<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Chaos Vault &#187; Relacje</title>
	<atom:link href="http://chaosvault.com/category/relacje/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://chaosvault.com</link>
	<description>Black, Death, Doom, Heavy, Power, Thrash</description>
	<lastBuildDate>Tue, 22 May 2012 10:57:18 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Mgła, Bestial Raids, Blaze Of Perdition, Deus Mortem, Medico Peste; Kraków, Rotunda; 05.05.2012</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/mgla-bestial-raids-blaze-of-perdition-deus-mortem-medico-peste-krakow-rotunda-05-05-2012/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=mgla-bestial-raids-blaze-of-perdition-deus-mortem-medico-peste-krakow-rotunda-05-05-2012</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/mgla-bestial-raids-blaze-of-perdition-deus-mortem-medico-peste-krakow-rotunda-05-05-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 May 2012 08:16:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Pathologist</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=14132</guid>
		<description><![CDATA[Wiadomość o tym, że Mgła ma zagrać pierwszy w historii koncert obiegła światek metalowy niczym błyskawica. Nie było innego wyjścia niż jechać. Zakup biletu, skrzyknięcie ekipy i w sobotnie popołudnie wygodnie usadowieni w samochodzie ruszamy do Grodu Kraka. Na miejscu krótka przechadzka po parku i pod klub. Otwarcie bram miało być o osiemnastej, ale jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/04/Mgła.jpg"><span style="color: #000000;"><img class="alignleft size-medium wp-image-13273" title="Mgła" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/04/Mgła-212x300.jpg" alt="Mgła 212x300 Mgła, Bestial Raids, Blaze Of Perdition, Deus Mortem, Medico Peste; Kraków, Rotunda; 05.05.2012" width="212" height="300" /></span></a>Wiadomość o tym, że </span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Mgła</strong></span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"> ma zagrać pierwszy w historii koncert obiegła światek metalowy niczym błyskawica. Nie było innego wyjścia niż jechać. Zakup biletu, skrzyknięcie ekipy i w sobotnie popołudnie wygodnie usadowieni w samochodzie ruszamy do Grodu Kraka. Na miejscu krótka przechadzka po parku i pod klub. Otwarcie bram miało być o osiemnastej, ale jak zwykle sprawy się nieco skomplikowały i w klubie znaleźliśmy się coś przed dziewiętnastą. </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Times New Roman,serif; color: #000000;"><span style="font-size: small;">To pierwsza moja wizyta w Rotundzie, więc rozpoczęło się od zwiedzania klubu. Miejsce bardzo fajne, przestronne, bar w osobnej sali, ogródek letni. Tylko zastanawiało mnie czy nie można było zrobić normalnych koncertowych biletów a nie dawać takie świstki, którymi to ani się podetrzeć ani się pochwalić. Nie wiem czy w tej knajpie obowiązują takie zasady czy nikomu się nie chciało zaprojektować fajnego biletu, ale mniejsza z tym. Po małym rekonesansie w knajpie postanowiłem zrobić rekonesans na stoiskach. Wybór przebogaty. Dobra wszelkiego ponad stan. U Leszka jak zwykle ceny bardzo przystępne, więc od razu zrobiłem kilka zakupów żeby potem kasa nie poszła przelewem w barze. Ludzi do klubu zaczęło wbijać coraz więcej. Pierwszy raz od dłuższego czasu nie obawiałem się o frekwencje. Pod koniec pojawiły się informacje, że w tym spędzie wzięło udział ponad 400 osób. Grubo! Ale nie o numerkach i cyferkach, a o muzyce miało być. W piwko się zaopatrzyłem i pomaszerowałem pod scenę. </span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08483.jpg"><span style="color: #000000;"><img class="alignleft size-medium wp-image-14133" title="SONY DSC" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08483-200x300.jpg" alt="DSC08483 200x300 Mgła, Bestial Raids, Blaze Of Perdition, Deus Mortem, Medico Peste; Kraków, Rotunda; 05.05.2012" width="200" height="300" /></span></a>Na pierwszy ogień poszło </span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Medico Peste</strong></span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;">. To mój drugi koncert tej krakowskiej ekipy, który miałem przyjemność podziwiać. Poprzednio było bardzo dobrze i tym razem również. Niezmiernie jestem ciekaw ich debiutu i dlatego miałem nadzieje, że chłopaki odkryją rąbka tajemnicy i coś z nadchodzącego materiału zagrają. I zagrali. Poleciał „</span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;">Tremendum et Fascinans”</span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;">numer, który niedawno pojawił się w sieci i najpewniej coś jeszcze w podobny deseń. Brzmiało to naprawdę potężnie i gęsto. Doskonałe, hipnotyczne melodie połączone z obłąkanym wokalem sprawiały, że włos mi się jeżył na plecach. Świetna sztuka. Po około 30 minutach </span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Medico Peste</strong></span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"> zeszło ze sceny, a ja udałem się na ciąg dalszy szperania na stoiskach. </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08501.jpg"><span style="color: #000000;"><img class="alignright size-medium wp-image-14134" title="SONY DSC" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08501-200x300.jpg" alt="DSC08501 200x300 Mgła, Bestial Raids, Blaze Of Perdition, Deus Mortem, Medico Peste; Kraków, Rotunda; 05.05.2012" width="200" height="300" /></span></a>Bojąc się jednak o swoje fundusze uciekłem pod scenę na chwile przed rozpoczęciem występu kolejnej świetnej kapeli, czyli </span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Deus Mortem</strong></span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;">. Wielki był mój apetyt na występ komanda pod dowództwem Necrosodoma, bo na trasie z Bulldozer nie miałem okazji ich zobaczyć. W związku, czym porównań tych dwóch występów nie będzie. Ze sceny od pierwszych sekund polała się pożoga! Zajebiste, wściekłe kompozycje rozruszały publikę i zaczęły się tany. Muzyka </span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Deus Mortem</strong></span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"> to istna maszyna produkująca wściekłość i nienawiść. Pod sceną amok, a na scenie Necrosodom i reszta jego dywizji wydaje rozkazy. Tłum słucha! Apogeum ten występ osiągnął, gdy poleciał „Spadnie Śmiertelny Cios” z repertuaru Thunderbolt. Absolutny kult! Nie spodziewałem się tego. Moje serce zabiło mocniej! Śmierć!!! Około pół godziny trwała ta anihilacja, ale to wystarczyło żeby z publiki wykrzesać ostatnie siły. Inna sprawa, że na sali zaczęło się robić zajebiście gorąco i zimne napoje już niewiele pomagały. </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08522.jpg"><span style="color: #000000;"><img class="alignleft size-medium wp-image-14135" title="SONY DSC" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08522-200x300.jpg" alt="DSC08522 200x300 Mgła, Bestial Raids, Blaze Of Perdition, Deus Mortem, Medico Peste; Kraków, Rotunda; 05.05.2012" width="200" height="300" /></span></a>Poszedłem zaczerpnąć świeżego powietrza na ogródek i trzeba było wracać do pod scenę. Trochę problemów technicznych i ruszyła kolejna wojenna maszyna, czyli </span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Blaze of Perdition</strong></span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;">. Przy okazji niedawnego ich występu na rzeszowskiej ziemi razem z Iperyt wypowiadałem się na temat ich prezencji scenicznej, więc za bardzo się nie będę powtarzał. Koncerty grają dobre, ale z płyt lepiej mi to podchodzi. Ich wydawnictw bardzo chętnie słucham, ale na koncercie wole się napić browara i z nieco dalszej odległości patrzeć, co się tam na scenie dzieje. A zwykle trochę się działo, hehe. Kto widział </span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Blaze of Perdition</strong></span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"> ten wie, o co chodzi. Jak grali „Królestwo Twoje” zacząłem taktyczny odwrót w kierunku baru a że ludzi spragnionych w „Rotundzie” tego dnia nie brakowało to stałem jeszcze, kiedy kończył się następny numer, czyli „Zatracenia Blask”. Potem poszedłem pooddychać świeżym powietrzem, a jak wróciłem to występ dobiegał już końca. Ale główne dania jeszcze przed nami. Dopiłem piwko, które z biegiem czasu robiło się coraz bardziej obrzydliwe i poszedłem w okolice sceny. </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08558.jpg"><span style="color: #000000;"><img class="alignright size-medium wp-image-14136" title="SONY DSC" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08558-200x300.jpg" alt="DSC08558 200x300 Mgła, Bestial Raids, Blaze Of Perdition, Deus Mortem, Medico Peste; Kraków, Rotunda; 05.05.2012" width="200" height="300" /></span></a>Wiadomo nie od dziś, że występy </span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Bestial Raids</strong></span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"> można określić jednym słowem: WOJNA! Ta czarna trójca z Kielc potrafi rozpierdolić na żywo. Nie inaczej było i tym razem. Wściekły i bezkompromisowy Death/Black lał się ze sceny i czynił zniszczenie. Pod sceną walka. Chętnie bym się przyłączył, ale stwierdziłem, że obracający się tam jegomoście to waga zdecydowanie za ciążka jak na mnie i szkoda by było zębów, tym bardzo, że jestem świeżo po wizycie u dentysty hehe. Doskonale na żywo sprawdzają się numery z genialnej „Prime Evil Damnation”, że o tak zwanych klasykach nawet nie wspomnę. To był mój drugi raz, kiedy miałem przyjemność oglądać tą ekipę na żywo i jestem cały czas pod wrażeniem. Niesamowity autentyzm i szczerość. Potęga i dosadność. Cóż można chcieć więcej od koncertu! Sam diabeł stąpał miedzy nami! Gdy chłopaki z </span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Bestial Raids</strong></span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"> zeszli ze sceny nie było, co zbierać. Front się przetoczył, zostały zgliszcza… </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08583.jpg"><span style="color: #000000;"><img class="alignleft size-medium wp-image-14137" title="SONY DSC" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08583-300x200.jpg" alt="DSC08583 300x200 Mgła, Bestial Raids, Blaze Of Perdition, Deus Mortem, Medico Peste; Kraków, Rotunda; 05.05.2012" width="300" height="200" /></span></a>Ale to jeszcze nie koniec. Teraz dopiero zacznie się to, na co większość ludzi przyjechała z najdalszych zakątków polski (albo tylko się przechwalali na forach, że jadą, hehe). Pierwszy występ kultowej </span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Mgły</strong></span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"> nie mógł pozostać bez echa. Oczekiwania były ogromne i należy zadać pytanie: czy </span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Mgła</strong></span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"> podołała wyzwaniu? Podołała! Występ perfekcyjny. Prezencja sceniczna również. Czekałem na to żeby usłyszeć zarówno numery z „With Hearts Towards None”, ale i starsze nagrania. I dostałem to, co chciałem. Mdłości I i II czy IV z ostatniego wydawnictwa miażdżą na żywo. Pod sceną amok! Szybsze momenty wywoływały wśród publiki szał niszczenia, wolniejsze hipnotyzowały. Całość misterium trwała około 45 minut, trochę krótko, ale niesamowicie intensywnie. Nie ma, co się nawet rozpisywać, bo po prostu trzeba tam było być! Kto jednak postanowił tego wieczora zostać w domu na pewno nie otrzyma nagrody w piekle. Warto było ruszyć się do Krakowa. Jeśli to pierwszy i jednocześnie ostatni występ </span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Mgły </strong></span></span><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;">to przejedzie on do historii. A jeśli nie, to masz wyjazd będzie znacznie mniej kultowy hehe. </span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/mgla-bestial-raids-blaze-of-perdition-deus-mortem-medico-peste-krakow-rotunda-05-05-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Covenant XV; Kraków, Klub Kwadrat; 21.04.2012</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/covenant-xv-krakow-klub-kwadrat-21-04-2012/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=covenant-xv-krakow-klub-kwadrat-21-04-2012</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/covenant-xv-krakow-klub-kwadrat-21-04-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 May 2012 14:04:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Oracle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=14082</guid>
		<description><![CDATA[Okresowy spęd metalowy pod szyldem Covenant wrósł już na stałe w krajobraz południowej sceny w naszym kraju, gromadząc w Krakowie raz mniej raz więcej pogłowia. Tym razem miało być grubo, bo oto i na piętnastej edycji miała się odbyć celebracja piętnastej rocznicy mordowania dźwiękiem prowadzonej przez Zabójców z Południa. Ale nie wyprzedzajmy faktów.
Impreza zorganizowana była [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/covenant-xv.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-14101" title="covenant xv" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/covenant-xv-212x300.jpg" alt="covenant xv 212x300 Covenant XV; Kraków, Klub Kwadrat; 21.04.2012" width="212" height="300" /></a>Okresowy spęd metalowy pod szyldem Covenant wrósł już na stałe w krajobraz południowej sceny w naszym kraju, gromadząc w Krakowie raz mniej raz więcej pogłowia. Tym razem miało być grubo, bo oto i na piętnastej edycji miała się odbyć celebracja piętnastej rocznicy mordowania dźwiękiem prowadzonej przez Zabójców z Południa. Ale nie wyprzedzajmy faktów.</p>
<p>Impreza zorganizowana była w krakowskim klubie Kwadrat. Miejsce nie należy do najmniejszych, zastanawiałem się przeto, jak wypadnie to wszystko w zderzeniu z rzeczywistością. Bo wiecie, frekwencja, chuje muje, bla bla (nie chce mi się powtarzać znów tych samych zarzutów, że ludzi mało, że to że tamto. Ale na początku było naprawdę marnie. Mało powiedzieć, że z Rzeszowa z planwanych sześciu – siedmiu osób przyjechało trzy. Więc jeśli z każdej ekipy tyle samo odpadło, to nie dziwiłem się, że pierwszy zespół na feście – <strong>Cień</strong> oglądało może z dwadzieścia osób, podczas gdy w całym klubie było z pięćdziesiąt może. Miałem wątpliwości, jak wypadnie wspomniana kapela, bo Epka – choć porządna – to jednak wypadała dość przeciętnie. Jednak zespół poradził sobie nieźle, ba – zabrzmiał lepiej niż na „Time Of Desolation”. Kolesie grają depresyjny black metal w stylu Shining czy Lifelover (czego zresztą można było się spodziewać po ich t-shirtach, hehe), który wypadł całkiem w porządku. Nawet jedna osoba napierdalała baniakiem i odstawiała dziwne tańce podczas ich setu – choć ten sympatyczny hanys robił to samo przy wszystkich innych kapelach, jakby za dużo kawy wypił, hehe! Cień produkował się na scenie około trzydziestu minut, może krócej, ale przyznam, że osobiście mi się podobało.<a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08166.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-14084" title="SONY DSC" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08166-200x300.jpg" alt="DSC08166 200x300 Covenant XV; Kraków, Klub Kwadrat; 21.04.2012" width="200" height="300" /></a></p>
<p><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08188.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-14085" title="SONY DSC" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08188-300x200.jpg" alt="DSC08188 300x200 Covenant XV; Kraków, Klub Kwadrat; 21.04.2012" width="300" height="200" /></a>Cień zszedł z desek klubu i ustąpił miejsca lokalnemu <strong>Exmortum</strong>. Przyznam, że ten zespół był jednym z najważniejszych powodów, dla których zdecydowałem się pokonać niecałe dwieście kilometrów. T.Y.M.K.A. znam od dłuższego już czasu i bardzo chciałem zobaczyć debiut sceniczny jego formacji. Jeśli jeszcze ich nie znacie już Was spieszę nakierować – goście napierdalają death/doom metal z elementami black metalu, wszystko wymieszane w gęstej kadzi ze smołą. Tymek zestresowany przed koncertem, na deskach zamienił się w prawdziwie opętaną bestyjkę. Exmortum &#8211; jak na pierwszy raz &#8211; odjebało naprawdę porządny koncert i w zasadzie można się było nawet nie domyślić, iż to ich pierwszy raz na deskach. Usłyszeliśmy kawałki z bardzo dobrego splitu z Deadly Frost, do których dodano nam cover. Czy zaskakujący? Nie wiem, pewnie można było liczyć na przeróbkę znaną już ze wspomnianej płytki, niemniej jednak ja się nie zawiodłem, gdy usłyszałem ze sceny „A teraz coś o tym, jak to było przed stworzeniem czasu&#8230;”. Miazga. Reasumując – koncert wyśmienity, a i sami zainteresowani sprawiali wrażenie zadowolonych. Dokonało się.</p>
<p><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08211.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-14086" title="SONY DSC" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08211-300x200.jpg" alt="DSC08211 300x200 Covenant XV; Kraków, Klub Kwadrat; 21.04.2012" width="300" height="200" /></a>Kolejną kapelą na deskach krakowskiego klubu był <strong>Formis</strong>. Szczerze rzeknę, iż był to chyba najsłabszy koncert podczas całego festiwalu&#8230; Ci kolesie jakoś nie pasowali mi do tej imprezy, głównie stylistycznie&#8230; Jasne, podczas ich gigu dwóch najebanych chłopczyków krzyczało ich nazwę, ale wicie rozumicie – jak byłem w ich wieku, też mi się bardzo podobał Sceptic. Ba, miałem ich debiut (jedyne co wypuścili) więc byłem die hard fan&#8230; ale wracając do Formis&#8230; Ten ich metal był strasznie grzeczny, miałem wrażenie, że wokalista bardziej niż na śpiewaniu przykładał się do tego, by wypaść fajnie przed obiektywem, hehe. Otóż Formis gra coś na styku melodyjnego death metalu i thrash metalu, ale też takiego z gatunku lżejszych&#8230; Zasadniczo to set tych Ślązaków mnie wynudził, czekałem tylko kiedy minie przydzielony im czas, a na scenę wejdzie jakiś prawdziwie metalowy zespół&#8230; Kolejnym razem proszę o coś innego, hehe&#8230;</p>
<p><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08215.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-14087" title="SONY DSC" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08215-300x200.jpg" alt="DSC08215 300x200 Covenant XV; Kraków, Klub Kwadrat; 21.04.2012" width="300" height="200" /></a>Kolejna kapela i co tu dużo mówić – tym razem był to strzał prosto w ryj. Na imię im było <strong>Ulcer Uterus</strong>, a ich brutalny death metal może i mnie nie porywa z ich albumu, jednak bardzo przyjemnie prezentował się scenicznie. Na scenie pięć osób uraczyło nas dość żywiołowym show, które opierało się głównie o numery z debiutanckiego krążka, włączając w to wszystko cover Morbid Angel. Miło się patrzyło na tą kapelę, bo widać, że obtrzaskani są ze sceną pomimo niewielkiego dorobku płytowego. Osobne brawa od publiki zebrała Nostalgia, ale to już bardziej chyba ze względu na płeć, hehe – muzycznie bowiem nie odstawała od wysokiego poziomu reszty zespołu.</p>
<p><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08244.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-14088" title="SONY DSC" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08244-200x300.jpg" alt="DSC08244 200x300 Covenant XV; Kraków, Klub Kwadrat; 21.04.2012" width="200" height="300" /></a>Gdy już Ulcer Uterus zeszło ze sceny, deski musiały udźwignąć ciężar dewiacji&#8230; nie byle jakiej, bo reprezentowanej przez <strong>Deviation</strong> właśnie. Kapela z kobietą za mikrofonem&#8230; pewnie część z Was myśli (bądź myślała), że mamy do czynienia z kolejnym kastingiem w „Masz Talent”. Kapela zwała się Deviation. Kurwa, przyznam, że zrobili na mnie wrażenie – ich death metal nie był jakiś wybitnie oryginalnym lub przeciwnie – wybitnie nieoryginalnym. Deviation po prostu skopał dupska tym, którzy podeszli bliżej sceny – a takich nie brakowało, jak tylko wyczaili, iż postac pod kapturem, z łańcuchami przy przegubach to kobieta, hehe! Laska miała dar przekonywania do swej muzy, nawet pomijając trochę drętwą gadkę &#8211; „Philosophy Of The Hammer” naprawdę nie potrzebowało tak łopatologicznego wstępu, hehe! Ale nie ważne, dobrze, że Deviation pokazało się na jeszcze szerszą skalę niż przy okazji ostatnich koncertów – ta grupa ma naprawdę przyszłość przed sobą, byle nie pozbywali się takiego gardła, jakim dysponuje ta kobieta na wokalu – moc, kurwa! Aha – i kolejny raz uraczono nas coverem Morbid Angel, o ile mnie pamięć nie myli.</p>
<p><strong><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08287.jpg"><img class="size-medium wp-image-14089 alignleft" title="SONY DSC" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08287-300x200.jpg" alt="DSC08287 300x200 Covenant XV; Kraków, Klub Kwadrat; 21.04.2012" width="300" height="200" /></a>Embrional</strong> widziałem już wiele, wiele razy. Ale nie pamiętam, koncertu, podczas którego ten zespół dałby dupy – tak w całości, jak i po części. Krakowski koncert był kontynuacją ich dobrej passy, z przyjemnością więc oglądałem ich dzieło zniszczenia. Czterech chłopa zrobiło rozwałkę godną pięciokrotności ich liczebności, hehe&#8230; Ok, bo już mi się pierdoli, kończę piwo i zacznę relację jutro&#8230; Dobra, mamy jutro, czyli dziś. Kontynuujmy więc. Embrional był świeżo po wydaniu swojego najnowszego albumu „Absolutely Antihuman Behaviours” więc logiczne, że i z niego zaprezentowano kilka numerów. Co konkretnie? Wybaczcie, nie pamiętam wiele, poza tym, że odegrali ładnie numer tytułowy, hehe. Były też rzeczy starsze no i oczywiście było na sam koniec „Death and Destruction”. Za dwa tygodnie Embrional łupie u mnie w Rzeszowie, niestety już dziś wiem, że zjawić się nie będę mógł. Podejrzewam mimo to, iż ich passa trwać będzie nadal, hehe.</p>
<p><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08318.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-14090" title="SONY DSC" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08318-300x200.jpg" alt="DSC08318 300x200 Covenant XV; Kraków, Klub Kwadrat; 21.04.2012" width="300" height="200" /></a>Po huraganie zwanym Embrional scena klubu opustoszała, ale na krótko, bo zaraz przejęta została przez kolejną death metalową hordę, <strong>Infatuation Of Death</strong>. Tych urwipołciów widziałem jednak tylko przez moment, ale nie zgadniecie – podobało mi się! Jednak rozmówki polsko &#8211; polskie z nowymi i starymi znajomymi wzięły tym razem górę nad treścią artystyczną koncertu Ślązaków. Swoją drogą, sam klub w tej godzinie zaczął coraz bardziej zapychać się ludźmi, którzy przybyli z najodleglejszych zakątków naszego kraju, hehe. Początkowo mizeria frekwencyjna poczęła odchodzić więc w niepamięć&#8230;</p>
<p><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08333.jpg"><img class="size-medium wp-image-14091 alignright" title="SONY DSC" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08333-300x200.jpg" alt="DSC08333 300x200 Covenant XV; Kraków, Klub Kwadrat; 21.04.2012" width="300" height="200" /></a>Po Infatuation Of Death kolejna kapela sponsorowana przez literkę I. Nie, nie było to Iron Maiden, hehe. <strong>Infidel</strong> się zwą i grają black metal. Kapela, która dba w równym stopniu zapewne o doznania słuchowe, jak i wzrokowe maniaków spod sceny. Opasani w bulletbelty, z corpsepaintami na twarzach i gwoździami na przedramieniach przybyli siać black metalową pożogę. I może siali, jednak przyznam, że konwersacje na temat życia i tematów pobocznych przeciągnęły mi się na ich koncert. Ale jakoś nigdy nie byłem ich fanem, osobiście nie mam nic do ich muzyki, jednak klękać nigdy nie klękałem&#8230; odpuściłem ten set, jeśli więc jesteście ciekawi tego, jak wypadł Infidel – przepraszam.</p>
<p><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08347.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-14093" title="SONY DSC" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08347-300x200.jpg" alt="DSC08347 300x200 Covenant XV; Kraków, Klub Kwadrat; 21.04.2012" width="300" height="200" /></a>Następnego zespołu jednak nie mogłem sobie odmówić. <strong>Bloodthirst</strong> zaprzęgnął bowiem Kozły i przybył do Krakowa. Bez bulletbeltów, bez corpsepaintów, bez gwoździ, a przypierdolili aż miło. Jestem zwolennikiem ich antychrześcijańskiego thrash metalu, więc gęba sama mi się cieszyła przy dźwiękach „Sanctity Denied”, „Przeklinij Życie”, „Excommunion” i innych ich przebojów i hitów, hehe. Tym razem bardziej mi się podobał ich koncert niż ostatnia moja z nimi przygoda w Warszawie, kiedy grali przed Aura Noir – tego sobotniego wieczoru w Krakowie Bloodthirst wykrzesał z siebie 666% normy. Z nowym sesyjnym gitarzystą (który notabene również dawał sobie radę) dobrze się panowie pozgrywali, dzięki czemu i publika była zadowolona z tego setu, skandując co chwila nazwę kapeli. Na sam koniec Bloodthirst uraczył nas coverem Morbid Angel&#8230; uups, sorry zagalopowałem się – akurat Poznaniacy postawili na przeróbkę Kata i ich „Czasu Zemsty”&#8230; No, nie było źle, ale wybór mógł paść na coś innego, bo jakoś ten cover nie chwycił za me czarne serce. Suma summarum cały ich gig wypadł mimo wszystko bardzo dobrze, nawet sami muzycy byli zadowoleni, a przynajmniej tak rzekł do mnie Rambo podczas wspólnego oddawania moczu, hehe!</p>
<p><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08383.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-14094" title="SONY DSC" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08383-300x200.jpg" alt="DSC08383 300x200 Covenant XV; Kraków, Klub Kwadrat; 21.04.2012" width="300" height="200" /></a>No i <strong>Furia</strong>. Może tym razem ograniczę się do suchych faktów, bez zagłębiania się w to, jak to ich jedni lubią, a inni mniej. Zapewne wiele osób przyjechało tu specjalnie dla nich (strzała, Łysy!), a i ja z chęcią powziąłem postanowienie oglądnięcia ich setu. Ja należę do tej pozerskiej części sceny, które akurat lubią tak muzykę Furii, jak i jej koncerty (choć i ich słabsze sety widziałem). Ustawiłem się więc z kolegą Tomkiem i z dogodnej odległości oglądaliśmy sobie recital Ślązaków (kurna, tego wieczoru w Krakowie to jakaś ich supremacja miała miejsce, hehe – zdecydowanie nie byli tu mniejszością, jeśli chodzi o dobór kapel!). Nasze black metalowe pogodynki odstawiły naprawdę dobry koncert. Zasadniczo, dla mnie nie było to coś do napierdalania w tłumie, raczej do słuchania i obserwowania. Furia w znakomity sposób odstawiła swoje show, w zasadzie to ich muzyka porwała mnie na tyle, że stałem w bezruchu i po prostu chłonąłem ich koncert. Ale byli i tacy, którzy bawili się bardziej aktywnie, ja jednak wolałem bierne obserwowanie, które i tak sprawiło mi olbrzymia przyjemność. Bardzo udany koncert.</p>
<p><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08436.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-14095" title="SONY DSC" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08436-200x300.jpg" alt="DSC08436 200x300 Covenant XV; Kraków, Klub Kwadrat; 21.04.2012" width="200" height="300" /></a>I pora na solenizantów, czy tam jubilatów. <strong>Stillborn</strong> fetował tego wieczora swoje piętnaste urodziny. Jeszcze trzy lata i chłopaki będą mogły oficjalnie pić alkohol, hehe. Szczerze, zastanawiałem się, czy z tejże okazji Zabójcy z Południa przedstawią nam jakiś niecodzinny performance. Jakoś niedługo po dwudziestej trzeciej przekonałem się, że&#8230; nie. Ale to przecież dobrze, bo co niby miałoby to być: nagie tancerki, killer w duecie z raperem, rytualne zabójstwo? Panowie po prostu wyszli i zrobili to, co robili przez piętnaście lat – dojebali do ognia. Przejechali przez swoją dyskografię wzdłuż, wszerz i na ukos, bez sensu uważam wymienianie kawałków, które zostały zaprezentowane, bo każdy wie, czym Stillborn zwykł wyrywać ludziom kręgosłupy. Wydaje mi się, że podczas ich koncertu młyn pod sceną był największy – no ale czy mogło być inaczej? Jasne, że nie kurwa! W którymś tam momencie (nie pamiętam już przy jakim to numerze) na scenę wkroczył dumnie ex-gitarzysta Ikaroz, by gościnnie odśpiewał i odegrał jeden (a może dwa) utwory. Poszczególne kawałki zazwyczaj były przeplatane krótkimi zapowiedziami Killera, ale i tak największą furorę zrobił Ataman, który – uwaga – zapalił papierosa. Nie wiem dlaczego, ale uczynił tym furorę, gwizdy i okrzyki aplauzu jakby był Morrisonem, który w telewizji ogólnokrajowej pokazał chuja, hehe. Ale nic to, widać było, że i zespół i maniacy dobrze się bawili tej nocy. Na koniec Killer podziękował przybyłym ekipom, fanom z najróżniejszych zakątków kraju i zmył się wraz z zespołem na backstage, gdzie zapewne trwała już impreza obfita w alkohol – w końcu urodziny, nie?<a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08448.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-14096" title="SONY DSC" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/05/DSC08448-300x200.jpg" alt="DSC08448 300x200 Covenant XV; Kraków, Klub Kwadrat; 21.04.2012" width="300" height="200" /></a></p>
<p>Podsumujmy. Przede wszystkim brawo dla Rafała, że dotrwał do piętnastej edycji swojego festu – a już zaanonsowane są dwie bądź trzy kolejne, hehe! Po wtóre, brawo dla solenizantów za piętnaście lat plucia siarką w twarz biskupów i hołoty! Po trzecie, dlaczego na każdym metalowym koncercie szlagierem numer jeden jest piosenka „Jezus chuj, wozi gnój na czerwonych taczkach&#8230;”??? Za cholerę tego nie pojmę. Cała impreza była naprawdę dobra, niektórzy jedynie ugięli karki (i całe ciała) pod naporem wrażeń i zalegli w najprzeróżniejszych miejscach klubu, haha! No ale widział ktoś porządne urodziny bez przybijania gwoździa łbem?!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/covenant-xv-krakow-klub-kwadrat-21-04-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Moonlight Tour 2012: Christ Agony, Mind Affliction, Carrion Crown; Rzeszów, Klub Od Zmierzchu Do Świtu; 18.04.2012</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/moonlight-tour-2012-christ-agony-mind-affliction-carrion-crown-rzeszow-klub-od-zmierzchu-do-switu-18-04-2012/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=moonlight-tour-2012-christ-agony-mind-affliction-carrion-crown-rzeszow-klub-od-zmierzchu-do-switu-18-04-2012</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/moonlight-tour-2012-christ-agony-mind-affliction-carrion-crown-rzeszow-klub-od-zmierzchu-do-switu-18-04-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Apr 2012 13:40:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Pathologist</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=13722</guid>
		<description><![CDATA[Christ Agony gra: idziemy!. Trzeba mieć naprawdę dobrą wymówkę żeby zostać w domu, przed telewizorem zamiast napierdalać pod sceną przy nutach wygrywanych przez Cezara i jego kompanów. W środowy wieczór nie było inaczej. Po robocie pomaszerowałem do klubu „Od Zmierzchu Do Świtu” szybkim krokiem, bo miałem wielką ochotę na zimny trunek z pianką. Trochę mnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"><strong><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/04/Christ-Agony-Moonlight-Tour-2012.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-13723" title="Christ-Agony-Moonlight-Tour-2012" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/04/Christ-Agony-Moonlight-Tour-2012-210x300.jpg" alt="Christ Agony Moonlight Tour 2012 210x300 Moonlight Tour 2012: Christ Agony, Mind Affliction, Carrion Crown; Rzeszów, Klub Od Zmierzchu Do Świtu; 18.04.2012" width="210" height="300" /></a>Christ Agony </strong></span></span><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;">gra: idziemy!. Trzeba mieć naprawdę dobrą wymówkę żeby zostać w domu, przed telewizorem zamiast napierdalać pod sceną przy nutach wygrywanych przez Cezara i jego kompanów. W środowy wieczór nie było inaczej. Po robocie pomaszerowałem do klubu „Od Zmierzchu Do Świtu” szybkim krokiem, bo miałem wielką ochotę na zimny trunek z pianką. Trochę mnie jedynie niepokoiły supporty, bo akurat tym razem organizatorzy postanowili nie rozpieszczać metalowej braci i rozpocząć imprezę od kapel, które interesowały mnie, delikatnie rzecz ujmując, średnio. </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;">Pierwszą rozgrzewającą ekipą był </span></span><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Carrion Crow</strong></span></span><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"> – nasza miejscowa rzeszowska kapela, grającą dość dziwną odmianę metalu. Poszedłem zobaczyć. Chciałem dać szanse. Nie udało się. Niczym mnie ten zespół nie zainteresował, a wręcz zastanawiałem się, po jaką cholerę przyszedłem do klubu tak wcześnie… Wiało nudą ze sceny i dłużyło mi się niemiłosiernie. Miałem nadzieje ze chłopaki wyjdą, zagrają trzy &#8211; maksymalnie cztery &#8211; kawałki i pójdą pić piwo. Nie mam pojęcia, ile ten koncert trwał, ale dla mnie było to zdecydowanie za długo. Wytrzymałem do połowy (Oracle i Ef skapitulowali dużo wcześniej) a w międzyczasie rozglądnąłem się trochę po sklepiku i poszedłem do baru. Moja tolerancja się wyczerpała. Wracając jeszcze do merchu: bieda trochę była, parę płyt, trochę koszulek i ceny do promocyjnych zdecydowanie nie należały tak, że </span></span><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;">suma sumarum nic nie kupiłem. Kupiłem za to kolejne piwko i oddałem się konsumpcji… </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;">Następna kapela, czyli </span></span><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Mind Affliction</strong></span></span><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"> też nie bardzo mnie interesowała, więc powlokłem się pod scenę jak już chwilę grali. Nie zrobiłem tego zbyt ochoczo, bo te dźwięki, które docierały do mnie z daleka nie sprawiły, że dopiłem piwo jednym łykiem, rozpuściłem włosy i pobiegłem w młyn. Tak jak w pierwszym przypadku wiało nudą na kilometry. To, co serwuje ta załoga jest bardziej ciężkostrawne niż świąteczny obiad u teściów. Jakiś tam fan, a w zasadzie fanka machała głową pod sceną, ale nikt nie postanowił jej towarzyszyć. Publika raczej zajęła się piciem piwa i ziewaniem, albo po prostu poszła sobie w chuj. I ja też tak zrobiłem. Po co się mam męczyć. Do roboty człowiek musi chodzić, zakupy musi robić, pić ciepłą wódkę też nieraz musi. W życiu jest wystarczająco dużo rzeczy, których „nie chcem ale muszem” więc z całym szacunkiem ale chłopakom z </span></span><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Mind Affliction</strong></span></span><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"> już podziękuję. </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;">Szybkie piwko i czas udać się pod scenę, bo w końcu coś się tam będzie dziać. Na początek napisze, że podziwiam tą kapelę za to, że im się jeszcze chce… Jak ja byłbym na ich miejscu i patrzył ze sceny na te przeciągi w klubie to chyba bym pierdolnął tym wszystkim w cholerę. Jak jeszcze parę lat temu </span></span><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Christ Agony</strong></span></span><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"> zajeżdżało do Rzeszowa to knajpa była pełna a teraz… Jak bym się bardzo uparł to bym wszystkich na tym koncercie mógł policzyć. Ale dość już narzekania. Jak jest, każdy wie. Podobnie jak każdy wie jak jest na koncertach tego zespołu. Już wiele lat na scenie, w chuj doświadczenia i obycia scenicznego &#8211; i to widać. Mimo, że ten koncert wieńczył polską część trasy to widać było, że Cezar i jego komando daje z siebie naprawdę dużo. Pod sceną zrobiło się już nieco gęściej (liczba osób machających banią zwiększyła się do około dziesięciu). Nie będę tu walił oczywistościami, bo chyba w tym kraju nie ma metalowca, który ma więcej niż osiemnaście lat i nie wdział </span></span><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Christ Agony</strong></span></span><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"> na żywo. Napiszę jednak, że trasa nie bez przyczyny nazywa się „Moonlight Tour”, ponieważ można było na niej posłuchać w całości tej, nie bójmy się użyć tego słowa, kultowej płyty. Moim skromnym zdaniem jest w ich dorobku jednak materiał lepszy i chętniej bym posłuchał w całości debiutu niż „Moonlight” no, ale niech im tam będzie. Co grali z nowej płyty? Nie wiem, bo jej zwyczajnie jeszcze nie słyszałem. Na koniec „Eternal desires” i trzeba się było zawijać, bo robota rano. Ogólnie koncert udany, supporty marne, frekwencja kiepska, ale </span></span><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"><strong>Christ Agony</strong></span></span><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><span style="font-size: small;"> zawsze warto zobaczyć.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/moonlight-tour-2012-christ-agony-mind-affliction-carrion-crown-rzeszow-klub-od-zmierzchu-do-switu-18-04-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Metalowa Trasa Roku 2012: Hedfirst, Lostbone, Made Of Hate, Stonegrave; Rzeszów, Klub Od Zmierzchu Do Świtu; 31.03.2012</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/metalowa-trasa-roku-2012-hedfirst-lostbone-made-of-hate-stonegrave-rzeszow-klub-od-zmierzchu-do-switu-31-03-2012/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=metalowa-trasa-roku-2012-hedfirst-lostbone-made-of-hate-stonegrave-rzeszow-klub-od-zmierzchu-do-switu-31-03-2012</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/metalowa-trasa-roku-2012-hedfirst-lostbone-made-of-hate-stonegrave-rzeszow-klub-od-zmierzchu-do-switu-31-03-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Apr 2012 07:36:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Oracle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=13278</guid>
		<description><![CDATA[Ja to jakiś dziwny jestem. Lubię się katować, czuję, iż powoli ujawnia się jakaś moja druga, masochistyczna natura. Co prawda, nie każę mojej pani stąpać w szpilkach po moich jądrach, koledzy nie przypalają mnie papierosami ani nie połykam rozbitego szkła. Ja po prostu chadzam czasem na koncerty, które tak w zasadzie niewiele mnie interesują.
Może przesadziłem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/04/metalowa-trasa-roku-2012.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-13279" title="metalowa trasa roku 2012" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/04/metalowa-trasa-roku-2012-150x150.jpg" alt="metalowa trasa roku 2012 150x150 Metalowa Trasa Roku 2012: Hedfirst, Lostbone, Made Of Hate, Stonegrave; Rzeszów, Klub Od Zmierzchu Do Świtu; 31.03.2012" width="150" height="150" /></a>Ja to jakiś dziwny jestem. Lubię się katować, czuję, iż powoli ujawnia się jakaś moja druga, masochistyczna natura. Co prawda, nie każę mojej pani stąpać w szpilkach po moich jądrach, koledzy nie przypalają mnie papierosami ani nie połykam rozbitego szkła. Ja po prostu chadzam czasem na koncerty, które tak w zasadzie niewiele mnie interesują.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Może przesadziłem trochę z tymi kapelami, które mnie nie interesują, bo z tych czterech zespołów chciałem zobaczyć jeden – Lostbone. Reszta mnie średnio interesowała. Ale zacznijmy od początku.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Całość nazywała się <strong>Metalowa Trasa Roku 2012</strong>, Nazwa średnio pasowała mi do zawartości, bowiem kapele, które zjawiły się sobotniego wieczoru w Klubie Od Zmierzchu Do Świtu średnio przystawały do mojej definicji metalu. Całą imprezę otwierała kapela lokalna, o której istnieniu wcześniej nie miałem nawet pojęcia. A po gigu <strong>Stonegrave</strong> nie czuję się bogatszy w żadne doznania. Kapela mówi o sobie, że para się thrash metalem&#8230; Cóż, widzę, że pojęcie „thrash metalu” również mam inne niż chłopaki z tej kapeli. Przeciętny set złożony z kawałków zahaczających o metalcore, melodyjny „death metal” &#8211; głównie kojarzyło mi się to z Panterą, In Flames i tym podobnym kapelom. W skrócie – nuda. Kapela bardzo ładnie prezentowała się na scenie, odrobili pracę domową i oglądnęli kilka teledysków, dzięki czemu wiedzieli, że jak gra się z gryfem gitary w pozycji pionowej, to ładnie wypada się na zdjęciach&#8230; Niestety muzyka w ogóle nie trafiała w moje gusta. Co innego młodzież zgromadzona w Od Zmierzchy Do Świtu. Dzieciarnia próbowała odstawić taki żałosny mosh, że łapał mnie pusty śmiech. Ef, którego to wyciągnąłem na ten koncert, był chyba najstarszą osobą tej nocy, hehe. Ja też plasowałem się wśród seniorów, którym – gdyby dzieciarnia wykazała się choć krztyną kultury – należałoby ustępować miejsc siedzących.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Po zakończonym secie Stonegrave zwinął swój banner a ja zwinąłem swoje dupsko po browara. Ef i Twisted również. Zaopatrzeni w butelki poszliśmy jeszcze zapalić, a potem niespiesznie stawiliśmy się z powrotem na dole, bo oto rozkładała się kolejna kapela.<strong> Made Of Hate</strong> się zowią, dawniej działali jako Archeon, potem zmenili nazwę, ale niestety nie zmienili swej muzyki na lepszą. Goście prywatnie sprawiali pozytywne wrażenie, ale muzycznie to totalnie nie moja bajka i – szczerze mówiąc – dziwię się, jakim cudem podpisali kontrakt z AFM Records. Nie znam ich dokonań pod obecnym szyldem, jedynie pod starszą nazwą, ale o ile słyszałem na koncercie – muzyka wciąż ta sama. Totalnie przesłodzony metal &#8211; lukrowane melodie, kandyzowane solówki, kompozycje obtaczane w grubej warstwie cukru jednak podobały się zgromadzonej publice. Jakim cudem ta kapela zagrała przed Iron Maiden? Nie mam zielonego pojęcia. Gołowąsom się jednak podobało, więc nic mnie do tego. Dorosną, może się im gust polepszy, hehe&#8230; A samej publiki zgromadzonej tego wieczoru w Rzeszowie nie chce mi się nawet komentować – syf, kiła i mogiła&#8230;</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Dla mnie najważniejszym punktem (w zasadzie to jedynym) tego wieczoru był stołeczny <strong>Lostbone</strong>. Kapela z pierdolnięciem – oj, jakie oni mają jebnięcie. Wokalista Bartek to sceniczny zwierzak, który jeszcze bardziej napędzał tą maszynę do łamania kręgosłupów. Czytelnicy wiedzą, że ja nie lubię „thrashcore&#8217;a” &#8211; ale akurat Lostbone osobiście mnie rozpierdala. Zespół promuje ich świeżutką płytę „Ominous”, więc oczywiste było, że polecą z niej jakieś numery. I poleciały. Mówię z ręką na moim czarnym serduszku – ta kapela ma większe jaja niż niejeden zespół z brutalniejszej półki. Zagrali może z czterdzieści minut i to był piękny czas dla moich uszu. O dziwo, młodzież ten koncert akurat przestała, jedynie kilka osób udało się pod scenę w celu pomoshowania. Nie pamiętam co Lostbone zagrał konkretnie w czasie tego gigu, ale pod wrażeniem byłem mimo wszystko. I moim zdaniem to właśnie oni powinni być headlinerem całej imprezy.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Ale headlinerem był <strong>Hedfirst</strong> – kolejna warszawska ekipa. Ich z kolei nie znam całkowicie, ale występ oglądnąłem. Cóż, podobnie jak Lostbone Hedfirst dali energetyczny i mocny show. I ponownie, jedynie parę osób ruszyło pod scenę. A ja po kolejne piwo. I w sumie seria kilku piw skutecznie zatarła mi wspomnienia z końcówki tego wieczoru. Nie żeby film mi się urwał, ale jakoś już taki robiłem się lekko senny, do kibla latałem więcej ergo całości widziałem mniej. Ale z tego co zapamiętałem to Hedfirst wypadli nieźle, choć ich muzyka również nie leży najbliżej mojego gustu. Może więc nie będę się więcej rozpisywać i kończę tą mini – relację.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Zasadniczo najlepiej obroniła się muzyka Lostbone, ale to mnie akurat nie zdziwiło. Ludzi nie było wielu, a ci co byli nie wywarli na mnie pozytywnego wrażenia. Szczerze, to koncert w ogóle nie z moich klimatów, ale jak już napisałem, masochista ze mnie. Ale już za niedługo szykuje się kilka prawdziwie metalowych spędów, więc sobie odbiję, hehe.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/metalowa-trasa-roku-2012-hedfirst-lostbone-made-of-hate-stonegrave-rzeszow-klub-od-zmierzchu-do-switu-31-03-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Blitzkrieg VI: Vader, Resistance, The Sixpounder, Eris Is My Homegirl, Calm Hatchery; Rzeszów, Klub Pod Palmą, 17.03.2012</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/blitzkrieg-vi-vader-resistance-the-sixpounder-eris-is-my-homegirl-calm-hatchery-rzeszow-klub-pod-palma-17-03-2012/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=blitzkrieg-vi-vader-resistance-the-sixpounder-eris-is-my-homegirl-calm-hatchery-rzeszow-klub-pod-palma-17-03-2012</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/blitzkrieg-vi-vader-resistance-the-sixpounder-eris-is-my-homegirl-calm-hatchery-rzeszow-klub-pod-palma-17-03-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Mar 2012 08:12:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Oracle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=12846</guid>
		<description><![CDATA[Gdyby nie to, że ostatnio przepadały mi bardzo interesujące sztuki koło nosa i absencję na nich musiałem sobie rekompensować bytnością na innych koncertach, które już tak bardzo mnie nie jarały, to pewnie odpuścił bym sobie tą edycję Blitzkrieg. Bo cóż to za Blitzkrieg w marcu? I z takimi zespołami? Ja pierdolę.
Po kolei. Gdy przyszedłem w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/03/Blitzkrieg-VI.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-12847" title="Blitzkrieg VI" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/03/Blitzkrieg-VI-150x150.jpg" alt="Blitzkrieg VI 150x150 Blitzkrieg VI: Vader, Resistance, The Sixpounder, Eris Is My Homegirl, Calm Hatchery; Rzeszów, Klub Pod Palmą, 17.03.2012" width="150" height="150" /></a>Gdyby nie to, że ostatnio przepadały mi bardzo interesujące sztuki koło nosa i absencję na nich musiałem sobie rekompensować bytnością na innych koncertach, które już tak bardzo mnie nie jarały, to pewnie odpuścił bym sobie tą edycję Blitzkrieg. Bo cóż to za Blitzkrieg w marcu? I z takimi zespołami? Ja pierdolę.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Po kolei. Gdy przyszedłem w okolice Klubu Pod Palmą było pusto, przez chwilę nawet zastanawiałem się, czy nie pomyliłem terminu. Dopiero zgraja nastoletnich gołowąsów w katanach, najebanych jak działacze piłkarscy na zgrupowaniu utwierdziła mnie w przekonaniu, że jednak dziś jest ten dzień. Pajace mieli nawet takie same najki, wielcy kurwa oldskulowcy – a pamiętam, jak spotkałem ich przed koncertem Overkill i mama z tatą odprowadzali ich na dworzec, haha! Dobra, jebać ich, dopiłem piwo i wszedłem do środka.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/03/IMG_4879.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-12848" title="IMG_4879" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/03/IMG_4879-150x150.jpg" alt="IMG 4879 150x150 Blitzkrieg VI: Vader, Resistance, The Sixpounder, Eris Is My Homegirl, Calm Hatchery; Rzeszów, Klub Pod Palmą, 17.03.2012" width="150" height="150" /></a>Wewnątrz właśnie zaczął produkować się <strong>Calm Hatchery</strong>. Cóż, rzeknę, że był to najlepszy z supportów, choć i oni jakoś mnie nie zachwycili – jakoś lepiej słuchało mi się ich z krążka. Całość napędzał na pewno żywiołowy wokalista, dla którego scena, jaką dysponuje Klub Pod Palmą wydawała się zbyt mała. Chłopaki grają techniczny brutalny death metal z pewnymi naleciałościami core&#8217;owymi i jak wspomniałem – wolę słuchać ich z płyt. Ale źle nie było, widziałem nawet, że ktoś kupił ich koszulki, więc innym pewnie podobało się bardziej. Grali może z pół godziny, po czym zeszli ze sceny. Dobry gig, jednak obyło się bez padania na kolana.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Akurat jakoś po ich występie do środka zaczęli schodzić się powoli ludzie. Ale ogólnie rzecz biorąc frekwencja rzeszowskiego odcinka Blitzkrieg była uuu&#8230; cieniutka. I dobrze, bo upychając na trasę takie miernoty jak Eris Is My Homegirl czy The Sixpounder organizatow strzelił sobie w oba kolana, a pocisk rykoszetem trafił jeszcze w obojczyk. Jeśli ktoś tu chciał pojechać na telewizyjnych pięciu minutach tych dwóch kapel, mając dodatkowo nadzieję, że przyciągnie to młodszą widownię, grubo się mylił. Młodsi mają kurwa jutjub, a nie koncerty za 50 złotych!</span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/03/IMG_4933.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-12849" title="IMG_4933" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/03/IMG_4933-150x150.jpg" alt="IMG 4933 150x150 Blitzkrieg VI: Vader, Resistance, The Sixpounder, Eris Is My Homegirl, Calm Hatchery; Rzeszów, Klub Pod Palmą, 17.03.2012" width="150" height="150" /></a>Okej, wróćmy do muzyki. Drugim zespołem na scenie tego wieczoru było <strong>Eris Is My Homegirl</strong>. Ja pierdolę, co za gówno. Nawet mało wybredna publika, która zebrała się tego wieczora w Klubie Pod Palmą poznała się na nich i po pierwszym numerze gromko zaczęła krzyczeć na przemian „Vader” oraz „Wypierdalać”. Ale ja się nie dziwię, mnie samemu pięść sama się zaciskała, zaś środkowy palec prostował w wiadomym geście. Te emo &#8211; suchciele męczyły nas przez około pół godziny tragicznym (dla mnie jako twardogłowego metalowca) metalcorem. O ile brutalniejsze momenty jeszcze jako tako się broniły, to już typowo wieśniackie melodyjne śpiewy zerżnięte z trzecioligowych metalcore&#8217;owców wołały o pomstę do nieba, czy gdziekolwiek chcecie. Wokalista – przyznam – ryknąć growlem potrafił, ale chuj z tym, skoro i tak wszystko psu w dupę z tymi gejowskimi (nie można nazwać tego w inny sposób) zawodzeniem dla smutnych nastolatków. Nie wiem, może organizator wespół z zespołem nastawiał się, że ludzie będą zachwyceni niczym pijana gawiedź w sylwestrową noc na lubelskim rynku? Żenada.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/03/IMG_4906.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-12850" title="IMG_4906" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/03/IMG_4906-150x150.jpg" alt="IMG 4906 150x150 Blitzkrieg VI: Vader, Resistance, The Sixpounder, Eris Is My Homegirl, Calm Hatchery; Rzeszów, Klub Pod Palmą, 17.03.2012" width="150" height="150" /></a>Po tym koncercie chłopcy z Eris Is My Homegirl nawet nie wyszli z backstage&#8217;u, ale ja ich rozumiem – też bym nie wyszedł. Udostępnili tym samym scenę<strong> The Sixpounder</strong>. Zmieszałem z błotem ich debiut, co wywołało wściekłość u ich fanów, o ile się nie mylę, sugerowano mi nawet bym nie pojawiał się na koncertach The Sixpounder, bo wpierdol. Cóż, może do Rzeszowa die hardy nie dojechały, dzięki czemu dziś piszę te słowa. Albo jak zwykle okazali się jedynie internetowymi krzykaczami, hehe. Jebał ich pies, zajmijmy się kapelą i ich występem. Chłopcy weszli na scenę przy dźwiękach czołówki „Drużyny A”. Każdy kto pamięta ten serial wie, iż mnóstwo tam było fajerwerków, strzałów, wybuchów, ale koniec końców nigdy nikomu nic się nie stało, nikt nie zostawał ranny. I tak samo jest z The Sixpounder – wielkie hurra w mediach, ochy i achy, ale ostatecznie – przeciętność. Chłopaki mają ambicje, tego odmówić im się nie da. Młodzież ponoć ich lubi (jeden mój kumpel nawet kupił, bądź chciał kupić, ich koszulkę – mówił, że dla czternastoletniej siostry, która ich uwielbia), ale ja w nich naprawdę nic nie widzę dla siebie. Metalcore w ich wydaniu w ogóle do mnie nie przemawia, jest sztuczny i pozbawiony przysłowiowych „cojones”. Kapela mimo wszystko na scenie wypada bardzo sprawnie, w którymś tam momencie nawet mieli prawdziwe ognie, wokalista skakał, machał i dyrygował niezbyt liczną publiką pod sceną (wśród której, a jakże, wyśmienicie bawili się nasi chłopcy – katankowcy, jakby to zobaczyły zespoły z ich naszywek, pewnie puściłyby zbiorowego pawia), a ja stałem, sączyłem piwo i czekałem kiedy The Sixpounder zejdzie ze sceny. No, zanim jeszcze zeszli odegrali „Ace Of Spades”, sprawnie, ale tego numeru nie można spierdolić. Na czas trwania tego kawałka jeden z gitarzystów ubrał kapelusz a&#8217;la Lemmy, ale w zasadzie nie wiem po co. No i chyba z trzydzieści razy podziękowali ekipie Vader za przyjęcie ich na trasę, zachęcali też do skandowania nazwy tej kapeli – nie wiem, trochę to nachalne dla mnie było, wystarczyłoby raz powiedzieć „dziękujemy” i tyle.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/03/IMG_5057.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-12851" title="IMG_5057" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/03/IMG_5057-150x150.jpg" alt="IMG 5057 150x150 Blitzkrieg VI: Vader, Resistance, The Sixpounder, Eris Is My Homegirl, Calm Hatchery; Rzeszów, Klub Pod Palmą, 17.03.2012" width="150" height="150" /></a>Przedostatnim zespołem był belgijski band <strong>Resistance</strong>. Goście grają naprawdę wkurwionego deathcore&#8217;a i cóż – Ci mieli przynajmniej pierdolnięcie. Choć z czystym sumieniem powiem Wam, że również nie wywarli na mnie jakiegoś zajebistego wrażenia. Porównując jednak ich sztukę do chujowego Eris Is My Homegirl (nawet nazwę mieli głupią) różnicę było widać i słychać. Jednak bez przesady. Oczywiście podkreślam – to nie moja muzyka, ale uwierzcie mi, gdyby mimo to supporty zagrały wyśmienicie, nie zawahałbym się o tym napisać, nawet narażając na szwank moją „prawdziwość”, hehe. Ressistance grało około czterdziestu minut, ich set nie wymęczył mnie tak jak inne, więc liczy się im to na plus. Chyba tyle mogę Wam o nich powiedzieć, bo niewiele więcej szczegółów z tego występu utkwiło mi w pamięci.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"><strong><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/03/IMG_5129.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-12852" title="IMG_5129" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/03/IMG_5129-150x150.jpg" alt="IMG 5129 150x150 Blitzkrieg VI: Vader, Resistance, The Sixpounder, Eris Is My Homegirl, Calm Hatchery; Rzeszów, Klub Pod Palmą, 17.03.2012" width="150" height="150" /></a>Vader</strong>. Od kilku lat omijałem ich występy, bo Peter i reszta obniżyła loty przy kilku ostatnich płytach. Jednakże ostatni krążek „Welcome To The Morbid Reich” jest zaskakująco dobry, więc stwierdziłem, w przeciwieństwie do wielu moich znajomych, że odżałuję te cztery dychy i zobaczę, jak mają się scenicznie. Cóż – parafrazując znaną książkę, rzeknę w tym temacie, iż na Zachodzie bez zmian. Czyli nadal Vader jest koncertową maszyną, bez dwóch zdań. Co ciekawe podczas ich rzeszowskiego koncertu aktywność ukazała „prawoskrętna” brygada metalowców, co to zapierdalają na marszach ku pamięci narodowo – katolickich żołnierzy, ale nie krępują się też ubrać koszulki z pentagramem, albo pomachać sobie łapkami w wiadomym geście. I niech mi nikt nie pierdoli, że nie tylko niemieccy wojacy tak robili (czyli Ci, przeciw którym walczyli wspomniani żołnierze wyklęci – tylko mnie wydaje się to lekko schizofreniczne zachowanie?), bo wszak wiadomo o co chodzi, prawda? Jebie mnie jakaś tam poprawność polityczna, ale nie lubię hipokryzji. W którymś momencie panowie ustawili się w rządku, nawet dwóch chłopców katanowców z naszywkami Kreator sobie dokptowali do hajlowania (ciekawe, czy Ci chłopcy mają wśród swoich mp3 taki utwór jak „Europe After The Rain”&#8230;). Ale jakoś nikt się nie burzył, hehe. Nie za bradzo wiedzieli co ze mną zrobić, bo wicie rozumiecie – glacę mam łysą, koszulkę wsadzoną w bojówki – panterki, więc chuj wi jak mnie przyporządkować, więc na wszelki wypadek traktowali, jak swojego, hehe! Ale mnie jakoś nie ciągnie do oddawania hołdu u boku księży wojakom z NSZ. Nieważne, Vader grał i było miło, jakiś tam niewielki młyn się zrobił, pijana młodzież się w nim odbijała, wszyscy byli zadowoleni. Vader zagrał sporo numerów z „Welcome To The Morbid Reich” i bardzo dobrze, bo po raz pierwszy od kilku lat się Peter postarał! Było też kilka numerów z debiutu, między innymi mój ulubiony „Breath Of Centuries” i generalnie rzecz biorąc inne numery znane i lubiane. Tak, „The Witcher” też był. Sprawnie to wszystko było przeprowadzone ze strony Vader, ale ja pamiętam ich lepsze koncerty – może ja byłem wtedy młodszy i bardziej mi się podobały ich występy w składzie z Mauserem i Docentem, może jednak się mylę&#8230;? Nie wiem, w każdym razie był to zdecydowanie najlepszy koncert tej nocy, no ale jeśli do tego wszystkiego Peter dałby ciała, to byłaby już totalna porażka, jak nomen omen we wrześniu 1939 roku, hehe. Ale tutaj akurat kapela wyszła z tarczą.<a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/03/IMG_5123.jpg"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-12853" title="IMG_5123" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/03/IMG_5123-150x150.jpg" alt="IMG 5123 150x150 Blitzkrieg VI: Vader, Resistance, The Sixpounder, Eris Is My Homegirl, Calm Hatchery; Rzeszów, Klub Pod Palmą, 17.03.2012" width="150" height="150" /></a></span></p>
<p><span style="color: #000000;">Dobra, po Vader zmyłem się do domu, bo znajomych praktycznie nie było, więc do kogo niby miałem gębę otworzyć i ponarzekać? Wobec tego w domu musiała mnie kobita wysłuchać, mojego marudzenia, a teraz Wy. Ale powtórzę – cieszę się, że Blitzkrieg VI w Rzeszowie okazał się frekwencyjną klęską (w porównaniu do wcześniejszych edycji), no ale skoro zamiast Incantation, Krisiun czy nawet Marduk zafudnowano nam kapele, które z metalem mają mało wspólnego – może to czegoś szanownego pana organizatora nauczy. I niech mi nikt nie pierdoli, że to taka odświeżona formuła, albo że nie ma kogo już zapraszać na supporty. Kapel, metalowych kapel jest masa i większość z nich gotowa byłaby zrobić nawet przysłowiową laskę, by móc zagrać przed Vader. Więc akurat tym razem nie będę psioczył na frekwencję, haha! Oczywiście tradycyjnie czułem się zażenowany głupotą młodzieży podszytą głębokimi brakami w metalowej edukacji, nawet w elementarnym wymiarze. Bo prawicowi niech sobie hajlują, wali mnie to, ale gość z telewizorem Iron Maiden – haha, żenada! Okej, to na pohybel Wam idę na browara i zapuszczę sobie po raz kolejny Kreator. Mam nadzieję, że siódma edycja Blitzkrieg nie będzie taka ciulowa jak miniona, bo wówczas to nawet ja zostanę w domu.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Zdjęcia dzięki zdolności i uprzejmości Czarnej666!</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/blitzkrieg-vi-vader-resistance-the-sixpounder-eris-is-my-homegirl-calm-hatchery-rzeszow-klub-pod-palma-17-03-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Genocide Operation II; Rzeszów, Klub Od Zmierzchu Do Świtu; 25.02.2012</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/genocide-operation-ii-rzeszow-klub-od-zmierzchu-do-switu-25-02-2012/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=genocide-operation-ii-rzeszow-klub-od-zmierzchu-do-switu-25-02-2012</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/genocide-operation-ii-rzeszow-klub-od-zmierzchu-do-switu-25-02-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Mar 2012 05:06:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Pathologist</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=12530</guid>
		<description><![CDATA[Na początku były takie plany żeby udać się na ten koncert do Lublina, ale szczęśliwie się stało, że Iperyt, Blaze of Perdition i Voidhanger postanowili pod szyldem Genocide Operation II zagrać w Rzeszowie. Nie powiem, ucieszyłem się. Klub w samym centrum, nie trzeba tłuc się parę godzin przez polskie drogi no i nie trzeba pić [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/03/genocide-operation-w-rzeszowie.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-12532" title="genocide operation w rzeszowie" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/03/genocide-operation-w-rzeszowie-150x150.jpg" alt="genocide operation w rzeszowie 150x150 Genocide Operation II; Rzeszów, Klub Od Zmierzchu Do Świtu; 25.02.2012" width="150" height="150" /></a>Na początku były takie plany żeby udać się na ten koncert do Lublina, ale szczęśliwie się stało, że Iperyt, Blaze of Perdition i Voidhanger postanowili pod szyldem Genocide Operation II zagrać w Rzeszowie. Nie powiem, ucieszyłem się. Klub w samym centrum, nie trzeba tłuc się parę godzin przez polskie drogi no i nie trzeba pić od południa hehe. </span></p>
<p><span style="color: #000000;">W sobotni wieczór dziarskim krokiem pomaszerowałem do klubu „Od Zmierzchu do Świtu”, po drodze jeszcze piwko przedkoncertowe i wbijam do środka. Nie wiem, co mną kierowało, że postanowiłem tym razem zjawić się na miejscu zgodnie z rozpiską godzinową… W swej naiwności wierzyłem, że ten koncert zacznie się po 19tej. Nie mogłem się bardziej mylić… Fajeczka przed wejściem i wbijam do środka a tam cisza jak w muzeum, drzwi na sale koncertową zamknięte, ludzi raczej garstka… Ale znaleźli się kumple, znalazło się piwko i można było się oddać pijaństwu. Historia z tą obsuwa była ponoć dość złożona, kolega Marian miał mi ja przedyktować, ale w końcu jakoś się nie złożyło. W każdym razie fakt był taki, że zabrakło pewnego istotnego elementu nagłośnienia i chwile zeszło zanim udało się go załatwić, jeszcze chwile zeszło zanim udało się go podpiąć a potem jeszcze chwile zeszło zanim kapele sobie trochę popróbowały. Ja tam się już przestałem irytować, piwko jedno, drugie a może i trzecie i coś tam w końcu zaczęło się tłuc za ścianą. Dla niewtajemniczonych napisze, że klub składa się z dwóch części: w jednaj jest sala przeznaczona do alkoholizacji a w drugiej do alkoholizacji przy muzyce na żywo. Ja miło spędzałem czas w tej pierwszej a tylko jakieś pojedyncze dźwięki dochodziły mnie z pod sceny. Jak poszedłem się odlać to coś tam posłuchałem, ale nie specjalnie mnie ta muzyka ujęła wiec postanowiłem wrócić do syto zastawionego stołu i przeczekać <strong>Pyrophobia</strong>, bo ani mnie ona ziębi ani grzeje. Potem zrobiłem mały sondaż na temat tego koncertu i słyszałem, że komuś tam się podobało, ale i pojawiły się głosy, że to „gówno”. Ja tam nie wnikam, nie będę się wypowiadał, bo to, co słyszałem trwało niecałą minutę, wydobywało się prawdopodobnie z wnętrza sedesu, wiec i jakość nie bardzo i wizji nie ma… </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Jeszcze podczas trwania koncertu Pyrophobii zdążyłem obrócić na kebaba, wypić piwko no i w końcu na scenie pojawił <strong>Voidhanger</strong>. Sporo osób czekało na występ tej ekipy, bo, mimo że twarze muzyków są dość znane to jeszcze ta kapela na rzeszowskiej ziemi nie występowała. I ja ruszyłem pod scenę, ale ulokowałem się w większej odległości, bo piwko jeszcze niedopite a szkoda uronić kroplę, hehe. Pierwsze dźwięki, Voidhanger wystartował numerem tytułowym i rozpoczęło się piekło. Publika w amoku, wyglądało to prawie jak zamieszki. W pewnym momencie w górę poszybowała barierka i z jej pomocą lub precyzyjniej: przy jej użyciu, zaczęły się przepychanki. Dopiero interwencja ekipy barmańskiej oraz dwóch typów z ochrony zatrzymała to dość niebezpieczne przedsięwzięcie. Na szczęście obyło się bez ofiar z ludzi… Choć nie winm czy „na szczęście” bo był moment kiedy ten koncert mógł stać się naprawdę kultowy hehe. Młyn nie ustawał ani na moment a ochrona postanowiła jednak zostać na wypadek gdyby sytuacja się powtórzyła. Szczególnie jeden z pilnujących ładu i porządku jegomości postanowił pacyfikować kotłujących się pod scena wzrokiem i miną człowieka, który naprawdę wie, co to nienawiść. Ale wróćmy jednak do tego, co na scenie. Voidhanger miał naprawdę kapitalne przyjęcie, ludzie bawili się doskonale, krew się lała, kudły latały w powietrzu a napierdalanka nie ustawała ani na moment. Zajebiste jest to thrash metalowe oblicze Infernal War, świetnie ta muzyka wypada na żywo. Zajebisty koncert, ale dość szybko się skończył… Trudno, trzeba było się udać po kolejny browarek i czekać na następną ekipę tego wieczoru, czyli Blaze of Perdition. Nie wiem ile czasu minęło zanim wyszli na scenę, ale miałem wrażenie, że cała operacja odbyła się bardzo sprawiane. W między czasie zaglądnąłem jeszcze na kramik z wszelkim dobrem, które przywiozły ze sobą kapele. Nie było tego wiele i nieco zmartwiło mnie to, że nie było debiutu Voidhanger&#8230; Dodam jeszcze, że na stoisku można było dostać chaosowego paierzaka niestety ani jedna sztuka się nie sprzedała… Mógłby ktoś cos kupić, bo Kuba będzie smutny. Kuba smutny – Kuba zły, Kuba zły – Kuba jebie płyty w recenzjach hehehe. </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Ale wróćmy do tego, co na scenie. Na początek napiszę, że <strong>Blaze of Perdition</strong> lubię</span><br />
<span style="color: #000000;"> bardzo, głownie z płyt, ale jak już grają to, czemu chwile nie zerknąć? Tak też zrobiłem wcześniej zaopatrując się w złocisty napoju żeby w razie słabszego występu czas mi również miło upływał. Chłopaki jakoś pomieścili się na tej scenie wielkości przedpokoju w bloku mieszkalnym i koncert się rozpoczął. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to zmiana wizerunku scenicznego… Jak miał bym to określić żeby ani nie nudzić, ale nie wydziwiać? Odebrałem w głowie skojarzenia, które przepływały przez moją świadomość i postaram się kilka z nich tu wymienić: „Kult Blasphemy, Slipknot, ciężka szychta w kopalni, kat (nie zespół, ale zawód)”. Nie opatrzę tego jednak żadnym komentarzem idźcie sobie na ich koncert i oceńcie sami czy jest to wystarczająco „true” czy nie. W każdym razie koncert całkiem dobry, choć w porównaniu z gigiem Voidhanger to pod sceną wiało nudą. Można by sobie rozłożyć leżak, zamówić drinka z parasolką i przypuszczam, że człowiek niczym nie niepokojony mógłby calutki występ ekipy z Lublina obejrzeć. Nie chce nikogo usprawiedliwiać, ale może to za sprawą solidnej obsuwy i już dość późnej godziny. Już przed występem Voidhanger miałem wrażenie, że spora cześć ludzi, która była w klubie poruszała się po swoich własnych orbitach a z upływem kolejnych godzin liczba ich rosła wprost proporcjonalnie do czasu całego wydarzenia. W każdym razie ja występ Blaze of Perdition obejrzałem, bo chłopaki naprawdę czują to, co grają, robią to wiarygodnie i wkładają w to całe, oblepione smoła i siarką, serca. Poza tym numery z nowej płyty wypadają na żywo całkiem dobrze, ale żebym już tak nie słodził to napisze, nieco odbiegając od tematu, że mogli by mieć więcej numerów po polsku… Ale „Królestwo Twoje” poleciało to już się nie będę tak czepiał, hehe. Lublinianie zeszli ze sceny po około 45 minutach a ja udałem się po kolejne piwko alby dodać sobie nieco więcej animuszu przed głównym daniem (albo raczej późną kolacją) tego sobotniego koncertu. </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><strong>Iperyt</strong> w Rzeszowie to grał chyba jeszcze za czasów legendarnego w pewnych kręgach klubu „Rejs”, co było już dobrych 6 lat temu wiec miałem wielki apetyt na ich występ. Jak zobaczyłem, że już kominiarki maja na ryje założone, piwo dokończyłem jednym łykiem i poszedłem pod scenę. Ku mojej (i nie tylko) wielkiej uciesze Iperyt zagrał całą EP „Particular Hatred”. Piszę to specjalnie po to żeby wkurwić tych, co nie byli hehe. Dla mnie jest to materiał absolutnie genialny, niosący w sobie taką dawkę energii, rozpierdolu, nienawiści i bluźnierstwa, że mózg może się rozjebać. I tak też było: publika wpadła w amok i ja tez. Wszyscy darli ryja chyba wiadomo, przy jakim numerze hehehe: „Die bitch! Die motherfucker! Die dirty cunt! Die Die Die!” No zajebiście! Jeszcze leciały numery z jedynki i dwójki nie wiem dokładnie, co bo te odhumanizowane i siejące pożogę dźwięki ciężko jest nagłośnić. Na pewno wyłapałem „Abuse You” ze względu na bardzo charakterystyczny sampel. Co jeszcze było …? A kurwa trzeba było ruszyć dupę, hehe. Ja tam byłem zajęty machaniem banią, a nie zastanawianiem się, co to akurat jest za kawałek. „Particular Hatred” poleciało – zostałem rozjebany i chuj! No i jeszcze jak to na koncertach tej kapeli bywa &#8211; krew musiała się polać. Całego zajścia nie widziałem dokładnie, ale udało mi się dostrzec jak ochroniarz wybiegał zza sceny (ten, co zabijał wzrokiem i miną) i jak się obróciłem żeby zobaczyć, co się dzieje to ujrzałem jednego typa okładającego drugiego oraz pokaźną grupkę osobników próbujących ich rozdzielić. Niespecjalnie mnie to jednak zainteresowało więc mój wzrok i ponownie udał się na scenę. Mam tylko nadzieje ze afterparty na izbie przyjęć było też zajebiste. Ale dość już tego dobrego, koncert musiał się kiedyś skończyć… Trochę za krótko, ale mega intensywnie. Nuklearny holokaust się odbył a na zgliszczach, które zostały Shocker odjebał swój własny one man show! Gość jest przechujem – tyle napiszę! Kto nie wiedział ten jest życiowo uboższym człowiekiem, hehehe. </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Trochę ta cała impreza trwała, ale na pewno warto było tą sobotnią noc poświecić na to żeby się trochę napocić, popić piwka i zobaczyć na scenie parę naprawdę zajebistych ekip…</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/genocide-operation-ii-rzeszow-klub-od-zmierzchu-do-switu-25-02-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sounds Of Extreme Tour 2012; Bielsko &#8211; Biała, Rude Boy; 27.01.2012</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/sounds-of-extreme-tour-2012-bielsko-biala-rude-boy-27-01-2012/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=sounds-of-extreme-tour-2012-bielsko-biala-rude-boy-27-01-2012</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/sounds-of-extreme-tour-2012-bielsko-biala-rude-boy-27-01-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 03 Feb 2012 07:40:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Oracle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=11987</guid>
		<description><![CDATA[Po kilku miesiącach metalowa dusza moja i kumpli moich zaczęła domagać się pokarmu. Piszczała, marudziła, stękała. Nie starczały półśrodki w rodzaju koncertu Romana z Katem ani charytatywnego gigu dla Covana. Ona chciała znaleźć się pośród innych dusz, maniakalnie oddanych metalowej sprawie. Na pytanie, czy death metalowa sprawa też może być, dusza moja przystała ochoczo.
&#160;
Okazją był [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/krisiun.malevolent.creation-bielsko.biala_.12_w4001.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-11989" title="krisiun.malevolent.creation-bielsko.biala.12_w400" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/krisiun.malevolent.creation-bielsko.biala_.12_w4001-150x150.jpg" alt="krisiun.malevolent.creation bielsko.biala .12 w4001 150x150 Sounds Of Extreme Tour 2012; Bielsko   Biała, Rude Boy; 27.01.2012" width="150" height="150" /></a>Po kilku miesiącach metalowa dusza moja i kumpli moich zaczęła domagać się pokarmu. Piszczała, marudziła, stękała. Nie starczały półśrodki w rodzaju koncertu Romana z Katem ani charytatywnego gigu dla Covana. Ona chciała znaleźć się pośród innych dusz, maniakalnie oddanych metalowej sprawie. Na pytanie, czy death metalowa sprawa też może być, dusza moja przystała ochoczo.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #000000;">Okazją był początek trasy<strong> Sounds Of The Extreme 2012</strong>, w której udział wzięli przedstawiciele dwóch Ameryk – Vital Remains, Malevolent Creation i Krisiun plus jacyś otwieracze. Po przejechaniu niecałych trzystu kilometrów trafiliśmy w końcu zmarznięci pod Rude Boya. Trochę chujnia, że tak fajny koncert odbył się w trochę dziwnym miejscu, nie w jakiejś Warszawie, Katowicach czy Krakowie nawet. No ale cóż.. Pod klubem na mrozie -15 stopni Celsjusza czekaliśmy około 45 minut. Dlaczego? Bo tak (co do organizacji, to na końcu w akapicie „prywata” się wypowiem). Do Rude Boy&#8217;a weszliśmy jako jedni z pierwszych, dzięki czemu mieliśmy możność zawieszenia sfatygowanych kurtek, bo szatnia malutka jak móżdżek Macierewicza (ale za darmo). Pierwszy raz byłem w tym klubie i już na pierwszy rzut oka wiedziałem, że będzie ścisk – zdecydowanie Bielsko Biała nie była najszczęśliwszym wyborem na organizację tego koncertu. Nie było też ani kawałka merchu, a szkoda, bo byłem gotów na małe zakupy. Co jeszcze do minusów? Maciej rzecze, że nie było różanego mydełka w kiblu. No fakt, nie było.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/IMG_0888a.jpg"><img class="size-medium wp-image-11995 alignleft" title="IMG_0888a" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/IMG_0888a-217x300.jpg" alt="IMG 0888a 217x300 Sounds Of Extreme Tour 2012; Bielsko   Biała, Rude Boy; 27.01.2012" width="217" height="300" /></a>Ok, pierwsza kapela nosiła nazwę&#8230; Kurwa, nie pamiętam, a nie chce mi się szukać. Zresztą, podejrzewam, że zdecydowanej większości tak naprawdę wisiał ten zespół, zwłaszcza, że ludzie się dopiero schodzili do klubu. Okej, odnalazłem już w pamięci – <strong>Truth Corroded.</strong> Goście wyglądali jak deathcore&#8217;owcy i grali deathcore, równie przewidywalnego co okładka pagan metalowej kapeli. Nie pamiętam ile poszło numerów, pięć – może sześć. Kapela starała się wypaść jak najlepiej, nawet kilka osób bujało się pod sceną, ale mnie jakoś nie porwali. Może tam tupnąłem nóżką przy jednym numerze, który z kolei nosił w sobie mocno punkową motorykę. Nie wiem, ile trwał cały koncert, podejrzewam, że nie zajęli nam więcej czasu niż pół godziny. Jak zeszli to nie płakałem, moim zdaniem spokojnie można było dokoptować jakąś niezłą czysto death metalową kapelę, nawet z Polski.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #000000;">Chwila przerwy, kilku z nas poszło przepychać się w kolejce po browarka i rychło powracać, bo na deskach już krzątali się techniczni <strong>Vital Remains. </strong>Krótkie intro po którym na scenę wtoczył się Dave Lazaro i reszta. Kurwa, jak ostatni raz widziałem Vitalów to Lazaro był pewnie z pół kwintala mniejszy&#8230; Gość jest ogromny! Ale powiem Wam, że grali naprawdę nieźle, a na wokalu sprawdzał się Scott Willy – zajebiście kontaktowy gość, który poradził sobie z setem bez zarzutu. Już po ryknięciu „We Are Vital Remains from Providence!” maniacy pod sceną rzucili się w jebitnie mocny młyn. Ja odpuściłem sobie napierdalanie akurat przy Vital Remains, bom kierowcą był i inne death metalowe duszyczki z mojego automobilu miałem pod kuratelą, hehe. Stałem więc spokojnie na tyłach i obserwowałem rzeź, która dokonywała się na deskach nie wysokiej sceny Rude Boya. A co grali? No ja pamiętam, że poszło „Icons Of Evil” i „Dechrystianize” oraz „Hammer Down The Nails”. I zostały odegrane na przyzwoitym poziomie. Choć oczywiście szkoda, że na pokładzie nie ma Suzuki. Jednak uwagę przykuwał i tak wokalista, który co chwila mówił, jakim zaszczytem jest dla nich koncert w Polsce. Może jest, może nie&#8230; hehe&#8230; Faktem jest, że przyjęcie zgotowano im naprawdę dobre, wydaje mi się nawet, że tak dobrego odezwu ze strony publiki nie miał później Krisiun, a już na pewno nie miał Malevolent Creation. Mnie osobiście również się podobała ta sztuka, sama kapela również opuściła deski Rude Boy&#8217;a zadowolona. Mieli ku temu powody.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/IMG_1171a.jpg"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-11996" title="IMG_1171a" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/IMG_1171a-150x150.jpg" alt="IMG 1171a 150x150 Sounds Of Extreme Tour 2012; Bielsko   Biała, Rude Boy; 27.01.2012" width="150" height="150" /></a>Przedostatnia kapela należy do moich ulubieńców. <strong>Malevolent Creation</strong> widziałem na żywca bodajże ostatni raz dziewięć lat temu, kupa czasu&#8230; Teraz powrócili w bardziej klasycznej odsłonie. Zębiska ostrzyłem sobie na ich koncert, oj, ostrzyłem. Ze sceny zniknęli techniczni, a pojawiły się na niej cztery persony&#8230; kurwa, jakie cztery, zapytałem się sam siebie. Ano jedna, druga, trzecia, czwarta&#8230; Ej, a gdzie kurwa Blachowicz?! Oo, a co z Fascianą? Się zatacza dziwnie i w ogóle. No, się okazało, że panowie zostali ugoszczeni wedle najlepszych polskich tradycji i zaniemogli z deczka. Zdarza się, zwłaszcza, że to był pierwszy koncert w ramach tej trasy, mogli nie być jeszcze zaprawieni w bojach. Ale przejdźmy do konkretów. Hoffman już na samym początku zapowiedział, że będzie to specjalny set, złożony z materiału pochodzącego głównie z „The Ten Commandments” i „Retribution”, czyli dwóch pierwszych, najlepszych krążków. No i poszło. Nie pamiętam od czego zaczęli, ale jak się można było spodziewać setlista była mocarna, bo poszło między innymi „Coronation Of Our Domain”, „Multiple Stab Wounds”, „Remnants of Withered Decay”z jedynki. Z dwójki natomiast na pewno poszło „Eve of the Apocalypse”, „Slaughter of Innocence” czy „No Flesh Shall Be Spared”. Ale mogę się mylić, gdyż tym razem już nie mogłem sobie darować i poszedłem ponapierdalać w młynie. Jedynym nowym numerem był pochodzący z ostatniej płyty „Slaughter of Nie było już tak intensywnie jak przy Vital Remains, bo obyło się bez sińców i tak dalej. Kapela wydawała się zadowolona, chociaż Phil i tak nie był zbyt kontaktowy, chyba gdzieś tam się nawet wypierdolił, kilkukrotnie się pomylił. No ale to nie koncert w filharmonii a death metalowa sztuka i suma summarum, wyszło to wszystko nienajgorzej. Co mogło też być zasługą Bretta Hoffmana, który chyba widząc niedyspozycję kolegów dwoił się i troił za mikrofonem. No musiał jakoś nadrobić braki w brzmieniu wynikłe z absencji Blachowicza. Mimo to, mnie osobiście naprawdę podobała <a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/IMG_0682a.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-11997" title="IMG_0682a" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/IMG_0682a-150x150.jpg" alt="IMG 0682a 150x150 Sounds Of Extreme Tour 2012; Bielsko   Biała, Rude Boy; 27.01.2012" width="150" height="150" /></a>się ta sztuka, zwłaszcza, że na sam koniec zagrali utwór – wizytówkę, czyli „Malevolent Creation”. I tu młyn był chyba najintensywniejszy jeśli mówimy o koncercie Malevolent Creation. Po około pięćdziesięciu minutach kapela zeszła z większym lub mniejszym trudem na backstage, potem Phil łaził jeszcze niedopity po klubie, chętnie pozując do zdjęć, tuląc napotkanych na drodze metaluszków i tak dalej. Miły z niego chłop swoją drogą, ale powinien więcej trenować przed przyjazdem do Rzeczypospolitej – kilka razy tu już był, więc się dziwię, że tego nie wiedział, hehe.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #000000;">Dla ostatniej kapeli przyjazd do naszego kraju akurat w ten piątek musiał być szokiem termicznym, wszak Brazylia nie kojarzy się z minusowymi temperaturami. Chyba, że ich organizator też przetrzymał na mrozie, ot tak dla zasady, w co wątpię jednakże. Ale pewnie przyzwyczajeni są panowie z <strong>Krisiun</strong>, gdyż o nich mowa – nie zliczę, ile razy gościli już w Polsce – sądząc po próbach porozumienia się wokalisty z publiką („dziekuji”, „Napierdalajsie”) wystarczająco wiele. Sam widziałem ich dotychczas dwa razy i za każdym razem było na czym ucho zawiesić. Lekko wymęczony po szaleństwach podczas koncertu poprzedniej kapeli,ustawiłem się tym razem dalej. No i Brazilianeros zaczęli napierdalać. Miło, że nie skupili się tylko na najświeższej płycie, ale sięgali i wstecz. Wszystko zabrzmiało bardzo dobrze, tych trzech furiatów rozkręciło młyn pod sceną, powiadam Wam! Nie powiem Wam konkretnie, co Krisiun zaprezentował nam tego piątkowego wieczoru, bo po prostu nie kojarzę ich utworów po tytułach, no ale na ile znam ich twórczość, to jedyną pominiętą płytą, był ich debiut, zaś z ostatniego albumu poszło chyba trzy numery. Ale oczywiście zostawiam sobie margines błędu. Choć przyznam, że już pod sam koniec w zasadzie kapela lekko zaczynała mnie nużyć, jako biernego obserwatora, na przykład gdy Max odgrywał solo na perkusji, czy co to było – no okej, są świetnymi instrumentalistami, ale jakoś nie czułem potrzeby, by udowadniali mi ten fakt w ten sposób. Na sam koniec jednak zamordowali odgrywając w ramach bisu „Black Force Domain” &#8211; kurwa, tu było czuć moc! Zagrali blisko godzinę o ile pamiętam, a oglądanie setu Krisiun sprawiło mi niekłamaną przyjemność.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/IMG_1266a.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-11998" title="IMG_1266a" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/02/IMG_1266a-300x263.jpg" alt="IMG 1266a 300x263 Sounds Of Extreme Tour 2012; Bielsko   Biała, Rude Boy; 27.01.2012" width="300" height="263" /></a>Reasumując – wszystkie kapele odwaliły dobre sztuki, nie wyłączając z tego grona Malevolent Creation – choć tu rozjeb byłby zapewne jeszcze większy, jeśli panowie byliby trochę trzeźwiejsi, hehe. Generalnie i tak jestem zadowolony – porządna death metalowa rzeź na trzy baty!!!</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #000000;"><strong>Kochane metale &#8211; Uwaga: Prywata</strong></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #000000;">Na sam koniec trochę prywaty. Z tego miejsca pragnąłbym podziękować agencji Massive Music za udzielenie mi akredytacji na ten gig, no ale tego nie zrobię. Dwa tygodnie przed gigiem napisałem bowiem grzecznego maila do tej agencji z zapytaniem o możliwość akredytacji, przesłałem linki, które dokumentowały, że wcześniejsza współpraca była owocna, zapewniłem też o chęci udzielenia z mojej strony ewentualnej pomocy poprzez Kejosa (news o koncercie był jak zwykle na stronie). Po tygodniu (też nie zawsze odpisuje po minucie, no ale jednak trochę za długo to trwało chyba&#8230;) otrzymałem maila z zapytaniem o naszą oglądalność (i był to jedyny ślad zainteresowania działalnością serwisu) i zapytaniem, czy zrobimy recenzję i wywiad jakiejś deathcore&#8217;owej kapeli. W odpowiedzi ode mnie dziewczyna od PR z Massive Managment dowiedziała się, iż z recenzją nie ma problemów (bo zazwyczaj recenzujemy wszystko co nam podeślą ludzie), ale co do wywiadu, to zawsze decydujemy po przesłuchaniu płyty, bo nie zależy mi na wywiadach z kapelami, które wypuściły słabe krążki, zwłaszcza, że deathcore to nie mój ulubiony gatunek. Niestety nie otrzymałem już żadnego maila.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Może by mnie to waliło, ale przy dziwnym systemie rezerwacji biletów w klubie, obawiałem się po prostu, że nie dostanę akredytacji, po dotarciu do klubu okaże się, że biletów nie będzie i po 300 km jakie będę musiał pokonać w jedną stronę, pocałuję klamkę. Z drugiej strony istniałą przecież też taka możliwość, że kupię bilet trzy dni wcześniej, a na przykład dzień przed dostanę info, iż akredytacja została przyznana – co wówczas miałbym zrobić z biletem, który czekałby na mnie w klubie? No ale widocznie zasada „napiszcie o naszych, to pomyślimy” obecnie działa w Massive Managment (czy tam Music). I może by mnie to nawet nie obeszło, bo przecież nie jest to obowiązek przyznawać akredytacje kejosowi (choć byłoby miło, hehe), nie zdarzyło by się to zapewne po raz pierwszy czy ostatni, ale skoro ktoś się już wysilił i odpisał mi na pierwszego maila, mógłby choć po drugim mailu odpisać „Sorry, nie jesteśmy zainteresowani przyznaniem akredytacji, jeśli nie będzie wywiadu”, a nie zlać z góry na dół bez słowa. Jestem tym bardziej rozczarowany postawą pani Marty z MM, że wcześniej współpraca z tą agencją była bezproblemowa. No ale niestety to nie z nią załatwiałem wówczas akredytacje, co miło zresztą wspominam&#8230; I może bym zlał i tą sytuację mimo wszystko, jednak wziąłem sobie do serca słowa Adriana z „R&#8217;lyeh” &#8216;zine, by piętnować takie chujowe zachowania na naszej scenie. Tyle ode mnie. Pomimo tego, koncert był naprawdę zajebisty.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/sounds-of-extreme-tour-2012-bielsko-biala-rude-boy-27-01-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/covan-wake-the-fuck-up-tour-2012-rzeszow-klub-pod-palma-19-01-2012/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=covan-wake-the-fuck-up-tour-2012-rzeszow-klub-pod-palma-19-01-2012</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/covan-wake-the-fuck-up-tour-2012-rzeszow-klub-pod-palma-19-01-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Jan 2012 09:10:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Pathologist</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=11794</guid>
		<description><![CDATA[Pierwsza trasa koncertowa, która zahacza o Rzeszów w tym roku. Trzeba było iść, tym bardziej, że cel szczytny no i skład też niczego sobie, choć nie powiem mogłoby być lepiej (patrz skład w Lublinie) albo gorzej (patrz skład w Olsztynie). 
Wpadłem do klubu dość sporo spóźniony, ale liczyłem po cichu na to, że Ciryam i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/covan.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-11796" title="covan" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/covan-150x150.jpg" alt="covan 150x150 Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" width="150" height="150" /></a>Pierwsza trasa koncertowa, która zahacza o Rzeszów w tym roku. Trzeba było iść, tym bardziej, że cel szczytny no i skład też niczego sobie, choć nie powiem mogłoby być lepiej (patrz skład w Lublinie) albo gorzej (patrz skład w Olsztynie). </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">Wpadłem do klubu dość sporo spóźniony, ale liczyłem po cichu na to, że </span><span style="font-size: small;"><strong>Ciryam </strong>i </span><span style="font-size: small;"><strong>Beheading Machine</strong></span><span style="font-size: small;"> sobie ominę. </span><span style="font-size: small;">Beheading Machine</span><span style="font-size: small;"> to w sumie trochę żałowałem,<em> </em>ale oni to grają zajebiście często więc gdzieś tam kiedyś jeszcze sobie rzucę okiem.<a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/beheading-machine4.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-11808 alignright" title="beheading machine4" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/beheading-machine4-150x150.jpg" alt="beheading machine4 150x150 Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" width="150" height="150" /></a><br />
</span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">Niestety Ciryam w ostatniej chwili wypadło ze składu i okazało się, że jak wpadłem do klubu to </span><span style="font-size: small;"><strong>Neolith</strong></span><span style="font-size: small;"><strong> </strong>już nakurwiał. Dalej tkwiąc w nieświadomości pobiegłem po browara i </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/neolith2.jpg"><img class="alignleft  wp-image-11809" title="neolith2" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/neolith2-150x150.jpg" alt="neolith2 150x150 Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" width="150" height="150" /></a></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">ustawiłem się pod scena a tu Levi ogłasza, że to ostatni numer… Kurwa szkoda… Ale to, co usłyszałem wystarczyło mi żeby się nieco wkurwić. Po pierwsze to nagłośnienie do bani… Słychać było tylko hałas. Ja rozumiem, że to gwiazda wieczoru ma najlepiej brzmieć i tak dalej, ale no bez przesady… A jak by tego jeszcze było mało to moim zdaniem za głośno. Ponoć nie ma czegoś takiego jak „za głośno” tylko to się po prostu nazywa starość, ale jak muszę barmanowi na migi tłumaczyć, jaki chce browar a bar jest po przeciwnej stronie klubu dość daleko od sceny to chyba coś jest jednak nie tak. </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/thy-disease2.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-11810" title="thy disease2" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/thy-disease2-150x150.jpg" alt="thy disease2 150x150 Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" width="150" height="150" /></a>W przerwie rzuciłem okiem na merch: koszulki, czapeczki, bluzy, plakaty z logiem „</span><span style="font-size: small;">Covan Wake The Fuck Up</span><span style="font-size: small;">”, pł</span><span style="font-size: small;">yt wręcz symbolicznie. Tymczasem na scenie rozkłada się już </span><span style="font-size: small;">Thy Disease</span><span style="font-size: small;">. Przyznam szczerze ze kiedyś miałem zajawkę na te ich śmieszne, trochę plastikowe granie z elektroniką zaczerpniętą z gier na Commodore 64, dlatego też poszedłem zapuścić żurawia na ich występ. Wdziałem już ich parę razy, ale ten występ chyba najbardziej żywiołowy no i przyznam szczerze, że przyjecie mieli całkiem dobre, choć średnia wieku pod scena nie przekraczała 18 lat hehe. Ale co zrobisz, nie każdy za gówniarza zachwycał się Deathspell Omega &#8211; od czegoś wszak trzeba zacząć. Właśnie &#8211; wrócę jeszcze do frekwencji, która o dziwo była całkiem niezła, choć akurat te kapele to trochę ludzi na koncerty przyciągają. Szczególnie młodzieży, ale to chyba dobrze, bo ostatnio zauważam znaczny spadek liczby długowłosych nastolatków kręcących się po mięście. Niech słuchają metalu zamiast progresywnego rocka – wszystkim to wyjdzie na dobre hehe. Wracając jednak do </span><span style="font-size: small;">Thy Disease</span><span style="font-size: small;">: </span><span style="font-size: small;">naprawdę fajny występ, choć trochę krótki. Numery z dwóch ostatnich płyt oraz dwa fajne covery. Pierwszy to był numer </span><span style="font-size: small;">Atrophia Red Sun</span><span style="font-size: small;"> zdaje się kawałek „Infected Tears”, ale nie postawił bym na to nawet piątaka bo już naprawdę sporo lat minęło odkąd przesłuchałem cokolwiek tej kapeli. Niemniej</span><span style="font-size: small;"> jednak fajny gest, cover kapeli, w której udzielał się kiedyś Covan i to bardzo dobrej kapeli. Nawet, jeśli „Twisted Logic” ujrzałaby światło dzienne w 2012 roku myślę, że była by uznana za innowacyjną płytę. Drugi cover a zarazem i ostatni utwór koncertu to w oryginale dzieło Depeche Mode jak Oracle twierdzi „Enjoy the Silence” ale że brzmienie się niewiele poprawiło od występu </span><span style="font-size: small;">Neolith</span><span style="font-size: small;"> to sobie tylko możemy zgadywać hehe. </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/virgin-snatch4.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-11811" title="virgin snatch4" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/virgin-snatch4-150x150.jpg" alt="virgin snatch4 150x150 Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" width="150" height="150" /></a>W dalszej kolejności scena miała należeć do </span><span style="font-size: small;"><strong>Virgin Snatch</strong></span><span style="font-size: small;"> i od razu będę szczery &#8211; niespecjalnie przepadam za tą kapelą. Niby tam sobie coś nagrywają, niby tworzą taką muzykę, jaka im w duszy gra, ale mi niestety gra inna muzyka. Koncertowo do zarzucenia nic nie mam, bo chłopaki nie od wczoraj miotają się po scenie i gołym okiem widać, że dobrze się czują prezentując swoją muzykę prze</span><span style="font-size: small;">d publiką, ale ja tam wolałem sobie jednak piwko strzelić i pogadać (na ile było to możliwe). Zerkając, co prawda od czasu do czasu w</span><span style="font-size: small;"> kierunku sceny widziałem, że na i pod nią sporo się działo. Zielony dawał z siebie 120% normy skacząc ze sceny i śpiewając pływając sobie na rękach fanów. Niech im tam będzie jak najlepiej, bo widać, że fanów maja sporo, ale ja sobie tam wole czegoś innego posłuchać… Jeden numer, co udało mi się wyłapać jak szedłem na fajkę to był „</span><span style="font-size: small;">In the Name of Blood</span><span style="font-size: small;">” z płyty o tym samym tytule. </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/decapitated2.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-11812" title="decapitated2" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/decapitated2-150x150.jpg" alt="decapitated2 150x150 Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" width="150" height="150" /></a>Szybko to strasznie wszystko funkcjonowało, bo minęło, nie wiem, może z 15 minut od zajścia ze sceny </span><span style="font-size: small;">Virgin Snatch</span><span style="font-size: small;"> a tu już </span><span style="font-size: small;"><strong>Decapitated</strong></span><span style="font-size: small;"><strong> </strong>zainstalowane i gotowe do ostatniego tego wieczoru występu. Do tej kapeli mam stosunek raczej obojętny. Trzeba im przyznać, że tworzą ciekawe rzeczy, są dość znani i lubiani w związku, z czym pewnie większość ludzi przyszła</span><span style="font-size: small;">właśnie na nich. Pod scena faktyczne luda sporo, młodzież kotłuje się zaciekle przy każdym numerze a ja sobie stoję w znacznej odległości od sceny i sączę zimne piwko. Z kawałków, co grało to nie napisze, bo ich dyskografię znam raczej pobieżnie. Choć nie wiem czy w tym przypadku słowo „pobieżnie” dobrze pasuje, bo starszych materiałów to nie słuchałem już wiele lat, a nową płytę przesłuchałem raz i jeśli już się tak dziś uzewnętrzniam to napiszę jednak, że jakiegoś zajebistego wr</span><span style="font-size: small;">ażenia na mnie nie zrobiła. Ale niech sobie chłopaki grają, maja wiernych fanó</span><span style="font-size: small;">w i ludzi, którzy dadzą sobie za ich muzykę palec obciąć wiec zajebiście. Mnie tam kręci trochę inna stylistyka. Ale wracając do meritum sprawy: koncert bardzo dobry, solidnie odegrane numery i przede wszystkim brzmienie już całkiem ok (chyba już na </span><span style="font-size: small;">Virgin Snatch</span><span style="font-size: small;"> brzmieniowo było nieźle, ale za bardzo na tym gigu s</span><span style="font-size: small;"><em>ię</em> nie koncentrowałem). Podsumowując całą imprezę: to nie powiem cel szczytny, koncerty nie najgorsze, piwko smaczne i dobrze schłodzone hehe. Jednak ja tam wole trochę inne klimaty, ale jak w Rzeszowie w roku organizowane jest z 10 koncertów metalowych, z czego kilka się nie odbywa ze względu na tak</span><span style="font-size: small;">zwaną „niską przedsprzedaż” albo inne dziwne powody to nie ma co przebierać, jak coś jest to trzeba dupę ruszyć.<a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/decapitated.jpg"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-11813" title="decapitated" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2012/01/decapitated-150x150.jpg" alt="decapitated 150x150 Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" width="150" height="150" /></a><br />
</span></span></p>
<p><span style="color: #000000;">Żeby jeszcze nie być taką mizantropijną, nihilistyczną pizdą to na koniec napisze, że jak by ktoś miał potrzebę nie najebać się w piątkowy wieczór albo, choć odjąć sobie od ryja z dwa browary i kasę przekazać na to żeby Covan nam jeszcze kiedyś zaryczał to podaje dwie strony, na których znajdziecie instrukcje jak wesprzeć ziomala w potrzebie:</span></p>
<h1><span style="color: #0000ff;"><span style="color: #000000;"><span style="color: #000000;"><strong><em><em><span style="color: #000000;"><a href="http://www.wakeupcovan.com/">www.wakeupcovan.com</a> </span></em></em></strong></span></span></span></h1>
<h1 lang="en-US"><span style="color: #000000;"><em><span style="color: #000000;">www. adrian.org.pl</span></em></span></h1>
<p><em><span style="color: #000000;">Zdjęcia są zasługą nieocenionej Sylwii <img src='http://chaosvault.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt="icon wink Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" class='wp-smiley' title="Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012" /> </span></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/covan-wake-the-fuck-up-tour-2012-rzeszow-klub-pod-palma-19-01-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kat &amp; Roman Kostrzewski, Shame Yourself, Excidium; Zamość, 20.10.2011</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/kat-zamosc-20-10-2011/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=kat-zamosc-20-10-2011</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/kat-zamosc-20-10-2011/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Nov 2011 11:12:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Oracle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=10477</guid>
		<description><![CDATA[Szczerze? Ostatni raz twór o nazwie Kat &#38; Roman Kostrzewski miałem okazję oglądać na żywo podczas ich trasy pożegnalnej (chyba nawet drugiej). Od tego czasu miałem możliwość kilkukrotnego uczestnictwa w koncercie tych muzyków, jednak jakoś niezbyt mnie to interesowało. Pewnie i tym razem nie wybrałbym się na ten koncert i to aż do Zamościa, gdyby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/11/kat-i-excidium.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-10478" title="kat i excidium" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/11/kat-i-excidium-150x150.jpg" alt="kat i excidium 150x150 Kat & Roman Kostrzewski, Shame Yourself, Excidium; Zamość, 20.10.2011" width="150" height="150" /></a>Szczerze? Ostatni raz twór o nazwie Kat &amp; Roman Kostrzewski miałem okazję oglądać na żywo podczas ich trasy pożegnalnej (chyba nawet drugiej). Od tego czasu miałem możliwość kilkukrotnego uczestnictwa w koncercie tych muzyków, jednak jakoś niezbyt mnie to interesowało. Pewnie i tym razem nie wybrałbym się na ten koncert i to aż do Zamościa, gdyby nie fakt, że całość miało otwierać Excidium, których to miałem przyjemność zawozić na miejsce, hehe.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Pogoda była z dupy i przez całą podróż zastanawialiśmy się, ile osób pofatyguje się w czwartek na koncert. Na miejsce dojechaliśmy około dwóch – trzech godzin przed czasem. Koncert miał miejsce w kazamatach (dosłownie) jakiegoś zamku w centrum Zamościa. Zimno tam było jak skurwysyn, para z gęby leciała i tak dalej. A tu, jako kierowca, nawet nie mialem się jak rozgrzać, hehe. Z czasem ludzi zaczęło się zbierać i zbierać i od razu powiem, uprzedzając – myślę, że z trzysta osób jednak ruszyło dupy, by oglądnąć występ Romana oraz supportów. Z jednej strony, niby magia nazwy Kat działa, z drugiej, wiele miast mogłoby sobie pomarzyć o takiej frekwencji w środku tygodnia.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Dobra, może ruszmy się już z tymi konkretami. <strong>Excidium</strong> zaczynało cały koncert. Cóż można by rzec po ich występie. No nie dali dupy, a nawet zagrali lepiej niż przy ostatniej okazji, gdy było mi dane ich zobaczyć. Zostali dobrze nagłośnieni, do dyspozycji dostali coś ponad trzydzieści minut i spożytkowali je w porządny sposób. Co prawda nie zdołali rozruszać nastoletniej publiki, która przeważała tego wieczoru, no ale szczerze mówiąc, w większości to były naprawdę podlotki, które niekoniecznie musiały lubić thrash metal o blackowym zabarwieniu. Mnie tam się w każdym razie podobało i nie mówię tego ze strachu, że już nie będą mnie chcieli zabierać na koncerty, hehe. W zasadzie ich tracklist chyba się nie zmienił przez ostatnie kilka koncertów, ale z drugiej strony Rzeszowiacy nie mają dyskografii Sabbat, żeby mogli sobie przebierać w kawałkach jak w ulęgałkach. Szkoda tylko, że zagrali z jednym mikrofonem, bo wsparcie Cuntreapera przez chłopaków jednak sporo dobrego robi.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Po Excidium miał wystąpić Halucynogen, ale coś tam nie wyszło i koniec końców nie zagrali. Dlatego też kapelą, która wkroczyła na deski, był biłgorajski <strong>Shame Yourself</strong>. Pamiętam, że kiedyś pojechałem po tej kapeli, przy okazji ich występu u boku Christ Agony chyba. Teraz z kolei przyznam, że nie miałem nawet sposobności, by ich pochwalić czy zmieszać z fekaliami, bo widziałem może z trzy ostatnie utwory kapeli. Cóż, nie jest to może moja muzyka – przecięcie death metalu (dość melodyjnego) z lekkim rock and rollowym sznytem, ale widziałem, że ludziom się podobało, nawet młodzieńcy w koszulkach Sodom, którzy na Excidium podpierali ściany przy dźwiękach Shame Yourself ruszyli w tany.Ale i zespół chyba nie oszczędzał się podczas tego koncertu, zwłaszcza wokalista miał bardzo fajny kontakt z publicznością. Okej, jeden numer, który kapela zapowiedziała jako najnowszy i premierowy naprawdę mi się spodobał. Ale jak już wspomniałem – muzyka taka mi po prostu nie leży, co nie znaczy, że muzycy tejże grupy to jakieś ciule – wręcz przeciwnie, bardzo fajowe z nich chłopaki.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Okej, gwiazda wieczoru to Kat. przyjmijmy to umownie, bo dla mnie osobiście Kat ostatni krążek wydał w 2004 roku. Trzymajmy się więc terminologii <strong>Kat &amp; Roman Kostrzewski. </strong>Na scenę wyszli przy akompaniamecie wrzasków publiczności muzycy, na samym końcu zaś Roman. No i się zaczęło. Nie pamiętam co poszło na początek, na pewno zagrali „666”, poszły też „Noce Szatana” no i z debiutu nie mogło zabraknąć „Wyroczni” (hail!) i „Diabelskiego Domu (III)” na koniec. Ku mojej i starszych fanów uciesze odegrali prawie cały „Oddech Wymarłych Światów”, a z „Bastard” &#8211; „W Bezkształtnej Bryle Uwięziony” oraz oczywiście „Łza Dla Cieniów Minionych”. Podczas ostatniego kawałka wyliczyłem dziewięć tulących się par, ale najbardziej gejowskim widowiskiem było ośmiu metaluszków, którzy złapali się za biodra (każdy za biodra kolegi) i bujali się do smutnego tekstu Romana. Kurwa, pedalstwo i gejostwo sięgnęło zenitu, hehe. Kat &amp; Roman Kostrzewski odegrali też kilka numerów ze swojej debiutanckiej płyty „Biało – Czarnej” i powiem Wam, że zachęcili mnie do zakupienia tego krążka przy możliwie najbliższej okazji. Z nowego krążka poszło „Maryja Omen”, „Milczy Trup”, „Bieluń”, „Wolni od klęczenia” i „Kapucyn Zamknął Drzwi”. Plus na pewno jeszcze jakieś numery się znajdą, których nie wymieniłem. Dobra, zakończyliśmy kronikarstwo, zacznijmy publicystykę. Na moje oko Kat &amp; Roman Kostrzewski może i odczuwa jakąś przyjemność z występowania, ale nie widziałem tegoż za sceną czy po koncercie, ot panowie przyszli do pracy, tak jak większość z nas wstaje co rano. Na scenie niestety Roman przy starszych kawałkach po prostu nie wyrabiał, ale może ocenię go, gdy sam będę w jego wieku. Dla mnie jednak niezaprzeczalnie o wiele bardziej autentycznie wypadał w kawałkach z ostatniej „Biało – Czarnej”, czy ostatnich kawałkach Kata („Łoże Wspólne Lecz Przytulne”), bo już jednak pierwsze speed metalowe numery wymagają od zespołu jakiejś ekspresji scenicznej, machania bańkami, biegania po scenie – tak mi się przynajmniej wydaje, takiego Kata pamiętam z materiałów archiwalnych. I tego mi brakowało. Ponadto spora część starszych utworów była odegrana wolniej w stosunku do oryginały, zwłaszcza „Wyrocznia” nad czym ubolewałem. Jednak spora liczba osób bawiła się zajebiście przez cały koncert, odnosiłem jednak wrażenie, że część z nich to ludzie, którzy kiedyś tam liznęli metalu, a teraz po prostu chodzą na koncerty z nudów, z jakiejś tęsknoty za technikum czy podstawówką naście lat temu i z równym powodzeniem co podczas występu Kata z Romanem będą się w weekend bawili na dyskotece w pobliskim klubie. Ale rozumiem, że taki urok koncertów w małych miejscowościach, gdzie ludzie po prostu mają głód muzyki, nudę i tak dalej. Przynajmniej nie żałowali trzech dych i się stawili. A wracając do tematu koncertu dodam jeszcze, że naprawdę fajnie to wszystko brzmiało, również wizualnie niezgorzej – nie często bywam na koncertach w dwustuletniej kazamacie, hehe.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Po koncercie Kata z Romanem wpieprzyliśmy co mieliśmy do wpieprzenia, wypili co mieli do wypicia i zabrali dupy w troki. Podróż obfitowała w różne przygody, o któych nie powiem, żeby mnie członkowie kółka łowieckiego po sądach nie ciągali, a nad ranem zawitaliśmy do Rzeszowa.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Podsumowując, koncert był udany, choć nie mogę powiedzieć, by Kat &amp; Roman Kostrzewski mnie porwali, niestety. Fajny, naprawdę fajny koncert zagrało Excidium, nieźle też oglądało się wyczyny Shame Yourself (a przynajmniej te kilkanaście minut, hehe). I szczerze mówiąc, chętnie zobaczyłbym w Zamościu jakiś mocniejszy, bardziej undergroundowy zestaw i skonfrontował z tym koncertem.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/kat-zamosc-20-10-2011/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ominus Doctrines Over Poland 2011; Kraków, Kazamaty Pub, 28.09.2011</title>
		<link>http://chaosvault.com/relacje/ominus-doctrines-over-poland-2011-krakow-kazamaty-pub-28-09-2011/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=ominus-doctrines-over-poland-2011-krakow-kazamaty-pub-28-09-2011</link>
		<comments>http://chaosvault.com/relacje/ominus-doctrines-over-poland-2011-krakow-kazamaty-pub-28-09-2011/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 Oct 2011 14:13:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Pathologist</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=10020</guid>
		<description><![CDATA[Wrzesień 2011 roku na pewno zostanie zapamiętany w metalowym światku, jako miesiąc, w którym koncertów kultowych kapel było od zajebania. Począwszy od Bulldozera, poprzez Aura Noir i Sodom, a skończywszy na Inquisition i Revenge, które to wraz z dwoma jeszcze ekipami zmiotły z powierzchni ziemi pub Kazamaty dnia 28 września! 
Pierwszy raz byłem na koncercie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/10/InquisitionRevengeKrakow_-_WEB.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-10022" title="InquisitionRevengeKrakow_-_WEB" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2011/10/InquisitionRevengeKrakow_-_WEB-150x150.jpg" alt="InquisitionRevengeKrakow   WEB 150x150 Ominus Doctrines Over Poland 2011; Kraków, Kazamaty Pub, 28.09.2011" width="150" height="150" /></a>Wrzesień 2011 roku na pewno zostanie zapamiętany w metalowym światku, jako miesiąc, w którym koncertów kultowych kapel było od zajebania. Począwszy od Bulldozera, poprzez Aura Noir i Sodom, a skończywszy na Inquisition i Revenge, które to wraz z dwoma jeszcze ekipami zmiotły z powierzchni ziemi pub Kazamaty dnia 28 września! </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Pierwszy raz byłem na koncercie w Kazamatach i pierwsze co mi się nie podobało, to fakt, że nie ma jak przed pubem strzelić piwka przed koncertem bez ryzyka zarobienia mandatu karnego w wysokości stu złotych, o czym niektórzy się przekonali hehe. Natomiast wnętrze bardzo sympatyczne: ceglane mury, zajebiście kiczowate ozdoby, fajne loże, z tym ze przestrzeń na koncerty dość mała. Wielkość można by porównać do garażu, w którym zaparkuje polonez, dwa rowery, kosiarka do trawy i jest pełno. Jak ktoś kiedyś dawno temu miał okazje być w Rzeszowie na koncercie w nieistniejącym już pubie „Rejs” to tam sala na koncerty była podobnego rozmiaru. Ale co mnie niesamowicie zdziwiło nagłośnienie udało się uzyskać całkiem niezłe jak na takie warunki. </span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">Z racji przedłużenia się przygotowań do koncertu należało sobie czas umilić browarkiem, a tych asortyment spory i w dobrych cenach, więc grzech nie skorzystać i po upływie jednego piwka i dwóch papierosów na scenie w końcu zainstalował się </span><span style="font-size: small;"><strong>The Stone</strong></span><span style="font-size: small;">. Była to moja pierwsza jak dotąd styczność z tymi muzykami z Belgradu, więc poszedłem z czystej ciekawości zerknąć, co zaprezentują na scenie Kazamatów. Chłopaki grają Black Metal w zasadzie niebędącym niczym nowym i można by powiedzieć, że tysiące kapel gra właśnie w ten sposób, ale w ich przypadku teksty są po Serbsku i choć nie za bardzo wiem, o co w nich chodzi to pewnie o rogatego i wojnę. A wojnę to oni akurat na pewno przeżyli, bo powstanie kapeli datuje się na 1996 roku wiec na własnej skórze tego doświadczyli i wiedzą, o czym drą ryja, co dodaje im autentyczności. Prezencja na scenie tez całkiem spoko – szczególnie wyróżniał się tu basista, który wtórował wokaliście w śpiewaniu i zachęcał ludzi do zabawy pod sceną. Pod koniec zaczęło mi się już trochę nudzić, ale wytrzymałem i dzięki temu obejrzałem całkiem niezły koncert, bez szału, ale na plus. J</span><span style="font-size: small;">ednak jakoś nie ciągnie mnie do zapoznania się z dyskografią </span><span style="font-size: small;"><strong>The Stone</strong></span><span style="font-size: small;"> – może kiedyś w promocji uda się jakaś ich płytkę wyczaić i akurat kasa będzie mi zbywać to sobie nabędę. Atropos zakupów to akurat na tym koncercie to chyba nikt nie poszalał, bo ceny, jeśli chodzi o płyty to do promocyjnych nie należały a ceny koszulek i bluz były zaporowe. Kurwa! Bluza Revenge za 35 euro – oni to chyba nie wiedzą ile się w Polsce zarabia. Lubujący się w niewyszukanych trunkach przeciętny obywatel może za te pieniądze nie trzeźwieć spokojnie przez tydzień… </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">Obejrzałem merch i udałem się pod scenę, bo tam bardzo sprawnie instalował się </span><span style="font-size: small;"><strong>Corpus Christii</strong></span><span style="font-size: small;"> a ten gig również chciałem zobaczyć w całości. Co prawda ekipy z Portugali również prawie nie znam – gdzieś tam kiedyś jakąś, nawet nie pamiętam, która płytę przesłuchałem raz i to by było na tyle, jeśli chodzi o znajomość ich twórczości. Ale koncert przecież też są od tego żeby zapoznawać się z kapelami nieznanymi. No i nie powiem, bo koncert konkretny… Szczególnie zwracał uwagę gardłowy i jego opętańczy wzrok oraz jego naprawdę dobre wokale. Pod scena już gęściej niż wcześniej, choć w tym klubie już trzy osoby robią młyn od ściany do ściany hehe. Wokalista wchodzi w interakcje z publicznością oraz wyzywał stojących przy barze i ogólnie oglądających gig w pozycji statycznej od pizd. I mi się przy okazji dostało, bo popijałem sobie spokojnie Łomżę, ale ogólnie pierdoliło mnie to hehe. Szczególnie aktywna pod sceną była jedna laska, która chyba, jako wielka fanka </span><span style="font-size: small;"><strong>Corpus Christii</strong></span><span style="font-size: small;"> strasznie obruszyła się jak jeden z fanów </span><span style="font-size: small;">Revenge</span><span style="font-size: small;"> zasugerował, że Portugalczycy mogliby już zejść ze sceny i ustąpić miejsca Kanadyjczykom. Doszło w tedy do wymiany bardzo ciekawych epitetów na temat matek wyżej wymienionych. Lepsza to była sztuka niż ta zaprezentowana przez </span><span style="font-size: small;">The Stone</span><span style="font-size: small;">, ale w porównaniu z tym, co miało nadejść to nawet nie była rozgrzewka… </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">Szybkie piwko w celu naładowania baterii i czas ruszać na </span><span style="font-size: small;"><strong>Revenge</strong></span><span style="font-size: small;">!! Nie wdziałem ich dwa lata temu wiec mój apetyt na ten koncert był bardzo wielki, bo nieraz nasłuchałem się, co to komando robi na żywo i jakim to jestem pozerem ze mnie nie było na </span><span style="font-size: small;">Antichrist Militant Tour hehe</span><span style="font-size: small;">. </span><span style="font-size: small;">Nie wątpiłem, że zmiotą! I zmietli, zmietli wszytko, co żywe z powierzchni ziemi, pozostawili gruzy… Pod sceną istny holokaust, bez litości, bez przebaczenia… Muzyka </span><span style="font-size: small;">Revenge</span><span style="font-size: small;"> z płyt niszczy, ale to dopiero wykonanie jej na żywo ujawnia prawdziwą moc tych opętańczych dźwięków. Takie kawałki jak „</span><span style="font-size: small;">Blood of my Blood” czy &#8220;Traitor Crucifixion&#8221; to istny amok, totalne zniszczenie… &#8220;Traitor Crucifixion&#8221; jeszcze do tej pory brzmi mi w głowie: Trraaaiiiitttttooooorrrrrrrrrrrr!!! Kurwa!!!! Coś pięknego. Dla takich koncertów warto żyć! Młyn nie ustawał ani na moment, a publika skandowała cały czas miedzy numerami. Read to mistrz napierdalania na perkusji &#8211; tempa, które on rozwijał były oszałamiające – jak karabin maszynowy kolejnymi wystrzałami niszczył i siał pożogę. Co tu więcej pisać: tam trzeba było być i czuć tą muzykę całym ciałem! Ten koncert zapamiętam do śmierci, jako jeden z większych rozpierdoli, jaki wdziałem. </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">Jeszcze, gdy piłem piwo po skończonym gigu </span><span style="font-size: small;">Revenge</span><span style="font-size: small;"> nie wiedziałem, że kolejny koncert tego wieczoru zniszczy mnie jeszcze bardziej… Gdy tych dwóch Kolumbijczyków wyszło na scenę pomyślałem, że w końcu jej wielkość dopasowana jest do zespołu, ale gdy zaczęli grać dowcipkowanie się skończyło, a rozpoczął się rytuał. To nieprawdopodobne, jaki klimat potrafią stworzyć ci muzycy i to kurwa tylko we dwóch!! Zawsze podziwiałem ich za konsekwencje – nagrywamy w dwuosobowym składzie to i gramy koncerty. I doskonale im to wychodzi- szaleństwo biło ze sceny i spod sceny. Ludzie wpadli w istny amok i bez opamiętania walczyli nie zważając na rany, stłuczenia i inne uszkodzenia ciała. Szybsze momenty wywoływały przypływ agresji a wolniejsze hipnotyzowały i wprowadzały publikę w trans. Dobór utworów doskonały szczególnie byłem zadowolony z wyporu numerów z ostatniej płyty. Ze starszych numerów mnie szczególnie rozjebał</span><span style="font-size: small;"> „Crush the Jewish Prophet” &#8211; totalne zniszczenie! Darłem się jak pojebany hehe! Nawet się nie spostrzegłem a tu koncert się zakończył… Za szybko, za mało, </span><span style="font-size: small;"><strong>Inquisition</strong></span><span style="font-size: small;"> na scenę kurwa!!! Gig – perfekcja! Jedna z najlepszych black metalowych sztuk, jakie wdziałem w życiu! Tak powinno się grać ku chwale rogatego!! Tak tworzy się kult!! </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">W ten środowy wieczór </span><span style="font-size: small;"><strong>The Stone </strong></span><span style="font-size: small;">i</span><span style="font-size: small;"><strong> Corpus Christii</strong></span><span style="font-size: small;"> wysłały swoje bojówki żeby siać zamieszanie w szeregach wroga, </span><span style="font-size: small;"><strong>Revenge</strong></span><span style="font-size: small;"> zrównało z ziemią i starło na proch wszelkie życie, </span><span style="font-size: small;"><strong>Inquisition</strong></span><span style="font-size: small;"> spopieliło to, co zostało w piekielnych płomieniach i na tych popiołach odprawili chyba najlepszy black metalowy rytuał w jakim uczestniczyłem. </span></span></p>
<p><span style="color: #000000;">Hail The Cult!!!</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/relacje/ominus-doctrines-over-poland-2011-krakow-kazamaty-pub-28-09-2011/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

