega-club-03-04-06-2011/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 13 Jun 2011 13:19:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Oracle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=8193</guid>
		<description><![CDATA[Preludium

Dwie pierwsze edycje Silesian Massacre Fest zaszczyciłem swoją obecnością, co do trzeciej miałem jednak wątpliwości, bo nie przekonywała mnie idea dwudniowego festu. Uważałem, jak większość, że lepiej było dla Piony zebrać co smakowitsze kąski i wrzucić w jeden dzień z wyjebanym składem. Poza tym tydzień później swój pierwszy raz miałem przeżyć przy muzyce Motörhead i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><span style="text-decoration: underline;"><strong><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/06/smf3-plakat-maly.jpg" rel="lightbox[8193]" title="smf3 plakat maly"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-8194" title="smf3 plakat maly" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/06/smf3-plakat-maly-150x150.jpg" alt="smf3 plakat maly 150x150 Silesian Massacre Festival III (lub 2 i 1/2); Katowice, Mega Club; 03 04.06.2011" width="150" height="150" /></a>Preludium</strong></span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Dwie pierwsze edycje<strong> Silesian Massacre Fest </strong>zaszczyciłem swoją obecnością, co do trzeciej miałem jednak wątpliwości, bo nie przekonywała mnie idea dwudniowego festu. Uważałem, jak większość, że lepiej było dla Piony zebrać co smakowitsze kąski i wrzucić w jeden dzień z wyjebanym składem. Poza tym tydzień później swój pierwszy raz miałem przeżyć przy muzyce </span><span style="color: #000000;">Motörhead i Iron Maiden, więc wahałem się czy jechać do Katowic. Jednak po naradzie plemiennej z Patologiem zdecydowaliśmy się ruszyć nasze zgrabne dupcie w podróż. </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="text-decoration: underline;"><strong>Dzień Pierwszy </strong></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Po zadekowaniu się na chorzowskiej mecie, obkupieniu się w napoje i pokonanie trasy do klubu zdziwiłem się małą frekwwencją i ponurymi minami zgromadzonych przed wejściem. Napotkani członkowie takich grup jak Preludium czy Embrional na moje miłe dzień dobry sprzedali mi zajebisty żart, że festiwalu nie będzie. Ubawiłem się po pachy, twardo obstając, że z Armagoga to żartowniś, a i Dziamar nie mniejszy niż on zgrywus. A Ci dalej miny grobowe. No i mnie tknęło, że przecież metale nie zwykli żartować&#8230; Kurwa mać. Trzy godziny w upał, zasraną drogą, wolne w robocie, a Ci nie grają? Nerwówka. Nie wiadomo co robić. Może jednak zagrają? Wiadomo, że nie dojechali muzycy DHG i Urgehal, ale inni są. Co robić, czekamy, sami muzycy i merchendiserzy nic nie wiedzą – ogólnie atmosfera jak w kawałku The Clash &#8211; „Should I Stay Or Should I Go?”. Trzy godziny oczekiwania pod klubem. Ponoć mają grać. Kto się pojawił przynosił inne wieści. W końcu postanowiono – koncert się odbędzie. A przynajmniej pierwszy dzień z zespołami, które były na miejscu. A co z drugim? A co z Entombed? Z Krisiun? Kurwa. No ale nie ważne, żyjemy chwilą i czekamy, aż impreza się rozkręci. Czas umilając sobie chmielem.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/06/MordAStigmata.jpg" rel="lightbox[8193]" title="Mord'A'Stigmata"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-8195" title="Mord'A'Stigmata" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/06/MordAStigmata-150x150.jpg" alt="MordAStigmata 150x150 Silesian Massacre Festival III (lub 2 i 1/2); Katowice, Mega Club; 03 04.06.2011" width="150" height="150" /></a>W końcu się zaczęło – z trzygodzinnym bodaj poślizgiem. Zaczęła<strong> Mord&#8217;A'Stigmata </strong>– ostatni raz widziałem ich hohoho, albo i jeszcze dawniej. Do tego spóźniłem się na pierwszy kawałek. Morda zagrała dobry set, o ile pamięć mnie nie myli, złożony tylko z numerów z najnowszej, świetnej „Antimatter”. Czterech muzyków, trzech w bluzach z kapturami na głowach, ale myliłby się ten, kto myśli, że na nowym krążku skopiują Blasphemy. Nie, muza z nowej płyty jest całkowicie inna od tego co zrobili na debiutanckim albumie, a od Kanadyjczyków to już w ogóle. Bardzo zgrabnie to wszystko zostało zagrane, wokale dzielone międzu Iona i Silencera wypadły naprawdę nieźle i sama muzyka, choć kurewsko niełatwa w odbiorze i przeznaczona raczej do domowego cieszenia nią uszu przypadła mi do gustu. Zresztą wkrótce pojawi się recenzja, więc macie kolejny powód, by śledzić nowości na Chaos Vault, hehe.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Kolejnym zespołem, który wgramolił się na deski Mega Clubu był krakowski <strong>Eternal Deformity.</strong> Jako, że nad ich muzykę, przedłożyłem konwersację, nie widziałem ani kawałka ich występu. Pathologist, który wiedziony ciekawością poczłapał pod scenę, po powrocie oznajmił mi, że nie kupuje grania z taką ilością klawiszy. Zawierzyłem więc jego opinii i jeszcze bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, iż nie chce mi się ruszać dupy pod scenę na ich występ. </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/06/Furia3.jpg" rel="lightbox[8193]" title="Furia3"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-8197" title="Furia3" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/06/Furia3-150x150.jpg" alt="Furia3 150x150 Silesian Massacre Festival III (lub 2 i 1/2); Katowice, Mega Club; 03 04.06.2011" width="150" height="150" /></a>Po Eternal Deformity na scenę weszli polscy celebryci z <strong>Furia</strong>. Tak mi się przynajmniej zdaje, bo po półtora tygodnia od koncertu wymarło mi już trochę szarych komórek i mogę nie pamiętać kolejności – jeśli zjebałem – przepraszam. Jak już rzekłem o Furii &#8211; celebryci, bo przy każdej rozmowie pada zapytanie „A co tam ostatnio Nihil wymyślił&#8230;”. No i co tu nie mówić, Furia przyciągnęła tradycyjnie już pod scenę większą ilosć ludzi, nastoletnich gotyckich metalufek zwłaszcza, które wpatrzone w Nihila jak w obrazek, chłonęły dźwięki kapeli. Ja mam do Furii podejście takie, że raz się im uda, raz się im nie uda. Tego piątku akurat Furia zagrała dobrą sztukę. Rozumiem, dlaczego Nihil ma kiepską prasę – wszak nie każdy poważny black metalowiec odważy się posyłać ze sceny całusy, hehe. No ale za wzór abstynencji kapeli tego wieczoru postawić na pewno nie można było. Co nie przeszkadzało, jak na mój gust, w odegraniu dobrego koncertu. Gęsta atmosfera była konsekwencją chyba wymieszanych ze sobą oparów alkoholu, sztucznie generowanego dymu, no i oczywiście unoszącego się kultu, hehe. Niemniej jednak zespół przyciągał uwagę, oczywiście głównie dzięki performansowi pana Michała, który to wypierdalał się raz po raz – nie wiem jedynie, w których momentach było to wynikiem zaburzeń błędnika, a kiedy przemyślanych działań. Kurwa, oni mi się kojarzą z black metalową wersją The Doors i nic na to nie poradzę. W każdym razie ten występ Furii zaliczam do udanych, choć zdaję sobie sprawę, że ściągam na siebie gromy oburzenia prawdziwych metalowców.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/06/Mastiphal1.jpg" rel="lightbox[8193]" title="Mastiphal"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-8199" title="Mastiphal" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/06/Mastiphal1-150x150.jpg" alt="Mastiphal1 150x150 Silesian Massacre Festival III (lub 2 i 1/2); Katowice, Mega Club; 03 04.06.2011" width="150" height="150" /></a>Po Furii na scenę weszli kolejni black metalowi przedstawiciele Śląska – <strong>Mastiphal</strong>. Cieszyłem się na możliwość rzucenia okiem na ich koncert, bo akurat tą kapelę znam dość długo i ich pierwszy album katowałem swego czasu dosyć gęsto. Teraz Mastiphal powrócił z całkiem nowym pełnowymiarowym krążkiem „Paruzya”, którego zawartość – mimo że różna od wczesnych wydawnictw – rozkłada również na łopatki. Flauros skupił się głównie na materiale właśnie z tego, najnowszego albumu, do przeszłości wracając bodaj jedynie dwa razy, w tym raz przy okazji „</span><span style="color: #000000;">For a Glory of All Evil Spirits, Rise for Victory” &#8211; co dziwne, niewielu zebranych tego wieczoru kojarzyło w ogóle Mastiphal z ich wczesnego okresu. Ogólnie, to podczas całego koncertu raczej nie odnotowałem dużej aktywności fanów, większość postanowiła chyba zapić smutki z powodu zaistniałem festiwalowej sytuacji, co wychodziło im całkiem sprawnie. A wracając do Mastiphal, to koncert zagrali naprawdę niezły, choć jedyną bardziej ruchawą osobą był Flauros. Kapela grała około trzydziestu minut i przez ten czas wywołała u mnie bardzo pozytywne wrażenie – ich powrót uważam za udany.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/06/Krakow.jpg" rel="lightbox[8193]" title="Krakow"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-8200" title="Krakow" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/06/Krakow-150x150.jpg" alt="Krakow 150x150 Silesian Massacre Festival III (lub 2 i 1/2); Katowice, Mega Club; 03 04.06.2011" width="150" height="150" /></a>Mastiphal był ostatnią kapelą z polskiego podwórka, a ich następcami na deskach był <strong>Krakow</strong>. Pod scenę przybyłem wiedziony ciekawością, cóż to takiego ten Krakow i dlaczego nazywają się Krakow a nie Rzeszow na przykład. Cóż, nie dostałem odpowiedzi na to drugie pytanie, co zaś się tyczy pierwszego – Krakow porusza się w ciężkich sludge/doom metalowych klimatach. I wiecie co? Ich minimalistyczna muzyka i genialny występ sprawił, iż Norwegowie tego dnia byli najlepszą kapelą w Mega Clubie. Scena spowita w czerwonym świetle, które powodowało, iż atmosfera robiła się gęstsza z każdą minutą. Potężna muzyka wbiła mnie dosłownie w ziemię – stałem raczej dalej niż bliżej sceny, ale czułem się, jakbym był przywiązany do głośników – Krakow zabrzmiał niesamowicie. Nie znałem wcześniej ich w ogóle i wywarli na mnie ogromne wrażenie. Cały występ wypadł tak, jakby kwartet odegrał jeden zajebiście długi numer. Osobiście byłem zaskoczony, że zespół doom metalowy potrafi być tak ruchliwym na scenie – na przykład taki Marduk stoi jakby im miotły w dupy powbijał, a panowie z Krakow – wręcz przeciwnie. Oczywiście ruch sceniczny był adekwatny do ich muzyki. Rozdali karty rasowo.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/06/Secrets-Of-The-Moon1.jpg" rel="lightbox[8193]" title="Secrets Of The Moon1"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-8201" title="Secrets Of The Moon1" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/06/Secrets-Of-The-Moon1-150x150.jpg" alt="Secrets Of The Moon1 150x150 Silesian Massacre Festival III (lub 2 i 1/2); Katowice, Mega Club; 03 04.06.2011" width="150" height="150" /></a>Po Krakow na scenę wtarabanili się muzycy <strong>Vreid</strong>. Nie interesował mnie wcześniej ten zespół i po odsłuchaniu pierwszych dwóch kawałków podczas ich występu już wiem dlaczego. Miałki i nijaki black metal w ogóle mnie nie porwał – całkowite przeciwieństwo ich poprzedników na deskach z Krakow. Nudy, o dziwo – ludziom się podobało. Mnie wygoniło do baru po kolejne piwo i kawę i piwo. I kawę. Bo lubię. Wróciłem dopiero by zobaczyć co zaprezentowali Niemcy z <strong>Secrets Of The Moon</strong>. Cóż, nie znam ich dyskografii prawie w ogóle, jednak to co widziałem, całkiem przypadło mi do gustu. Porozstawiane na scenie świece wprowadziły fajny klimat. Jednak już nie zachwycili mnie aż tak bardzo jak Krakow. Jakoś bardzo nie żałowałem, gdy schodzili ze sceny, jednak nie przeczę, że oglądało się ich nieźle, dzieląc jednak ten czas na konwersację ze znajomymi.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/06/Kampfar.jpg" rel="lightbox[8193]" title="Kampfar"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-8202" title="Kampfar" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/06/Kampfar-150x150.jpg" alt="Kampfar 150x150 Silesian Massacre Festival III (lub 2 i 1/2); Katowice, Mega Club; 03 04.06.2011" width="150" height="150" /></a>Ostatnim zespołem pierwszego dnia był norweski <strong>Kampfar</strong>. Szczerze mówiąc z ich dyskografii znam jedynie „Kvass”, ale to co pokazali na scenie narobiło mi smaka na jeszcze. Bardzo dobry black metal. Dolk zdawał się być w bardzo dobrej formie i pomimo wszystkich organizacyjnych problemów chyba w dobrym humorze – a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. W którymś momencie wdrapał się nawet na głośniki, by przybić piątkę fanowi, który na oko mógłby być jego ojcem. Nie był rzeczony pan jednak najstarszym, bo furorę zrobiła jedna pani, na oko w granicach sześćdziesiątki w koszulce Incantation – taka typowa pani sąsiadka, jeno w koszulce z trasy ekipy McEnteego z 2007 roku, hehe. Rispekt. Wracając do muzyki, Kampfar grał około godzinę, plus bisy, na które zostali wywołani zza sceny. A co, kapele poodpadały to te, któe zostały musiały nadrabiać, hehe. Przepraszam, że tak krótko, ale kilka piwek zaserwowanych przez nieprzeciętnej urody barmanki zrobiły swoje i nie wszystko już zostało w mej pamięci wyryte&#8230; Jakoś godzinę po północy cały dzień pierwszy imprezy dobiegł końca. Ludzie, którzy mieli jeszcze siły powłóczyć nogami powoli zaczęli opuszczać Mega Club, tako i my udaliśmy się w podróż do Chorzowa, gdzie mieliśmy nocleg.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="text-decoration: underline;"><strong>Dzień Drugi</strong></span><br />
</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Na drugi dzień obudziło mnie rzyganie dochodzące zza ściany obskurnej meliny, dla żartu i zmyłki nazwanej hostelem. Czynu pobudki dokonywał co i rusz przejeżdżający pod oknem tramwaj, podczas przejazdu któregoż drżało wszystko, łącznie z moczem zebranym w moim pęcherzu. Zwlekłszy się z jednego z czterech dostępnych łóżek (właściwie to trzech, gdyż jedno złamało się gdy chciałem złożyć na nim swe umęczone ciało) i doprowadzeniu się do jako takiego porządku wraz z Pathologistem postanowiliśmy się ewakuować zanim przybytek, w którym przebywaliśmy zawali się, gdyby na przykład zechciały się pod nim minąć dwa tramwaje, a nie jeden. W poszukiwaniu czegoś na ząb udaliśmy się do centrum Chorzowa, po drodze rozmawiając o brzydocie tej aglomeracji. Pierwszy posiłek składał się ze śniadania serwowowanego w McDonald&#8217;s, niemiłego jak skurwysyn. O godzinie 11 przed południem temperatura sięgnęła trzydziestu kilku stopni, więc jedynym plusem była klimatyzowana salka. Po śniadanku udaliśmy się do samochodu zaparkowanego w jednej z bocznych uliczek, w nadziei, że złodziejom aut nie będzie chciało zbaczać się z głównego traktu ulicy katowickiej. Zresztą, co tam było do kradnięcia? Kilka płyt, buty na zmianę i pięć skór z barana na bagażniku (nie pytajcie po co). O godzinie południowej wykonałem telefon do Leszka z „Old School Metal Maniac &#8216;zine” z pytaniem, czy wie coś na temat rozkładu dnia bieżącego. On jednak potwierdził moje przeczucia -jak wszyscy zresztą teraz wiecie, drugi dzień Silesian Massacre Fest został odwołany. Wkurwieni i zawiedzeni udaliśmy się więc w powrotną drogę do Rzeszowa. <strong>Silesian Massacre Fest 2 i ½</strong> uważam za zamknięty.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong><span style="color: #000000;">Posłowie</span></strong></span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Od siebie dodam, że szkoda mi Piony. Nie wiem na ile zaistniała sytuacja była wynikiem pecha, który towarzyszył mu od jakiegoś czasu, na ile spowodowana była zmęczeniem materiału i najzwyklejszym przeliczeniem się z dzisiejszymi realiami (kilka dużych koncertów w krótkim czasie, dwudniowy festiwal na tydzień przed koncertem Iron Maiden, zbytnie zawierzenie w siłę nabywczą metalowej braci&#8230;), daleki jednak jestem od tego, by robić mu koło dupy w typowo polski sposób, że „w końcu mu się noga powinęła”. Szkoda, bo od momentu, gdy z wiadomych przyczyn stagnacja objęła koncerty organizowane przez Massive Mangament, Piona Art zrobiło kilka naprawdę zajebistych festów. Szkoda też przyszłych gigów planowanych przez tego człowieka. Mam nadzieję, że gość jeszcze się z tego podniesie, a zapowiedzi, iż wrześniowy koncert Sodom będzie jego ostatnim przedsięwzięciem okażą się przesadzone.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">A tu macie <a title="Reszta zdjęć" href="http://patometal.web-album.org/album/16792,silesian-massacre-festival-vol-3" target="_blank">resztę zdjęć z gigu</a>.<br />
</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/silesian-massacre-festival-iii-lub-2-i-12-katowice-mega-club-03-04-06-2011/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

